Blanka Satora - umie zaklinać konie po andaluzyjsku

Malwina Gadawa
Blanka Satora ceni ogiery andaluzyjskie za temperament i charakter. W Hiszpanii nauczyła się najbardziej efektownych elementów jazdy Fot. Katarzyna Okrzesik
Ona jest malutka, jej wierzchowiec wprost przeciwnie - waży 10 razy tyle, co jeździec. Tysiące osób wpatrują się w nich, a wszystkie światła są skierowane na scenę. Blanka Satora zaczyna właśnie niezwykłe show

Uwielbia je za ruch, grację, dominującą osobowość i temperament. Ogiery andaluzyjskie to jej największa miłość. - Jazda na takim koniu jest nie do opisania. Wspaniałe uczucie! Ja, drobna kobietka, ważąca zaledwie 50 kilogramów, dosiadam konia, który jest ponad 10 razy cięższy. Nigdy się nie bałam, wręcz przeciwnie - wtedy mam niesamowitą pewność, że jestem bezpieczna. Tego, co się czuje podczas galopu, nie można opowiedzieć w kilku zdaniach - przekonuje 26-latka pochodząca ze Strzelina. Kocha konie właśnie za to, że dają jej poczucie wolności.

Jej serce skradła Olimpia
Mimo młodego wieku, Blanka już wiele widziała. Była nie tylko w Hiszpanii, Anglii i na Malcie, ale nawet w RPA. Od kilku miesięcy jest już panią weterynarz. Staż odbywa w specjalistycznej klinice onkologicznej dla zwierząt pod Londynem. - To wielkie szczęście łączyć swoją pasję z życiem zawodowym. Mnie się udało - mówi strzelinianka.

Wszystko zaczęło się 14 lat temu, od klubu Dragon z Ludowa Polskiego. Jej serce skradła Olimpia. To klacz, na której Blanka Satora usiadła po raz pierwszy. Już wtedy wiedziała, że to konie będą jej największą miłością. Nie pomyliła się. Od tego czasu wszystko, co robi, jest związane właśnie z tymi zwierzętami. Pierwsze sportowe sukcesy zaczęła odnosić jeszcze jako uczennica szkoły średniej.Na swoim ulubionym koniu jeździła w każdej wolnej chwili. To przyniosło efekty - dostała się na studia weterynaryjne i wyjechała do Hiszpanii. Tam spełniło się jej największe marzenie: dostała się do najlepszej i najbardziej prestiżowej szkoły jazdy konnej na świecie - Królewskiej Andaluzyjskiej Szkoły Jazdy w Jerez de la Frontera. Jako jedyna Polka! Tam miała niezwykłą okazję nauczyć się hiszpańskiej sztuki jazdy.

- Jazda konna to dla mieszkańców Andaluzji sprawa dumy. Nauczyciel bardzo poważnie podchodzi do zajęć i choć trwają godzinę, to spędzi z tobą aż pięć, żeby nauczyć cię jeździć. Bo wie, że to, jak jeździec zaprezentuje się potem, będzie świadczyć także o nim - tłumaczy Blanka. To jednak niejedyne jej osiągnięcie w Hiszpanii. Dzięki wielu godzinom spędzonym na treningach dostała się do "Cordoba Equestre". To hiszpańskie show jest połączeniem jazdy konnej, muzyki i tańca. Blanka miała okazję ujeżdżać andaluzyjskie konie i prezentować się nawet przed trzytysięczną publicznością. To było dla niej niezwykłe wyróżnienie. - Świetnie pamiętam swój pierwszy raz i ogromny strach. Ogier mnie w ogóle nie słuchał. Tamtych chwil, kiedy stałam na scenie, nie da się z niczym porównać. Tego nie można opisać, to trzeba przeżyć. To była dla nie tylko dobra lekcja życia, ale także wspaniała przygoda, której nigdy nie zapomnę - opowiada rozentuzjazmowana. Wcześniej jednak czyściła konie i stajnie, przygotowywała zwierzęta do występu. Nauczyła się wszystkiego od podstaw, zanim sama stanęła przed publicznością.

Ponad 50 kilometrów na liczniku

Doświadczenie, które zdobyła w Hiszpanii, procentuje teraz w Polsce. To właśnie tam nauczyła się klasycznego ujeżdżania i jego najtrudniejszych elementów. Podczas show Blanka po prostu tańczy z koniem. Pokaz ma specjalną oprawę, z muzyką i specjalnymi strojami. Choć do Polski musiała wrócić, żeby skończyć studia, to nie przyjechała sama. Za pieniądze zarobione w Cordobie podczas pracy przy koniach kupiła dwa andaluzyjskie konie. Wspomina, że na początku nie chcieli jej sprzedać zwierząt, bo była tylko turystką.

W końcu jednak je przywiozła. Mają 9 i 10 lat. Nazywają się Escudero VII i Armas Avellano. Trzyma je na wrocławskich Partynicach. To właśnie tam pokazała ich umiejętności podczas jesiennego wyścigu Hubertusa. Zaprezentowała pokaz hiszpańskiej szkoły jazdy.

Namówiona przez organizatorów, wzięła również udział w wyścigu, chociaż nie spodziewała się zwycięstwa, bo przecież rasa jej konia nie należy do najszybszych. Postanowiła spróbować i wystartowała. Nie wierzyła własnym uszom, kiedy słyszała głos spikera i krzyki z widowni. Koń pędził, jak szalony, a fotoradary straży miejskiej zanotowały prędkość ponad 50 kilometrów na godzinę - z taką ścigają się najszybsze konie arabskie. Blanka nie tylko wygrała wyścig - ona i jej koń zostali okrzyknięci najpiękniejszą parą zawodów.

55 centymetrów szczęścia

Blanka zadziwia nie tylko swoimi umiejętnościami. Jest właścicielką najmniejszego konia w Polsce. Podkreśla, że nie jest to kucyk, jak niektórym mogłoby się wydawać na pierwszy rzut oka. Koń mierzy zaledwie 55 cm i waży 60 kg. Nazywa się Ciuciu i ma nawet swój profil na portalu społecznościowym. Strzelinianka, która teraz mieszka pod Londynem, przyznaje, że zwierzę miało być towarzyszem dla jej ogierów, ale teraz służy także jako atrakcja dla dzieci, które nie mogą od niego oderwać wzroku. Młoda pani weterynarz swoje konie musiała zostawić w Polsce. - To właśnie ich, oprócz słońca, najbardziej brakuje mi w Anglii. Już nie mogę się doczekać, kiedy ponownie wsiądę na któregoś z ogierów i pognam po prostu przed siebie, nie patrząc na nic. Tak jak dawniej, jak lubię najbardziej - mówi.

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

E
Elancja
Ciekawe od kiedy bicie koni palcatem i marnowanie im życia na sztuczki które do niczego nie są im potrzebne jest zaklinaniem koni i czymś dla nich dobrym...
Dodaj ogłoszenie