Natalia Grosiak: Jestem wartością samą w sobie i o tym śpiewam

Małgorzata Matuszewska
Natalia Grosiak
Natalia Grosiak fot. Magdalena Samosiej
Wrocławska grupa Mikromusic właśnie wydała swoją trzecią płytę 'Sova'. Śpiewająca Natalia Grosiak, autorka tekstów, lubi wrocławskie knajpki, a o okolicach wiaduktu przy Teatrze Polskim mówi, że magicznym klimatem przypominają jej Nowy Jork.

Różnorodność dźwięków w muzyce Mikromusic jest piękna. Istnieje coś takiego, jak wrocławska scena muzyczna?
Wydaje mi się, że istnieje. Chociaż jest już tak różnorodna, że trudno ją sklasyfikować jako jeden, charakterystyczny nurt. Liczba dobrych, ciekawych zespołów z Wrocławia jest naprawdę imponująca, o czym może świadczyć nowy festiwal Wrocławski Sound, na którym w tym roku był komplet widzów. I wydaje mi się, iż frekwencja dopisała nie dlatego, że to wrocławskie zespoły, ale że podają muzykę na świetnym poziomie.

Na pierwszej płycie pt. 'Mikromusic' pojawili się goście: Sambor Dudziński, Piotr Dziubek. Na 'Sovie' gości jest więcej. To muzyczne, wrocławskie przyjaźnie?
Na 'Sovie' goszczą Miłosz Pękala, Natalia Lubrano oraz Joao Texeira de Sousa. W świecie muzyków wszyscy się znają albo słyszeli o sobie. Nie jest problemem zaprosić kogokolwiek do współpracy, jeśli druga strona oczywiście będzie chciała wziąć udział w określonym przedsięwzięciu muzycznym. Natalkę znamy od lat, Joao to nowy nabytek na muzycznym rynku Wrocławia, ale zaczyna już tutaj prężnie działać, Miłosza poznaliśmy dzięki Robertowi, który natomiast poznał go dzięki współpracy przy najnowszej płycie Artura Lesickiego.

Ma Pani ulubione zakątki na Uniwersytecie Wrocławskim?
Tak. Na okienkach uwielbiałam przesiadywać w Kalamburze. Nie jest to co prawda miejsce uniwersyteckie, ale mnie bardzo kojarzy się ze studiowaniem.

Czerpie Pani inspiracje z wrocławskich miejsc?
Inspiracją jest po prostu życie, przez większość czasu w tym mieście, w towarzystwie ludzi tutaj mieszkających. Czyli niechcący pewnie tak.

'Scat' i 'Swing' w Capitolu były wydarzeniami z klasą. Lubi Pani scenę?
Debiutowałam na deskach teatru w Bielawie z moim pierwszym zespołem Incognito, wiele lat temu. To było wydarzenie, którego nie zapomnę do końca życia. Piękne wspomnienie. Myślę, że mój zawód łączy się z ciągotkami do takich wnętrz, gdzie architekci zaprojektowali miejsca do oglądania i miejsce do pokazywania się.

Dlaczego mówi Pani o sobie 'Grosiak', nie poprzedzając nazwiska imieniem?
Ponieważ moje imię wśród znajomych powoli zanika. Powoli z Natalii przemieniam się w Grosiaka, czasami Grosiaczka: zależy od intencji i interesu osoby wypowiadającej moje nazwisko.

Zarabiała Pani, grając w knajpkach. Lubi je Pani?

Grałam w restauracji kilka lat, pracowałam też jako menedżer artystyczny w klubie, gdzie organizowałam koncerty kolegom po fachu. Nie jestem rzeczywiście osobą siedzącą non stop w knajpach, ale lubię kilka miejsc we Wrocławiu, w których bywam częściej niż gdziekolwiek indziej: przede wszystkim Mleczarnię, Falanster, czasem pojawiam się też w Szajbie. Ponad wszystko preferuję moje mieszkanie.
Do nowej płyty dołączona jest ulotka Hospicjum dla Dzieci, którego jest Pani ambasadorką. Nie ma Pani czasu, a znajduje go dla innych?
To prawda, czasu mam niewiele. Taka pomoc nie wymaga mojej obecności ani nakładu pracy. Na pomysł z ulotką wpadłam, gdy dowiedziałam się, że córka mojej znajomej została objęta pomocą tego właśnie hospicjum. Myślę, że każda, nawet najmniejsza pomoc porusza atomy tego świata i pcha go ku lepszemu. Warto czasami zatrzymać się, zejść na chwilę ze swojej wytyczonej ścieżki i zrobić coś ponad to, co robisz dla siebie. Oddać cząsteczkę swojego komfortu na rzecz tych, którzy potrzebują pomocy.

Na ulotce jest Pani i pies... To moja sunia Kraksa, piesek z "odzysku". Nagrała już ze mną trzy płyty, śpiąc koło moich stóp w studiu. Jest członkiem rodziny.
Na spacery lubimy chodzić nad rzekę, na tyłach zoo.

Współpracuje Pani ze Strażą dla Zwierząt?
Od ponad roku prowadzę co jakiś czas dom tymczasowy dla piesków. Udało mi się znaleźć dom dla około dwudziestu czworonogów. Niestety, ostatnio brak czasu i nie mogę przyjąć żadnego zwierzaka pod swój dach. Ale gdy znowu wrócę na dłużej do Wrocławia, na pewno wznowię działania.

W piosence "Oczko" jest Pani bardziej kobietą czy człowiekiem?
No tak: słowo "człowiek" jest rodzaju męskiego. Człowiek to postać piękna i obrzydliwa zarazem: istota, która tworzy, pomaga, kreuje i kreatura która, niszczy, konsumuje i bezmyślnie wykorzystuje zasoby swojej matki, Ziemi. Kobieta jest symbolem życia, kreacji, dawania i dbania. Ale w dzisiejszym świecie, w świecie ludzi, kobieta jest towarem: z biustem, dupą, białymi zębami i wciągniętym brzuchem. Nie godzę się na bycie czymś, co kreuje dzisiejszy ogłupiały świat. Jestem wartością samą w sobie i o tym śpiewam.

Co jest istotą Pani pisania?
Słowo 'jestem'.

Firma "Adapter", czyli Państwa menedżer, to Katarzyna Groniec i Magdalena Falkowska. Poznałyście się we Wrocławiu?
Dziewczyny mieszkają w Warszawie. Ale rzeczywiście Kasię i Magdę poznałam we Wrocławiu kilka lat temu, w czasie Gali Piosenki Aktorskiej poświęconej twórczości Marka Grechuty. Poza tym mój basista, Robert Szydło, gra w zespole Kasi. Więc nie mogłyśmy się nie poznać. Z propozycją współpracy wyszły nam naprzeciw dziewczyny. To był bardzo odważny krok z ich strony, za to je podziwiam i trzymamy kciuki za sukces ich debiutu wydawniczego.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie