"Co krokodyl jada na obiad?" we Wrocławskim Teatrze Lalek (RECENZJA)

Małgorzata Matuszewska
materiały prasowe
Udostępnij:
Pierwsza opowieść spodoba się młodszym widzom, drugą zrozumieją nieco starsi. Dwie „Takie sobie bajeczki” Rudyarda Kiplinga stały się kanwą premiery „Co krokodyl jada na obiad?” w adaptacji i reżyserii Jarosława Kiliana. Przez Afrykę – kolebkę cywilizacji – prowadzi nas Bajarz Szaman (Jacek Radomski), odziany w dziwne szaty narrator całości. Mimo potarganego i przyciągającego uwagę widza ubrania Bajarz Szaman nie zasłania aktorów animujących rzeźby, tylko dyskretnie objaśnia sceniczną rzeczywistość.

Z pierwszej części przedstawienia dzieci dowiedzą się, że ciekawość wcale nie musi prowadzić do piekła, tylko do... paszczy krokodyla. Ale jeśli uda się uniknąć zostania daniem obiadowym, można wiele zyskać. Słoniątko (Aleksandra Mazoń) wbrew pozorom chadza własnymi drogami. Jest małe i uparte, za co od wszystkich ciotek zbiera solidne klapsy. Bez przerwy zadaje wszystkim pytania, zostawia rodzinę i wyrusza na spotkanie przygody i nieznanego. Odważnie kroczy przez Afrykę, żeby znaleźć odpowiedź na dręczące je pytanie („Co krokodyl jada na obiad?”) i nie-opatrznie daje się wciągnąć w zasadzkę Krokodylowi (Marek Tatko). Na szczęście wszystko kończy się dobrze, bo Słoniątko nie zostaje daniem obiadowym, za to zyskuje trąbę.

Druga część spektaklu prowadzi widzów do początków cy-wilizacji. Aleksandra Mazoń z wdziękiem animuje Kota chadzającego własnymi drogami, a Kobieta (świetna Marta Kwiek) i Mężczyzna (Marek Koziarczyk) poznają się, ustalają hierarchię i układają wspólne życie w ciepłej jaskini.
Obie opowieści łączą podstawowe pytania: o początek świata i ewolucję oraz o początek cywilizacji, kultury współistnienia stworzeń. Wszak dzięki sprytowi Kot zyskuje możliwość przebywania w domostwie, bycia przyjacielem Kobiety oraz dziecka i picia ciepłego mleka, a jednocześnie nie traci własnej osobowości i niezależności. Chadzał i będzie chadzał własnymi drogami. Z jego niezależności warto brać przykład.

Podziwiałam naprawdę cięż-ką fizyczną pracę aktorów. Animowali piękne, drewniane rzeźby bajkowych postaci autorstwa Józefa Wilkonia. Rzeźby są masywne i wyglądają na ciężkie.
Józef Wilkoń, znakomity twórca, w drewnie uchwycił świetnie kocią gibkość, wdzięk żyrafy, nieporadność słoniątka, grubo ciosany urok hipopotama, brak zaufania dzikiego psa. Niezwykłe rzeźby w scenografii Inez Krupińskiej stworzyły świat zaczarowany, a jednocześniepełen prostoty, Afrykę gorącą– miejsce, w którym wszystko ma swój początek. Kiedy na scenie pojawia się ogień, aż bije odniego ożywcze ciepło.

Przedstawienie (zwłaszcza jego druga część) będzie zrozumiałe dla starszych dzieci. I dorosłych, których rozbawią zmagania budujących wspólnotę ludzi, zmagających się z pierwot-nymi problemami.
„Co krokodyl jada na obiad?” na motywach „Takich sobie bajeczek” Rudyarda Kiplinga, w adaptacji i reżyserii Jarosława Kiliana. Muzyka Joszko Broda, występują: Jolanta Góralczyk, Marta Kwiek, Aleksandra Ma-zoń, Krzysztof Grębski, Marek Koziarczyk, Jacek Radomski, Marek Tatko. Premiera 20 października we Wrocławskim Teatrze Lalek.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie