Wrocław: Proces o błąd w sztuce lekarskiej nie zaczął się. Będzie nowa ekspertyza?

Marcin Rybak
Nie zaczął się dziś proces dwóch lekarzy z Kliniki Ginekologii wrocławskiej Akademii Medycznej. Zostali oskarżeni o nieumyślne spowodowanie śmierci dziecka i narażenie na śmierć jego matki. Obrona zażądała nowego zespołu biegłych, który ma ocenić zachowanie oskarżonych. Głównie dlatego, że zmarł szef zespołu, który przygotował opinię, będącą podstawą aktu oskarżenia. Sąd odroczył sprawę do końca stycznia i wtedy zdecyduje czy zgodzić się z obroną czy nie.

Ten proces dotyczy dramatu, jaki wydarzył się w 2007 roku. Być może nie byłoby dyskusji o konieczności wyznaczania nowych biegłych z powodu śmierci szefa dotychczasowego zespołu ekspertów, gdyby śledztwo w tej sprawie było dobrze prowadzone. A nie było.

Rok temu wyszło na jaw, że sprawa została zamieciona pod dywan i to na kilka lat. Prowadząca to postępowanie prokuratorka została odsunięta od sprawy i zawieszona. W jej sprawie toczy się śledztwo. Do sądu dyscyplinarnego trafił już wniosek o uchylenie immunitetu pani prokurator.

We wrześniu ubiegłego roku okazało się, że gdzieś zaginęły akta śledztwa. Później wyszło na jaw, że od 2009 do 2012 nie wiadomo co się z nimi działo. Pani prokurator przekonywała, że są u biegłych z medycyny sądowej w Poznaniu. W aktach były nawet dokumenty, faksy, pisma. Ale akt u biegłych w Poznaniu nie było. Dopiero gdy opisaliśmy tę sprawę na portalu gazetawroclawska.pl odnalazły się. Ktoś podrzucił je do zakładu medycyny sądowej w Białymstoku.

TU CZYTAJ O ZAMIATANIU ŚLEDZTWA POD DYWAN

Dopiero we wrześniu tego roku prokuratura skończyła śledztwo i przesłała do sądu akt oskarżenia. Zdaniem prokuratury - powołującej się na opinię biegłych - lekarze z kliniki źle zajmowali się Małgorzatą Ossmann - kobietą w zagrożonej ciąży. Między innymi zbyt długo zwlekali z decyzją o cesarskim cięciu. Stan zdrowia kobiety nie był - jak chce akt oskarżenia - właściwie monitorowany.

Dziś w sądzie obrona zażądała, by sąd powołał nowy zespół biegłych. Dlaczego? Z trzech powodów. Po pierwsze szef zespołu - którego opinia jest podstawą oskarżenia - zmarł. A obrona chciała by został przesłuchany jako świadek. Poza tym opinia jest stronnicza, a nieżyjący szef zespołu - na dodatek - nie był wiarygodny jako fachowiec.

Oskarżenie oraz pełnomocnik pokrzywdzonej Małgorzaty Ossmann przekonywali sąd, że ekspertyzie nic nie brakuje i proces - mimo śmierci szefa zespołu - może być prowadzony. - Śmierć szefa zespołu to poważny argument obrony ale ten problem niekoniecznie trzeba rozwiązywać powołując nowy zespół biegłych - mówi mecenas Anita Kutysz, pełnomocnik pokrzywdzonej.

Decyzja sądu zapadnie 31 stycznia na kolejnej rozprawie.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie