Powiat milicki wziął kredyt w parabanku. Około 600 tys. zł. Wojewoda zażądał wyjaśnień

Malwina GadawaZaktualizowano 
Wojewoda Paweł Hreniak zaniepokoił się sytuacją w Miliczu
Wojewoda Paweł Hreniak zaniepokoił się sytuacją w Miliczu Fot. Piotr Krzyzanowski/Polska Press Grupa
Powiat milicki zaciągnął 591 tys. zł pożyczki. Wojewoda Paweł Hreniak zażądał wyjaśnień. Chce wiedzieć, dlaczego starosta wziął „chwilówkę”. Starosta zaś tłumaczy, że nie zna definicji instytucji pozabankowej.

Zarząd milickiego powiatu nie otrzymał absolutorium za wykonanie budżetu w 2015 roku. Powiat zamknął ubiegły rok z deficytem w wysokości około pół miliona złotych, podczas gdy plan zakładał, że budżet zamknie się nadwyżką. Powiat nie płacił terminowo wszystkich faktur. Jakby tego było mało, zarząd powiatu zaciągnął pożyczkę w wysokości 591 tys. zł w firmie Magellan. Pieniądze te były potrzebne na remont drogi. Pożyczka ma być spłacona w tym roku.

Okazało się jednak, że zarząd powiatu nie poinformował Regionalnej Izby Obrachunkowej o zobowiązaniu, jakie zaciągnął w pozabankowej instytucji kredytowej. Kolegium izby uznało, że „ignorowanie istnienia umów dotyczących zaciągnięcia zobowiązań w instytucji pozabankowej na łączną kwotę 591.000,00 zł może prowadzić do dalece niekorzystnych konsekwencji finansowych dla powiatu i naruszenia zasad gospodarki finansowej obowiązujących jednostkę sektora finansów publicznych”.

Teraz wojewoda żąda wyjaśnień. Do powiatu może wkroczyć komisarz. Według wojewody Pawła Hreniaka, powiat od dłuższego czasu nie podejmuje decyzji, które miałyby poprawić sytuację finansową.

„Problemy finansowe powiatu istnieją już od dłuższego czasu w obecnej kadencji samorządowej. Sytuacja wciąż ulega pogorszeniu. Brak jest też nadziei na szybką poprawę skuteczności działania” - czytamy w liście, który wysłano do władz powiatu milickiego. Wojewoda oczekuje od starosty wyjaśnień.

Krzysztof Pietraszkiewicz, prezes Związku Banków Polskich, tłumaczy, że zaciąganie kredytów przez samorządy w parabankach nie jest niczym nowym. - Samorządy robią tak, kiedy nie mogą uzyskać pomocy od banku. Banki liczą swoje ryzyko i mogą kalkulować, że nie opłaca im się pożyczać już pieniędzy samorządowi - tłumaczy Krzysztof Pietraszkiewicz. Według prezesa, wzięcie jednej pożyczki krótkoterminowej w parabanku, kiedy samorządowi brakuje drobnej sumy pieniędzy, nie jest czymś złym - pod warunkiem, że kredyt jest dobrze zabezpieczony.

- Problem zaczyna się wtedy, kiedy samorząd powtarza tę czynność, wtedy mogą zacząć się kłopoty - ostrzega prezes ZBP. Podkreśla, że oprocentowanie w parabankach jest zazwyczaj wyższe niż w bankach.

Starosta milicki Jan Krzysztofik nie chciał komentować wątpliwości wojewody. Dlaczego zaciągnął pożyczkę w parabanku? - Nie znam definicji instytucji pozabankowej - odpowiedział.

Starosta poprosił o pytania na piśmie, podkreślając, że materia jest skomplikowana, więc trzeba będzie poczekać na odpowiedź.

polecane: Flesz - e-papieros zagraża zdrowiu

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze 33

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

O
Obserwator 46

Należący do powiatu oleśnickiego rządzonego przez PiS Powiatowy Zespół Szpitali zaciągnął w Magellanie dwie pożyczki, pierwszą w wysokości 3,5 mln zł, drugą w wysokości 15 mln. Rada Społeczna Szpitala to zaaprobowała, członkiem Rady Społecznej był obecny wojewoda PAWEŁ HRENIAK. Zabezpieczeniem drugiej z pożyczek są najlepsze (prawie wszystkie) nieruchomości będące własnością powiatu w tym nawet budynek starostwa. To z kolei przy protestach opozycji przegłosowali na radzie powiatu radni PiS. Mało tego opozycyjni radni pisali do wojewody wnioski o anulowanie tejże uchwały, a Pan wojewoda PAWEŁ HRENIAK spuścił ich na drzewo. 600 tys. w MILICZU - bardzo źle; 18,5 mln + hipoteki na majątku powiatu w OLEŚNICY i jest wszystko w porządku... no ale w Oleśnicy rządzi PiS dobra zmiana, inny sort. A tak zupełnie na marginesie to Powiatowy Zespól Szpitali w Oleśnicy pomimo PiSowskiej restrukturyzacji i wpompowania w niego tylu milionów w pierwszym półroczu 2016 r. przyniósł 2 miliony straty.

