Pucz dla puczu, czyli kto chce osłabić Dolny Śląsk

Edward Czapiewski
archiwum GWR
Otrzymałem ostatnio dziesiątki maili od czytelników „Gazety Wrocławskiej”. Pytacie Państwo, co dalej z Dolnym Śląskiem? Jaka będzie przyszłość koalicji? Co skłoniło grupkę radnych do buntu? Czy rebelianci mieli jakiś sensowny program? Jakieś postulaty, które chwyciłyby za serce i urzekły wyborców? Spieszę więc z odpowiedzią.

„Puczystom” nie chodziło o program. Na horyzoncie majaczyła przede wszystkim władza. Znając teraz nieposkromione ambicje Dariusza Stasiaka, głównym jego celem było usunięcie ze stanowiska marszałka Cezarego Przybylskiego i osadzenie na tronie siebie bądź swojego przybocznego. W ten sposób Stasiak wywołał kryzys w samorządzie województwa w czasie szalejącej pandemii koronawirusa oraz trwających negocjacji w sprawie unijnych pieniędzy dla naszego regionu. Jeśli nie jest to polityczny sabotaż, to co nim jest? Celowe działanie, osłabiające dobrze radząca sobie z pandemią koalicyjną ekipę, spotkało się ze słusznym społecznym potępieniem. Dolnoślązacy nie mogli zrozumieć, dlaczego ktoś dla swoich ambicji chce odciągnąć uwagę władz Dolnego Śląska od walki z koronawirusem. Wystarczy prześledzić doniesienia medialne, aby zobaczyć, po której stronie konfliktu była sympatia opinii publicznej. Działania puczystów zostały publiczne wyśmiane i poddane dogłębnej krytyce, włącznie z ich liderem. Niestety kryzys został wywołany. Znając jednak talenty organizacyjne marszałka Przybylskiego, jestem przekonany, że sytuacja niedługo wróci do normy. Pierwsza jaskółka już się przecież pojawiła. Na nadzwyczajnej sesji sejmiku radni wojewódzcy pokazali bowiem czerwoną kartkę Pawłowi Wybierale, przybocznemu Stasiaka, który z hukiem wyleciał z zarządu województwa.

W tym całym zamieszaniu dziwi mnie zachowanie przywódców Koalicji Obywatelskiej, którzy jeszcze dwa tygodnie temu skakali z radości, snując nierealne plany odbudowy pozycji Platformy na Dolnym Śląsku w oparciu o poparcie Dariusza Stasiaka. A warto, aby pamiętali o prostej zasadzie: kto raz zdradził, to zdradzi ponownie i to wiele

razy w zależności od koniunktury. Zdradził marszałka, zdradził Bezpartyjnych, pod szyldem których wczołgał się do Sejmiku, zdradził wyborców, zdradzi i… Platformę.

O tym, jak wygląda lokalna polityka w wykonaniu Dariusza Stasiaka i jego „nieformalne” rządy w 8-tysięcznej gminie nad Odrą widać najlepiej w opisie jego poczynań na facebookowym profilu lokalnego stowarzyszenia „Lepsza Ścinawa”. Horrendalne zarobki, otaczanie się kliką zaufanych ludzi, nietrafione inwestycje, buta czy pycha to tylko niektóre przywary „Barona ze Ścinawy”. Do tego dochodzi polityczna anihilacja burmistrza Krystiana Kosztyły, który de facto stał się marionetką w rękach swojego podwładnego i jego parasolem ochronnym. Rzecz to dziwna i rzadko spotykana, ale jak mówi przysłowie - każdy jest kowalem swojego losu. Pozostaje zatem wrócić do początku i zadać pytanie - czy z takim człowiekiem warto wchodzić w sojusze? Oceńcie Państwo sami. Fakty zostały podane na tacy...

Pozostawiam felieton niedokończony, ponieważ życie dopisze dalszy ciąg. Ważne jest, aby pamiętać o przyszłości naszego regionu, która zależy od nas i umiejętności procedowania, a nie prywaty. Koalicja zawarta w roku 2018 jest swoistym kontraktem z wyborcami. Przynosi ona wymierne efekty dla naszego regionu. Szybsza kolej, nowoczesne pociągi, nowe drogi, Nowy Szpital Onkologiczny, Centrum Sportu na Polanie Jakuszyckiej, dziesiątki tysięcy nowych miejsc pracy, wsparcie dla przedsiębiorców i służby zdrowia. Czy to wszystko ma zostać zaprzepaszczone, bo „ktoś” chce władzy dla samej władzy?

Jak zmieniły się tendencje zakupowe w czasie pandemii?

Wideo

Dodaj ogłoszenie