Wrocław: Urzędnicy mają dwie minuty na dojście do biurka

Marcin Rybak
Urząd Wojewódzki we Wrocławiu - tu urzędnicy mają dwie minuty na dojście od drzwi do biurka. Poskarżyli się szefowi służby cywilnej...
Urząd Wojewódzki we Wrocławiu - tu urzędnicy mają dwie minuty na dojście od drzwi do biurka. Poskarżyli się szefowi służby cywilnej... Pawel Relikowski / Gazeta Wroclawska
Udostępnij:
W Dolnośląskim Urzędzie Wojewódzkim wyliczyli, że czas dojścia od drzwi gmachu Urzędu do biurka zajmuje pracownikowi średnio dwie minuty. A, że pracownik – zgodnie z regulaminem, umową i Kodeksem Pracy – musi być za biurkiem pełne 8 godzin to ktoś kto wyjdzie z urzędu o 16.01 urwał się z pracy. Bo oznacza, że stanowisko pracy opuścił przed 16.00. W drugą stronę – jak ktoś do urzędu wszedł o 7.59 to znaczy, że spóźnił się minutę.

Owe dwie minuty wpisano do urzędowego regulaminu i stały się obowiązującym prawem. Niektórych urzędników dwuminutowa norma zbulwersowała tak bardzo, że poskarżyli się – w anonimowym liście – Szefowi Służby Cywilnej. Anonim dotarł też do naszej redakcji. - Szef Służby Cywilnej skontrolował sprawę i uznał, że prawa nie łamiemy – mówi Marta Libner z biura prasowego Dolnośląskiego Urzędu Wojewódzkiego.

- A skąd w DUW wiedzą tak dokładnie o której pracownik mija drzwi gmachu urzędu – przy Pl. Powstańców Warszawy 1? Ano w styczniu 2013 roku uruchomiono elektroniczny pomiar czasu pracy. Każdy dostał specjalną elektroniczną kartę a przy wejściu są czytniki. No i komputer rejestrujący każde wejście i wyjście pracownika. Co do sekundy.

I co? Ano okazało się, ze bywają tacy, którzy punkt 16.00 odbijają kartę przy wyjściu z Urzędu. A przecież urzędnikowi do czasu pracy nie liczy się od wejścia do wyjścia z budynku. Czas pracy – tłumaczy Marta Libner – to rzeczywisty czas, w którym pracownik rzeczywiście poświęca na wykonywanie swoich obowiązków. - Jeżeli ktoś o 16.00 odbija kartę przy wyjściu z budynku to znaczy, że przed 16.00 zakończył wszystkie czynności, pochował dokumenty czy wyłączył komputer. Czyli pracował za krótko.

Tak samo jest przy rozpoczynaniu pracy. Skoro urząd – tłumaczą – czynny jest od 8.00 do 16.00 to już o 8.00 klient ma prawo zostać urzędnika za biurkiem. To urzędnik ma czekać na klienta a nie odwrotnie. Każdy kierownik każdej urzędowej komórki ma informację o której wchodzili i wychodzili pracownicy. I on ich rozlicza z tego czy spóźniają się do pracy albo czy nie urywają się z niej wcześniej. Zgodnie z regulaminem pracownikowi można potrącić pensję za ten czas, którego nie przepracował. Albo nakazać mu niedopracowane minuty odrobić.

Autorzy anonimu nie zgadzają się z taką interpretacją prawa. Twierdzą, że to łamanie regulaminu i kodeksu i że pracownicy „zmuszani są by pracować 20 minut miesięcznie dłużej i to za darmo.
- A co byłoby z pracownikiem, który regularnie odbijałby kartę o 16.01. Co oznacza, ze każdego dnia urywa się minutę? - Nie ma takiego przypadku – tłumaczy Marta Libner. - Nikt tego nie liczy z aptekarską dokładnością. Każdą sytuację indywidualnie z pracownikiem analizuje jego przełożony. Dwuminutowa norma to umowny czas. Po to by zapewnić rzetelne przestrzeganie czasu pracy. Jeżeli urzędnik przyszedł kilka minut po 8.00 to po prostu powinien te kilka minut dłużej zostać w pracy i tyle.

Marta Libner zapewnia, że większość urzędników nie ma problemu z czasem pracy bo przychodzą wcześniej niż owe regulaminowe dwie minuty i nie stoją o 16.00 przy zegarze by odbić kartę 16.02.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Wideo

Komentarze 127

Komentowanie zostało tymczasowo wyłączone.

Podaj powód zgłoszenia

r
rozliczany
debile potrafią takie coś wymyślić bo nic innego nie potrafią. a jak przyjdę 20 min wcześniej , to mogę wyjść 15 min. wcześniej, czy mam odstać przed bramą żeby nie robić nadgodzin ?
n
np. pacjent
no to rozumiem, że marszałek i jemu podobni odpowiedzialni min. za szpitale i ZOZ-y zajmą się teraz istotniejszymi naruszeniami warunków zatrudnienia jakie mają miejsce notorycznie wśród lekarzy - i wywalą z roboty każdego, który choć minutę spóźnia się do pracy - podać przychodnię i nazwiska ? Lekarze notorycznie spóźniają się do pracy , pacjenci siedzą pod gabinetem a taki przychodzi godzinę spóźniony i nawet przepraszam nie powie a potem żeby bron boże nie być w pracy za długo przyjmuje pacjenta przez 3 minuty - Lekarze tez powinni mieć elektroniczne karty czasu pracy i gps żeby sprawdzać czy są na miejscu pracy
l
liczykrupa
najtragiczniejsze straty są spowodowane przez państwo w złodziejskiej służbie zdrowia , bo kosztują ludzkie życie, dużo kosztowniejsze straty to miliard wydany na betonowe pastwisko na Maslicach i utrzymanie tej wylęgarni kibolskiej antykultury miesięcznie za kilka milionów, straty na word games, na fontanny i inne fanaberie; a durny ludek daje się podpuszczać na jakieś urzędniczki i sadystyczną rzeczniczkę
s
sven
i to pokolenie Y od tych wymagań jest nawet bezrobotne ,hi hi
S
Stefanos
„zmuszani są by pracować 20 minut miesięcznie dłużej i to za darmo" - śmiech na sali. Biurwy myślą, że jak odbiją kartę to już pracują. Zasiedziały się na swoich stołkach. Takie urzędasy nie identyfikują się z pracodawcą, z produktem jaki oferują, czyli z własną pracą. Skoro mają takie podejście, powinni dostać ultimatum i być przez jakiś czas obserwowani. Jeśli nie było by zmian - wylotka z pracy! Jakby robiły na akord, to pracowały by jak najdłużej, chyba że nie zależało by im na zarobkach.

Na szczęście nie wszyscy urzędnicy są tacy, nie wszyscy podporządkowują się komunistycznej zasadzie "czy się stoi, czy się leży". Nie wszyscy absolwenci także garną się ochoczo do zatrudnienia, jak tu piszą. Mamy pokolenie Y, które jest wymagające i lekko wybredne.
T
TA
Oczywiście ważne jest jak wydajny jest pracownik, ale jego podstawowym obowiązkiem jest pozostawanie w GOTOWOŚCI do podjęcia pracy w GODZINACH PRACY, czyli jak rozumiem, w tym przypadku 8:00-16:00.
Moim skromnym zdaniem, 2 minuty na dojście o odejście do/od stanowiska pracy to i tak za mało, bo pracownik przychodząc do pracy, musi włączyć komputer, zamienić kilka zdań z kolegami/koleżankami (niekoniecznie w tematach służbowych), zrobić sobie poranną kawę itd., podobnie pod koniec pracy.
Pracownicy, powinni uczciwie podejść do tematu i ocenić, czy w praktyce te 4 minuty to i tak nie jest za mało na rozpoczęcie i zakończenie pracy... Ciekaw jestem, czy osoby, które się najbardziej buntują, przestrzegają ustawowej 15-minutowej przerwy jaka im przysługuje, bo jeśli ją przekraczają... OSZUKUJĄ i tym samym OKRADAJĄ pracodawcę!
Teraz prosta kalkulacja: pracownik przekracza czas dojścia/odejścia do/od stanowiska pracy o 5 minut dziennie, do tego przekracza (licząc skromnie) 5 minut ustawową przerwę, co daje nam 10 minut dziennie na pracownika.
Wynik: 10 min x 250 dni roboczych w roku x 700 pracowników x przeciętne wynagrodzenie za 2013 rok = 633681 PLN zmarnowanych pieniędzy rocznie.

Oczywiście nie możemy zakładać, że wszyscy pracownicy są nieuczciwi, wiele osób na pewno jest uczciwych i nie okrada pracodawcy, ale znajdzie się też na pewno sporo osób, które podane 10 minut przekracza i to znacznie, np. poprzez wyjścia na papierosa, czy przekraczając dopuszczoną przerwę.

Źródło: www.polsystem.pl
P
Pols
www.polsystem.pl
C
Cyrograf
Słuchaj urzędasie. W pracy jesteś 8 godzin a nie 7:50, rozumiesz? 8 godzin pracy to 8 godzin i tyle. Na stanowisko pracy masz być o 8 i stanowisko pracy opuszczasz o 16 i przysługuje Ci 15 minut przerwy, kumasz?! Jak ludzie pracują przy liniach produkcyjnych to w szatni nie zjawiają się przebrać o 8 i po przebraniu idą na linie tylko w szatni są za dziesięć 8 i na stanowisko są o 8 bo rusza produkcja i produkcja staje o 16 i idziesz się przebrać i z zakładu pracy wychodzisz np o 16:15 i wcale nie jest to naruszeniem przepisów, wręcz przeciwnie, kumasz?!
I
Inka
Kolejny absurd, kto to wymyślił ?.
Przecież nie jest ważne ile czasu urzędnik "siedzi: za biurkiem. Ważne jest kiedy i jak załatwia się naszą sprawę.
W Urzędzie Woj. we Wrocławiu już 3 lata minęło odkąd leży tam pismo w mojej sprawie, do teraz cisza.
W Urzędzie Miejskim w Legnicy potrzebowałam odzyskać dokumenty było to 7 lat temu, do teraz cisza a mieli je poszukać i dać mi znać.
Tu nie pomoże liczenie minutek pracy, tu trzeba zmienić nastawienie urzędników do wykonywanej pracy a od tego są szefowie tych urzędników.
c
cikawski
którego podnieca fakt, iż może sobie bezkarnie pobluzgać w necie?
W
Wrocławianka
I bardzo dobrze że was rozliczają z każdej minuty ! Już teraz wiem dlaczego o 16:00 do 16:05 jest luźno na przystanku tramwajowym przed UM - bo siedzicie w pracy :)))) Brawo dla pracodawcy :)))
P
Prezes Olo
i aż dziw bierze, że co roku jest Was, biurw i urzędasów więcej, a w tym biznesie, na którym tak się ponoć znacie, dobrego fachowca znaleźć nie można.
...
uw należy w ogóle zlikwidować, wystarczy samorząd lokalny
P
PK
Czy ty przeczytalas co napisalas? Co to za jezyk, gramatyka, ortografia. Ale mamy urzednikow. Czas na zmiany.
F
Ferdynand
Ksiorę to kużden jeden by chciał, a robić ni ma komu.
Przejdź na stronę główną Gazeta Wrocławska
Dodaj ogłoszenie