Bez obrazy - to amarcord - wystawa w BWA Awangarda

Małgorzata Matuszewska
Andrzej Kwietniewski, "Wino", akryl na płótnie, 2009
Andrzej Kwietniewski, "Wino", akryl na płótnie, 2009 Patrycja Sikora
Kto tęskni za klimatem PRL-u, powinien koniecznie wybrać się... Nie, nie polecę znanej wrocławskiej knajpy, ale wystawę łodzianina Andrzeja Kwietniewskiego, którego prace można podziwiać we wrocławskiej Galerii BWA Awangarda do 16 stycznia. Wystawa nosi tytuł "My Polacy. We the Poles", a jej autor jest przewrotnym, inteligentnym artystą, skłaniającym widza do dyskusji nawet z samym sobą.

Na wystawie zaprezentował m.in. wino marki Wino, papierosy Sport, mydło i zapałki pochodzące z dawnej epoki. Ale nie martwcie się, "My Polacy" to nie kolejna odsłona znanej wrocławianom wystawy "Solidarny Wrocław". Rekwizyty właściwie tylko podkreślają cykle prac przedstawiające ikony peerelowskiej popkultury, od Gomułki i Cyrankiewicza, po Annę Jantar i Jurija Gagarina.

Jedną z najbardziej przyciągających prac jest trójca prezentowana na czymś na kształt witraża: Matka Boska Częstochowska, Jurij Gagarin i Mikołaj Kopernik.

- Wszyscy mają związki z niebem - zdaje się mówić autor wystawy.

Skąd u artysty wziął się taki sentyment do pozornie siermiężnego PRL-u?

- Wtedy się urodziłem, studiowałem - tłumaczy Andrzej Kwietniewski, rocznik 1951. I dodaje: - Wychowałem się w luksusie. Miałem, niedostępną dla ówczesnych zjadaczy chleba, kolejkę elektryczną.

Czy nie obawia się, że jego sympatia dla tamtych czasów może zostać potępiona przez współczesnych widzów wystawy?

- Federico Fellini w swoich filmach pokazuje faszyzm we Włoszech w krzywym zwierciadle, ale sympatycznie, i nikt z Włochów się na niego nie obraża. Wystawa to mój hołd złożony sytuacji, w której istniałem, a nie pewnym ludziom - mówi.

Niewątpliwie to prowokacyjna sztuka. - W Polsce jest tak, że mamy Mickiewicza, a nie mamy Felliniego. Na szczęście chociaż Marek Piwowski wykorzystuje w filmach swoją młodość.

Andrzej Kwietniewski pamięta białego, odkrytego mustanga prującego ulicami rodzinnej Łodzi, a w nim gwiazdy dziesiątej Muzy. I ma wspomnienia odmienne niż wielu Polaków, choć odnosi się do nich bez taniego sentymentu.

- Ta wystawa to mój amarcord - tłumaczy artysta, nawiązując do tytułu słynnego filmu Federica Felliniego, który tę tragikomedię rodem z ukochanego Rimini lat 30. ubiegłego stulecia nakręcił w 1973 roku.

Artysta na wystawie z rzeczy osobistego użytku pokazał tylko żyletki sprzed 30 lat, chyba cudem zachowane.

- Inne przedmioty, jak papierosy Sport, mydło i zapałki, kupiłem na internetowej aukcji - opowiada, śmiejąc się.

Andrzej Kwietniewski jest artystą, scenografem, twórcą filmów i pisarzem. Współzałożyciel słynnej grupy artystycznej "Łódź Kaliska".

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie