Ram CAFE? Ma być fajna

    Ram CAFE? Ma być fajna

    Małgorzata Matuszewska

    Gazeta Wrocławska

    Gazeta Wrocławska

    Z Piotrem Bartysiem, szefem muzycznym Radia RAM, wydawcą 10. płyty „RAM CAFE” , rozmawia Małgorzata Matuszewska.
    Piotr Bartyś

    Piotr Bartyś ©Tomasz Hołod

    Co się znalazło na płycie?
    37 utworów, jak zwykle jest to mieszanka różnych gatunków muzycznych.

    RAM CAFE się zmienia?
    Oczywiście, przez 10 lat RAM CAFE się zmieniła, bo świat muzyczny się zmienił. Na pierwszych płytach dominowały brzmienia spod znaku bossanovy czy muzyki lounge. W tej chwili więcej jest electro, trochę indie rocka, aczkolwiek nie zapomniałem o słuchaczach, którzy lubią muzykę jazzową, bo są i Marek Napiórkowski z Arturem Lesickim, i Jamie Cullum. Zawsze był i jest soul i neo soul. Pierwszy album wyznaczył wzorzec, jak RAM CAFE powinna brzmieć.

    Jak?
    Zawsze, robiąc kompilacje, szukam utworu, który by płytę zaczynał i drugiego, który ją skończy.
    Lubię zaczynać w średnim tempie, nie od czegoś, co jest najważniejsze, najlepsze, bo uważam, że po tylu latach słuchacz powinien mieć zaufanie, zależy mi na budowaniu historii, nie na „wystrzelaniu się” z najlepszych utworów na początku. Pod koniec drugiej płyty zawsze jest dużo dużych emocji. Ponieważ płyta ukazuje się w czasie przedświątecznym, kiedy potrzeba więcej ciepła i dosłownie, i w przenośni – rozładowuję je jakimś takim ciepełkiem. W tym roku w tej roli wielki przebój tegorocznych wakacji we Włoszech – „Buon Viaggio” Cesare Cremoniniego.

    Płyta jest jednorodna?
    Nie. Próbuję opowiedzieć pewną historię, gdyby te utwory odtwarzać w przypadkowej kolejności, płyty słuchałoby się znacznie gorzej niż wielu innych albumów. W pewnym momencie zrobiłem płytę RAM CAFE i ona wyznaczyła wzorzec: na tych płytach mają się dziać różne rzeczy stylistycznie: ma być trochę elektro, swing. Zawsze jest dużo soulu, bo bardzo lubię czarne dźwięki, ale też słuchacz znajdzie tu Fismolla, przepiękne akustyczne ballady – te wykonuje William Fitzsimons, chwyta za serce. Kiedyś Matt Bianco miał przebój „Yeh Yeh!” i nagrała to Diana Krall na płycie „Wallflower” jako bonus track. Znalazłem to przypadkiem i uważam, że skoro ja o tym nie wiedziałem, to inni też nie wiedzą. Dlatego wrzuciłem na płytę. Zwykle zależy mi, żeby na RAM CAFE były nowe rzeczy, z 2015 roku – to ideał: nikt nie zna ani artysty, ani utworu, a całość jest fajna. Dlatego te płyty też się sprzedają, bo człowiek bierze album do ręki i nie zna sporej części materiału, dostaje wydawnictwo z premierowymi dla siebie rzeczami. Czasami tak się dzieje, że utwór przez trzy miesiące, odkąd poprosiłem o licencję, staje się nieco bardziej popularny. W tej chwili mam utwór Jain „Came”, który hula w reklamie jako zajawka prywatnej telewizji.

    Dlaczego jest na płycie?
    Bo dobry. A poza tym co roku jest większy problem ze zdobyciem utworów, bo kwoty zaliczek są tak małe, że ludziom w małych firmach nie chce się przewracać dokumentów i odpowiadać, dlatego sam piszę do firm płytowych, teraz chyba ze 12 utworów znalało się na płycie dzięki takim moim akcjom. Do polskich wykonawców piszę sam, żeby przyspieszyć obieg dokumentów, np. do Roberta Amiriana, prosząc o Fismolla, czy do XxanaXxa, prosząc o ich piosenkę. Nie mówiąc o wrocławskich kapelach; mam trio, które nagrało trzy utwory, jak ich puszczam w radio, nikt nie chce uwierzyć, że są wrocławianami Woman For Hire. Mam też Crackersów, w utworze, gdzie Aśka Kwaśnik się otworzyła emocjonalnie najbardziej ze wszystkiego, co życiu zaśpiewała. W tym roku RAM Cafe obchodzi 10. jubileusz, dlatego ukazały się przed mikołajkami dwa boksy zawierające całość kolekcji.

    Czytaj treści premium w Gazecie Wrocławskiej Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Polecane

    Wideo