Z historii plebiscytu: Jerzy Popiel i jego miłość do szybownictwa

Paweł WitkowskiZaktualizowano 
Pierwszy laureat plebiscytu "Słowa Polskiego" na najlepszego sportowca Dolnego Śląska
Pierwszy laureat plebiscytu "Słowa Polskiego" na najlepszego sportowca Dolnego Śląska Fot. Tomasz Hołod
W czasie wojny rozkręcał rozbite samoloty. Gdy miał 10 lat, rosyjski pilot przewiózł go "kukuruźnikiem" za butelkę wódki. Tak rodziła się miłość Jerzego Popiela do szybownictwa - pisze Paweł Witkowski

Jerzy Popiel to pierwszy laureat plebiscytu "Słowa Polskiego" na najlepszego sportowca Dolnego Śląska (1953 rok, 10 lat później po raz drugi zwyciężył w konkursie). Jest właścicielem odznaki z trzema diamentami (najwyższe wyróżnienie w sporcie szybowcowym).

- To prawdziwa historia tej dyscypliny sportu. Latał na szybowcach, które teraz są w muzeach. Dwukrotny medalista mistrzostw świata, trzykrotny mistrz Polski. Bardzo cenię jego osiągnięcia - mówi Jerzy Musiał, instruktor szybownictwa z Aeroklubu Wrocławskiego.
Przelot za flaszkę

- Pierwsze szybowce zobaczyłem podczas Targów Wołyńskich organizowanych w mojej rodzinnej miejscowości Równe w 1938 roku. Był tam m.in. model Mucha, na którym latał później mój przyjaciel Bolesław Kochanowski - mówi Jerzy Popiel.

Podczas drugiej wojny światowej wraz ze starszym bratem Tadeuszem bawili się w pilotów w stworzonych przez siebie imitacjach kokpitów. - Rozkręcaliśmy rozbite w okolicach samoloty. Zawsze miałem zacięcie do majsterkowania. Jako dzieci musieliśmy znaleźć coś do roboty, więc rozbieraliśmy znalezione obiekty. W nich bawiliśmy się drążkami. Tak zaprzyjaźniłem się z lotnictwem - wyznaje Popiel.

Pierwszy lot odbył w 1943 roku. - To był czasy, gdy Rosjanie nas "wyswobadzali". Za flaszkę przeleciałem się jako pasażer na "kukuruźniku". Samych wrażeń z lotu już nie pamiętam. To jednak było wiele lat temu - mówi z uśmiechem 78-latek.

Pierwsze próby
Po wojnie w ramach repatriacji rodzina Popielów znalazła się w Wałbrzychu. Do tamtejszej filii organizacji "Służba Polsce" przystąpił 15-letni Jerzy. - Pierwsze szkolenie szybowcowe odbyłem w 1948 roku w Strzebielinie na Pomorzu. Przez metrykę obawiałem się, że będę miał problemy, jednak przymykano oczy na mój wiek - mówi Popiel.

Debiut w chwiejnicy (konstrukcja, w której szybowiec umieszczony jest tak, by miał możliwość obrotu wokół wszystkich osi podczas sterowania na wietrze) szybownik pamięta wyśmienicie. - Były skoki, a podczas imitacji startu - mocne wciskanie w fotel i znów skoki. Spodobało mi się to od razu. Teraz już się tak nie szkoli. Są inne wymogi bezpieczeństwa - ujawnia szybownik.

Który chce lecieć?
Jerzy jest synem Jadwigi i Zygmunta, który był profesorem gimnazjalnym. We Wrocławiu rodzina Popielów pojawiła się w 1949 roku. - Mój ojciec został dyrektorem Dolnośląskiego Ośrodka Szkolenia Zawodowego. Gdy podpadł władzom, nie chcąc zapisać się do partii, został przeniesiony do Technikum Chemicznego przy ul. Skwierzyńskiej - mówi Jerzy Popiel.

Wtedy szybownik z Równego pierwszy raz pojawił się w Aeroklubie Wrocławskim.
- Na lotnisku często też robiło się "zamach" na przelot szybowcem dwumiejscowym. Wołało się: "Który chce lecieć?". Jak tylko miałem okazję, robiłem masę lotów - mówi szybownik. Potwierdza to Jerzy Musiał, który zdradził, że Popiel potrafił się też wymigać od pochodu pierwszomajowego, tłumacząc, że będzie latał nad uroczystością.
Bicie rekordów
W 1951 roku wywalczył pierwszy diament do odznaki za przelot docelowy na dystansie przekraczającym 300 km. Drugi otrzymał rok później za przekroczenie wysokości 6,8 km. Ostatni diament zdobył dzięki przelotowi na odległość przekraczającą 500 km.

- Zdobywane odznaki są częścią wyszkolenia. Ja jednak ciągle pędziłem za lepszym szybowcem. Gdy pojawiła się mucha, zacząłem swoją przygodę z zawodami sportowymi - mówi Popiel, który już w 1953 roku został mistrzem kraju.

- Do sportu ciągnęła mnie chęć bicia rekordów. Wtedy jednak było inne szybowanie. Latało się drewnianym szybowcem w chmurach na wysokościach do 8000 metrów. Niebo było nasze. Teraz jest tam zbyt wiele samolotów i po prostu nie ma miejsca dla szybowców - dodaje.

Ponadto pilot ustanowił rekord Polski i świata w kategorii szybowców jednomiejscowych, na trasie trójkąta o łącznej długości ramion 300 km. Kolejne tytuły mistrza Polski zdobywał w 1961 i 1963 roku.

Wizyta w Chinach
Gdy Jerzy Popiel ukończył studia na Wydziale Lotniczym Politechniki Wrocławskiej, wyjechał do Warszawy, do pracy w tamtejszym aeroklubie. W 1955 roku cztery miesiące spędził w Chinach, szkoląc adeptów szybownictwa. Jakież zdziwienie pojawiło się u Jerzego, gdy jeden z jego uczniów rozpoznał go po 28 latach podczas mistrzostw świata w Niemczech, na których polski szybownik pojawił się jako widz.

Wracając z Państwa Środka, Popiel wymienił powrotny bilet lotniczy, aby móc podróżować koleją transsyberyjską.

- Nie mogłem zmarnować okazji podróży niemal przez całą Azję. To jak podróż dookoła świata - mówi szybownik.

Jerzy Popiel był uczestnikiem trzech mistrzostw świata.
- Dwadzieścia lat byłem w kadrze. W 1960 roku na turnieju w niemieckiej Kolonii byłem trzeci, trzy lata później drugi w Argentynie. Po mistrzostwach w Anglii w 1968, gdy zająłem czwarte miejsce, usłyszałem, że powinienem już zakończyć występy w reprezentacji, więc zasalutowałem i powiedziałem "do widzenia" - wyznaje zawodnik.

Spadochroniarz
W 1960 roku Popiel wrócił do Aeroklubu Wrocławskiego. Był kierownikiem kontroli technicznej, a po wyrobieniu licencji na samoloty - oblatywaczem. Przetestował ponad 1600 szybowców seryjnych, a także wiele prototypów.

- Nigdy nie musiałem korzystać ze spadochronu podczas sprawdzianów. Choć sam skok spadochronowy udało mi się wykonać. Często woziłem grupy skoczków. Gdy kiedyś powiedziałem instruktorowi, że ma chyba mocno wystraszoną załogę, usłyszałem: "To niech pan spróbuje". Nie wypadało odmówić. Przy następnej turze poleciałem skoczyć. Emocje były, ale nie strach. Podczas skoku wygłupiałem się, przesyłałem pozdrowienia, co nie bardzo podobało się instruktorowi, który zakazywał takich reakcji - opowiada amator spadochroniarz.
Przewozy śmigłowcem
Popiel adeptów instruował też we Włoszech. Szybownik wyrobił sobie licencję na śmigłowce. Pracował w Holandii w lotnictwie rolniczym.

- To bardzo trudne zajęcie. Trzeba latać nisko. Mnóstwo pilotów zginęło w ten sposób - mówi Popiel.

Lotnik przewoził także ludzi śmigłowcem.
- To również było bardzo wymagające. Pasażerowie często byli na cyku. Kiedyś w połowie trasy do Szczecina usłyszałem krzyki: "Ląduj!". Musiałem zejść niżej, bo jedna z uczestniczek podróży miała bóle brzucha. Nie było warunków, by lądować. Na ziemi było półtora metra śniegu, potem mógłbym nie wystartować. Więc zszedłem jak najniżej, by pasażerka mogła "nabrać powietrza"i długo utrzymywałem taką wysokość. Bałem się, że nie wystarczy mi paliwa, ale wszystko skończyło się szczęśliwie - opowiada pan Jerzy.

Ostatni lot
W 2001 roku w głowach Jerzego Popiela i Stanisława Wielgusa zrodził się ciekawy pomysł. - Wybraliśmy się do Włoch. Powiedzieliśmy sobie: "Osiemdziesiątka się zbliża, pojedziemy! A co!". Wsiedliśmy do szybowca i spędziliśmy pięć godzin, latając nad Alpami. Widzieliśmy m.in. Przełęcz Brenner. To była duża frajda - wspomina dwukrotny laureat plebiscytu na najlepszego sportowca Dolnego Śląska.

78-letni Jerzy Popiel trzy lata temu święcił z żoną Danutą 50. rocznicę ślubu. Jedna ich córka, Aldona, mieszka we Wrocławiu, druga, Iwona, w Niemczech. Podróżując do niej samolotem, Jerzy Popiel przypomina sobie, jak to ponad 15 tysięcy godzin spędził jako pilot szybowców oraz innych maszyn latających.

polecane: FLESZ: Ekologia na co dzień: 6 mitów, w które wierzymy

Materiał oryginalny: Z historii plebiscytu: Jerzy Popiel i jego miłość do szybownictwa - Gazeta Wrocławska

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze 2

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.
R
Roman

Pamiętam Jurka oblatującego nowe szybowce produkowane w ZSLS nr 4 na Małym Gądowie,pamiętam jego brata ś.p. Tadeusza będącego szefem wyszkolenia w Szkole Szybowcowej
w Jeżowie.Szkoda że zostały tylko wspomnienia! Ale cóż taka jest podobno kolej rzeczy.

zgłoś
Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3