Niezniszczalni bohaterowie z VHS znów dumnie prężą mięśnie

Tomasz Targański
Stallone (na zdjęciu w środku) wywarł niezatarte piętno na kinie rozrywkowym: stworzył mit superbohatera
Stallone (na zdjęciu w środku) wywarł niezatarte piętno na kinie rozrywkowym: stworzył mit superbohatera Monolith Films
Niezwyciężeni herosi władają świadomością paru pokoleń kinomanów od lat 80. Oglądając "Rocky'ego", "Terminatora" czy "Szklaną pułapkę", chcieliśmy choć przez chwilę być jak Sylvester Stallone, Arnold Schwarzenegger czy Bruce Willis. Teraz wszyscy razem, najlepsi z najlepszych, spotkali się na planie jednego filmu

Do filmu "Niezniszczalni" skrzyknął kumpli Sylvester Stallone. Fabuła jest prosta: superbohaterowie spieszą na odsiecz ciemiężonym przez okrutnego generała mieszkańcom maleńkiej, latynoamerykańskiej wysepki.

Oddział najemników składa się z szefa grupy (Stallone), speca od chińskich sztuk walki (Jet Li), żołnierza brytyjskich sił specjalnych SAS (Jason Statham), szwedzkiego snajpera (Dolph Lundgren) i handlarza bronią (Mickey Rourke). Epizodycznie pojawiają się były przywódca najemników (Arnold Schwarzenegger) oraz capo di tutti capi (Bruce Willis).

"Niezniszczalni" to nie tylko nostalgiczny powrót do męskiego kina lat 80. To rozliczenie - czasem ironiczne - z całym gatunkiem i toposem superbohatera. Kręcąc napakowanych testosteronem "Niezniszczalnych", Stallone, parodiując samego siebie, odwołuje się do kina akcji starego typu, którego był gwiazdą. Historie o posągowych Rockym i Rambo, którzy stali się ikonami popkultury, mimo kilogramów trotylu, hektolitrów potu, rozpruwanych komandoskim nożem ciał i rozcinanych łuków brwiowych, miały na celu coś więcej niż wyłącznie rozrywkę.

Stallone, który swą przygodę z kinem rozpoczął od roli w erotyku pod wiele mówiącym tytułem "Impreza u Kitty i Studa", czy to się komuś podoba, czy nie, wywarł niezatarte piętno na kinie rozrywkowym. Stworzył mit superbohatera o stalowym spojrzeniu i zabójczym ciosie, umiejącego władać nożem i wszelką bronią palną.

Wszystko zaczęło się od boksera amatora o włoskich korzeniach, który trenował, biegając po schodach filadelfijskiego muzeum sztuki. Rocky Balboa mówi niewyraźnie, nie umie się ładnie wysłowić, nieustannie gestykuluje, jakby to miało pomóc mu przekazać to, co chce. Jest prostaczkiem, który dorabia ściągając haracze dla lokalnych mafiozów. Trenuje w masarni, uderzając w wielkie kawały mięsa. Jest jednak zdeterminowany, aby udowodnić sobie i innym, że jest coś wart. Toczy piętnastorundową walkę, gdzie stawką jest nie tyle pas mistrza świata, co poczucie własnej wartości. Pomysł na historię Rocky'ego Stallone zaczerpnął z walki boksera wszech czasów Muhammada Ali z nieznanym Chuckiem Wepnerem, który wytrzymał z mistrzem do ostatniej rundy. Scenariusz powstał w trzy dni. Film ma mnóstwo nawiązań do rzeczywistości. Włoskie pochodzenie Rocky'ego to hołd wobec wielkich pięściarzy, jak Rocky Marciano czy Jake LaMotta. Filmowy Balboa ma także wiele cech innego mistrza wagi ciężkiej Joego Fraziera, który wywodził się z Filadelfii. Przygotowując się do walk, biegał jej ulicami, a chcąc utrzymać rodzinę, pracował w zakładach mięsnych.

W latach 80. na ekranach większości telewizorów królowali umięśnieni herosi, którzy uzbrojeni po zęby w pojedynkę rozprawiali się z całymi armiami przeciwników. Nikolai w "Czerwonym Skorpionie", Braddock w "Zaginionym w akcji" czy John Matrix w "Commando" to role, które popularność przyniosły Dolphowi Lundgrenowi, Chuckowi Norrisowi i wreszcie obecnemu gubernatorowi stanu Kalifornia Arnoldowi Schwarzeneggerowi.
Jednak wcześniej był John Rambo. Zacięta twarz, muskularna sylwetka i nieodłączna bandanka oraz nóż to znaki rozpoznawcze weterana z Wietnamu.

Główny bohater to nie supermaszyna do zabijania, ale złamany człowiek z przeszłością. Oparty na powieści "Pierwsza krew" Davida Morrella film daleki był od optymistycznego obrazu patriotycznego. John Rambo po powrocie do kraju styka się z wrogością i niezrozumieniem Amerykanów. Brutalność policji sprawia, że wydaje im prywatną wojnę. Film zainteresował amerykańską opinię publiczną tematyką wojny w Wietnamie i jej weteranów. Kolejne sequele "Rambo" II i III były już mniej udane, a ich celem było przykuć widza do fotela spektakularnymi wybuchami.

Drugi stopień podium w kategorii "twardziele" należy się z całą pewnością Arnoldowi Schwarzeneggerowi. Twardy akcent, okulary przeciwsłoneczne, ruchy cyborga to znaki rozpoznawcze serii "Terminator". Do kanonu popkultury przeszły także jego stwierdzenia "I'll be back" czy "Hasta la vista, baby". Obecny gubernator Kalifornii w pierwszej części był złowrogim T-800, zaprogramowanym, by zabić Sarę Connor. Na drodze do wykonania zadania nie stanęła mu nawet rozpędzona cysterna. "Terminator II" to odwrócenie sytuacji, Arnie broni Sary i jej syna przed udoskonaloną wersją T-1000. Wizja inteligentnych maszyn, które wymknęły się spod kontroli i polują na ludzi, pokazuje strach przed komputeryzacją i automatyzacją w latach 80. Arnie w drugiej części odmienia losy świata, chroniąc młodego Johna, który stanie się w przyszłości przywódcą rebeliantów i znajdzie sposób, aby obalić dyktaturę cyborgów. Scena, w której T-800, zanurzając się w płynnym, rozgrzanym do tysiąca stopni Celsjusza metalu, ginie z kciukiem uniesionym ku górze, przeszła do legendy.

Schwarzenegger jako gwiazda kina sensacyjnego, kiedy nie wcielał się w rolę maszyny, zwalczał terrorystów, ratując córkę ("Commando") lub stawiał czoło superzabójcy Predatorowi. Bój toczy się pośrodku dżungli. Przez pierwszą część filmu Predatora niemal nie widać. Widz patrzy na ofiary oczami zabójcy. Wzrok Predatora to kamera termowizyjna, patrzymy z jego perspektywy, widzimy obraz w podczerwieni. Wygłaszane przez Schwarzeneggera kwestie, z pamiętnym: "Jeśli krwawi, to można go zabić" na czele, stały się znakiem rozpoznawczym filmu. Podobnie jak sposób, w jaki Arnold ukrywa się przed wrogiem w błocie przed ostateczną rozgrywką.

Mickey Rourke, który w "Niezniszczalnych" gra wytatuowanego handlarza bronią Toola, ochrzczony został synem marnotrawnym Hollywoodu już dawno temu. Jest to po części zasługa pozazawodowych ekscesów oraz filmowego image'u. W latach 90. Rourke przestał być aktorem, postanowił bowiem spróbować swoich sił w… boksie zawodowym. Otrzymał licencję, trenował pod okiem trenera Freddie Roacha, dziś uznawanego za najlepszego w swoim fachu. Rourke stoczył sześć walk zawodowych...
Najmniej znany z całej grupy pozostaje Dolph Lundgren. Szwed zaistniał w 1985 roku, kiedy wystąpił w czwartej odsłonie "Rocky'ego". Wcielił się w rolę Ivana Drago, boksera ze Związku Sowieckiego, obdarzonego śmiercionośnym ciosem. Budowa kulturysty i twardy wschodni akcent dodawały mu wiarygodności. Film wpisywał się w polityczny klimat lat 80., kiedy to polityka Reagana doprowadziła do ochłodzenia stosunków z Moskwą. Rocky występuje tam jako obrońca Ameryki i jej wartości. Kolejna produkcja, z której Lundgren jest znany, to film kostiumowo-fantastyczny "Władcy wszechświata". Dolph, wyposażony w wielki, zdobiony miecz, jako He-Man, toczy bój na śmierć i życie ze Szkieletorem. Z jego ust pada wiele ciekawych kwestii, warto wspomnieć choćby tę: "Na potęgę posępnego czerepu, mocy przybywaj!".

Formuła herosów ratujących świat wyczerpała się w drugiej połowie lat 80. Ustąpili oni miejsca innym bohaterom, niepokornym policjantom; stróżom prawa, którzy sami wymierzają sprawiedliwość. Pojawił się m.in. niezniszczalny Martin Riggs. w "Zabójczej broni" (Mel Gibson) oraz nonszalancki John McLane w "Szklanej pułapce" (Bruce Willis). Ich wrogami są gangi handlarzy narkotyków albo żąd-ni pieniędzy terroryści. Gibson i Willis to już zupełnie inny typ superbohatera. Wciąż są niepokonani, wychodząc cało z najgorszych opresji, kładą trupem tuziny wrogów. Można ich jednak zranić, krwawią (McLane nie traci humoru, nawet gdy musi chodzić boso po tłuczonym szkle), mają chwile słabości, w ich życiu pojawiają się kobiety, które nie są jedynie kwiatkiem do kożucha, ale mają spory wpływ na ich życie. Bohater tego typu ma skomplikowane życie wewnętrzne, za sobą jakąś traumę i obowiązkowe problemy alkoholowe. Riggs i McLane nawet w najgorszych chwilach potrafią wykazać się poczuciem humoru. Padają sławne kwestie z "Yupikayay, sukinsynu" na czele.

W pierwszej dekadzie XXI wieku herosi z dawnych lat powrócili. Do kin trafiły kolejne części "Szklanej pułapki", "Terminatora", "Rambo" i "Rocky'ego". Powroty były mniej lub bardziej udane.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie