Cesarz usłyszał Hamleta

    Cesarz usłyszał Hamleta

    Rafał Święcki

    Gazeta Wrocławska

    Gazeta Wrocławska

    134 lata temu odbyła się pierwsza publiczna prezentacja telefonu. Wówczas to urządzenie niczym nie przypominało obecnych aparatów, nie miało słuchawki. Połączoną drutami membranę rozciągnięto na drewnianej skrzynce
    Słyszę, słyszę - krzyknął cesarz Brazylii Pedro II, gdy 134 lata temu, 25 czerwca, podczas Wystawy Stulecia w Filadelfii Alexander Graham Bell zaprezentował mu swój wynalazek. Pochodzący ze Szkocji profesor bostońskiego uniwersytetu na specjalnym pokazie zadeklamował do nowego aparatu fragment monologu Hamleta - "Być albo nie być". To zdarzenie zapoczątkowało niesamowitą światową karierę następcy telegrafu - telefonu. O rozmowie cesarza Brazylii doniosły największe amerykańskie gazety.

    Jednak pierwsze zdanie przez telefon zostało wypowiedziane kilka miesięcy wcześniej - 10 marca 1876 roku. Pracujący nad wynalazkiem Bell krzyknął do mikrofonu "Panie Watson, proszę tu przyjść. Chcę pana zobaczyć". Współpracownik Bella, słysząc głos w głośniku umieszczonym w sąsiednim pokoju, natychmiast przybiegł. Stwierdził, że wszystko zrozumiał. Następnie panowie zamienili się miejscami. Thomas Watson odczytał fragment książki, ale głos był zniekształcony. Jednak ostatnie zdanie "Panie Bell, czy rozumie pan, co mówię?" było czytelne.

    Przez kolejne dni obaj pracowali nad udoskonaleniem aparatu. - "Jak się pan miewa" - pytał jeden drugiego. Bell odśpiewywał też zwrotki brytyjskiego hymnu. W wyniku ulepszeń urządzenie działało coraz sprawniej.

    Pan Gray i ja idziemy łeb w łeb; nie wiadomo, który z nas pierwszy ukończy budowę aparatuAlexander Graham Bell, choć pracował w Ameryce, urodził się w Edynburgu. Jego ojciec, także Alexander, był nauczycielem dykcji, leczył wady wymowy. Pracował z głuchoniemymi i wsławił się wynalezieniem języka migowego. Syn pod wpływem ojca także poświęcił się tej profesji. Gdy język migowy nie został doceniony w Wielkiej Brytanii, rodzina Bellów przeniosła się do Ameryki. Alexander Bell Junior w wieku 23 lat zaczął wykłady na uniwersytecie i pracę w szkole dla głuchoniemych w Bostonie. Jedną z jego podopiecznych została Mabel, córka wpływowego senatora i biznesmena Gardinera Greene Hubbarda. Choć miała dopiero 15 lat, Bell zakochał się w niej. Jednak o małżeństwie początkowo nie mogło być mowy. Uznano by to za mezalians, ale stopniowo rodzice dziewczyny przekonywali się do młodego naukowca.

    To Gardiner Greene Hubbard odkrył, że Bell nocami zajmuje się udoskonaleniem telegrafu. Początkowo chciał go wykorzystać do pracy z głuchymi.

    Hubbard, który zbił fortunę na budowie linii kolejowych, doszedł do wniosku, że ulepszony telegraf może być kolejną żyłą złota. Tzw. telegraf harmoniczny eliminował wadę klasycznego telegrafu, czyli niską przepustowość korespondencji. Na jednej linii nie można było nadawać równocześnie więcej niż jednej depeszy. Telegraf harmoniczny miał generować dźwięki o różnej wysokości. I nadawać nawet kilkanaście wiadomości równocześnie. Przyszły teść Bella zaczął więc finansować badania w zamian za udział w zyskach. Liczył, że złamie monopol na przesyłanie depesz firmy Western Union. Postawił jednak warunek - wynalazek Bella miał być opatentowany jako pierwszy. Czasu było mało. Prace nad telegrafem harmonicznym prowadził też Elisha Gray. "Pan Gray i ja idziemy łeb w łeb; nie wiadomo, który z nas pierwszy ukończy budowę aparatu" - pisał Bell.
    « 2

    Czytaj treści premium w Gazecie Wrocławskiej Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Polecane

    Wideo