Tokio 2020. Wojciech Nowicki o złotym medalu olimpijskim: Czułem się, jakbym rzucał na treningu w Spale [ROZMOWA]

Tomasz Dębek
Tomasz Dębek
Wojciech Nowicki
Wojciech Nowicki Pawel Relikowski / Polska Press
Pusty Stadion Olimpijski w Tokio nie zrobił na mnie żadnego wrażenia. W ogóle się nie stresowałem. Myślę, że właśnie to dało mi zwycięstwo – podkreśla Wojciech Nowicki, mistrz olimpijski w rzucie młotem.

Jest pan chyba najspokojniejszym mistrzem olimpijskim na tych igrzyskach.
Naprawdę bardzo się cieszę. Wiem, że nie potrafię tego okazać. Ale musi to chyba jeszcze do mnie dotrzeć.

To zwycięstwo jest dla pana zaskoczeniem?
Nie marzyłem nawet o pierwszym miejscu. Za cel postawiłem sobie pobicie rekordu życiowego. Marzyłem o tym, żeby zrobić to na wielkiej imprezie. Udało mi się i z tego cieszę się najbardziej. Medal to przyjemny dodatek.

ZOBACZ TEŻ:

To, że igrzyska odbywają się bez publiczności, było dla pana problemem, czy wręcz przeciwnie?
Pusty stadion nie zrobił na mnie żadnego wrażenia. Czułem się prawie jak na treningu w Spale, zarówno podczas kwalifikacji, jak też finału. Przy tysiącach ludzi na trybunach emocje i adrenalina byłyby zupełnie inne. To zawsze przytłacza, trzeba sobie z tym radzić. Wszystko zagrało, głowa „zapodała”, byłem odpowiednio nastawiony. Konsekwencją były rezultaty. Myślę, że właśnie to dało mi wygraną. Na pustym i cichym stadionie czułem się bardzo pewnie. Mogłem skupić się na tym, co miałem do zrobienia. Nie było stresu startowego, który do tej pory pojawiał się na imprezach docelowych. Przy 60 tysiącach kibiców jest taka wrzawa, że zawsze musimy się przekrzykiwać, by wymienić z trenerką informacje. Dla mnie brak kibiców był więc korzystny. Ale każdy ma swoje podejście i inaczej radzi sobie z tą stroną występów.

Biegacze narzekali na pogodę, wasze młoty fruwały jednak bardzo daleko.
Warunki były jak najbardziej sprzyjające do dalekich rzutów. Mnie osobiście wszystko odpowiadało. Pogoda, bardzo dobre koło... Do tego byłem świetnie przygotowany, forma przyszła wtedy, gdy miała przyjść. Trafiłem na dobry dzień, technika była stabilna. Bardzo ważne jest też nastawienie psychicznie. Idealnie wszedłem w konkurs, wszystko się zgrało. To przełożyło się na dalekie rzuty. Jak widać, pozostali zawodnicy też znakomicie radzili sobie w tych warunkach.

Pan pokazał jednak wyjątkowo wysoką i równą formę. Poza ostatnim spalonym rzutem, we wszystkich przekroczył pan 80 m. Każdy z nich na igrzyskach w Rio dawałby złoto.
Cały konkurs był super, z poziomem wysokim jak nigdy. Jeśli trzeba rzucić 81,5 metra, żeby wywalczyć brązowy medal, to jest kosmos w porównaniu do poprzednich igrzysk. Tam młoty lądowały ok. cztery metry bliżej. Rzuciłem wtedy niecałe 77,80 m i wystarczyło to na brązowy medal. Przeskok jest naprawdę ogromny.

ZOBACZ TEŻ:

Rywale są coraz bliżej pana i Pawła Fajdka?
Coś się ruszyło w naszej konkurencji. Jest wielu młodych, utalentowanych zawodników, którzy potrafią daleko rzucać, a mają jeszcze rezerwy. Będziemy musieli mocno się spinać, żeby z nimi rywalizować. Konkurs tyloma rzutami powyżej 80 metrów rokuje dobrze na przyszłość. Dla mnie to super, bo uwielbiam rywalizację. Nawet kiedy po takim finale się przegrywa, ma się satysfakcję z tego, że walczyło się do ostatniego rzutu o jak najlepszy rezultat. Nie mogę się doczekać mistrzostw świata w Eugene. Śmiem twierdzić, że poziom będzie tam jeszcze wyższy niż w Tokio.

Amerykanie będą tam groźni?
W tym momencie trudno ocenić, bo nie mamy okazji, by z nimi rywalizować. To, że u siebie rzucają daleko, o niczym nie świadczy. Trzeba się ustabilizować, pojechać w świat i to potwierdzić. My chcemy do nich przyjechać, to żaden problem. Sam chętnie bym się sprawdził i zobaczył, jak wygląda ich forma. Ale niestety nie podejmują rękawicy. Wiem, że młociarze z USA mieli zaproszenie na mityng do Polski. Kupiono już im nawet bilety lotnicze. Wszystko było ustalone, ale w ostatniej chwili zrezygnowali, bo rzekomo się rozchorowali. Myślę jednak, że będą bardzo mocni. Zapowiada się niesamowita walka o miejsca medalowe.

Rozmawiał i notował w Tokio Tomasz Dębek
Obserwuj autora artykułu na Twitterze

Trwa głosowanie...

Ile medali zdobędą Polacy na igrzyskach w Tokio?

ZOBACZ TEŻ:

ZOBACZ TEŻ:

ZOBACZ TEŻ:

Piękna i ze złotym sercem. Dziennikarka meksykańskiego oddziału telewizji Fox Sports (i podobno była dziewczyna Ronaldinho) Erica Fernandez kocha nie tylko sport, ale też zwierzęta. Kolumbijka założyła fundację pomagającą psom, namawia też osoby śledzące ją na Instagramie (ponad 725 tys.) do adopcji. Robi to m.in. przez... swoje skąpo ubrane zdjęcia ze zwierzakami oczekującymi na nowy dom. Trudno przejść obok nich obojętnie.Uruchom i przeglądaj galerię klikając ikonę "NASTĘPNE >", strzałką w prawo na klawiaturze lub gestem na ekranie smartfonu

Seksowna dziennikarka sportowa Erika Fernandez rozebrała się...

Mistrz Błachowicz liczy na nokaut!

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie