Ptaki nasze codzienne czyli wielka pasja ornitologiczna. O ptakach, ptasiarstwie i fotografiach opowiada Marzena Smolak

Hanna Wieczorek
Marzena Smolak, historyk sztuki z wykształcenia, fotograf i ptasiarz z pasji Archiwum Marzeny Smolak
Marzena Smolak, historyk sztuki z wykształcenia, fotograf z pasji, na co dzień pracuje w Muzeum Miejskim Wrocławia. Od ponad roku każdą wolną chwilę poświęca ptakom. Na jej Facebooku możemy podziwiać wrony, kopciuszki, drozdy, czaple, trzciniaki, kowaliki... I wiele innych ptaków, które mieszkają obok nas w wielkim mieście.

Jak to się stało, że poważna pani historyk sztuki zaczęła się interesować ptakami? Nie tylko je obserwuje, ale z dużą pasją fotografuje i dzieli się tymi zdjęciami ze znajomymi na Facebooku?

Właściwie powinnam się cofnąć w przeszłość, bo ptakami interesował się mój ojciec, miał nawet sporą, jak na tamte czasy, literaturę im poświęconą. Poza tym to właśnie tato pokazywał mi w dzieciństwie, jak wspaniała jest przyroda, która nas otacza.

Przez wiele lat częściej pokazywałaś zdjęcia zabytków i kwiatów. Ptaki pojawiały się na nich sporadycznie.

Masz rację, na zdjęciach pojawiały raczej rzadko. Na przykład wtedy, gdy zadziorny wróbel skakał po stoliku kawiarnianym, podchodząc do mnie tak blisko, że mogłam mu zrobić zdjęcie komórką. Ale cały czas je zauważałam. Pod moim balkonem gniazdo założyły wróble, przyglądałam się ich życiu rodzinnemu i żałowałam, kiedy wyprowadziły się. Ostatnio wróciły i widziałam rzecz niesamowitą. Wróblim domem zainteresowały się jerzyki i próbowały wyrzucić gospodarzy z gniazda. Wtedy do obrony rzuciły się wróble z całej okolicy! Jeszcze długo po tej awanturze słyszałam je, tak jakby sobie coś opowiadały.

Jerzyki? Te podobne do jaskółek?

Ludzie często mylą je ze sobą. Ja pewnie do niedawna też mogłam popełnić taki błąd. Bo tak, jak większość laików rozpoznawałam dziesięć, może piętnaście gatunków ptaków. Na przykład wróble, sikorki, kawki, szpaki, wrony, kruki...

Kruki żyją we Wrocławiu?

Oczywiście. Niedawno widziałam całe ich stado krążące nad polami na granicy Wrocławia i gminy Miękinia, tuż przy Lesie Ratyńskim. Od kilkunastu, a może nawet ponad dwudziestu lat obserwuję jednego z nich. Mieszka gdzieś na Maślicach, niedaleko naszego ogródka działkowego. Kiedy żył jeszcze mój tato, mówił zawsze słysząc go: „Leci nasz kruk”. Wtedy rozpoznawałam jego charakterystyczny głos, dzisiaj potrafię go wypatrzeć, a nawet sfotografować, kiedy leci wysoko nad naszymi głowami. Jest samotny. Kruki wiążą się tylko raz, jeśli coś się stanie drugiej połowie, to pozostają samotne do końca życia.

Zdradź, skąd taka zmiana? Co się stało, że pochłonęła cię pasja obserwowania i fotografowania ptaków.

Koleżanka wyciągnęła mnie do parku na obserwację ptaków. I tak nas to wciągnęło, że zaczęłyśmy coraz uważniej się im przyglądać. Z lornetką i nieodłącznym „Przewodnikiem Collinsa”. Później było zimowe ptakoliczenie w parku Wschodnim zorganizowane przez Ogólnopolskie Towarzystwo Ochrony Ptaków, spacery ornitologiczne prowadzone przez szefa dolnośląskiego OTOP-u – Kamila Ziębę, wyprawy Śląskiego Towarzystwa Ornitologicznego, które organizują Małgorzata Pietkiewicz i Hanna Sztwiertnia. I wsiąkłam do reszty. Nagle zorientowałam się, że nie rozstaję się z aparatem fotograficznym, choć i wcześniej często go miałam przy sobie.

Bo w każdej chwili można zrobić niesamowite zdjęcia ptaków?

Kiedy zaczynasz je obserwować, dostrzegasz ich coraz więcej. Kiedyś rano spieszyłam się na przystanek tramwajowy i nagle zobaczyłam ptasi dramat. Tuż obok mnie krogulec upolował gołębia. Na ul. Jastrzębiej. Ludzie przechodzili nieświadomi, że tuż obok dzieje się coś takiego.

Ptaki nasze codzienne, zobacz wrocławskie ptaki z obiektywie...

Masz ulubione ptaki?

Zadałaś mi trudne pytanie. Chyba każdy „nowy” ptak, którego zobaczę staje się moją pasją. Do
czasu, kiedy nie spotkam innego... A tak naprawdę lubię i zachwycam się wróblami, sikorkami i wronami, kawkami i kowalikami i… Wszystkie ptaki są fascynujące!

Ptaki nie kojarzą nam się z wielką inteligencją. No, może poza krukowatymi.

A tu nie masz racji! Poszukaj w internecie filmików z ptakami. Zobaczysz, że myślą abstrakcyjnie. Potrafią się posługiwać narzędziami. Biorą na przykład patyczek do ręki, tzn. do dzioba, żeby uruchomić jakąś zapadnię i dostać pożywienie. A w naturze widziałam już nie raz sytuacje, które dowodzą, że nie obce im są emocje, powiedziałabym nawet uczucia. Poza tym świetnie się ze sobą porozumiewają, nie wiem czy nie lepiej niż ludzie. J

Ile ptaków żyje we Wrocławiu?

Dużo, zaobserwowano u nas ponad dwieście gatunków. Ciekawe, ilu my się doliczymy w tej naszej zabawie „Wielki Wrocławski Rok”.

A cóż to takiego „Wielki Wrocławski Rok”?

W 1900 roku pewien amerykański ornitolog wpadł na pomysł, by zamiast strzelać do ptaków – liczyć je. Tak narodził się „Wielki Rok”. Jest to konkurs, który polega na tym, by w ciągu roku zobaczyć lub usłyszeć jak najwięcej gatunków ptaków na terenie Ameryki Północnej. Konkurs odbywa się nadal. Nakręcono nawet zabawny film poświęcony pasjonatom obserwowania ptaków (i ich ptakoliczenia) z angielskiego zwanego „birdwatching”. I teraz zorganizowaliśmy sobie we Wrocławiu, z inspiracji koleżanki, taki „Wielki Rok”.

Dużo już ptaków naliczyłaś?

Ponad sto, dokładnie sto pięć. I nie jestem wcale najlepsza. Jeden z kolegów na swojej liście ma więcej ptaków, które widział lub słyszał we Wrocławiu.

Nie do wiary! Aż tyle gatunków ptaków żyje we Wrocławiu?

Och, jest ich naprawdę dużo. Na przykład tutaj, w ogrodzie Pałacu Królewskiego widziałam już sikorki, wróble, jaskółki dymówki, piegże, kwiczoły, wrony. Kaczki próbowały u nas założyć gniazdo. Często obserwuję kopciuszki, zostają w naszym ogrodzie na zimę. Czasem widzę je przytulone do komina na dachu Opery Wrocławskiej.

Kopciuszek z ogrodu Pałacu Królewskiego Marzena Smolak

Skąd taka bajkowa nazwa?

Ponieważ wyglądają, jakby były okopcone dymem z kominów, przy których zresztą chętnie kopciuszki przesiadują.

A jakieś niespodziewane? Takie, których tu Twoim zdaniem nie powinno być?

To trudne pytanie, do Wrocławia, na Dolny Śląsk zalatują różne ptaki. Znajomy w ubiegłym roku na wysepce na fosie koło Wzgórza Partyzantów obserwował parę kazarek rdzawych. Dwa lata temu prawdziwą sensacją ornitologiczną było pojawienie się pomurnika w Wałbrzychu. Do niedawna byłam na przykład przekonana, że żołny gniazdują jedynie w Małopolsce, ale okazało się, że są i u nas. Nie powiem gdzie, myślę, że nie potrzeba im wizyt ciekawskich ludzi. Czasem nie mogę się nadziwić bezmyślności różnych osób, które dla zaspokojenia ciekawości, chęci zrobienia zdjęcia są gotowe zniszczyć ptasie lęgowiska.

Żołny są niesamowite, bajecznie kolorowe. Nie tak jak choćby szare wrony.

A wiesz to ciekawe. Lubię robić zdjęcia wronom, są niezwykle fotogeniczne. We Wrocławiu jest ich dużo. Niedawno znajomy z Zamościa mówił mi, że tam od dawna nie widział wron. Przy okazji wyjazdów, choćby na wakacje, można się przekonać, że w różnych miejscach Polski występują gatunki ptaków, jakich nie zobaczysz gdzie indziej. Nie mówiąc o tym, że są gatunki, które na przykład żyją wyłącznie w górach czy nad morzem.

No dobrze, wróćmy do tych niespotykanych ptaków.

Wiedziałaś, że we Wrocławiu można spotkać czaple? Nocują w zoo, a w dzień wylatują do miasta. Zimą w ogródkach niedaleko cmentarza Grabiszyńskiego koledzy obserwowali aleksandrettę obrożną.

Nazwa brzmi dość egzotycznie.

Bo to średniej wielkości papuga. Zielona, na pewno nie raz ją widziałaś.

Chyba nawet hodowałam w dzieciństwie. Papuga uciekła komuś z klatki? I nie zamarzła w zimie?

Aleksandretty to inwazyjny gatunek. Zasiedlają coraz to nowe terytoria. Po raz pierwszy widziałam je, żyjące na
wolności, w Düsseldorfie. Zresztą na objeździe zabytkoznawczym z wrocławskimi historykami sztuki. J. Potem czytałam, że pojawiły się Polsce. Pierwszy udokumentowany lęg aleksandrett w naszym kraju miał miejsce niedaleko Wrocławia. W Nysie. A zimą, jak już mówiłam, obserwowano jedną we Wrocławiu. Na Grabiszynie.

Nie wierzę!

Niedawno pojechałam na rowerze, dróżką nad Ślęzą. Przyznaję, rozglądałam się czy nie zobaczę aleksandretty, ale wiadomo, poleciała dalej. Nie poczekała na mnie. Za to usłyszałam trzciniaka, to jest taki ptaszek, który mieszka w trzcinach i ma bardzo charakterystyczny głos. Wrzeszczy, krzyczy, wręcz chrumka, trudno go pomylić z innym ptakiem. Kiedy podjechałam do rzeki, na drugim brzegu stał jakiś pan i robił mu zdjęcia. Uśmiechnął się do mnie i powiedział: „To trzciniak”. Odpowiedziałam: „Wiem”. Ucieszył się: „A pani też się interesuje ornitologią?” Pół godziny gadaliśmy o ptakach. Pan się pochwalił, że to on właśnie pierwszy wypatrzył w zimie aleksandrettę i zgłosił obserwację na portalu ornitologicznym.

Pamiętam, że ten właśnie trzciniak pojawił się na Facebooku.

Oczywiście. Ja także zrobiłam mu zdjęcie. Odkąd zaczęłam interesować się ptakami, czuję potrzebę dzielenia się moimi obserwacjami. Nawet jeśli zdjęcie jest kiepskie, jedynie dokumentacyjne. Bo każdy nowy ptak, którego zobaczę to wielka radość i fascynacja.

Niesamowita historia. Nie dość, że do Wrocławia zawitała papuga, to jeszcze wpadłaś przypadkiem na ptasiego pasjonata.

Wcale nie ma nas tak mało. To widać choćby na spacerach ornitologicznych. Nie dość, że jest sporo chętnych do obserwowania ptaków, to jeszcze wiele osób przychodzi z dziećmi. I fajnie, że te dzieciaczki od małego się uczą obserwowania ptaków, nabierają wrażliwości na otaczającą nas przyrodę. Sporo osób wybrało się również na Zjazd Ornitologów Śląska w Piechowicach zorganizowany przez Śląskie Towarzystwo Ornitologiczne. Muszę się pochwalić, należę do Towarzystwa, mam legitymację numer 177.

Mówiłaś, że podczas „Wielkiego Wrocławskiego Roku” zalicza się ptaki, które widzisz lub słyszysz. Łatwo rozpoznać ptaki po głosie?

To już kolejny, wyższy poziom wtajemniczenia. Są oczywiście ptaki wydające charakterystyczne dźwięki, takie jak choćby trzciniaki. Jednak wcale nie jest prosto zapamiętać głosy różnych ptaków. Na spacerze ornitologicznymi, kiedy nasz przewodnik mówi nam „to właśnie śpiewa rokitniczka”, umiem przez chwilę usłyszeć ją, ale nie jestem pewna czy za dzień lub dwa odróżnię jej głos wśród wielu innych.

Ja z trudem rozpoznaję nawet słowiki. Co tu mówić o innych ptakach.

Są oczywiście strony internetowe czy płytki z nagraniami ptasich głosów. Tyle, że trzeba mieć czas, by słuchać i się uczyć. A poza tym ptaki zmieniają głosy, inaczej brzmią wiosną, inaczej zimą, inaczej wabią partnerkę, a inaczej ostrzegają... Czasem patrzę na ludzi, którzy biegają po parku w słuchawkach na uszach i myślę sobie, że tak dużo tracą. Bo przecież mogliby posłuchać ptaków. Naturalnej muzyki.

Samica krogulca na ul. Jastrzębiej we Wrocławiu Marzena Smolak

Zdarza ci się nie spać przez całą noc, by usłyszeć jak nad ranem śpiewać zaczynają coraz to nowe ptaki?

Mówisz o ptasim budziku? To naprawdę niesamowite, nie potrzeba zegarka, by wiedzieć która właśnie jest godzina. Rozpoznamy ją po tym, który ptak zaczyna poranne śpiewy. Ale przyznaję, że nieczęsto zdarza mi się go słyszeć. Ptaki zaczynają śpiewać gdzieś około trzeciej nad ranem.

Ptaki są nową pasją. Znacznie dłużej interesujesz się zabytkami. Czy dzisiaj, jadąc w „zabytkowy” objazd z historykami sztuki, szukasz ptaków uwiecznionych gdzieś?

Złapałam się na tym, że kiedy zaczynamy zwiedzać jakiś pałac rozglądam się i szukam ptaków na obrazach, grafikach, zdobieniach mebli. A kiedy już znajdę, robię im zdjęcia. Niektóre są bardzo dobrze rozpoznawalne, z innymi mam kłopot. Ale są specjaliści, którzy potrafią je bezbłędnie rozpoznać. Można ich oczywiście znaleźć na portalach społecznościowych. Z wielką przyjemnością obserwuję kilka takich stron ornitologicznych przewodników, którzy zdają relację z ptasiarskich podróży po całym świecie. Dużo się można nauczyć. A jakie fantastyczne zdjęcia zamieszczają!

Od czego powinien zacząć początkujący ornitolog amator? Od zakupu lornetki i „Przewodnika Collinsa”?

Zanim polecimy do sklepu na zakupy, rozejrzyjmy się wokół nas. Zacznijmy przede wszystkim od obserwowania swojej ulicy. Wystarczy stanąć na balkonie i zacząć wypatrywać ptaki. Nagle okaże się, że jest ich znacznie więcej, niż nam się wydawało. I powoli zaczniemy rozpoznawać coraz to nowe gatunki. To wielka radość. Z czasem takie patrzenie i słuchanie wchodzi w nawyk, nieświadomie sprawdzamy, jakie ptaki krążą w okolicy.

Nie trzeba od razu biec z lornetką do parku?

Nie, chociaż oczywiście na skwerze czy w parku możemy zobaczyć znacznie więcej ptaków. Na przykład we wrocławskim parku Wschodnim, który jest znacznie mniej „ucywilizowany” niż park Południowy czy Szczytnicki. Ostatnio śmiałam się, że dzięki ptakom zajmuję się odkrywaniem Wrocławia.

Hmm, chcesz powiedzieć, że nie znasz rodzinnego miasta?

Skądże. Jednak są miejsca, które znam ze starych pocztówek, zdjęć, czy opowieści. A teraz dzięki ptakom poznaję je osobiście. Nie byłam na przykład w Ratyniu, a teraz dzięki ptakom zawędrowałam i tam. Na jednym ze spacerów ornitologicznych byliśmy na Rędzinie, na osuszonych już polach irygacyjnych. Pojechałam na rowerze do lasku Oporowskiego. Jeżdżę na rowerze, żeby ptaki zobaczyć, przy okazji poznaję topografię miasta. Ale przyznaję, marzy mi się wyprawa ornitologiczna w deltę Dunaju. To dopiero byłaby frajda poobserwować tam ptaki...

Marzą ci się nowe, ptasie odkrycia?

To też, ale oprócz wielu zalet ptasiarstwa, poznawania zupełnie nowych rzeczy, jest to fantastyczny odpoczynek, rekreacja, ponieważ człowiek wyłącza się ze wszystkiego, nie myśli o pracy, problemach domowych, światowych klęskach. Obserwuję tylko ptaki i odreagowuję.

Wideo

Komentarze 5

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

p
ptasiarz.

Wrocław kojarzy mi się z wronami siwymi, jak studiowałem na Uniwersytecie Ekonomicznym często je widziałem. Sam w Poznaniu od 2016 r. staram się inwentaryzować siedliska jerzyka i oknówek na budynkach, poza tym wróble, kawki, mazurki, czasem pliszkę się wypatrzy. Poza tym interwencję, co różni mnie od przeciętnego ptasiarza.

j
j23

Z rzadszych ptaków widziałem we Wrocławiu: bieliki, rybitwy wielkodziobe i białoczelne, bielaczki, wilgi, sowy uszate i puszczyki, zimorodki, kazarki, błotniaki stawowe, kanię rudą , derkacze ( tylko słyszane), krzyżodzioby świerkowe, czeczotki, jemiołuszki, ohary

P
PIĘKNA MARZENA

...A KRUKI SĄ MAGICZNE ;)

K
Krogulcowej

Z drapoli na Borku to pustułki i 2 gatunki sów tylko przeze mnie były odnotowane, ale że krogulcowa tu się zapędziła...PS. Nad Jastrzębią też raz leciała sowa wieczorową porą.

a
andzia

Kruki pomieszkują też w lasku Dolmelowskim!! Ale wrony siwe je stamtąd brutalnie wyganiają...

Dodaj ogłoszenie