Do sołtysowania trzeba mieć serce

Kacper Chudzik
Jakie cechy powinien mieć dobry sołtys? Przede wszystkim cierpliwość i chęć działania!

W sobotę, 11 marca, obchodzony jest Dzień Sołtysa. Postanowiliśmy z tej okazji zapytać niektórych z nich o to, jak wygląda praca sołtysa.

Kocham to, co robię

Małgorzata Sadowska kieruje sołectwem Szczyglice już od 6 lat. Przyznaje, że uwielbia swoją pracę na tym stanowisku.

- Do tego trzeba mieć serce i zapał. Ja uwielbiam robić to, co robię. Nie byłabym zresztą drugą kadencję, gdyby mi się to nie podobało. To jest wyzwanie, bo sprostać wymaganiom i oczekiwaniom ludzi nie jest łatwo. Ale ja zawsze cieszę się, gdy mogę zrobić coś dla mojego sołectwa - zapewnia.

Jak dodaje pani sołtys, ta funkcja uczy również pokory. Zaraz po wybraniu na pierwszą kadencję myślała, że w krótkim czasie uda jej się zrobić wszystko, co planowała. - Szybko przekonałam się, że trzeba działać małymi kroczkami. Trzeba być pokornym i cierpliwym, żeby coś skutecznie osiągnąć - mówi.

Pani sołtys nie ukrywa, że uwielbia swoją niewielką miejscowość i cieszy ją to, że mieszkańcy chcą się angażować w różnego rodzaju przedsięwzięcia, takie jak dożynki.

- W miastach tego się nie kultywuje, a u nas to dalej jest z takim podtekstem ludowym. Mamy w Szczyglicach wielu mieszkańców napływowych, którzy przenieśli się z miasta. Większość z nich również pozytywnie przyjmuje to, co dzieje się w sołectwie i przyłącza się do działań. Rdzenni mieszkańcy wychowali się w tej tradycji i czują to od dawna. A ci napływowi dopiero poznają takie życie i fakt, że chcą się do tego włączać, jest dużym sukcesem - przyznaje pani sołtys.

Jak przyznaje M. Sadowska, nigdy w życiu nie myślała o zostaniu sołtysem, chociaż udzielała się wcześniej m.in. w szkole, podczas imprez charytatywnych itp. Jej poprzednik, Stanisław Pieniążek, był osobą bardzo lubianą. Gdy mieszkańcy zaproponowali jej kandydowanie, nie brała tego na serio.

- Na zebraniu nie widziałam jeszcze tylu mieszkańców w jednym miejscu. No i gdy padła moja kandydatura, zgodziłam się. Tak to się zaczęło. Pierwszy rok to była bardziej nauka, ale na szczęście mieszkańcy i rada sołecka pomogli.

Pani sołtys ma jeszcze sporo planów. Po wybudowaniu nowej świetlicy i jej wyposażeniu, przyszedł czas na zagospodarowanie terenu wokół niej.

- To jest priorytetem. Moje sołectwo nie ma ani placu zabaw, ani boiska z prawdziwego zdarzenia. Dokupiliśmy więc 14 arów ziemi i wspólnymi siłami chcemy je teraz zagospodarować - dodaje M. Sadowska.

Wychowała się w mieście, została sołtysem

Sołtys Wilkowa pełni swoją funkcję dopiero od dwóch lata. Również ona nie spodziewała się tego, że będzie kierować wsią. Tym bardziej, że nie jest rdzenną mieszkanką Wilkowa. Przeniosła się tam z miasta, gdy wzięła ślub.

- Dużo się tutaj działo i zaczęłam się angażować w życie miejscowości. Lubię być aktywna. Znajomi i inni mieszkańcy wsi sami rzucili takie hasło, żebym spróbowała wystartować w wyborach na sołtysa. Początkowo byłam sceptyczna, czy podołam. Jakoś to się jednak ułożyło - mówi pani Weronika.

Pani sołtys dba o to, by w Wilkowie było co robić. Niemalże w każdym miesiącu wraz z radą społeczną organizują spotkania i imprezy dla mieszkańców. W najbliższych tygodniach będzie to powitanie wiosny. Jednak zajmuje się nie tylko tym.

- Pomagam też mieszkańcom na przykład w wypełnianiu różnych wniosków i dokumentów, dostarczaniu ich do urzędu gminy - mówi pani sołtys.

Weronika Ochałek nie wie jeszcze czy wystartuje w kolejnych wyborach na sołtysa. Jak mówi, lubi to zajęcie, jednakże jak mówi - w ciągu dwóch lat dużo może się jeszcze zmienić dlatego nie chce składać żadnych deklaracji.

A jakie zadania stawia sobie na przyszłość pani sołtys?

- Mieszkańcy chcieliby nowe nawierzchnie asfaltowe i doposażenie oświetlenia ulic. Pytają się również o drogi rowerowe, plac zabaw dla dzieci. Jest mnóstwo zadań przede mną, ale trzeba do tego podchodzić z cierpliwością. Z resztą praca sołtysa wymaga właśnie cierpliwości i chęci do działania - zapewnia.

Z obecnie urzędujących sołtysów powiatu głogowskiego najwcześniej zaczynała Helena Kośkiewicz z Ruszowic. Swoją pierwszą kadencję rozpoczęła w 1986 roku. Jak przyznaje pani sołtys, kiedyś ta funkcja była nieco łatwiejsza.

- Teraz mamy fundusze sołeckie, ale kiedyś o środki dla wsi było łatwiej. Organizowało się zabawę i zbierało pieniądze. Teraz tak nie można - mówi.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie