18+

Treść tylko dla pełnoletnich

Kolejna strona może zawierać treści nieodpowiednie dla osób niepełnoletnich. Jeśli chcesz do niej dotrzeć, wybierz niżej odpowiedni przycisk!

Romowie zostają na Kamieńskiego. Mieszkańcy mają dosyć, a miasto wysyła na koczowisko straż miejską

Magdalena Kozioł, Przemysław Wronecki
Przemysław Wronecki
Udostępnij:
Romowie z koczowiska przy ul. Kamieńskiego nie wyprowadzają się, mimo że jutro mija termin jaki dostali od miasta na opuszczenie tego terenu. Magistrat chce w środę wysłać tam straż miejską, która ma zbadać sytuację i w razie konieczności wezwać tam policję. Jednak oficjalnie strażnicy miejscy nic o tej akcji nie wiedzą. Wszystko wskazuje na to, że miasto nie ma pomysłu co więcej może zrobić w sprawie Romów z Kamieńskiego.

KOCZOWISKO ROMÓW NA KAMIEŃSKIEGO (ZOBACZ ZDJĘCIA)

Wrocławscy urzędnicy zaplanowali wszystko. Jutro mija termin wyprowadzki, jaki Romom z koczowiska wyznaczył wiceprezydent Wojciech Adamski. Magdalena Okulowska z magistratu zapewnia, że urzędnicy nie chcą żadnych rozwiązań siłowych, ale mają plan działania. - W środę rano wyślemy tam straż miejską, która oceni sytuację. Jeżeli Romowie wciąż tam będą, to strażnicy wystawią zawiadomienie o popełnieniu wykroczenia. Sprawa trafi na policję, a potem do sądu - mówi Okulowska.

- Nie będziemy podejmować żadnych działań - informuje Grzegorz Muchorowski z wrocławskiej straży miejskiej przecząc wypowiedzi urzędników z magistratu.

Rzecznik magistratu o Romach: niech się wojewoda weźmie do roboty

Właśnie siłowego rozwiązania najbardziej obawiają się Romowie. Mają nadzieję, że nikt ich siłą z zajmowanego terenu nie wyrzuci, bo w koczowisku mieszka sporo małych dzieci, także takich kilkunastotygodniowych. - Mogłoby im się coś stać - niepokoi się Khula Dyrli, mieszkaniec obozowiska, który jako jeden z nielicznych biegle mówi po Polsku. - Pod koniec zeszłego tygodnia złożyliśmy list u pana prezydenta Dutkiewicza. Mamy nadzieję, że nam pomoże. Prosimy w nim byśmy mogli tu żyć. A jeżeli jest to niemożliwe, to prosimy o wyznaczenie innego miejsca.

Wrocławianie z pobliskich bloków przekonują, że mają dość koczowiska Romów. - Mam nadzieję, że tym razem władzom Wrocławia uda się rozwiązać ten problem. Bo mamy dość terroryzowania nas przez nich - mówi Małgorzata Sapoń, która z okien widzi obozowisko. - My płacimy wreszcie za ich utrzymanie. Miasto postawiło im przenośne toalety i dwa razy w tygodniu przyjeżdża beczkowóz z wodą pitną - opowiada.

Pamięta, że za nim przyjeżdżał beczkowóz zgodziła się, by dać wiadro ciepłej wody cygance, która chciała umyć swoje małe dziecko. - Bez wahania powiedziałam tak, po chwili na klatce schodowej stała już kolejka z wiadrami - wspomina.

Mieszkańcy narzekają, że Romowie potrafią być bardzo wulgarni wobec nich, jeżeli spotykają się z odmową dostania się kilku złotych. Zdarzają się również sytuacje, że romskie dzieci przychodzą do sklepu i dotykają pieczywa, czy warzyw i wychodzą ze sklepu niczego nie kupując. - Strach kupować takie produkty, bo w zeszłym roku chorowali na odrę, a teraz na twarzach mają bąble - przekonuje Adrianna Waszkiewicz, która mieszka przy Kamieńskiego.

Tymczasem sprawę z ul. Kamieńskiego komentują również przedstawiciele stowarzyszeń Romskich, którzy dzisiaj uczestniczyli w Międzynarodowym Dniu Romów w Urzędzie Wojewódzkim. - Mój pies mieszka lepiej niż oni - mówi Josef Mastej, prezes stowarzyszenia Romani Bacht z Wrocławia - Z jednej strony wstydzę się tego co oni robią. Rozmawiałem z nimi kilkakrotnie i wiem, że nie chcą prowadzić innego życia. Decyzja o tym, żeby opuścili obozowisko jest zaskakująca. Jest pochopna, bo oni przecież nikogo nie zabili. Z drugiej strony, ci ludzie żyją zgodnie z naszą tradycją i trzeba to uszanować.

Sprawę, o której zrobiło się głośno w całej Polsce, śledzi również Mirosław Dymitrak z Fundacji Miłośnicy Kultury i Tradycji Romów z siedzibą w Legnicy: - Boimy się ich ze względu na choroby i kradzieże, ale nas też się boją. Najlepszym rozwiązaniem tego konfliktu jest długotrwała pomoc po to, by mogli zintegrować się z Polakami.

Akcję wyrzucania Romów z koczowiska nagłośniła Amnesty International, która zaprotestowała przeciwko tym działaniom wrocławskiego magistratu. Na swojej stronie internetowej napisali: "Amnesty International przypomina polskim władzom, że zgodnie z powszechnie obowiązującymi standardami praw człowieka i zobowiązaniami, które wynikają z prawa międzynarodowego, wysiedlenia muszą być traktowane jako rozwiązanie ostateczne. (…) Władze muszą także zapewnić, że w skutek wysiedlenia nikt nie będzie narażony na bezdomność . Muszą także zaproponować alternatywne miejsce zamieszkania, jeśli wysiedlane osoby nie są w stanie same go sobie zapewnić."

Amnesty International zaapelowała też o wysyłanie listów protestacyjnych do władz miasta i Ministerstwa Pracy i Polityki Społecznej oraz o umieszczanie wpisów na stronach miasta Wrocław na Facebooku i Twitterze. Do wrocławskiego ratusza wpłynęło do tej pory 150 listów.

Około 60 Romów z dzikiego koczowiska przy ul. Kamieńskiego od lat mieszka na terenie należącym do gminy. Przebywają tam bezprawnie w walących się barakach i altankach z dykty, bez mediów i bez meldunku.

Wideo

Dodaj ogłoszenie