Pasibus przestawia produkcję. Teraz nakarmi wrocławskich seniorów

MKR
facebook/Pasibus
Udostępnij:
Pasibus - znana wrocławska sieć burgerowni - nie próżnuje w czasie, gdy nie może przyjmować gości. Teraz będzie przygotowywać posiłki dla seniorów. Dorzucając się na zrzutka.pl każdy może sfinansować całodzienne wyżywienie osób najbardziej zagrożonych epidemią, a przy okazji wesprzeć burgerownię w trudnych dla gastronomii czasach.

Akcja rusza w piątek. W pierwszy dzień posiłki trafią pod drzwi 50 seniorów. W paczce znajdzie się jedzenie na cały dzień: śniadanie, drugie śniadanie, obiad i kolacja. Aby mogło powstawać zróżnicowane, pełnowartościowe menu, Pasibus przestawił produkcję w swoim centrum we Wrocławiu.

- Znajomi z Grupy Warszawa zrobili taką akcję u siebie i zaproponowali nam, żebyśmy wystartowali we Wrocławiu. Zawsze chętnie włączamy się do pomocy. Tym razem możemy pomóc najbardziej potrzebującym. Ale to pomoże także naszym pracownikom – tłumaczy Piotr Staszczyński, właściciel Pasibusa, który został wrocławskim operatorem przedsięwzięcia.

Na sfinansowanie akcji prowadzona jest zbiórka pieniędzy. Żeby podarować całodzienne wyżywienie starszej osobie, należy wpłacić 25 zł. Wielokrotność tej kwoty to kolejne dni żywienia. Wpłacający może przy wpłacie oraz w mejlu wysłanym na adres [email protected] podać dane osoby, którą chciałby wspomóc. Można także nie podawać konkretnego adresu. Wtedy posiłki trafią do osób wskazanych przez miejskie instytucje pomocowe.

Z każdych 25 zł do Pasibusa trafia 15 zł. - Nie zarabiamy na tym. Na pierwszym miejscu jest pomoc osobom starszym. Ale też ważne jest, że w jakimś stopniu akcja wspiera naszych pracowników. Od początku epidemii działamy w bardzo ograniczonym zakresie. Czynne są tylko dwa punkty, które realizują dowóz, ale nie zwolniliśmy nikogo i nie mamy zamiaru zwalniać. Przede wszystkim dlatego, że razem tworzymy Pasibusa, ale także dlatego, że po kryzysie trzeba będzie ruszyć pełną parą i wtedy będziemy mieć sprawdzonych, doświadczonych pracowników – wyjaśnia Staszczyński.

Reszta z każdej wpłaty przeznaczona jest na m.in. na rezerwę budżetową, gdyby wpłat nie przybywało tak szybko, jak obecnie, logistykę, promocję, koszty operacyjne, prawne i księgowe.

Na posiłki dla wrocławskich seniorów można wpłacać na zrzutka.pl #PosiłekDlaSeniora – Wrocław. Przez cztery wpłacono 2 735 zł. W warszawskim wydaniu akcji od końca marca użytkownicy zrzutki wpłacili już blisko 300 tys. zł.

- Są branże, które na tym kryzysie bardzo skorzystały. I takich firm także szukamy, żeby chciał się podzielić swoim sukcesem z potrzebującymi i wpłacały na akcję – zachęca Piotr Staszczyński.

Nie przegap tych informacji

Przeczytaj, to ważne

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Mikołajów i Odessa bramą do Morza Czarnego

Wideo

Komentarze 7

Komentowanie zostało tymczasowo wyłączone.

Podaj powód zgłoszenia

k
klik klik

Pomijając wstrętne i obrzydliwe marketingowe żerowanie na najsłabszych grupach społecznych (w tym przypadku seniorach), mam nadzieję, że firma dostosuje i zbilansuje dietę w odpowiedni, zalecany dla tej grupy wiekowej, sposób. Natomiast, jeżeli do wymienionych osób trafiać będzie standardowa oferta owej fast-food'owej garkuchni - czyli, m.in. produkty wysokoprzetworzone, bazujące na białej, oczyszczonej, wyjałowionej ze wszystkich składników odżywczych mące i/lub takim samym bezwartościowym ryżu, z ogromną ilością soli/cukru, smażone na kancerogennej fryturze, mięsne, w tym bazujące na mięsie czerwonym lub MOM, z dodatkiem dodatkowych substancji, itd., itp. - już lepiej szanownym seniorom żyć o przysłowiowym chlebie, szczawiu i wodzie. Większe szanse na zachowanie zdrowia, a nawet podleczenia wielu cywilizacyjnych chorób.

Nie, to nie jest żadna złośliwość. Absolutnie. Po prostu, z jednej strony, niestety, znam dobrze gastro-biznes "od kuchni" (szczęśliwi ci, co nie wiedzą/nie interesuje ich temat), a z drugiej, jako wieloletni weganin, a wcześniej wegetarianin, sam, kiedy tylko mogę, gotuję i przyrządzam posiłki (jak twierdzi rodzina i znajomi, całkiem nieźle to wychodzi). Mam więc wiedzę praktyczną oraz teoretyczną. Tę ostatnią regularnie pogłębianą zarówno literaturą przedmiotu, jak i na licznych kursach, warsztatach, sympozjach dot. wege-gotowania.

Dlatego do tego rodzaju bezwzględnych akcji promocyjnych, działań o charakterze biznesowym, szczególnie w wykonaniu gracza, który może kojarzyć się różnie, ale na pewno nie ze zdrowym, zbilansowanym, odpowiedzialnym, świadomym, naturalnym, prostym, etycznym odżywianiem organizmu (nie mylić z jedzeniem!) podchodzę z "dużym dystansem" - gdzie "duży dystans" to oczywiście silny eufemizm zastosowany przeze mnie na potrzeby ewentualnego zabezpieczenia procesowego.

k
klik klik

Pomijając wstrętne i obrzydliwe marketingowe żerowanie na najsłabszych grupach społecznych (w tym przypadku seniorach), mam nadzieję, że firma dostosuje i zbilansuje dietę w odpowiedni, zalecany dla tej grupy wiekowej, sposób. Natomiast, jeżeli do wymienionych osób trafiać będzie standardowa oferta owej fast-food'owej garkuchni - czyli, m.in. produkty wysokoprzetworzone, bazujące na białej, oczyszczonej, wyjałowionej ze wszystkich składników odżywczych mące i/lub takim samym bezwartościowym ryżu, z ogromną ilością soli/cukru, smażone na kancerogennej fryturze, mięsne, w tym bazujące na mięsie czerwonym lub MOM, z dodatkiem dodatkowych substancji, itd., itp. - już lepiej szanownym seniorom żyć o przysłowiowym chlebie, szczawiu i wodzie. Większe szanse na zachowanie zdrowia, a nawet podleczenia wielu cywilizacyjnych chorób.

Nie, to nie jest żadna złośliwość. Absolutnie. Po prostu, z jednej strony, niestety, znam dobrze gastro-biznes "od kuchni" (szczęśliwi ci, co nie wiedzą/nie interesuje ich temat), a z drugiej, jako wieloletni weganin, a wcześniej wegetarianin, sam, kiedy tylko mogę, gotuję i przyrządzam posiłki (jak twierdzi rodzina i znajomi, całkiem nieźle to wychodzi). Mam więc wiedzę praktyczną oraz teoretyczną. Tę ostatnią regularnie pogłębianą zarówno literaturą przedmiotu, jak i na licznych kursach, warsztatach, sympozjach dot. wege-gotowania.

Dlatego do tego rodzaju bezwzględnych akcji promocyjnych, działań o charakterze biznesowym, podchodzę z "dużym dystansem" - gdzie "duży dystans" to oczywiście silny eufemizm zastosowany przeze mnie na potrzeby ewentualnego zabezpieczenia procesowego.

b
burger1000kcal

Zastanawiałam się co wymyślą cwaniaczki z Pasibusa ;)

k
klik klik
23 kwietnia, 9:41, błeee:

Powiem szczerze, że od wybuchu epidemii, nic nie zjadłam co było zrobione przez jakąś restaurację lub kogoś mi nie znanego. Skąd wiecie jaki syfiarz to robił? Popatrzcie na te kebaby , pizzerie. Idą w rynku np zajarać od zaplecza na podwórze i siedzą, jarają, głaszczą śmietnikowe koty, a później bez mycia rąk dalej do obsługi klientów i do kuchni serwować dania. Autentycznie to widziałem w rynku od podwórza, gdzie mam pracę. Nie chcę podawać z nazwy restaurację bo jeszcze będą mnie po sądach ciągać. Nagrywać tel mi się nie chciało, bo nie jestem z pokolenia gimbusów.

Przecież to tak wygląda w gastronomii "od zawsze", i to bez względu na rangę lokalu - czy to obwoźna baro-buda na kółkach nazywana modnie "fooodtruck'iem", czy prestiżowy lokal "premium" w renomowanym hotelu.

Kiedyś, podczas swoich pierwszych studiów, dorabiałem wakacyjnie m.in. w restauracjach, w tym jednej wegańskiej (wówczas wegetariańskiej) - którą bardzo szanuję, żeby nie było! Wszędzie naczelna zasada brzmiała: Nic nie ma prawa się zmarnować! Co to zawołanie oznaczało w praktyce? Proszę łaskawie uruchomić wyobraźnię. Obawiam się jednak, że większości nie starczy. Tak. Aż tak, niestety, wyglądało.

Zamawianie jedzenia "na mieście" w okresie śmiertelnej zarazy jest zwyczajną głupotą i niepotrzebnym narażaniem zdrowia/życia swojego oraz wielu osób - jeśli zachorujemy, zanim zostaniemy zdiagnozowani (o ile w ogóle, wszyscy wiemy jak działa system) zarazimy masę innych ludzi.

Pomijając celowe działania (ostatnio, bodajże w Singapurze, zatrzymano dostawcę jedzenia, który umyślnie pluł i smarkał do dostarczanego przez siebie jedzenia - taki "challenge"), przecież wystarczy, że podczas wyjmowania choćby takiej popularnej w dostawach pizzy z pieca/wkładania do pudełka, ktoś będzie rozmawiał, kichnie, zaśmieje się. Palcami, którymi wcześniej dotykał śluzówki ciała ("dłubał" w nosie, pocierał odruchowo wargi), albo skażonej klamki w drzwiach, długopisu, klawiatury - dotknie gotowego produktu. To wystarczy. Drobinki wydzieliny osiadają, a w raz z nimi koronawirus. Oczywiście, obowiązują rękawiczki i maseczki, ale skąd pewność stosowania się do nakazu przez pracowników lokalu? Samo stosowanie to o wiele za mało. Trzeba jeszcze wiedzieć jak to robić i b. ściśle tego przestrzegać. Zresztą, maseczka/rękawiczka noszona pro-forma przez wiele godzin (a niewykluczone iż dni, żeby zaoszczędzić kilka groszy, wszak Polak potrafi) - nic nie daje. Przepuszcza wydzielinę, a wręcz dodatkowo stanowi potencjalne źródło zakażenia, niekonieczni tylko covid19. Skoro na co dzień mało kto w gastronomii przestrzega tzw. reżimu sanitarnego (lub robi to nieumiejętnie), wątpliwe, aby nagle zaczął w sposób umiejętny, bezbłędny, niczym chirurg w szpitalu, przestrzegać teraz. Do tego dochodzą, już wspomniane, świadome i celowe działania nisko opłacanych, zatrudnianych na umowę-zlecenie (niepewność jutra, a więc mam wszystko i wszystkich w d.pie), słabo wykształconych, zdemoralizowanych pracowników. Dzisiaj pracuję tu, jutro tam, a pojutrze zupełnie inna branża, może budowlanka, albo taxi - i co mi zrobisz? Nie twierdzę że większość tak postępuje (ba! mam nadzieję, że to niechlubny margines, "czarne owce" jakie wszędzie się trafiają), ale przecież nigdy nie wiesz na kogo trafisz.

Jeden z moich ulubionych cytatów to "Gdyby rzeźnie miały szklane ściany, wszyscy bylibyśmy wegeterianiami". Jak sparafrazował kiedyś mój kolega, prowadzący z sukcesem od wielu lat modną knajpkę w centrum Warszawy - gdyby ludzie wiedzieli jak, i z czego, powstaje jedzenie w restauracjach, już nigdy nie jedli by na mieście.

Oczywiście, powyższa parafraza to - moim zdaniem - gruba przesada. Niemniej podkreśla i uświadamia pewne rzeczy. Naprawdę warto aż tak ryzykować w czasie pandemii - i to w czasach, gdy sklepowe półki uginają się pod wszelkimi dobrami? Nie potrafimy sami przyrządzić jedzenia w domu? Lenistwo, czy zdrowie/życie. To już każdy sam musi odpowiedzieć.

G
Gosc

Zarobili już taki hajs że skamla ja o pomoc i to takim tanim chwytem na seniora,może naprawdę pomagajcie za swoje zarobione a nie ze ludzie którzy też potrzebują mają dawać,pomaga się bez rozgłosu bo takie coś to zwykle chu....jostwo a nie pomoc.

S
Smakosz

Burgery w Pasibusie to już nie to samo co dawniej idą na ilość

G
Gość

Jakieś mętne to. 15 zł dla pasubrzucha a 10 w sumie nie dokonać wiadomo na co? Wolę zrobić przelew na TOZ

Przejdź na stronę główną Gazeta Wrocławska
Dodaj ogłoszenie