Wrocław-Poznań: Nie walczmy ze stereotypami

Katarzyna Fertsch, Beata Marcińczyk, Bartłomiej KnapikZaktualizowano 
Poznań? Pierwsze skojarzenie: miasto przedsiębiorczych. Na zdjęciu Stary Browar Grażyny Kulczyk
Poznań? Pierwsze skojarzenie: miasto przedsiębiorczych. Na zdjęciu Stary Browar Grażyny Kulczyk Andrzej Szozda
O różnicach między Wrocławiem i Poznaniem rozmawiamy z socjologiem Ryszardem Cichockim, Markiem Tobolewskim, szefem kreacji w Eskadrze MarketPlace, firmie zajmującej się marketingiem miast oraz Radosławem Ratajszczakiem, dyrektorem wrocławskiego zoo.

Rozmowa z socjologiem, doktorem Ryszardem Cichockim.

Poznaniak jest uporządkowany, pracowity, czysty, rzetelny i skąpy. Z kolei wrocławianin to człowiek chaotyczny, spontaniczny, imprezowy. Skąd biorą się te stereotypy.

To, w jaki sposób postrzegamy siebie nawzajem, to efekt naszych doświadczeń i historii. Nie znamy się za dobrze, dlatego tworzymy sobie obraz typowego mieszkańca tych miast. Co ciekawe, w tym przypadku są one pozytywne.

Czy mają one wpływ na relacje wzajemne mieszkańców obu miast?

Myślę, że w tym przypadku ten wpływ jest niewielki. To dlatego, że wrocławianie i poznaniacy rzadko się odwiedzają. Przejeżdżamy przez Wrocław jadąc w góry, wrocławianie przez Poznań, gdy jadą nad morze. Te wrażenia tylko potęgują stereotypowe myślenie.

A jaki jest dzisiaj typowy poznaniak? Czy bardzo różni się od stereotypu?

Co ciekawe, sposób, w jaki widzą nas wrocławianie, nie odbiega od tego, jak sami siebie widzimy. Postrzegamy siebie jako ludzi pracowitych, porządnych, szanujących prawo, oszczędnych. Wrocławianie dostrzegają jeszcze jedno: przedsiębiorczość.

A jak poznaniacy widzą mieszkańców Wrocławia? Czegoś im zazdrościmy?

Nasz obraz wrocławianina nie powstał w przeszłości, ale obecnie. Miasto i jego mieszkańcy są dla nas nowocześni, europejscy, organizują wiele imprez, także tych wielkich, wciąż coś się u nich dzieje. Jednak my dla mieszkańców Wrocławia też jesteśmy mieszkańcami miasta nowoczesnego i europejskiego. Wskazują na przykład na ulicę Głogowską, którą wjeżdża się do Poznania od strony Wrocławia. Porównują to z ulicą, jaką wjeżdża się do Wrocławia od strony Poznania. To stereotypowe spojrzenie zmienia się, gdy poznajemy to drugie miasto.

Wśród kilku cech, jakie widzą u nas wrocławianie, jest też skąpstwo. Walczyć z nim?

To historyczny stereotyp. Myślę, że powinien zostać, tak jak koziołki na ratuszu.
Poznań pracuje, Wrocław się bawi

Rozmowa z Markiem Tobolewskim, szefem kreacji w Eskadrze MarketPlace, firmie zajmującej się marketingiem miast.

Z czym Panu, ekspertowi od wizerunku miast, kojarzą się Poznań i Wrocław?

Jeśli mamy rozmawiać o brandach, czyli markach (marką nie jest tylko IBM czy Mercedes, ale także Nowy Jork czy Wrocław - przypis BK), to na początek zaznaczmy, że inaczej niż w przypadku przedsiębiorstw, miasta mają już swój wizerunek, nawet jeśli jeszcze nie myślą o sobie jak o marce. Po prostu z czymś już kojarzą się odbiorcom. To znaczy, że świadome budowanie ich marki nigdy nie zaczyna się od zera: nie może więc polegać wyłącznie na reklamie na billboardach czy akcjach promocyjnych.

Jaki zatem jest wizerunek Poznania, a jaki Wrocławia?

Poznań z racji tradycji wielkopolskiej gospodarności kojarzy się z biznesem, targami, zarabianiem pieniędzy. I było tak zanim miasto przyjęło swoją strategię promocji.

Ale Poznań sam się tak reklamuje na billboardach.

Tyle że dopiero od niedawna. Mnie osobiście hasło miasto know-how się podoba średnio, bo dla szerszej grupy Polaków może być niezrozumiałe. Dobrze za to przemawiać będzie do przedsiębiorców i inwestorów. Promocja nastawiona na nowoczesną gospodarkę jest więc w tym wypadku jedynie rozwinięciem znanego już wizerunku miasta.

A czy wrocławskie działania bardziej wpływają na to, jak jesteśmy postrzegani?

Wasze miasto jest jednym z liderów w przepływie informacji, choć jako jedna z nielicznych polskich metropolii nie ma oficjalnie przyjętego dokumentu dotyczącego strategii promocyjnej. Ta aktywność jest ważna, bo Wrocław nie miał tak wyrazistego wizerunku jak Poznań, dlatego w jego przypadku działania promocyjne mają już zdecydowanie większy wpływ na to, jak miasto jest postrzegane.

To jak się nas postrzega z zewnątrz?

To już nie jest wizerunek nowego polskiego Lwowa, jak to było przez lata. Dziś Wrocław kojarzy się ciepło, jako miejsce umożliwiające spotkanie, traktowane dosłownie, jak i metaforycznie. To ważne, bo dziś marketing jest przede wszystkim sztuką budowania relacji między marką i jej odbiorcami, którzy zresztą przestają być biernymi konsumentami, a stają się współtwórcami marek. Bardzo podoba mi się wykorzystanie w promocji kalendarza. Każdy mógł związać swoją markę z Dniem Życzliwości. Ale zrobił to właśnie Wrocław i teraz wydaje się, że jesteście miastem ludzi życzliwych.

Ale, niestety, i u nas zdarzy się czasem ktoś zupełnie nieżyczliwy. Czy ten wizerunek nie powinien być bliższy rzeczywistości?

I tak, i nie. Z jednej strony promocja musi być oparta na autentycznych atutach miasta. Czyli Wrocław nie może reklamować się jako świetne miejsce na dwutygodniowe wakacje z dziećmi, bo nie ma u was ani morza, ani gór. Z drugiej strony chęć wyróżnienia się, mocnego zaistnienia w umysłach odbiorców, powinny wpływać również na kierunek rozwoju miasta. Na szczęście nasze samorządy zaczynają to rozumieć - czas więc na działania, które sprawią, że życzliwość we Wrocławiu będzie powszechna, a w ślad za mówieniem o innowacyjności miasta idą zabiegi o tworzenie prestiżowych instytucji naukowych.

A gdyby Poznań i Wrocław próbowały połączyć siły, jak np. Mediolan i Turyn, i zaczęły promować markę Polski Zachodniej?

W promocji bardzo ważne jest sprecyzowanie, do kogo jest dana akcja skierowana. W Polsce i Poznań, i Wrocław będą współzawodniczyć: o inwestorów, mieszkańców itd. Nie wyobrażam sobie takiej wspólnej kampanii.

Rozumiem, że jest jakieś ale.

Tak. Bo gdyby Poznań i Wrocław chciały wspólnie promować się np. w Niemczech, to byłby to bardzo dobry pomysł. Tamtejszego odbiorcę takiej akcji mniej interesowałyby różnice między tymi miastami, ale właśnie wspólne walory obu waszych miast.

Wciąż czuję się poznaniakiem
Rozmowa z Radosławem Ratajszczakiem, dyrektorem wrocławskiego zoo, a wcześniej wieloletnim pracownikiem ogrodu zoologicznego w Poznaniu.

