Wrocław bez sygnalizacji świetlnej? W Niemczech i Holandii się to sprawdziło

Agata Grzelińska
Nagle gasnące światła na ruchliwym skrzyżowaniu wywołują u części kierowców panikę, u innych poczucie, że wszystko wolno. Dla wszystkich to ogromne utrudnienie
Nagle gasnące światła na ruchliwym skrzyżowaniu wywołują u części kierowców panikę, u innych poczucie, że wszystko wolno. Dla wszystkich to ogromne utrudnienie fot. Michał Pawlik
Udostępnij:
Miasto bez znaków drogowych i świateł, a wypadków mniej niż do tej pory. Na taki eksperyment zdecydowały się holenderskie Leeuwarden (ok. 90 tys. mieszkańców) i niemieckie 13-tysięczne miasteczko Bohmte. Sprawa stała się natychmiast głośna na świecie.

Rozwiązanie na pierwszy rzut oka szalone, ale podobno świetnie się sprawdza. Autor pomysłu na poprawę bezpieczeństwa i likwidację zmory naszych ulic, czyli korków, Hans Monderman, przekonuje, że kierowcy, którzy nie wiedzą dokładnie, kto ma pierwszeństwo, mają tendencję do szukania kontaktu wzrokowego z innymi kierowcami. Automatycznie też zmniejszają prędkość i stają się bardziej ostrożni - twierdzi projektant ruchu z Holandii.

Postanowiliśmy sprawdzić, czy takie nietypowe rozwiązanie mogłoby być zastosowane we Wrocławiu i na Dolnym Śląsku. Jak się Państwo spodziewają, co odpowiedzieli zapytani przez nas eksperci?

Zanim jednak ujawnimy ich opinie, spróbujmy sobie wyobrazić, że mamy tylko przepisy w głowie i ewentualnie porozumiewawcze spojrzenia wymieniane z innymi uczestnikami ruchu i że przejeżdżamy przez plac Jana Pawła II we Wrocławiu.

Albo jeszcze lepiej - że przechodzimy przez niego jako piesi w gąszczu aut osobowych, tramwajów, autobusów miejskich i dalekobieżnych, busów, tirów i oczywiście rowerów. Szalony sen kaskadera czy całkiem realny scenariusz?

Mniej wypadków i kolizji, a przede wszystkim zero stania w korkach? To chyba marzenie każdego, kto codziennie musi w plan dnia wliczyć długie i nużące minuty czekania. I nieważne, czy siedzimy w swoim aucie, czy stoimy w zatłoczonym autobusie komunikacji miejskiej, chcielibyśmy szybciej i bezpieczniej docierać do pracy czy szkoły. A gdyby jeszcze do tego udało się sprawić, że nie byłoby wypadków?

CZYTAJ WIĘCEJ NA 2 STRONIE

Zaskakujące rozwiązanie znalazł holenderski projektant ruchu Hans Monderman, który wpadł na pomysł, by w mieście Leeuwarden, wcale niemałym, bo liczącym ok. 90 tys. mieszkańców, usunąć sygnalizację świetlną i znaki drogowe. Okazało się, że w nowej sytuacji kierowcom wystarczają znajomość przepisów, ostrożność, a w razie wątpliwości, kontakt wzrokowy z innymi kierowcami. I robi się bezpieczniej.

Statystyki z Leeuwarden przekonały władze niemieckiego miasteczka Bohmte (ok. 13 tys. mieszkańców), gdzie też stopniowo zlikwidowano sygnalizację świetlną i usunięto znaki drogowe. Czy na taki eksperyment mogłyby sobie pozwolić miasta na Dolnym Śląsku? Wrocław? Legnica? - Jestem za. Może nie od razu w całym mieście, ale uważam, że stopniowo można byłoby takie rozwiązanie wprowadzać - pomysł podoba się Markowi Poddębniakowi, kierowcy z Legnicy. - Musiałby się najpierw sprawdzić na jakimś osiedlu, ale nie takim, gdzie wjeżdżają tylko mieszkańcy, lecz na takim, na które przyjeżdżają też ludzie z innych miast. Na przykład na Piekarach w Legnicy, gdzie jest szpital i kilka marketów.

Co przekonuje legniczanina do tak ekstremalnego eksperymentu? - Musielibyśmy zwiększyć uwagę, trochę jak w obcym mieście. Pamiętalibyśmy o zasadzie prawej strony. Teraz, gdy skręcamy na zielonym świetle, nierzadko nawet nie patrzymy w drugą stronę, tak jesteśmy pewni - mówi legniczanin. - Po okresie chaosu, który byłby pewnie nieunikniony, moglibyśmy się przyzwyczaić.

Za dużo mamy na głowie

Zupełnie inne zdanie na ten temat ma Tomasz Kuchar, jeden z najlepszych kierowców rajdowych, wrocławianin, właściciel Akademii Bezpiecznej Jazdy. - Nie wyobrażam sobie likwidacji świateł czy znaków drogowych w miastach. Zresztą, po co mielibyśmy się cofać w rozwoju cywilizacyjnym? - zastanawia się znany rajdowiec. - Przecież po to są rozmaite nowoczesne systemy, by na drogach było bezpieczniej i sprawniej. Np. zintegrowane systemy kierowania ruchem, które wprowadzają zieloną falę, znacznie ułatwiają kierowcom życie. Po co z tego rezygnować?

Tomasza Kuchara do likwidacji sygnalizacji czy znaków nie przekonuje jednak inna kwestia, nie chodzi tylko o nowe technologie, ale głównie o umysł i stan psychiczny kierowców. - Nie czarujmy się, kierowcy nie są cały czas w trakcie jazdy skupieni wyłącznie na drodze. Ludzie mają dziś dużo spraw na głowie: praca, dom, dzieci, kredyty, przeróżne problemy. To wszystko nie pomaga im za kierownicą - mówi Tomasz Kuchar. - A do tego dochodzą jeszcze nie najlepsze umiejętności. Likwidacja świateł i znaków w takiej sytuacji to nie jest dobry pomysł.

WIĘCEJ NA 3 STRONIE - PRZECZYTAJ

Tomasz Kuchar przekonuje, że zamiast eksperymentować ze światłami czy znakami, należy więcej uświadamiać kierowcom, jakie są zagrożenia na drodze i co jeszcze ważniejsze, zachęcać do doskonalenia techniki jazdy. - Kierowcy powinni wręcz mieć obowiązek doskonalenia techniki jazdy. To by znacznie wpłynęło na poprawę bezpieczeństwa - uważa kierowca rajdowy. - Od ludzi, którzy przychodzą do Akademii Bezpiecznej Jazdy i którzy nie czują się bardzo pewnie na drogach, słyszę coś odwrotnego. Chcą, by było jeszcze więcej świateł.

Zdaniem Tomasza Kuchara, nie tyle należy usuwać z polskich dróg sygnalizacje i znaki, co uczynić je jeszcze bardziej widocznymi. - Znaki powinny być. Duże, czyste i czytelne - dodaje szef Akademii Bezpiecznej Jazdy.

Wrocławianie: Więcej świateł

Zarząd Dróg i Utrzymania Miasta we Wrocławiu zarządza 1045 kilometrami dróg publicznych na terenie miasta. Jest na nich 258 skrzyżowań z sygnalizacją świetlną, w tym 157 włączonych już do Inteligentnego Systemu Transportu (to skrzyżowania, z których korzysta komunikacja zbiorowa). Czy faktycznie na każdym z nich konieczna jest sygnalizacja świetlna? Czy miasto planuje likwidację świateł w niektórych miejscach? - Nie. Przeciwnie. Wciąż budujemy nowe sygnalizacje. Teraz trwa budowa kolejnych pięciu - mówi Ewa Mazur, rzeczniczka ZDiUM.

Ewa Mazur nie wyobraża sobie wprowadzenia holenderskiego rozwiązania we Wrocławiu. Jej zdaniem, wielu kierowców najzwyczajniej nie poradziłoby sobie na dużych wrocławskich skrzyżowaniach typu pl. Dominikański, pl. Jana Pawła II czy Powstańców Śląskich/Hallera. - Wystarczy zobaczyć, co się tam dzieje, gdy włącza się system awaryjny, czyli pulsujące żółte światło. Mimo że kierowcy mają poza światłami oznakowanie pionowe i poziome, nie wiedzą, co robić. Przeważnie zawsze wtedy prosimy o pomoc policję - mówi Mazur. - Zdarza się też, że w godzinach szczytu nawet przy działających światłach, także potrzebna jest pomoc policjantów.

Rzeczniczka ZDiUM dodaje, że we Wrocławiu konieczna bywa także budowa sygnalizacji na drogach osiedlowych. - Wszystko zależy od funkcjonujących na tym terenie generatorów ruchu, a takimi są centra i galerie handlowe, powstające duże osiedla czy węzły komunikacyjne - mówi Mazur. Podaje również przykłady (ul. Wybrzeże Wyspiańskiego i Wrońskiego), gdzie świateł nie ma, ruch odbywa się płynnie, ale problem mają piesi. Kierowcy bowiem nie są zbyt skorzy do przepuszczania przechodniów.

NAJBEZPIECZNIEJSZE RONDA? CZYTAJ NA 4. STRONIE

Katarzyna Kasprzak z wydziału Inżynierii Miejskiej potwierdza, że we Wrocławiu raczej świateł będzie przybywać, niż ubywać. - Ciągle dostajemy nowe wnioski o budowę sygnalizacji świetlnej, także na osiedlach, od mieszkańców, rad osiedli, policji - mówi urzędniczka. - Samochodów przybywa, piesi mają coraz większe trudności z przejściem przez ulice. Nie pomagają nawet wysepki.

Jeśli nie światła to ronda

Policyjne statystyki nie zachęcają do likwidacji sygnalizacji. Policjanci podkreślają, że do wypadków dochodzi w różnych miejscach - i na prostych odcinkach dróg, i na skrzyżowaniach, tych że światłami i bez. Jedno jest pewne, częściej tam, gdzie jest ruch kolizyjny. - Na tych skrzyżowaniach, gdzie nie działa sygnalizacja świetlna,robi się zator, choć przecież obowiązują ciągle te same przepisy i są jeszcze znaki drogowe - zauważa Paweł Petrykowski, rzecznik dolnośląskiej policji. - Kierowcy maja też kłopoty z interpretacją przepisów na skrzyżowaniach równorzędnych.

Doświadczony policjant z wydziału ruchu drogowego we wrocławskiej policji przyznaje, że znaków jest za dużo, ale o ich zmniejszeniu musieliby zdecydować posłowie, bo to wymagałoby zmiany prawa. O holenderskim pomyśle mówi krótko: szaleństwo. Zaraz jednak dodaje, że wiele zależy od rozwiązań technicznych, jakie tam zastosowano. W naszych warunkach dobrym sposobem na poprawę bezpieczeństwa są, zdaniem policjanta, ronda. Jak mówi, sama infrastruktura zmusza kierowców do zwolnienia, a zasady poruszania się na rondzie są na tyle jasne, że kierowcy przeważnie nie mają z nimi problemu.

Zwolennikiem uproszczeń i skrzyżowań równorzędnych, zwłaszcza na osiedlach, jest Tomasz Pereta, miejski inżynier ruchu z Legnicy. - Z jednej strony wszystko, co prostsze, jest lepsze, z drugiej strony aż tak daleko, by wyłączyć światła w całym mieście, bym nie poszedł - mówi Tomasz Pereta. - Nie wyobrażam sobie wyłączenia sygnalizacji na dużych skrzyżowaniach, np. na pl. Wilsona w Legnicy. Co innego osiedla. Tam sprawdzają się skrzyżowania równorzędne, choć wśród kierowców mają chyba tyle samo zwolenników co przeciwników.

Wyłączenia świateł na głównych ulicach nie wyobrażają sobie też wałbrzyszanie ani jeleniogórzanie. Tam też podczas awarii sygnalizacji, robi się zamieszanie. Zarówno kierowcy z Jeleniej Góry, jak i Wałbrzycha jako przykład bezpiecznych rozwiązań na skrzyżowaniach bez świateł wymieniają ronda. Odkąd zbudowano rondo na drodze wojewódzkiej nr 366 nr w kierunku Karpacza koło Miłkowa, nie doszło tam do żadnego wypadku, wcześniej kolizje były na porządku dziennym, zdarzył się tam też śmiertelny wypadek. W Wałbrzychu sprawdza się rondo przy galerii Victoria i w Szczawnie Zdroju. Kolejne budowane jest na ul. Wysockiego, gdzie ma być centrum przesiadkowe.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Wideo

Komentarze 46

Komentowanie zostało tymczasowo wyłączone.

Podaj powód zgłoszenia

o
olo
jeżdżący rowerem się odezwał
k
kam
Tutaj człowiek będzie wszystko robił po swojemu, dopóki nie stanie się nad nim z batem! Nikomu nawet nie przejdzie przez myśl, żeby przepuścić kogoś z podporządkowanej będąc na ulicy głównej i skrzyżowaniu bez świateł. O przepuszczaniu pieszych przez przejścia nawet nie wspomnę...
x
xcv
Kair miasto liczy 100 x więcej mieszkańców niż Wrocław i tam całe miasto jest bez sygnalizacji i dają radę.
a
alfa
Sekundniki są świetnym pomysłem.Co do wjeżdżania na pomarańczowym/żółtym -nie wolno wjechać za sygnalizator gdy już włączyło się pomarańczowe!Należy zahamować i czekać na zielone!To roztropność /rozwaga,poszanowanie przepisów i innych kierowców ,nie sekundniki ,gwarantują bezpieczeństwo na drogach i płynność ruchu!
k
kajtek
leśnica to jak małe miasteczko! W centrum czy na największych ulicach : legnickiej ,grabiszyńskiej ,hallera ,powstańców czy kochanowskiego to nie przejdzie!już niejednokrotnie wysiadały tam światła i robił się istny armagedon na ulicy!
K
Kamil
Autorka chyba nie myślała co pisze dodając ten artykuł. Bezsensu. Gdzie rodzą sę tacy ludzie jak ta autorka? Porównywać małe miasteczka z miastem ok 670 tys. miastem? To straszne, że tacy ludzie jak ta autorka jest dopuszczana do takiej pracy, wstyd!
G
Gość
Jaki cel ma ten artykuł ? Chyba taki aby pokazać, że jego autor nie myśli. Jak można porównywać miasto z 90 i 15 tyś. mieszkańców z Wrocławiem ? Żenada i tumaństwo autora !
h
hi-hi
"holenderskie Leeuwarden (ok. 90 tys. mieszkańców) i niemieckie 13-tysięczne miasteczko Bohmte": suuupeerr przykłady - pasują jak ulał do Wrocławia (ok. 630 tys.), jak i do pozostałych miast w Polsce, zwłaszcza pod względem KULTURY OGÓLNEJ I KULTURY NA DRODZE!!! Tylko wprowadzać!
h
hi-hi
"holenderskie Leeuwarden (ok. 90 tys. mieszkańców) i niemieckie 13-tysięczne miasteczko Bohmte": suuupeerr przykłady - pasują jak ulał do Wrocławia (ok. 630 tys.), jak i do pozostałych miast w Polsce, zwłaszcza pod względem KULTURY OGÓLNEJ I KULTURY NA DRODZE!!! Tylko wprowadzać!
a
aaaa
Wałęsa :)
W
WROCŁAFKA
TAKI NIGDY NIE USTĄPI, BĘDZIE SIĘ WCISKAĆ NA SIŁĘ, PIESZEGO ROZJEDZIE. ALE W TAKIEJ MNIEJSZEJ JUŻ OŁAWIE GDZIE I TAK 4 SKRZYŻOWANIA ZE ŚWIATŁAMI TYLKO I WSZYSCY CHODZĄ JAK PO PASTWISKU TO JUŻ BY MOGŁO SIĘ SPRAWDZIĆ. TAM I TAK NIKT OBCY NIE JEŹDZI BO NIE MA PO CO. TYLKO TRANZYTEM
W
WROCŁAFKA
TAKI NIGDY NIE USTĄPI, BĘDZIE SIĘ WCISKAĆ NA SIŁĘ, PIESZEGO ROZJEDZIE. ALE W TAKIEJ MNIEJSZEJ JUŻ OŁAWIE GDZIE I TAK 4 SKRZYŻOWANIA ZE ŚWIATŁAMI TYLKO I WSZYSCY CHODZĄ JAK PO PASTWISKU TO JUŻ BY MOGŁO SIĘ SPRAWDZIĆ. TAM I TAK NIKT OBCY NIE JEŹDZI BO NIE MA PO CO. TYLKO TRANZYTEM
G
Gość
Nasz bliski przykład z Leśnicy we Wrocławiu.
Pewnego razu ktoś mądry nie włączył sygnalizacji świetlnej na jedynym skrzyżowaniu.
Mimo istniejącego przejazdu kolejowego - kolejek samochodów NIE BYŁO. Kierowcy uprzejmie zwalniali a nawet przepuszczali tych co nie byli "na głównej". Korków też takich jak teraz NIE BYŁO. Wniosek jeden się nasuwa :
Gdy kierowca jedzie wprzód.
Niech urzędnik zrobi wzwód.
Szofer sam dojedzie sobie.
A urzędas "won" po dobie.
e
esh
były sekundniki, można było wyłączyć samochód, przygotować sie do startu, lub zwolnić gdy przestały odliczać i zatrzymać sie na pomarańczowym. a teraz jedzieś zapala sie pomarańczowe i h.. wie czy hamowć na gwałt czy dalej cisnąć. dodam że przydałoby się wiecej skrzyżowań z możliwością zawracania, czas by urzędasy coś wymyśliły w tej kwesti popnieważ dla wielu jest to ogromne utrudnienie.
k
kuzyn
Piszesz po polsku a więc prawdopodobnie wchodzisz w skład polskojęzycznej strefy.
Czyli musisz być złodziejem albo kombinatorem.
Przejdź na stronę główną Gazeta Wrocławska
Dodaj ogłoszenie