Kilka wypadków naraz i... leżymy

Marcin Kaźmierczak
W ćwiczeniach przy Weigla szkolili m.in. antyterroryści z Samodzielnego Pododdziału Antyterrorystycznego, strażacy, a także lekarze pracujący na Szpitalnym Oddziale Ratunkowym Fot. Tomasz Ho£Od / Polska Press
Czy w razie masowych nieszczęśliwych zdarzeń pomoc będzie na czas? SOR-y są niewydolne...

W szpitalu przy ul. Weigla przeprowadzono dzisiaj w południe ćwiczenia „Zabezpieczenie medyczne zdarzeń masowych”. Scenariusz zakładał, że szpital zaatakował snajper, a w tym samym czasie zawalił się jeden z budynków w mieście. W takich warunkach swoje umiejętności szkolili m.in. antyterroryści z Samodzielnego Pododdziału Antyterrorystycznego, strażacy i lekarze pracujący na Szpitalnym Oddziale Ratunkowym, którzy w jednym momencie musieli przyjąć kilkunastu ciężko rannych pacjentów. Ćwiczenia przebiegły bez problemów. Czy jednak Wrocław rzeczywiście jest przygotowany na kilka masowych nieszczęśliwych zdarzeń jednocześnie? Głosy ekspertów są podzielone.

- Dostrzegamy poprawę. Struktura dróg we Wrocławiu jest taka, że zdarzeń drogowych możemy spodziewać się od południa. I ta strona jest dobrze zabezpieczona pod względem medycznym, bo mamy nasz szpital i szpital uniwersytecki przy ul. Borowskiej - twierdzi Sławomir Powierża, zastępca komendanta ds. lecznictwa szpitalnego przy Weigla. - Tuż obok przy Borowskiej mamy także centrum urazowe, do którego kierowani są pacjenci po wypadkach z urazami wielonarządowymi. Jeśli takich zdarzeń w jednym czasie byłoby więcej, też jesteśmy przygotowani, aby przyjmować pacjentów - dodaje.

Aby uruchomić całe zaplecze i możliwości wrocławskich SOR-ów, pacjenta trzeba najpierw dowieźć do jednego ze szpitali. A to nie jest proste.

Wrocław i powiat wrocławski są obsługiwane przez 42 karetki systemowe, które przez całą dobę są w gotowości, aby jeździć do przypadków nagłego zagrożenia zdrowia i życia. Uzupełnia je 25 karetek znajdujących się poza systemem, które służą przy nocnych wizytach domowych, a także do transportu pacjentów.

Problemem jest przede wszystkim liczba wyjazdów do błahych spraw, które powinni załatwiać lekarze rodzinni.

- Ludzie potrafią zadzwonić do nas z biegunką, bo tak im zalecił lekarz rodzinny. Oczywiście, jeśli nie ma stanu nagłego zagrożenia zdrowia, nie jeździmy, ale chwilę potem mamy telefon, że pojawiły się duszności, czego dyspozytor już odrzucić nie może. Po przyjeździe na miejsce okazuje się, że nic takiego nie miało miejsca - mówi Szymon Czyżewski.

Inny problem to niewydolność szpitalnych oddziałów ratunkowych.

- System nie jest przygotowany na to, aby obsłużyć kilka dużych wypadków na raz. Nawet jeśli dyrektorzy twierdzą, że są w stanie przyjąć jednorazowo nawet trzech pacjentów w stanie ciężkim, to jest to farsa, bo problemy sprawia im nawet jeden taki pacjent - uważa Szymon Czyżewski, kierownik dyspozytorni wrocławskiego pogotowia ratunkowego. - Musimy czekać z pacjentem nawet trzy godziny i taka karetka jest wtedy wyłączona z obiegu. Nie ma miejsc na oddziałach i nie ma co robić z pacjentami. To największa bolączka - dodaje.

Podczas wczorajszych ćwiczeń ten problem był jeszcze większy. Jak potwierdził nam lekarz koordynator, ze szpitala na Weigla wpłynęło pismo z prośbą, aby od godz. 11 do 14, a więc w czasie ćwiczeń, nie przywozić pacjentów na tamtejszy SOR.

- Jeśli zachodziła konieczność, nie respektowaliśmy tego pisma, Tak było choćby w przypadku wypadku pod Kobierzycami - byliśmy zmuszeni zawieźć pacjenta na Weigla. Karetka spędziła tam na SOR-ze ponad godzinę - mówi Czyżewski.

Wideo

Komentarze 9

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

s
szczepanh (d. olek_01)

Którzy kłamią dyspozytorowi , powinni płacić grzywnę za bezzasadne
wezwanie karetki - zapłacą 300 PLN , to może się opamiętają

s
szczepanh (d. olek_01)

niewydolne ,bo ludzie zrobili sobie z SORÓW przychodnię - nie chce im się ruszyć du***y do swojego lekarza to jadą na SOR do szpitala i blokują miejsca

H
Hehe

Ćwiczenia czyli fikcja ktora jest zaplanowana od A do Z nie ma nic wspolnego z gotowoscia slużb. Kazdy uczestnik zna wszystko wczesniej i tylko to realizuje. Co ma to wspolnego z rzeczywistoscia gdzie wszystko dzieje sie dynamicznie i niespodziewanie??? Ano NIC!!! Ale po cwiczeniach wszyscy dumni wyszlo super wszyscy idealnie na 6. Co za bzdury.

H
Halina

Dlaczego takich ćwiczeń nie robili między2-3 w nocy wtedy jak jest mniejszy ruch na Sorze?Jak można wyłączyć SOR w godzinach południowych?Ta sprawa jak i ta że pacjent z wypadku czekał tam ponad godzinę na pomoc nadaje się do prokuratury.

X
Xyz

Ja uważam, że Komendant szpitala bardzo dobrze zrobił wysyłając takie pismo. Pomyślcie logicznie jesteście pacjentami sor i nagle zza pleców słychać huk, strzały, krzyki itp. Wszystko to było zrobione pod względem ludzi by nikt nie zachorował bardziej na zawał, czy inne tego typu choroby... Przecież w dzisiejszych czasach ludzie są wyczuleni na takie dźwięki i zdecydowanie mogli zrobić sobie krzywdę w trakcie ucieczki...

L
L_Wro

Czy prokurator i NFZ nie powinien zainteresować się pismem od dyrektora z Weigla odnośnie niedostarczenia pacjentów? Rozumiem że ćwiczenia były planowane i wszystko było zaplanowane 2 tygodnie wcześniej - tak jak wypadek? Rozumiem że jak zdarzy się spektakularny wypadek to "normalni" pacjenci SOR z innych wypadków mają umierać w karetkach?

O
Olalala

Nie dość że Sor-y już teraz sa niewydolne to jeszcze teraz nie bedzie nocnej i weekendowej opieki przychodnianej czyli wiecej osób z pierdołami na Sorze... super po prostu..

b
blondi

Chcę !

r
realista

tych odesłanych na Borowską można od razu dobić na miejscu, oszczędzi się środki transportu.

Dodaj ogłoszenie