Piłka nożna: Śląsk Wrocław uratował punkt w ostatniej minucie

Mariusz Wiśniewski
Janusz Wójtowicz
- Muszę przyznać, że najbardziej jestem zaskoczony przyjęciem, jakie mi kibice zgotowali. Podziękowałem wtedy, dziękuję raz jeszcze - zaczął pomeczową konferencję Orest Lenczyk, trener Śląska.

Kiedy szkoleniowiec jeszcze przed pierwszym gwizdkiem zmierzał wzdłuż trybuny krytej w kierunku ławki rezerwowych, kibice na stojąco przywitali go gromkimi brawami. Z nowych trenerów Śląska na Oporowskiej witany tak był chyba tylko Ryszard Tarasiewicz.

PRZECZYTAJ NASZĄ RELACJĘ NA ŻYWO I OBEJRZYJ ZDJĘCIA Z MECZU

Dalej Lenczyk analizował: - Gra się po to, żeby zdobywać bramki i myśmy je strzelali. Ale te sytuacje, których nie wykorzystaliśmy, powinny być wykorzystane.

Śląsk do przerwy nie że mógł, ale powinien prowadzić przynajmniej dwoma golami. Już w drugiej minucie na listę strzelców mógł się wpisać Cristian Diaz, ale będąc kilka metrów przed bramką. kopnął akurat tam, gdzie stał bramkarz Polonii. Później gola mogli zdobyć Vuk Sotirović i Sebastian Mila. W końcu udało się Piotrowi Celebanowi wepchnąć piłkę do siatki po ogromnym zamieszaniu w polu karnym.

- Schodząc do szatni, byliśmy chyba zbyt zadowoleni, że wygrywamy, i chyba zapomnieliśmy, że Polonia jest zwierzątkiem podrażnionym i będzie robiła wszystko w drugiej połowie, żeby nie tylko wyrównać, ale wygrać - opowiadał Lenczyk.

Po zmianie stron goście przejęli inicjatywę. Z przewagi Polonii długo jednak nic nie wynikało, bo Śląsk się mądrze bronił i nie dopuszczał do groźnych sytuacji pod własną bramką.

Schodząc do szatni, byliśmy chyba zbyt zadowoleni, że wygrywamy

- W przerwie byłem zmuszony dokonać zmiany. Tadek Socha podniósł rękę w szatni i powiedział, że już nie da rady biegać po wojażach irańsko-walijskich. Szanuję go za to - zdradził Lenczyk. - Być może mniej szanuję tego, który wszedł, bo dostał szansę, żeby się pokazać i jak to państwo pisaliście, żeby zagrać lepiej niż jego brat. O nic go nie winię, ale spodziewałem się, że przy szybkiej grze będzie zawodnikiem bardziej groźnym.

Chodziło o Marka Gancarczyka, który pojawił się na boisku za Sochę i kibice mogli oglądać zapowiadany pojedynek braci Gancarczyków. Lepiej w tej konfrontacji wypadł Janusz, ale nie miał też dużego wyzwania, bo jego brat praktycznie nic nie wniósł do gry Śląska.

W końcu nadeszła 60 minuta i po drugim z rzędu rzucie rożnym niepilnowany Dariusz Pietrasiak strzałem głową pokonał Wojciecha Kaczmarka.

- Straciliśmy bramki absolutnie po błędach. To, co sobie Polonia stwarzała, nie było aż tak piękne, żebyśmy sobie nie dawali z tym rady. Miało być indywidualne krycie Kaźmierczak-Pietrasiak. Są pewne sprawy, które rozrysowujemy, ćwiczymy na treningach, a później i tak tracimy gola - opowiadał Lenczyk.
Po stracie gola Śląsk znowu zaczął atakować i powinien zdobyć bramkę. Po ładnym dośrodkowaniu Kaźmierczaka Vuk Sotirović przyjął piłkę i wydawało się, że jest pewny gol, ale napastnik Śląska zamiast do siatki trafił z kilku metrów w wprost bramkarza Polonii.

Goście nie mieli ani jednej tego typu szansy, a zdobyli drugiego gola. Do siatki strzałem z 30 metrów trafił Bruno.

Lenczyk przyznał: - Rozmawialiśmy o tym, że Brazylijczyk jest zawodnikiem, który lubi prowadzić piłkę i uderzyć, i to zrobił. Nawet powiedziałem do trenera Wleciałowskiego w przerwie, że jak wejdzie Bruno, to będziemy mieli problemy. Nie wiem, co mnie Pan Bóg podkusił, że mi to do głowy przyszło.

Po tym ciosie Śląsk był praktycznie na deskach. Wrocławianie niby atakowali, ale widać było, że są załamani. I kiedy kibice zaczęli już się szykować do wyjścia ze stadionu, po błędzie Michała Gliwy strzałem głową niemal z 16 metrów do bramki trafił Kaźmierczak.

- Zanosiło się, że kandydat na mistrza Polski wygra. Dzięki temu, że Mila cofnął się na połowę boiska, żeby kopnąć piłkę, wyrównaliśmy. Wróciliśmy jak ci górnicy w Chile, których w końcu wyciągnięto. Oceniając mecz: było bardzo dobrze, dobrze, źle, potem wspaniale, czyli druga bramka. W obecnej sytuacji trzeba powiedzieć, że straciliśmy dwa punkty, ale po nokaucie podnieśliśmy się. Gratulacje dla chłopaków, którzy walczyli do końca - analizował Lenczyk.

100% skuteczności miała Polonia, (dwa celne strzały i dwa gole). Śląsk celnie strzelał pięć razy

Po tak dokładnej analizie spotkania, niespotykanej wcześniej na Oporowskiej, dziennikarzom pozostało jedynie zapytać o zamianę w bramce Mariana Kelemena na Kaczmarka.

- Kelemen był od wczoraj w treningu, jest jeszcze sporo meczów, być może już w kolejnym spotkaniu to on zagra. Nie chodzi o to, że on nie jest Polakiem i już go tępię. Zapraszam na dół do pana doktora i fizjoterapeuty, oni wszystko wytłumaczą. Chociaż jestem przekonany, że Kelemen powie, że był gotowy do gry - zakończył Lenczyk.

Śląsk Wrocław - Polonia Warszawa 2:2 (1:0)
Bramki: Celeban 43, Kaźmierczak 90 - Pietrasiak 60, Bruno 76
Widzów: 6500 Sędziował: Tomasz Musiał (Kraków)

Śląsk: Kaczmarek - Wołczek, Celeban, Fojut, Spahić - Socha (46 Gancarczyk), Sztylka, Kaźmierczak, Mila - Diaz (60 Gikiewicz), Sotirović (82 Sobota).
Polonia: Gliwa - Sokołowski, Pietrasiak, Dziewicki, Brzyski - Mierzejewski, Rachwał, Trałka, Piątek (46 Bruno), Gancarczyk (90 Tosik) - Smolarek (60 Gołębiewski).

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie