Musimy być gotowi na powodzie, susze i upały

Kazimierz Turkiewicz
Fotografia nagrodzona pierwszym miejscem w kategorii „Przyroda” na tegorocznym konkursie World Press Photo. Widzimy kobietę  na plaży w Sydney, która nie zwraca uwagi na nadciągające „chmury tsunami”
Fotografia nagrodzona pierwszym miejscem w kategorii „Przyroda” na tegorocznym konkursie World Press Photo. Widzimy kobietę na plaży w Sydney, która nie zwraca uwagi na nadciągające „chmury tsunami” fot. Rohan Kelly
Zamiast za ogrzewanie, będziemy musieli płacić za ochładzanie. Z dr hab. Anitą Bokwą z Instytutu Geografii i Gospodarki Przestrzennej UJ - rozmawia Kazimierz Turkiewicz.

Jeśli komuś zaczyna już brakować miejsca w mieszkaniu, niech pozbędzie się sanek. To dobra rada w naszych realiach klimatycznych?
Sądzę, że nie ma co rozstawać się z sankami, na których zimą prawie zawsze da się pozjeżdżać w górach... A poza tym kolejne zimy mogą być inne niż tegoroczna. Żyjemy w strefie klimatu przejściowego, dlatego wszystkie pory roku wykazują znaczne zróżnicowanie warunków pogodowych z roku na rok.

Wiele starszych osób wspomina, że kiedyś zimą uganiało się z sankami po mieście, a bałwany lepiono niemal na okrągło.
W ostatnich latach rzadziej występują u nas zimy z długimi okresami mrozu, częściej mamy do czynienia z łagodnymi czy skróconymi zimami. W każdym razie na pewno obserwujemy wzrost średnich wartości temperatury roku i poszczególnych pór roku.

Jako skutek globalnego ocieplenia?
Określenie „globalne ocieplenie” oznacza zjawisko występujące w skali całego świata. Średnią temperaturę Ziemi oblicza się na podstawie danych z całego globu, czyli też z obszarów Arktyki, Afryki, oceanów. I ta wieloletnia średnia temperatura wzrasta. Według najnowszego raportu IPCC - afiliowanego przy ONZ Międzyrządowego Panelu ds. Zmian Klimatu - wzrost ten w latach 1880-2012 wyniósł 0,85 st. C. Natomiast w skali regionalnej sytuacja jest bardziej złożona. Na niektórych obszarach nie tylko się nie ociepla, lecz przeciwnie - ochładza.

Ale to ochłodzenie naszego kraju nie dotyczy.
W Polsce w okresie powojennym, do pierwszych lat XXI wieku, średnia roczna temperatura powietrza wzrosła o ok. 0,7 - 1,5 st. C w zależności od tego, dla której stacji analizujemy dane. W Krakowie średnia roczna temperatura w latach 1901-2000 wzrosła o 1,5 st. Celsjusza.

Dla przeciętnego Kowalskiego ocieplenie rzędu jednego stopnia w tak długim czasie, praktycznie nic nie znaczy. Urlopowicz kłapiący zębami z zimna podczas kolejnego lata nad polskim morzem wręcz pożąda solidnego ocieplenia...
Nawet przy niepogodzie spacery plażą mają też swoje uroki. Ale na poważnie - mówienie, że tak w ogóle będzie cieplej, a poza tym wszystko będzie jak kiedyś, jest niebezpiecznym nieporozumieniem. Wszystko będzie inaczej!

Co na przykład?
Globalne ocieplenie spowodować może np. dalszy wzrost poziomu mórz i oceanów, co grozi zalewaniem nie tylko państw wyspiarskich. Wiązać się z tym będą m.in. ogromne nakłady na nowe inwestycje, co może być wielkim problemem nawet dla tak bogatych krajów jak Holandia, której przybrzeżne tereny położone są poniżej poziomu morza. Coraz częściej mówi się o tzw. uchodźcach klimatycznych. Już w 2009 r. ówczesny komisarz ONZ ds. uchodźców Antonio Guterres zwrócił uwagę w swoim raporcie, że w roku 2008 około 20 mln ludzi musiało szukać nowego miejsca do życia z powodu zmian środowiskowych powiązanych ze zmianami klimatu. Ponadto dalszy wzrost temperatury Ziemi może spowodować zwiększenie częstości występowania ekstremalnych zjawisk pogodowych (jak huraganowe wiatry czy ulewne deszcze powodujące powodzie), ograniczenie zasobów wody dla ludzi, ale także dla roślin i zwierząt, wzrost obciążenia cieplnego ludzi, zwłaszcza w miastach.

Jak to jest właściwie z tym globalnym ociepleniem, kto za nie odpowiada?
Z bardzo dużym, sięgającym 95 proc. prawdopodobieństwem, można stwierdzić, że za obecne zmiany klimatyczne odpowiedzialny jest człowiek. Raporty IPCC jednoznacznie odnotowują bardzo duży wzrost spowodowanej przez człowieka emisji do atmosfery gazów cieplarnianych, głównie dwutlenku węgla i metanu od początku ery przemysłowej. Jest to skutek rozwoju gospodarczego i przyrostu ludności. Z drugiej strony, klimat podlega zmienności związanej z oddziaływaniem czynników naturalnych i nie da się precyzyjnie rozdzielić, w jakiej części globalne ocieplenie jest „zasługą” człowieka, a w jakiej natury. Jednak analizy potwierdzają, że obserwowany wzrost temperatury nie może być wytłumaczony wyłącznie oddziaływaniem czynników naturalnych, a nawet gdyby tylko te czynniki miały znaczenie - to temperatura Ziemi powinna się obniżać.

Zjawisko ocieplającego się klimatu nie jest czymś nowym w dziejach Ziemi. Ponoć o dwa stopnie cieplej niż teraz było w wiekach XI-XIV. Na Grenlandii prowadzono wtedy gospodarstwa rolne. Czy fakt, że na ówczesne ocieplenie nie miała wpływu przemysłowa działalność człowieka nie pozostaje w sprzeczności z ustalaniem winowajców obecnego ocieplenia?
Tak zwane Średniowieczne Optimum Klimatyczne charakteryzowało się tym, że w niektórych obszarach półkuli północnej było do ok. 1,5 stopnia cieplej niż w okresie 1960-1990, zaś średnia globalna temperatura była niższa niż obecnie. Ale są zasadnicze różnice między tamtym okresem a tym, co obserwujemy teraz. Obecne globalne ocieplenie jest obserwowane na całym świecie - natomiast w średniowieczu zjawisko takie wystąpiło głównie na półkuli północnej i dotyczyło wybranych regionów. Kolejna kwestia to tempo zmian temperatury Ziemi. W średniowieczu zmieniała się znacznie wolniej niż obecnie. Zmiany, jakie dziś obserwujemy, nie dają się wytłumaczyć bez uwzględnienia oddziaływania gazów cieplarnianych wprowadzonych do atmosfery od początku rewolucji przemysłowej do czasów obecnych.

Czy są dobre strony globalnego ocieplenia? Na przykład w postaci niższych rachunków za ogrzewanie?
Dobrodziejstwa globalnego ocieplenia są co najmniej wątpliwe. Przyroda to system, który składa się z wielu elementów i każdy z nich oddziałuje na wszystkie pozostałe. Jeśli zmienimy jeden element - wszystkie pozostałe zareagują na tę zmianę. Rachunki za ogrzewanie może będą niższe, ale wszystkie budynki przyszłości będą musiały mieć klimatyzację i zamiast płacić za energię zużytą na ogrzewanie - będziemy musieli płacić za energię zużytą na ochładzanie. Zatem te rachunki mogą być nawet wyższe. Entuzjaści rozwoju rolnictwa nie biorą pod uwagę groźby deficytu wody. Już teraz obserwuje się w wielu regionach wzrost częstości susz. Dla obszaru Polski prognozowany jest spadek opadów latem i wzrost zimą, co może zagrozić wielu uprawom, bo rośliny potrzebują wody właśnie latem, w okresie wegetacji. Prognozowany wzrost częstości zjawisk ekstremalnych, jak ulewy, powodzie, grad, huraganowe wiatry - także jest czynnikiem negatywnym z punktu widzenia przyszłości rolnictwa. Minusów globalnego ocieplenia jest zdecydowanie więcej niż plusów.

Czy opinie o grożącej nam katastrofie klimatycznej nie są przesadzone?
Straszenie katastroficznymi wizjami prowadzi często do poczucia bezradności i zaniechania działań, w myśl zasady: i tak nic nie pomoże. Przede wszystkim powinniśmy być przygotowani na powodzie, susze, fale upałów. Mogą się one zdarzać coraz częściej i być coraz intensywniejsze. Pewnych strat można uniknąć poprzez odpowiednie planowanie przestrzenne. Tymczasem nadal buduje się na terenach zalewowych. Nie pomogła gorzka lekcja z powodzi w 1997 r. we Wrocławiu; zalane bloki zostały wybudowane na obszarze, który we wcześniejszych okresach pozostawał niezabudowany właśnie z powodu zagrożenia powodziowego. Inny przykład to osuwiska na obszarze Karpat Polskich. Budowa geologiczna powoduje, że osuwiska są tutaj zjawiskiem powszechnym. Dawniej mieszkańcy tych terenów budowali domy lekkie, parterowe, a zabudowa była rozproszona. Dzięki temu obciążenie stoku było stosunkowo niewielkie i mniejsza była szansa na powstanie osuwiska w czasie ulew. Obecnie tylko nieliczne gminy uwzględniają dostępne wyniki badań geologicznych i zabraniają budowy na stokach zagrożonych osuwaniem, tym bardziej że współczesne budynki są zwykle znacznie większe i cięższe niż dawniej. Dlatego często słyszymy o zniszczonych osuwiskami domach, podobnie jak o domach zalanych przez powódź. Wyciągnijmy wnioski z tych dramatycznych wydarzeń.

Polskie rekordy

  • Najgoręcej: 40,2 st C, Prószków koło Opola, 29 lipca1921 roku
  • Najchłodniej: - 41,0 st. C, Siedlce, 11 stycznia 1940 roku

***

Anita Bokwa, pracuje w Zakładzie Klimatologii Instytutu Geografii UJ. Jej zainteresowania to m.in. mikroklimatologia,klimatologia historyczna, bioklimatologia człowieka, a także klimat obszarów zurbanizowanych i zagadnienia ochrony atmosfery.

Wideo

Materiał oryginalny: Musimy być gotowi na powodzie, susze i upały - Gazeta Krakowska

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

t
tttolo

Klamstwo totalitarne przeciez jest zimno caly roi rok

Dodaj ogłoszenie