Deweloperzy: Musimy płacić haracz ekoterrorystom [STENOGRAMY]

Redakcja
Zdjęcie ilustracyjne
Zdjęcie ilustracyjne Pixabay
- Nawet pół miliona złotych musimy płacić pseudoekologicznym organizacjom, by te nie blokowały naszych inwestycji - twierdzą deweloperzy, którzy dziś spotkali się we Wrocławiu, by wspólnie zbuntować się przeciw prawu, które pozwala na wymuszanie od nich takiego haraczu. Według firm deweloperskich, w całej Polsce - także we Wrocławiu - powstają stowarzyszenia czy fundacje zajmujące się rzekomo ochroną przyrody. Ale ich prawdziwy cel jest zupełnie inny. Zaskarżają różne decyzje potrzebne do rozpoczęcia budowy. A inwestorom proponują wycofanie skarg pod warunkiem wpłacenia na ich konta 100 a czasem i 500 tysięcy złotych. Na dowód we Wrocławiu przedstawiono dziś nagrania rozmów z pseudoekologami.

Stenogram z rozmowy dewelopera z przedstawicielem organizacji ekologicznej:
Rozmowa odbywa się w samochodzie

"Deweloper (D) – Dam pani wizytówkę. Niech pani przyjedzie do mnie albo dziś albo jutro z fakturą za "konsultacje środowiskowe".(...)
Przedstawicielka "ekologów" (E) – Kiedy będą te pieniądze?
D – Dziś dam do księgowości, przelew wyjdzie za trzy, cztery dni
E – I jak będą dostarczone te pieniądze?
D – Przelewem.
E – Na co?
D – Na konto.
E – Na czyje konto?
D – No stowarzyszenia!(...)
E – Właściwie wie pan, nie mamy konta stowarzyszenia. Nie może być gotówka?

- Ci ludzie to ekoterroryści - grzmieli dziś we Wrocławiu deweloperzy. Wśród nich prezes Murapolu Michał Sapota. Ten deweloper realizuje inwestycje w całej Polsce. Pseudoekolodzy regularnie blokują jego inwestycje. Zresztą nie tylko ekolodzy. Po pieniądze przychodzą też obrońcy właściwie wszystkiego: zabytków, terenów rekreacyjnych, sportowych, starej zabudowy. Obrońcy tylko na papierze.

Sapota nigdy nie płaci wyłudzaczom pieniędzy, ale dowodzenie w sądach że takie stowarzyszenia działają tylko z pobudek finansowych i nie chronią ptaków czy rzadkich płazów, zabiera mu nawet dwa lata. Sposób? Masowo składa wnioski o wydanie pozwolenia na budowę i liczy, że chociaż część nie będzie blokowana. Czasami mu się udaje, ale wyłudzacze są wyjątkowo nieustępliwi. – Stowarzyszenie "ekologów" zapowiedziało, że złożą skargę przy naszych kolejnych inwestycjach i że za jej wycofanie będzie nas obowiązywała opłata stała, 100 tys. zł. Niezależnie od miasta i wielkości inwestycji. Taka promocja – podsumował ironicznie Michał Sapota.

CZYTAJ DALEJ: Największe stowarzyszenia ekologów mają milionowe wpływy i zero udowodnionych działań na rzecz ochrony przyrody.
Jak mówi Michał Sapota, "ekolog" wyłudzający pieniądze od dewelopera to norma. Najczęściej blokowane są decyzje o środowiskowych uwarunkowaniach dla inwestycji, czy też decyzje w sprawie warunków zabudowy danej działki. Ale dochodzi nawet do blokowania decyzji konserwatorskich.

– Jest to nagminne, a problem się pogłębia. Coraz więcej wyspecjalizowanych podmiotów odnajduje się dobrze w przepisach. Wstrzymują inwestycje i proponują odpłatność za wycofanie swoich skarg – opowiada Michał Sapota. Decyzje środowiskowe mogą być blokowane przez jakiekolwiek stowarzyszenie czy podmiot, wystarczy złożyć w urzędzie wniosek o dopisanie do udziału w postępowaniu jako jego strona. A Naczelny Sąd Administracyjny nakazuje to umożliwiać, a ewentualnie potem dowodzić merytorycznymi argumentami, że blokujący nie ma racji. – Jest to działanie z premedytacją, obliczone na pozyskiwanie korzyści – przekonuje Sapota.

Na swoje spotkanie deweloperzy zaprosili dziś do Wrocławia także prawników. Ci niewiele mogli jednak pomóc - potwierdzili tylko, że nie ma podstaw, by deweloper mógł wystąpić do sądu z wnioskiem o zadośćuczynienie za poniesione straty, jeśli okaże się że pretensje pseudoekologów były nieuzasadnione. Poza tym takie stowarzyszenia czy fundacje nie mają zaksięgowanych środków, nie ma jak prawnie ich ściągać.

Wyłudzacze oficjalnie reprezentują stronę społeczną. Jak opowiada Maksymilian Cherka z kanclelarii ECh&W, broniący ekologii prawnicy zgłaszają się nawet czasami do spółdzielni czy wspólnot mieszkaniowych, a nawet do pojedynczych mieszkańców, z prośbą, by mogli ich reprezentować. Stowarzyszenia ekologów często nie mają stron internetowych, adresów czy telefonów, a jedynie mejla. Do założenia stowarzyszenia, a te także często zmieniają swoje nazwy, potrzeba tylko trzech osób. Firmy "słupy" pojawiają się i znikają, a niektóre jawnie działają przez lata. Największe mają milionowe wpływy i zero udowodnionych działań na rzecz ochrony przyrody.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.