Już w najbliższy weekend (sobota i niedziela, 12-13 stycznia) na Dolnym Śląsku, podobnie jak w całym kraju, prowadzone będą zsynchronizowane, wielkoobszarowe polowania na dziki. Myśliwi mają polować jednocześnie, w tym samym czasie, na sąsiadujących ze sobą terenach kół łowieckich. Tak, żeby stada dzików nie miały gdzie uciekać. W trzy weekendy stycznia na Dolnym Śląsku zaplanowano odstrzelenie tysięcy dzików

Akcja, która na polecenie Ministerstwa Środowiska prowadzona będzie we wszystkie styczniowe weekendy (a pojawiają się już informacje, że także w lutym), ma na celu zdecydowaną walkę z ASF (afrykańskim pomorem świń). Takie działania wywołały jednak burzę. Obrońcy zwierząt grzmią na swoich stronach internetowych.

Mówi się o bezsensownej rzezi, o perspektywie wymordowania blisko 210 tysięcy zwierząt, czyli zdaniem obrońców, prawdopodobnie niemal całej populacji dzika w Polsce. Ponieważ w marcu 2018 roku szacowano ją na 229 tysięcy sztuk. Pojawiają się krytyczne głosy naukowców i samych myśliwych.

Wiele osób oburza m.in., że już od pewnego czasu nie ma mowy o tym, żeby oszczędzać ciężarne lochy czy warchlaki. Kwestionowany jest taki sposób walki z ASF. - To tak jakby chciano wystrzelać wszystkich ludzi z powodu grypy. Mamy do czynienia z reakcją na bezradność wobec problemu. A polega on na organizacji hodowli w Polsce - mówi Andrzej Ruszlewicz, przyrodnik z Wrocławia.
Na Dolnym Śląsku ASF nie występuje. Ogniska pojawiają się na wschód od Wisły (pierwsze przypadki trafiły do Polski z Białorusi). A jednak i u nas będą masowe polowania.

Dodaje, że po wystrzelaniu dzików sytuacja jeszcze się pogorszy, bo są one pożyteczne, jak rolnik pracujący w lesie. Utrzymują równowagę ekosystemu i obiegu materii.

Oczywiście takie polowania prowadzone będą także na Dolnym Śląsku, gdzie w marcu 2018 roku miało żyć ponad 38 tysięcy dzików.

- Na naszym terenie do połowy marca powinny pozostać 32 dziki - mówi Marek Nogawka, zastępca nadleśniczego Nadleśnictwa Wałbrzych. Populację dzika na terenie tego nadleśnictwa w marcu 2018 roku szacowano na 1015 sztuk. Do upolowania zaplanowano 983 dziki, a dotychczas pozyskano 660. Trzeba zatem w ciągu kilku tygodni zabić setki zwierząt. W skali województwa natomiast tysiące.

- Na Dolnym Śląsku w marcu 2018 roku mieliśmy 19 602 dziki. Wiosną ta liczba uległa podwojeniu. Dzików było 38 340 - mówi Joanna Otachel-Hawranek z Wojewódzkiego Inspektoratu Weterynarii we Wrocławiu.

Dodaje, że plan pozyskań wynoszący 35 419 zrealizowano dotąd w 60 proc.

Ona i inni fachowcy wyjaśniają, że dokładne policzenie dzików jest trudne. Rozmnażają się też ostatnio znacznie szybciej niż kiedyś, bo nie dość, że szybciej osiągają dojrzałość płciową, to w ciągu roku miewają już nie jeden, a dwa mioty.

- Na pewno dzikom w naszym kraju nie grozi wyginięcie. Panika wywoływana jest niepotrzebnie. Podobne polowania odbywają się cały czas - słyszymy w centrali Polskiego Związku Łowieckiego.

Uspokaja też nieco nastawienie do całej akcji samych myśliwych. Nieoficjalnie zapewniają, że nie zamierzają brać udziału w rzezi, bo polują etycznie. - Uważam, że tak duży odstrzał dzików nie jest metodą na rozwiązanie problemu ASF - mówi Ryszard Raszkiewicz, myśliwy i radny powiatu złotoryjskiego. - Poza wszystkim trzeba pamiętać, że dzik pełni w lesie pożyteczną rolę: spulchnia łąki śródleśne, runo, glebę.