Przez wiele lat mieszkał Pan w Poznaniu. Czy trudno było się odnaleźć we wrocławskiej rzeczywistości? Co Pana najbardziej zdziwiło?

Pierwszą rzeczą było podejście urzędników. W Poznaniu często czułem się jak intruz. We wrocławskim magistracie urzędnik okazał się kimś, kto ma pomagać.

A ludzie? Czy mieszkańcy obu miast faktycznie są różni?

Wrocławianie są sentymentalni. Przywiązują się do przedmiotów i walczą o to, by ich nie ruszać. Realizacji nowej koncepcji zagospodarowania zoo przeszkadzało drzewo i ławka. Trzeba było je usunąć. Musiałem jednak stoczyć bój o to, żeby móc je ruszyć. Drzewa już nie ma, ale ławka stoi do dzisiaj. My, poznaniacy, nie przywiązujemy aż takiej wartości do rzeczy.

Od trzech lat mieszka Pan we Wrocławiu, ale mówiąc "my", myśli Pan o poznaniakach...

W Poznaniu spędziłem całe życie, w ciągu trzech lat nie da się tego zmienić. Poza tym to w stolicy Wielkopolski chciałbym zamieszkać na emeryturze.

Aż tak tęskni Pan za Poznaniem?

Nie. Tutaj mogę ziszczać marzenia zawodowe. Jeśli pojawia się pomysł, miasto od razu pomaga w jego realizacji. W Poznaniu najpierw trzeba było wszystko przeliczyć, przeanalizować... Ale tęsknię za pyzami drożdżowymi. Te we Wrocławiu są paskudne. Czasami brakuje mi też poznańskiego zoo. Te tereny są naprawdę piękne.

Gdyby było można, to co przeniósłby Pan z Wrocławia do Poznania?

Na pewno zapał i spontaniczność w realizowaniu inwestycji.

A jest coś, do czego nie może się Pan przyzwyczaić?

Do wrocławskiej "włoszczyzny". Tutaj dołączają do niej także kapustę pekińską.

polecane: Flesz - e-papieros zagraża zdrowiu

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze 5

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

s
ss

Ja żyje tu i tu. N cóż, z racji zawodu interesuję się statystykami gosp. i tu Poznań nas niszczy prawie pod każdym względem PKB na mieszkańca to chyba 20 tyś zł różnicy. Poznań ma lepszą komunikację i jednak wygrywa w poważnych rankingach RP czy centrum Smitha. Jednak centrum Wrocka to Praga i nie ma co gadać Poznań musi zazdrościć! Jak chodzi o uczelnie to Poznań znowu górą, ale IT i polibuda jesteśmy do przodu! Jedna zaleta dla Poznania bardziej uporządkowany architektonicznie - czyt. Komuniści nie budowali tylu bloków gdzie popadnie.
Powiem tak gdyby Polska była Federacją, miała Landy. To Poznań i Wrocław połączył by się w jedno miasto. Nie żartuje powstała by autostrada pomiędzy lotnisko. To byłyby najszybciej rozwijające się miasta w Polsce, ale niestety Status quo WW i KRK hamuje rozwój bo oni nie lubią konkurecji, a politycy lubią władzę i centralizują co się da. Ale może jeszcze będziemy żyć w normalnym kraju!!

N
Norbert

Wrocław z Gdańskiem? A jaki to ma sens? Oba miasta dzieli ponad 500 km, a to odległość bardzo duża. Poza tym piszesz, że Poznań ma dużo mniej mieszkańców, a Gdańsk? Nieco ponad 460 tys., a to dużo mniej od Poznania. O ponad 100 tys. Nie bierzemy tu pod uwagę Sopotu i Gdyni oczywiście, bo to już Trójmiasto i inna bajka. Gdańsk to całkiem inny klimat, miasto portowe, dawna Hanza, jarmarki, handel, dostęp do morza, stocznie, Solidarność, Westerplatte. A to, że kibice Śląska i Lechii mają sztamę, to nie znaczy, że Wrocław jest dzielnicą Gdańska i odwrotnie. Bo właśnie stąd się wzięło to określenie. To samo moglibyśmy powiedzieć o Krakowie, czy o Lublinie. Ja widzę same różnice, niestety jak dla mnie nierealny pomysł i druga strona księżyca-(

m
mdf

Otóż dlatego, że w każdej jednej wypowiedzi Poznaniaka można zobaczyć fajny schemat "Bo Poznań jest lepszy/bogatszy/jest więcej studentów/coś ważnego, ale Wrocław ma fontannę/tereny zielone/krasnale/coś mało istotnego." W ten mniejwięcej sposób "chwalą" nas Poznaniaki, a my, jako ludzie naiwni wierzymy w ich dobrą wolę. Z kim Wrocław może współpracować? Choćby z Gdańskiem. Jak to się mówi "Wrocław dzielnicą Gdańska, a Gdańsk Wrocławia"- mamy podobną historię, między mieszkańcami istnieje PRAWDZIWA przyjaźń (a nie ta zarażona kompleksem wyższości Wielkopolan), atmosfera w obu miastach jest podobna.

Nie podoba mi się, że Gazeta na siłę próbuje skojarzyć Wrocław z Poznaniem, miastem od niego mniejszym (Poznań ma tyle mieszkańców, co Wrocław 80 LAT TEMU!), miastem mniej dynamicznym, miastem, z którego na siłę próbuje robić się markę, której- niestety- Polska ani świat nie kupują (ahhh jak śmieszy mnie reklamówka Poznania z hasłem "miasto know how"), wreszcie z miastem, którego mieszkańcy patrzą na innych z góry. Jestem świadom wad Wrocławia, jednak wypowiedzi dziennikarzy i specjalistów z Poznania są dobre jako studium wspomnianego kompleksu wyższości.

D
Daniello

Oba miasta są porównywalne, a według mnie różnice są znikome. Przez parę lat mieszkałem we Wrocławiu, później studiowałem w Poznaniu. I naprawdę nie wiem, gdzie wolałbym mieszkać. Uważam, że oba miasta mają swój klimat, choć chyba Poznań jest ciut bogatszy i troszkę lepiej zorganizowany.
Ale większą markę rozpoznawalności w PL ma jednak Wrocław. Miasta powinny ze sobą współpracować, wymieniać się doświadczeniami, a za granicą wspólnie się promować. Powinny razem podejmować ważne inwestycje typu: jedno, duże, wspólne lotnisko, stworzenie dobrych połączeń kolejowych i drogowych, współpraca wszystkich uczelni i instytucji kultury. Wszystko jest możliwe, wystarczą tylko wspólne wizje i chęci-)

m
marko

Właśnie przez takie postawy potęguję się międzymiastowe niesnaski. Co to znaczy, że oba miasta muszą konkurować?. Muszą ale z resztą kraju. Jako zachód Polski, więcej wrogów mamy w naszym kraju niż za granicą.Walka o pieniądze z budżetu jest możliwa tylko w konsolidacji. Warszawa, Kraków, Łódź nie lubią pierwszej ligi a taką jest Poznań i Wrocław. Dlaczego pytacie tego gościa o zdanie? Mieszka 3 lata we wrocku a gazeta podpiera się nim jako autorytetem? Zapytajcie studentów, doktorantów, biznesmenów, oni często więcej wiedzą o jednym i drugim mieście niż jakiś dyrektor na państwowej posadzie. Znam oba miasta doskonale. Od kilku lat (8) spedzam 4 dni we Wrocku i 3 dni w Poznaniu (czasem na odwrót) i oba miasta lubię. Są różnice ale nie chodzi o ich pokazywanie. Lepiej ukazać cechy wspólne i uczynić z tego zalety niż dodatkowo poróżniać mieszkańców.

Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3