18+

Treść tylko dla pełnoletnich

Kolejna strona może zawierać treści nieodpowiednie dla osób niepełnoletnich. Jeśli chcesz do niej dotrzeć, wybierz niżej odpowiedni przycisk!

Katecheta przesyłał 12-latce pornografię. Został skazany

Małgorzata MoczulskaZaktualizowano 
zdjęcie ilustracyjne
zdjęcie ilustracyjne Polskapresse
Na 10 miesięcy więzienia w zawieszeniu na trzy lata oraz trzyletni zakaz wykonywania zawodu nauczyciela skazał Sąd Rejonowy w Kłodzku katechetę z jednej z miejscowych szkół podstawowych. Wyrok zapadł w ubiegłym tygodniu.

37-latek miał wysłać do swojej 12-letniej uczennicy MMS-y ze zdjęciami pornograficznymi. - Udowodniliśmy, że w okresie od września 2011 roku do marca 2012 roku wysłał do tej dziewczynki co najmniej pięć takich ememesów - mówi Anna Gałkowska, prokurator rejonowy w Kłodzku.

Za prezentowanie nieletniemu treści pornograficznych nauczycielowi groziły dwa lata pozbawienia wolności. Sąd Rejonowy w Kłodzku skazał go na dziesięć miesięcy więzienia w zawieszeniu na trzy lata oraz 3-letni zakaz wykonywania zawodu. Wyrok jest nieprawomocny, a obrońca skazanego wniósł już do sądu o jego pisemne uzasadnienie. Oznacza to, że będzie się od niego odwoływał.

Sprawa wyszła na jaw rok temu, przypadkiem. Mama 12-latki przeglądała telefon komórkowy córki i odkryła w nim szokujące zdjęcia. Kiedy zapytała o nie córkę, ta początkowo nie chciała przyznać się, od kogo je otrzymała, ale w końcu powiedziała, że wysyłał je do niej nauczyciel. Matka dziewczynki od razu poszła na policję.

Sprawę, choć jest bulwersująca, udało się w Kłodzku ukryć przed opinią publiczną. Nikt o niej do tej pory nie pisał i nie mówił. Również w byłej szkole nauczyciela jest ona tematem tabu. - Pan Mariusz był przez uczniów lubiany. Miał opinię wyluzowanego, dało się z nim porozmawiać na każdy temat, jak z kumplem - usłyszeliśmy od byłej uczennicy. Pytana, czy wie coś o pornograficznych MMS-ach, odpowiedziała, że nie i trudno jej w tę historię uwierzyć. - Ale że niby pan Mariusz jest pedofilem? To niemożliwe - oburzyła się.

Kilka lat temu równie trudno było jednak uwierzyć w fakt, że szanowany w mieście nauczyciel Liceum Ogólnokształcącego w Kłodzku posiada w domu pokaźną kolekcję odrażających zdjęć i filmów. Podczas przeszukania policjanci zabezpieczyli u niego 1250 płyt CD, na których znajdowało się kilkadziesiąt tysięcy zdjęć i kilka tysięcy filmów o tematyce pedofilskiej.

Śledczy przypuszczali, że 37-latek próbował uwieść dziewczynkę, ale nie udało się tego udowodnić. Wiadomo jedynie, że między nim a dzieckiem nie doszło do kontaktów seksualnych. Jednak, jak twierdzi psycholog Kamila Raczyńska, koordynatorka programu "Mądrzy Rodzice", to wyłącznie zasługa tego, że mężczyzna został zdemaskowany.

- Jeśli on przez kilka miesięcy wysyłał dziewczynce pornograficzne ememesy, to robił to po coś. Mógł czuć się coraz bardziej bezkarny, bo dziecko, milcząc na ten temat, dawało mu przyzwolenie na takie zachowanie. A milczało, bo pewnie wstydziło się przyznać rodzicom, bało się ich reakcji lub mogło się obawiać, że nikt mu nie uwierzy - mówi Raczyńska.

Podkreśla, że w takich sytuacjach rola rodziców jest nieoceniona. Trzeba rozmawiać z dzieckiem i przestrzegać, że nawet ktoś, kto jest uważany za autorytet - nauczyciel, ksiądz czy trener - też może skrzywdzić. Dziecko musi czuć, że ufamy mu i uwierzymy, nawet jeśli historia, która nam opowie, będzie szokująca.

Nieoficjalnie dowiedzieliśmy się, że o to, by sprawa katechety nie była nagłaśniana, prosili policję rodzice 12-latki. Obawiali się reakcji rówieśników, nie chcieli, by córka była narażona z ich strony na jakieś przykre uwagi czy komentarze. I rzeczywiście sprawę udało się ukryć.

- W takich sprawach najważniejsze jest, by nie zrobić jeszcze większej krzywdy ofiarom. By nie narazić ich na pewnego rodzaju ostracyzm w środowisku. Należy je chronić i zadbać, by nie dało się ich zidentyfikować - mówi Beata Piekarska-Kaleta ze świdnickiej prokuratury, która zajmowała się wieloma pedofilskimi sprawami.

To niejedyny w ostatnim czasie wyrok na pedagoga. Miesiąc temu matematyk z Dzierżoniowa został skazany za wielokrotne doprowadzenie do obcowania płciowego niespełna 15-letniego ucznia. Wyrok to dwa lata pozbawienia wolności z warunkowym zawieszeniem kary na trzy lata i trzyletni zakaz jakiejkolwiek działalności związanej z edukacją młodzieży.

Tu również sprawa wyszła na jaw dzięki czujności rodziców. Matka licealisty znalazła w telefonie swojego syna dwuznaczne esemesy. Korespondencja ją zaniepokoiła, a kiedy syn nie chciał rozmawiać na jej temat, poszła na policję. Podczas przesłuchania chłopiec wyznał, co go spotkało.

polecane: Wybory 2019

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze 32

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

k
klasa Pana Mariusza

On jest niewinny i nie ma na niego żadnych dowodów.

.

.

.

.

.

.

p
przyszły psycholog

„Mógł czuć się coraz bardziej bezkarny, dziecko, milcząc na ten temat, dawało mu przyzwolenie na takie zachowanie.”
Wątpię, aby ten człowiek nie miał świadomości kary za popełnione czyny, jeśli faktycznie słał takie mmsy musiał się liczyć z tym iż prędzej czy później sprawa wyjdzie na jaw, bo młodzież w tym wieku często lubi się chwalić przed kolegami takimi sprawami, wątpię też ażeby dziewczynka całkowicie milczała – mogła ukrywać sprawę przed rodzicami, ale na pewno podzieliła się tymi „rewelacjami” z jakąś przyjaciółką.

p
przyszły psycholog

„Mógł czuć się coraz bardziej bezkarny, dziecko, milcząc na ten temat, dawało mu przyzwolenie na takie zachowanie.”
Wątpię, aby ten człowiek nie miał świadomości kary za popełnione czyny, jeśli faktycznie słał takie mmsy musiał się liczyć z tym iż prędzej czy później sprawa wyjdzie na jaw, bo młodzież w tym wieku często lubi się chwalić przed kolegami takimi sprawami, wątpię też ażeby dziewczynka całkowicie milczała – mogła ukrywać sprawę przed rodzicami, ale na pewno podzieliła się tymi „rewelacjami” z jakąś przyjaciółką.

p
przyszły psycholog

Artykuł niby rzetelny, nie osądzający człowieka ale z podtekstem wybielającym rodziców. Taka jest moja opinia. Ja pragnę rzucić nieco inne światło na rolę rodziców w takim przypadku. Ku przestrodze dla innych.
Zacznę może od początku wyjaśniając skąd we mnie wątpliwości, którymi chcę się podzielić.
„Obrońca skazanego wniósł już do sądu o jego pisemne uzasadnienie. Oznacza to, że będzie się od niego odwoływał.”
Mniemam, że sąd wcale nie miał tak mocnych dowodów do wydania wyroku, skoro zarówno obrońca jak i oskarżony nadal chce dochodzić sprawiedliwości narażając się na mogące go spotkać problemy i nieprzyjemności. Tak więc może nie wszystko w tej sprawie jest tak oczywiste.
„Pan Mariusz był przez uczniów lubiany. Miał opinię wyluzowanego, dało się z nim porozmawiać na każdy temat, jak z kumplem.”
Być może nauczyciel popełnił błąd wytwarzając wokół siebie tak luźną atmosferę, ale to sposób niektórych na dotarcie do młodzieży. Jednak prawdopodobnie to go zgubiło. Młodzi ludzie często źle interpretują wyciąganie do nich przyjacielskiej dłoni, chęć pomocy i wsparcia, miły uśmiech i życzliwość na co dzień (a tak mógł się zachowywać owy nauczyciel skoro uczniowie traktowali go jak kumpla) – dopisują sobie motywy i uczucia, których w rzeczywistości nie ma, a to ma wpływ na zacieranie się granic i skłania ich do ich przekraczania. Często bywa tak, że to młodzież rozpoczyna niezdrową relację z nauczycielem pod pretekstem trapiących je problemów. Czy tu też tak było? Tego nie wiem.
„Śledczy przypuszczali, że 37-latek próbował uwieść dziewczynkę, ale nie udało się tego udowodnić.”
Przypuszczam, że jedyną podstawą oskarżeń w tym przypadku było słowo dziecka, a właściwie przestraszonego rodzica, który po niemal półrocznym okresie czasu (w okresie od września 2011 r do marca 2012 r) (dopiero!!!) zorientował się, że jego dziecku może dziać się krzywda (gdzie był wcześniej, że niczego nie widział?).
„Między nim a dzieckiem nie doszło do kontaktów seksualnych.”
Dziecko w takich sprawach jest przesłuchiwane przez psychologa, gdyby było molestowane na pewno zostało by to odkryte, mam na myśli nie tylko molestowanie fizyczne ale i psychiczne (np. poprzez kontakt telefoniczny). Widocznie zdjęcia nie były dla dziecka tak bulwersujące bo prawdopodobnie nie pozostawiły śladu na jego psychice. Więc co tak naprawdę przedstawiały?
„Jednak, jak twierdzi psycholog K. Raczyńska, koordynatorka programu "Mądrzy Rodzice", to wyłącznie zasługa tego, że mężczyzna został zdemaskowany.”
Uważam, że gdyby oskarżony miał niecne zamiary wobec dziecka to nie zwlekał by tak długi czas, nie udało by mu się tyle ukrywać, nie ograniczył by się wyłącznie do zdjęć, poczynił by inne kroki ku swojemu celowi zwłaszcza, że miał ku temu możliwość jako nauczyciel dziewczynki (a badania i śledztwo tego nie wykazały).
„Jeśli on przez kilka miesięcy wysyłał dziewczynce pornograficzne ememesy, to robił to po coś.”
Treść artykułu wskazuje jedynie na to, że mmsy były wysyłane z telefonu oskarżonego a nie że to on wysyłał treści pornograficzne. Różnie bywa. Udowodniono jedynie wysyłanie zdjęć z jego numeru. Inne dowody (a raczej jak mniemam ich brak) nie wskazują ani na to, że miał niecne zamiary wobec tej dziewczynki, ani że w ogóle interesuje się on pornografią dziecięcą (zarzucono mu jedynie przesyłanie zdjęć, nie ma mowy o tym czy znaleziono u niego zdjęcia dzieci jak w przypadku innego nauczyciela). Ciężko też domniemywać jakie były jego zamiary, w jakim celu (o ile to on) wysyłał te zdjęcia?
„Mógł czuć się coraz bardziej bezkarny, dziecko, milcząc na ten temat, dawało mu przyzwolenie na takie zachowanie.”
Wątpię, aby ten człowiek nie miał świadomości kary za popełnione czyny, jeśli faktycznie słał takie mmsy musiał się liczyć z tym iż prędzej czy później sprawa wyjdzie na jaw, bo młodzież w tym wieku często lubi się chwalić przed kolegami takimi sprawami, wątpię też ażeby dz

p
przyszły psycholog

I jeszcze jedno.
„W takich sprawach najważniejsze jest, by nie zrobić jeszcze większej krzywdy ofiarom. By nie narazić ich na pewnego rodzaju ostracyzm w środowisku. Należy je chronić i zadbać, by nie dało się ich zidentyfikować.”
Podane w artykule fakty mogą naprowadzić na osobę winnego a co za tym idzie na osobę ofiary - więc gdzie ta ochrona? Komu zależało na nagłośnieniu sprawy – przecież nie rodzicom dbającym o dobro swojego dziecka – a może jednak im (może poczuli się rozgoryczeni niesprawiedliwie niskim ich zdaniem wyrokiem).
Jaki z tego wniosek: drodzy rodzice, mocno się zastanówcie zanim zdecydujecie się zniszczyć komuś życie mając jedynie za dowód słowo swego dziecka i kierując się jedynie chęcią zemsty (wynikającą w rzeczywistości ze złości na siebie samych że w porę nie zauważyło się problemu). I zdejmijcie klapki z oczu, bo wasze dzieci nie zawsze są już tymi słodkimi maluchami nad którymi roztaczaliście opiekę.

p
przyszły psycholog

A teraz o rodzicach:
„Mama 12-latki przeglądała telefon komórkowy córki i odkryła w nim szokujące zdjęcia. Kiedy zapytała o nie córkę, ta początkowo nie chciała przyznać się, od kogo je otrzymała, ale w końcu powiedziała, że wysyłał je do niej nauczyciel.”
Z doświadczenia wiem, że dziecko mogło nie przyznać się rodzicom do zdarzenia bo czuło strach - ale nie z powodu zastraszenia przez "autora pornografii". Strach mógł być związany z tym, że rodzic odkryje prawdziwe oblicze dziecka, że będzie zły i zawiedziony, że okaże się iż dziecko nie jest już takie niewinne i grzeczne jak myśli rodzic, w końcu że z tego powodu przestanie je kochać.
„milczało, bo pewnie wstydziło się przyznać rodzicom, bało się ich reakcji lub mogło się obawiać, że nikt mu nie uwierzy.”
Owszem, według mnie dziecko bało się reakcji rodziców, ale nie tego że mu nie uwierzą, ale że się od niego odwrócą, że ich straci, że przestaną je kochać jak poznają prawdę. To główny powód, dla którego dzieci często ukrywają prawdę, nie ujawniają jej, trzymają się wersji przyjętej przez rodzica. Dziecko milczało, bo pewnie wstydziło się przyznać rodzicom jaki był jego udział w tej sprawie (nic nie dzieje się samo, jednostronnie), mogło obawiać się utraty tego na czym najbardziej mu zależało – uwagi rodziców, więc brnęło w zakłamaniu coraz dalej.
„Dziecko musi czuć, że ufamy mu i uwierzymy, nawet jeśli historia, która nam opowie, będzie szokująca.”
Może tego właśnie pragnęła dziewczynka? - zaufania i zauważenia? Znam przypadki, że dziecko którym się słabo interesowano wymyślało szokujące historie tylko po to by zyskać uwagę, zainteresowanie i zaufanie rodziców. Każde dziecko potrzebuje tego, ale nie każde dostaje to na co dzień. W momencie kiedy zobaczy, że jakaś „historia” wywołuje pożądany efekt brnie w nią bez zastanowienia, bo w końcu uzyskuje to czego pragnie. Dziecko zaczyna czuć wsparcie i miłość rodzica, której wcześniej mu brakowało. Tyle tylko, że zyskuje to w zły sposób, ale jedyny skuteczny w jego przekonaniu.
„Podkreśla, że w takich sytuacjach rola rodziców jest nieoceniona. Trzeba rozmawiać z dzieckiem i przestrzegać, że nawet ktoś, kto jest uważany za autorytet - nauczyciel, ksiądz czy trener - też może skrzywdzić.”
Wszystko fajnie tylko w tym przypadku trochę za późno, rodzice nie spisali się skoro nie przestrzegli dziecka przed czyhającym na nie niebezpieczeństwem. A może w ogóle mało rozmawiali z dzieckiem?
„Nieoficjalnie dowiedzieliśmy się, że o to, by sprawa katechety nie była nagłaśniana, prosili policję rodzice 12-latki. Obawiali się reakcji rówieśników, nie chcieli, by córka była narażona z ich strony na jakieś przykre uwagi czy komentarze. I rzeczywiście sprawę udało się ukryć.”
Jeśli rodzicom faktycznie zależałoby na dziecku to najpierw poddali by je (i siebie – bo w całej tej sytuacji upatruję też winę rodziców) terapii z psychologiem. Wówczas okazałoby się czy w ogóle istnieją podstawy do wnoszenia oskarżenia. A może kierowali się oni tylko chęcią wymierzenia ich zdaniem sprawiedliwości czyli chęcią zemsty. Takiej sprawy nie da się bowiem ukryć, plotki na pewno się rozeszły (a są one gorsze i potrafią wyrządzić większą szkodę niż fakty). Mogło więc chodzić nie tyle o ochronę dziecka przed przykrymi komentarzami, ile o ochronę ich samych, o zachowanie twarzy wobec znajomych, pokazania na zewnątrz, że nie odpuszczą, że zależy im na dziecku. Sytuacja taka sprawia, że rodzice ślepo brną do wymierzenia kary nawet nie mając racji czy wręcz wiedząc o niewinności oskarżonego (przypominam „śledczy przypuszczali, że 37-latek próbował uwieść dziewczynkę, ale nie udało się tego udowodnić”). Więc może nie było czego udowadniać?

p
przyszły psycholog

Artykuł niby rzetelny, nie osądzający człowieka ale z podtekstem wybielającym rodziców. Taka jest moja opinia. Ja pragnę rzucić nieco inne światło na rolę rodziców w takim przypadku. Ku przestrodze dla innych rodziców.
Zacznę może od początku wyjaśniając skąd we mnie wątpliwości, którymi chcę się podzielić.
„Obrońca skazanego wniósł już do sądu o jego pisemne uzasadnienie. Oznacza to, że będzie się od niego odwoływał.”
Mniemam, że sąd wcale nie miał tak mocnych dowodów do wydania wyroku, skoro zarówno obrońca jak i oskarżony nadal chce dochodzić sprawiedliwości narażając się na mogące go spotkać problemy i nieprzyjemności. Tak więc może nie wszystko w tej sprawie jest tak oczywiste.
„Pan Mariusz był przez uczniów lubiany. Miał opinię wyluzowanego, dało się z nim porozmawiać na każdy temat, jak z kumplem.”
Być może nauczyciel popełnił błąd wytwarzając wokół siebie tak luźną atmosferę, ale to sposób niektórych na dotarcie do młodzieży. Jednak prawdopodobnie to go zgubiło. Młodzi ludzie często źle interpretują wyciąganie do nich przyjacielskiej dłoni, chęć pomocy i wsparcia, miły uśmiech i życzliwość na co dzień (a tak mógł się zachowywać owy nauczyciel skoro uczniowie traktowali go jak kumpla) – dopisują sobie motywy i uczucia, których w rzeczywistości nie ma, a to ma wpływ na zacieranie się granic i skłania ich do ich przekraczania. Często bywa tak, że to młodzież rozpoczyna niezdrową relację z nauczycielem pod pretekstem trapiących je problemów. Czy tu też tak było? Tego nie wiem.
„Śledczy przypuszczali, że 37-latek próbował uwieść dziewczynkę, ale nie udało się tego udowodnić.”
Przypuszczam, że jedyną podstawą oskarżeń w tym przypadku było słowo dziecka, a właściwie przestraszonego rodzica, który po niemal półrocznym okresie czasu (w okresie od września 2011 roku do marca 2012 roku) (dopiero!!!) zorientował się, że jego dziecku może dziać się krzywda (gdzie był wcześniej, że niczego nie widział?).
„Między nim a dzieckiem nie doszło do kontaktów seksualnych.”
Dziecko w takich sprawach jest przesłuchiwane przez psychologa, gdyby było molestowane na pewno zostało by to odkryte, mam na myśli nie tylko molestowanie fizyczne ale i psychiczne (np. poprzez kontakt telefoniczny). Widocznie zdjęcia nie były dla dziecka tak bulwersujące bo prawdopodobnie nie pozostawiły śladu na jego psychice. Więc co tak naprawdę przedstawiały?
„Jednak, jak twierdzi psycholog K. Raczyńska, koordynatorka programu "Mądrzy Rodzice", to wyłącznie zasługa tego, że mężczyzna został zdemaskowany.”
Uważam, że gdyby oskarżony miał niecne zamiary wobec dziecka to nie zwlekał by tak długi czas, nie udało by mu się tyle ukrywać, nie ograniczył by się wyłącznie do zdjęć, poczynił by inne kroki ku swojemu celowi zwłaszcza, że miał ku temu możliwość jako nauczyciel dziewczynki (a badania i śledztwo tego nie wykazały).
„Jeśli on przez kilka miesięcy wysyłał dziewczynce pornograficzne ememesy, to robił to po coś.”
Treść artykułu wskazuje jedynie na to, że mmsy były wysyłane z telefonu oskarżonego a nie że to on wysyłał treści pornograficzne. Różnie bywa. Udowodniono jedynie wysyłanie zdjęć z jego numeru. Inne dowody (a raczej jak mniemam ich brak) nie wskazują ani na to, że miał niecne zamiary wobec tej dziewczynki, ani że w ogóle interesuje się on pornografią dziecięcą (zarzucono mu jedynie przesyłanie zdjęć, nie ma mowy o tym czy znaleziono u niego zdjęcia dzieci jak w przypadku innego nauczyciela). Ciężko też domniemywać jakie były jego zamiary, w jakim celu (o ile to on) wysyłał te zdjęcia?
„Mógł czuć się coraz bardziej bezkarny, dziecko, milcząc na ten temat, dawało mu przyzwolenie na takie zachowanie.”
Wątpię, aby ten człowiek nie miał świadomości kary za popełnione czyny, jeśli faktycznie słał takie mmsy musiał się liczyć z tym iż prędzej czy później sprawa wyjdzie na jaw, bo młodzież w tym wieku często lubi się chwalić przed kolegami, wątpię też ażeby dzi

k
kumpela

dzieciaki w tym wieku mocno interesują się wyglądem, ciałem, seksem.... posiadanie przez nich choćby jednego nagiego zdjęcia (swojego lub kolegi) w dzisiejszych czasach nie powinno chyba już nikogo dziwić (nie wspomnę o uwiecznianiu nagrań z takich zabaw jak chociażby słoneczko, pociąg czy inne - aż trudno nadążyć co jest teraz w modzie), dzieciaki mają komórki, to dla nich nie problem. przed kolegami są wystarczająco dorosłe aby uprawiać orgie więc co tam jedno małe nagie zdjęcie wysłane choćby nauczycielowi, tak, tak, wiem co piszę, znam takie przypadki. a potem minka niewiniątka. na własne oczy widziałam jak małolaty chwalą się swoimi nagimi zdjęciami nudząc się na przerwie - taka chęć zaimponowania kolegom. skoro są na tyle dorosłe aby bawić się w orgie i fotografów to niech potem biorą odpowiedzialność za swoje czyny a nie niszczą życie niewinnym ludziom - bo to przecież tylko dziecko, bezbronna ofiara bezwzględnego dorosłego. sama niedawno byłam nastolatką i wiem do czego jest zdolna taka "gówniara" - nie daj Boże zakochana "gówniara", która sobie wbije coś do łba i zaczyna mylić fikcję z rzeczywistością nie zastanawiając się nad konsekwencjami. szkoda że w artykule nie ma ani słowa o tym czy przesyłanie zdjęć było tylko jednostronne... kto wie czy dziewczynka nie słała swoich zdjęć nauczycielowi (nagich zdjęć)?? poza tym gdzie jest kara dla niej za posiadanie zdjęć pornograficznych w swoim telefonie?? a kto wie może i za ich rozpowszechnianie??
i pytam: gdzie byli rodzice że przez tyle tygodni nie zorientowali się co robi ich pociecha, jakie ma zainteresowania, jakie znajomości nawiązuje, jak spędza swój czas wolny??? a może wogóle zapomnieli że mają dziecko które wkracza w trudny wiek i właśnie teraz potrzebuje większej uwagi ze strony rodziców. a takie zdesperowane dziecko z poczuciem odrzucenia jest zdolne do wszystkiego aby tylko zwrócić na siebie uwagę tych na których jej zależy nie bacząc na efekty swoich działań

N
Nicpoń

a jak zechcą mieć kontakt z Kościołem Katolickim, to podejmą takie decyzje osobiście w swoim czasie.

G
Gość

"nie udało się tego udowodnić. Wiadomo jedynie, że między nim a dzieckiem nie doszło do kontaktów seksualnych. Jednak, jak twierdzi psycholog Kamila Raczyńska, koordynatorka programu "Mądrzy Rodzice", to wyłącznie zasługa tego, że mężczyzna został zdemaskowany".

Z całym szacunkiem do Pani Psycholog, ale jeśli będziemy popierać wypowiedzi psychologów utrzymane w tym tonie, to za 10 lat każdy człowiek będzie mógł zostać ukarany i wykluczony ze społeczeństwa za wszystko. Nikomu nic nie trzeba będzie udowadniać - wystarczy, że psycholog napisze w gazecie, że "nie udało się czegoś udowodnić, bo ktoś został zdemaskowany". W ten sposób można każdemu wmówić wszystko!

Czyli będzie można kogoś wtrącić do więzienia za spowodowanie katastrofy w ruchu lądowym (której nigdy nie było), bo straż miejska zdemaskowała potencjalnego sprawcę, jak przechodzi na czerwonym świetle przez tory tramwajowe w środku nocy w Parku Szczytnickim, a jakaś psycholog powiedziała, że ten człowiek chciał spowodować wielką katastrofę.

A jeśli np. ktoś chciał tego katechetę wrobić i wysyłał z jego telefonu takie zdjęcia?

Sprawa jest oczywista - jeśli udowodni się komuś czyn pedofilski, to należy pedofila surowo ukarać, a jeśli się takiego czynu nie udowodni - należy uniewinnić.

a
antykatol

katolicka moralnosc i wartosci

M
Marco

a księdza czy katechetę przerzucą do innej parafii, jak większa afera to do innego kraju. Katecheta dostanie może wyrok w zawiasach.

Czego się spodziewasz po Pierwszej Gubernii Watykańskiej? Podnoszenia łapy na swoich panów?

Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3