Dawid Podsiadło: „Nie płaczę, gdy ktoś nazwie mnie celebrytą”

Anna Konopka
Anna Konopka
„Annoyance and  Disappointment” to drugi album Dawida Podsiadły. Trasa promująca album potrwa do marca.
„Annoyance and Disappointment” to drugi album Dawida Podsiadły. Trasa promująca album potrwa do marca. Łukasz Ziętek [O]
W Opolu zagrał pierwszy koncert na trasie promującej drugą płytę. Dawid Podsiadło opowiada o emocjach, nowych technologiach i o tym, że gry komputerowe potrafią być inspirujące.

Koncerty na trasie wyprzedane, druga płyta już pokryła się platyną. Jeszcze nie pokazałeś się na scenie, a emocje sięgnęły zenitu. Teraz będzie już tylko bardzo gorąco...

To, że tak wiele osób chce mnie znów zobaczyć na scenie, to naprawdę świetna wiadomość. Serio, byłem bardzo zaskoczony, bo dawno nas nie było w różnych miastach.

Wielu fanów wciąż liczy, że uda się kupić bilety na trasę „Son of Analog Tour”, która promuje twój długo oczekiwany drugi album „Annoyance and Disappointment”. Nie myślisz o dodatkowych wydarzeniach?

Na razie ich nie planujemy. Obecna trasa wiąże się z dużymi wymaganiami technicznymi, mamy nawet osobną ekipę od świateł, która zajmuje dużo miejsca, a przygotowanie każdego koncertu wymaga sporo czasu.

To dlatego w miejscach, w których teraz się pokażemy, zrobimy prawdziwe show, dopracowane w każdym calu. Być może później pomyślimy o dostosowaniu się do klubów, które mają mniej miejsca, i w których można zrobić równie atrakcyjny koncert, ale już z mniejszymi wymaganiami.

Nie tylko fani z niecierpliwością czekają na twoje koncerty. Sam emocjami i sprawami związanymi z trasą, płytą dzielisz się m.in. na oficjalnym profilu na Facebooku, na przykład „Idę trawić to wszystko, co się we mnie kotłuje”. Na jakim etapie jest proces trawienia?

Na razie jest OK (śmiech). Trasa jest zawsze wielkim przeżyciem, ale teraz pierwszy raz odbieram ją inaczej, tęskniłem już za tym, żeby w końcu pojechać na koncerty. Czekałem na to z ekscytacją, a nie ze strachem.

Wcześniej tak nie było?

Dotąd działo się to bardzo szybko. Po nagraniu pierwszej płyty wręcz automatycznie przechodziliśmy do koncertów. Natomiast teraz mieliśmy więcej czasu, by się przygotować. To, co pokażemy na scenie, powstawało właściwie już od wakacji. Nie mogłem się już doczekać wyjazdu w trasę, podróży w busie, tych stacyjek po drodze…

„Bycie w trasie” to czas spędzony tylko z zespołem pomiędzy kolejnymi scenami…

Na co dzień każdy ma inne obowiązki, rzadko się spotykamy. W busie jest czas na rozmowy i poznawanie się tak naprawdę. Poruszamy każdy temat praktycznie, od związków, po muzyczne zafascynowania. Trasa sama w sobie jest tak samo ważna jak koncerty. W pewnym jednak momencie odzywa się monotonia i samotność, mimo, że jesteśmy razem.

Tęsknota za rodziną, własnym łóżkiem…

To działa na wymiennej zasadzie. Raz jesteś pół roku w domu, z rodziną, znajomymi i to jest OK, ale tęsknisz za tym, żeby wyjechać, pograć koncerty i spotkać nowych ludzi i w ogóle.

Z drugiej strony, gdy spędzasz tyle czasu w hotelach, nie masz swojego kąta, wciąż widzisz nowe rzeczy i walizkę, to chciałbyś wrócić do domu. Ta trasa nie będzie zbyt długa, ale za to bardzo intensywna.

Chyba możemy więc uznać, że „proces trawienia” już się zakończył. Wyjście dziś na scenę to będzie ta ulga?

Zdecydowanie. Myślę, że będzie ekstra i mam nadzieję czuć energię od ludzi i że bardzo im się spodoba to, co przygotowaliśmy. W secie mamy osiemnaście utworów plus ewentualny bis. To naprawdę sporo, nie graliśmy jeszcze aż tak długich koncertów z solowym projektem.

Jesteś bardzo aktywny w sieci. Kontaktujesz się z fanami nie tylko za pośrednictwem klasycznych postów, ale zadebiutowałeś ostatnio modnymi filmikami wideo w aplikacji livestream, czyli transmisji na żywo. Czujesz różnicę? Jest lepiej, gorzej?

To jest supersprawa! W sumie mocno byłem zaskoczony tym, że tak dużo osób ogląda te transmisje na żywo. Wynika z tego, że ludzie lubią coś, w czym realnie mogą uczestniczyć. Poza tym efekt jest również całkiem inny, niż jakbym taki filmik wcześniej nagrał, trzy razy sprawdził i dopiero wtedy wrzucił na stronę…

I od tego, co powiesz w „livestreamie” nie ma już odwołania…

Dokładnie tak i to jest w tym najlepsze. Jestem wyluzowany i naturalny w tych filmach. Tak mi się wydaje (śmiech). Poza tym moja relacja z fanami opiera się na poczuciu humoru i żartach.
Podczas jednego z filmików wspominasz, że aplikacja cieszy się popularnością wśród celebrytów...

Tak przeczytałem w oficjalnym opisie aplikacji przy jej ściąganiu. Informowano tam, że to aplikacja dla „sportowców, aktorów, muzyków i innych sławnych ludzi” (śmiech). Ta hierarchia naprawdę mnie rozśmieszyła!

A czy sam czujesz się celebrytą?

Hmm. Patrząc na encyklopedyczne znaczenie słowa „celebryta”, to spełniam warunki do bycia taką osobą. W naszej mowie potocznej celebryta to osoba, która jest znana głównie z tego powodu, że jest znana. Wydaje mi się jednak, że zazwyczaj, gdy kogoś tak nazywamy, to robimy to dlatego, żeby umniejszyć jego zasługi.

Celebrytów się nie szanuje?

Chodzi mi o to, że nie docenia się tego, co ta osoba robi na co dzień, np. że jest aktorem, muzykiem czy kimkolwiek, kto ma publiczną rozpoznawalność, tylko określamy to, że jest znany i już. Wydaje mi się, że to nie jest sympatycznie określenie.

Wynika z tego, że dzisiaj ze względu na popularność, trzeba się „zgodzić” być celebrytą, nawet jeśli tego się nie chce…

Na szczęście mam na tyle wielki dystans do siebie, znam swoją wartość na tyle, że nie płaczę, gdy ktoś nazwie mnie celebrytą. Jestem osobą, która pojawia się w telewizji, której muzyka brzmi w stacjach radiowych i osobą, którą można rozpoznać po prostu gdzieś tam. Myślę, że i tak przecież nie mam jakiegoś ogólnopolskiego zasięgu.

Wiele osób się z tym nie zgodzi. Twoja druga płyta była jednym z najbardziej oczekiwanych polskich albumów ubiegłego roku.

Na Facebooku „lubi mnie” ponad 180 tysięcy osób. Co prawda biorę udział w dużych projektach, które mają bardzo szeroki zasięg, ale moje płyty w najlepszym momencie kupiło 150 tysięcy osób na jakieś 40 milionów osób w naszym kraju, więc i tak statystycznie nie jestem w każdym domu (śmiech).

Mówimy sporo o Facebooku. Czy jesteś bardzo przywiązany do technologii?

Myślę, że tak, ale miałem też szczęście poznać życie bez internetu. Pierwszy własny komputer dostałem w wieku 14 lat. Doceniam czas spędzony na rozmowie ze znajomymi i realne spotkania towarzyskie. Z drugiej strony idę z duchem czasu, używam smartfona, jestem do niego przyzwyczajony i w życiu codziennym bardzo przydają mi się jego możliwości.
Internet, telefony zastępują dzisiaj praktycznie realne więzi z drugim człowiekiem.

Staram się zachowywać rozsądek w tych kwestiach. Na pierwszym miejscu wciąż jest u mnie rodzina, miłość i bliskość drugiej osoby.

Sądzisz, że w cyfrowym świecie czekają pułapki?

Tych niebezpieczeństw jest całkiem sporo. Moim zdaniem, do nas, czyli do pokolenia, które miało okazję oglądać świat bez tak zaawansowanej łączności, należy obowiązek przekazywania tego, jaki ten świat jest piękny poza swoim wirtualnym wcieleniem.

Czy odkrywanie muzyki dzięki tym technologiom jest dzisiaj prostsze?

Z pewnością dzięki połączeniu z internetem odkryłem wiele zespołów, których nie poznałbym w samych stacjach radiowych czy przez znajomych. Sieć daje dostęp do muzyki z całego świata i poszerza horyzonty. Poza tym sam jestem bardzo sentymentalnie związany z nośnikami fizycznymi, jak np. płyty. Zawsze będę walczył o to, żeby płyta miała swoją wartość.

Chciałabym nawiązać do tytułów właśnie twoich płyt. Mocny debiut nosił tytuł z pozytywnym przesłaniem („Comfort and Happiness”), ale już nowy „Annoyance and Disappointment”, oznacza rozdrażnienie i rozczarowanie. Czy ktoś cię wkurzył?

Nie jest to odzwierciedlenie tego, co ja czuję. To jest zdanie, które wziąłem z gry komputerowej Final Fantasy VIII. W tej części gry bohaterka, wyznając miłość innemu bohaterowi, mówi, że on jest dla niej komfortem i szczęściem, ale jednocześnie często ją denerwuje i rozczarowuje. To stwierdzenie wydawało mi się intrygujące. Okazuje się, że dla niej miłość to nie tylko pozytywne rzeczy, z czym oczywiście się zgadzam. Miałem od początku taki plan, aby nazwać dwie płyty przeciwnymi emocjami.

Dla wielu wciąż może być ściemą, że na okładce płyty nie widać ciebie, ale fragment obrazu „David och Saul” Juliusa Kronberga z 1885 roku. Jak na to wpadłeś?

Nie rozumiem na pewno sztuki plastycznej, ale wieloma rzeczami potrafię się zachwycić. Kiedy oglądam, jak ktoś maluje czy tworzy, to robi to na mnie wrażenie. Dostrzegam, że ktoś ma wielki talent. Mimo wszystko nie rozumiem tego i nie potrafię oceniać. Dlaczego na przykład czarny kwadrat na białym tle albo Mona Lisa są tak atrakcyjne dla odbiorców? Ja nie wiem (śmiech).

Więc skąd ta okładka?

Sprawa z okładką płyty miała być od początku nieco przewrotna. Bohater tego obrazu wygląda ewidentnie jak ja czy, jak kto woli, ja wyglądam jak on (śmiech), dlatego tak bardzo mi się to spodobało. Na obraz trafiłem całkiem przypadkiem. Już jakiś rok temu ktoś przesłał mi go przez internet.

Sam napisałeś teksty utworów na drugą płytę. Na pierwszy rzut oka zaskakiwać może też teledysk singla „W dobrą stronę”. Zrywasz tam nieco z grzecznym i ułożonym wizerunkiem: zostałeś pobity, jesteś dresiarzem, a śpiewasz „Czuję, jak serce rwie się do ciebie. Jak mam bronić, kiedy ich jest więcej?”. Używasz nieco ironii, wyrażając swój sprzeciw wobec przemocy?

Zaskoczyło mnie to, że wiele osób myślało, że pokazuję moje środowisko i to, jaki jestem na co dzień. Pokazywałem raczej przeciwieństwo siebie. Tekst jest o braku szacunku do drugiego człowieka, o agresji psychicznej i fizycznej.
To coś w rodzaju manifestu?

Nie jest to pierwsza piosenka, poprzez którą wyrażam swoje myśli. Po raz pierwszy jednak w tekście i obrazie poruszam kwestie społeczne. Poczułem się gotowy, żeby napisać coś o cechach, które w ludziach mnie irytują.

Teledysk zapowiadałeś zresztą sam z ostrzeżeniem „Uważajcie i zapnijcie pasy”. Na co zwracasz uwagę?

Na brak tolerancji czy szacunku dla drugiego człowieka, brak chęci dialogu. Wszystko to udało mi się tu umieścić i w wiarygodny sposób pokazać otoczenie i przyczynę, dlaczego bohater główny teledysku jest jaki jest. Chciałem też pokazać, że on nie jest taki całkiem zły, że może gdzieś się zagubił, że może to otoczenie wpłynęło na jego poglądy. Koniec końców, każdy ma szansę „wrócić” nawet, jeśli postępował źle.

Drugi utwór z płyty to „Forest”. Podobno planujesz również wyjątkowy teledysk, w którym przejdziesz kolejną metamorfozę…

Klip zaczniemy kręcić pod koniec lutego, więc być może jakoś w połowie marca można się spodziewać efektu finalnego. Ten utwór jest po prostu o życiu i o tym, żeby doceniać każdą chwilę. Mogę zdradzić, że inspiracje czerpię tu z filmu „Forrest Gump” i siódmej części mojej ulubionej serii gier, czyli Final Fanstasy.

Czy będąc artystą, osobą publiczną, która ma możliwości dotarcia do dużej liczby osób, świadomie wykorzystujesz to do przekazywania pozytywnych wartości?

Generalnie nie czuję się kimś, kto ma swoją sztuką zmieniać odbiorców czy docierać gdzieś. Wydaje mi się, że na razie jestem za mały, aby mieć aż takie znaczenie. Biorąc udział w różnych projektach i akcjach charytatywnych pokazuję aprobatę dla ich działań. To jest sygnał dla odbiorców, że moim zdaniem ta akcja jest słuszna i zachęcam ich też do udziału. To są jednak akcje bardziej prywatne. Przede wszystkim chciałbym się skupić na muzyce.
Podobnie jak za pierwszym razem producentem płyty jest Bogdan Kondracki. Jesteście chyba zgranym zespołem?

Od początku mieliśmy dobry kontakt i artystycznie bardzo dobrze nam się działało. Pomiędzy płytami solowymi ukazała się płyta mojego zespołu Curly Heads i minęło trochę czasu. Pomimo to czułem, że nie wyczerpaliśmy tej energii, którą mieliśmy i możemy spróbować coś stworzyć. Myślę jednak, że kolejne kroki powinienem postawić z kimś innym, nawet jeśli współpraca nie będzie tak przyjemna, jak było teraz. Fajnie byłoby zmierzyć się z kimś innym. Póki co nie wiem, czy mam energię na trzecią płytę solową, czy kolejny album z Curly Heads. Być może rozwinę kolejny projekt, który jest taką nową „gałęzią” w moim artystycznym życiu. To może będzie mój kolejny krok.

Gdy nie śpiewasz i nie piszesz piosenek, to czym zajmujesz się najchętniej…

Dużo czasu poświęcam na muzykę, ale w wolnych chwilach gram w gry video i czytam - częściej komiksy niż książki. Oglądam mnóstwo filmów i seriali, spotykam się z rodzinką.

Dawid Podsiadło O uzdolnionym muzycznie chłopaku z Dąbrowy Górniczej zrobiło się głośno dzięki zwycięstwie w programie X Factor. Sukces komercyjny odniosła jego pierwsza płyta „Comfort and Happiness” (2013). Dawid Podsiadło jest laureatem czterech Fryderyków, był nominowany do MTV Europe Music Awards 2013 (kategoria - najlepszy polski wykonawca), do Superjedynek (trzy kategorie) i dostał Bursztynowego Słowika podczas Polsat SuperHit Festiwalu 2015. „Annoyance and Disappointment” (listopad 2015) to jego drugi studyjny album, który już zebrał masę pochlebnych recenzji od fanów i krytyków.

Wideo

Materiał oryginalny: Dawid Podsiadło: „Nie płaczę, gdy ktoś nazwie mnie celebrytą” - Nowa Trybuna Opolska

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie