Wrocławskie uczelnie w pierwszych dniach wojny polsko-jaruzelskiej

Dr Kamil Dworaczek, Oddziałowe Biuro Badań Historycznych IPN we Wrocławiu
Proces organizatorów strajku na Politechnice Wrocławskiej, który odbył sie w 1982 roku
Proces organizatorów strajku na Politechnice Wrocławskiej, który odbył sie w 1982 roku Archiwum KZ NSZZ Solidarność przy Politechnice Wrocławskiej
Udostępnij:
Po wprowadzeniu stanu wojennego swój sprzeciw zamanifestowali również wykładowcy i studenci zrzeszeni w „Solidarności” i Niezależnym Zrzeszeniu Studentów. Byli zdecydowani bronić zdobyczy ostatnich 16 miesięcy, niezależnie od niebezpieczeństw i grożących za to represji.

We Wrocławiu do strajku doszło na czterech uczelniach: Uniwersytecie, Politechnice, Akademii Rolniczej i Akademii Wychowania Fizycznego. Na UWr członkowie „Solidarności” i NZS utworzyli wspólny Zakładowy Komitet Strajkowy. Przystąpili do strajku okupacyjnego zajmując gmach rektoratu.

Zgodnie z regionalną instrukcją postępowania „Solidarności” w razie strajku powszechnego uniwersytet miał prowadzić strajk wspomagający protesty w innych dużych zakładach przemysłowych. W rektoracie przebywało maksymalnie ok. 100 osób. Chętnych do uczestnictwa w strajku było więcej, ale ograniczenie zasięgu strajku było zabiegiem celowym. W nocy z 13 na 14 grudnia strajkowi przywódcy zostali poinformowani przez SB o groźbie interwencji w razie kontynuowania protestu. Następnego dnia, 14 grudnia, zapadła decyzja o zawieszeniu strajku, w gmachu jednak wciąż przebywało ok. 20 studentów. To oni stali się ofiarą brutalnej pacyfikacji, która nastąpiła w nocy z 14 na 15 grudnia.

Tak ją wspomina Barbara Zdrojewska, jedna z uczestniczek strajku: „Kiedy doszło do interwencji, to weszło wojsko w mundurach i zomowcy w kaskach z osłoną z przodu, mieli tarcze i blisko metrowe, białe szturmówki, zwane potocznie pałami (były bardzo ciężkie, z jakimś metalowym wzmocnieniem w środku). Na moich oczach zomowiec zaczął tym okładać Bogdana Zdrojewskiego po plecach. Rzuciłam się w ich kierunku, ale złapał mnie oficer – to były duże emocje. – Zwariowałaś dziewczyno? Koledze nie pomożesz, a jeszcze sama dostaniesz. W ten sposób żołnierz uratował mnie przed pobiciem. Później załadowali nas do dużych więźniarek, w których były po obu stronach ławki. Zomowcy zachowywali się agresywnie, byli wyraźnie nadpobudliwi. Mówiło się wtedy, że podają im jakieś prochy. (…) Oczywiście był strach, bo nie wiedzieliśmy, dokąd nas wywiozą; krążyły plotki, że na Stadionie Olimpijskim ludzie stoją nago na śniegu albo że trwają wywózki na Wschód i że Rosjanie wkroczą lada moment. To wydawało się wówczas nie tylko prawdopodobne, ale całkiem realne”.

13 grudnia studenci Politechniki Wrocławskiej skontaktowali się z Regionalnym Komitetem Strajkowym i kolportowali jego oświadczenia, oprócz tego pełnili rolę łączników. Na uczelni utworzono Komitet Strajkowy, składający się z pracowników i studentów. W proteście wzięło udział ok. 500 studentów i 100 pracowników naukowych. Zajęli oni rektorat (budynek A1) oraz Gmach Nowy Elektryczny (budynek D1). Warto podkreślić, że ważne miejsce zajmowała religia: duchowni odprawiali msze oraz udzielali spowiedzi. Na PWr posługę duszpasterską pełnił niedawno przybyły do Wrocławia, o. Ludwik Wiśniewski. Zakończenie strajku przypominało wydarzenia na Uniwersytecie.

W nocy 14/15 grudnia na Politechnikę wkroczyło ZOMO i w brutalny sposób spacyfikowało strajk. „Kilkudziesięcioosobowa ekipa ZOMO wpadła na strajk, była bardzo agresywna. Nie było to takie dramatyczne bicie, bo nie miało nic wspólnego ze ścieżkami zdrowia na komendzie milicji, gdzie bili do nieprzytomności. Po prostu wypędzali nas, najpierw z auli, po schodach, potem z uczelni, lejąc gdzie popadło. Widziałem śmierć Tadeusza Kosteckiego. Rzeczywiście bardzo przejmujący wypadek. On faktycznie dostał ataku serca, a milicjanci nie sprowadzili pomocy. Gdyby natychmiast wezwali karetkę, to być może tego człowieka by uratowano. Wezwali ją dopiero po 45 minutach. Niektórzy mówią, że on dostał pałką, ja tego nie widziałem” – wspominał Rafał Guzowski. To właśnie Tadeusz Kostecki może być uważany za pierwszą ofiarę śmiertelną stanu wojennego. Nawet jeśli ZOMO nie spowodowało jego śmierci w sposób bezpośredni, to – jeśli dać wiarę relacji Guzowskiego – interwencja a później brak szybkiej pomocy spowodowały śmierć inżyniera.

Pacyfikacji uniknęła natomiast wrocławska Akademia Rolnicza. Uczelniana „Solidarność” podjęła strajk już 13 grudnia z samego rana, dołączyli do niej członkowie NZS. Było to o tyle łatwiejsze, że studenci podjęli decyzję o zakończeniu wcześniejszego strajku dzień wcześniej i nie rozwiązali jeszcze swoich struktur oraz dysponowali zapasem żywności. Założono wspólny Komitet Strajkowy, Adam Jara z „Solidarności” wspominał relacje ze NZS-owcami: „Widać, że będzie się ciężko współpracowało. Oni są naprawdę zmęczeni czterotygodniowym strajkiem. Są mało cierpliwi. Trzeba przyznać, że mają sporo doświadczenia, ale dość niechętnie podporządkowują się naszym decyzjom”. Od strony studenckiej wyglądało to nieco inaczej: „Nam się wydaje, że mamy trochę większe doświadczenie w organizacji strajku, oni chcą nas sobie podporządkować, trochę iskrzy. Sytuacja jest i dla nas i dla nich nowa. Tym razem nie dzieli nas wysokość katedry, nasze położenie jest w zasadzie takie samo” – wspominał Bogusław Rogiński.

Zaistniały konflikt był jedną z przyczyn, z powodu którego część studentów 14 grudnia opuściła AR i wsparła m.in. strajk w Mostostalu. Pełnili tam przede wszystkim rolę kurierów i drukarzy. Włodzimierz Mękarski, szef strajku w Mostostalu doceniał ich obecność: „Bardzo się cieszyłem z faktu, że akurat ci studenci trafili do mnie, dlatego że oni mieli coś, czego nam brakowało. Po prostu szybko zorganizowali druk i zaczęli robić ulotki, przedrukowywać komunikaty na sicie. Myśmy wtedy o tym w ogóle nie mieli pojęcia, sito w zakładach pracy, to w ogóle była rzecz nie do pomyślenia. Dzięki temu dość dobrze doinformowałem wszystkie okoliczne zakłady pracy. [Studenci] spełniali dwie role, po pierwsze drukowali, dwa, byli łącznikami. Biegali od zakładu do zakładu i rozdawali na bramach ulotki. Przedostawali się przez całe miasto opłotkami, ogródkami, do RKS-u, [żeby] przekazać im informacje ode mnie. No, bo żeby te komunikaty, które wychodziły, były w miarę pełne, to RKS musiał dostać od takich jak ja informacje”.

Strajk na AR, na którym pozostała część studentów, trwał nadal mimo nacisku rektora oraz przedstawicieli władz wojskowych. Nawet wiadomość o pacyfikacji sąsiedniej Politechniki nie spowodowała zakończenia strajku. Pod oknami AR przechodzili studenci ze spacyfikowanej uczelni, od których dowiedziano się o brutalnej akcji ZOMO i jednej ofierze śmiertelnej. Spotęgowało to uczucie strachu i niepewności, ale dopiero wieść o stłumieniu strajków w dużych wrocławskich zakładach pracy zaważyła na decyzji o rozwiązaniu protestu na uczelni. Kontynuowanie protestu okazało się bezcelowe i 15 grudnia pozostali na uczelni pracownicy i studenci opuścili jej pomieszczenia.

14 grudnia protest na Akademii Wychowania Fizycznego we Wrocławiu zorganizowała NSZZ „Solidarność”, ale wzięli w nim udział również studenci. Co ciekawe, na czele strajku stanął sam rektor doc. Antoni Janusz. W nocy z 15 na 16 grudnia wszyscy opuścili zajmowany budynek w obawie przed nocną interwencją ZOMO. Na drugi dzień jednak wrócili, by oficjalnie zakończyć strajk. Strajk na 14 grudnia planowano też w Państwowej Wyższej Szkole Sztuk Plastycznych, ale odstąpiono od tego pomysłu pod wpływem perswazji władz uczelni. Natomiast grupka ok. 10 studentów już 13 grudnia udała się do zajezdni MPK przy ul. Słowiańskiej, aby wesprzeć strajk tramwajarzy.

Strajki na uczelniach nie mogły zmienić biegu wydarzeń, stały się jednak ważnym symbolem oporu w pierwszych dniach stanu wojennego. Aż do końca dekady szkoły wyższe były istotnymi bastionami opozycji antykomunistycznej. Nic więc dziwnego, że w 1988 i 1989 r. „Solidarność” i NZS odrodziły się tam niezwykle szybko.

Wideo

Komentarze 2

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

k
koko
zdrojewska i zdrojewski bojownicy. kto ich zna to ma niezla polewke. ech mitomani kon by sie usmial
I
Igma
Wspominam z przyjemnością
niedzielę dnia 13 grudnia 1981 roku.
Dodaj ogłoszenie