G
Gość

w Polsce potrzeba ogromnych zmian !!! Jeśli politycy robią co chcą i za nic nie odpowiadają to tak to się kończy!!!

J
Jack

Z tych wszystkich powodów dobrze, że Polska wykorzystuje unijne fundusze w bardzo niezadowalającym zarówno polskich jak i brukselskich urzędników stopniu. – Z przedakcesyjnego funduszu ISPA wykorzystano do tej pory jedynie około 1-2% unijnej pomocy – stwierdziła w połowie czerwca 2003 r. przedstawicielka Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej. O dofinansowanie, dostępne w 2003 r., ubiega się 17 projektów, które zostały zaakceptowane przez Zespół Przygotowawczy Komitetu Integracji Europejskiej. Reszta ugrzęzła między polskimi urzędnikami a brukselską machiną biurokratyczną, bo nie udało się wnioskodawcom spełnić wymagań formalnych. Natomiast do końca 2002 r. z funduszu PHARE wydano od 89% za 1998 r. do 11,4% za 2001 r. dostępnych środków pieniężnych.
źródło: tomaszcukiernik.pl

J
Jack

Po dziewiąte, aby otrzymać dotację, konieczne jest współfinansowanie inwestycji przez beneficjantów pomocy. Z racji tego, że władz samorządowych z własnych środków finansowych na to nie stać, już teraz miasta i gminy (np. Poznań) wypuszczają obligacje komunalne, aby mieć pieniądze na współfinansowanie projektów. W ten sposób samorządy, mając już deficyty budżetowe, wpadają w nie kończącą się spiralę zadłużeniową. Natomiast w ramach funduszu PHARE przedsiębiorstwa, które chcą dostać dotacje muszą obligatoryjnie zaciągać kredyty bankowe w określonej wysokości (np. w przypadku Funduszu Dotacji Inwestycyjnych – min. 25% inwestycji), co w skrajnej sytuacji może doprowadzić niektóre firmy do niewypłacalności i bankructwa. Ponadto dotacje są w rzeczywistości refundacjami. Całość inwestycji trzeba najpierw samemu sfinansować, a dopiero potem zwracana jest część kosztów inwestycji.

Po dziesiąte, samo istnienie unijnych dotacji tworzy kolejny korupcjogenny styk na granicy polityki i gospodarki, co będzie skutkowało wieloma nowymi wielomilionowymi defraudacjami, sprzeniewierzeniami, malwersacjami, przy których afera Rywina będzie mało znaczącym epizodem. Oszustwa i wyłudzenia pieniędzy w ramach Wspólnej Polityki Rolnej czy dotacji eksportowych są w UE na porządku dziennym. Jak podała „Rzeczpospolita” kilka lat temu zaradni greccy rolnicy złożyli wnioski o dotacje do swoich upraw o powierzchni przekraczającej o 20% powierzchnię całego kraju. Inni unijni rolnicy wyłudzali subwencje do plastikowych drzewek oliwnych, które z helikoptera wyglądały jak prawdziwe. Subwencje na szkolenia, ekspertyzy czy doradztwa wprost zachęcają do wyłudzeń unijnych środków pieniężnych. Sam program PHARE spotkał się z poważną krytyką i negatywną oceną za równo ze strony europejskiego Trybunału Obrachunkowego jak i dwukrotnie polskiej NIK. Wskazywano niegospodarność, rozrzutność, nepotyzm, łamanie prawa i inne rodzaje marnotrawstwa i przestępstw.

J
Jack

Po piąte, inwestycje za państwowe pieniądze są zwykle nietrafione. Gdyby były one opłacalne to prywatni przedsiębiorcy, wietrząc możliwość zysku, dużo wcześniej sami podjęliby ryzyko danej inwestycji. Tymczasem dotacje powodują marnotrawstwo na wielką skalę. Doskonałym przykładem są choćby oczyszczalnie ścieków wybudowane w Belgii, Hiszpanii czy Włoszech za pieniądze z Brukseli: nie odpowiadają wymaganym normom, są za małe lub za duże w stosunku do potrzeb, nie są w ogóle używane z powodu braku przyłączy do sieci kanalizacyjnych lub energetycznych, budowa przedłuża się o wiele lat, koszty inwestycji wzrastają o kilkaset procent. Jak twierdzą niemieccy autorzy książki „Banany dla Brukseli”: „wyniki kontroli pewnych badań pokazują, że środki publiczne obciążające podatników w UE i państwach członkowskich są błędnie inwestowane”. Ponadto jak twierdzi amerykański ekonomista Henry Hazlitt, skutkiem subwencji jest to, „że kapitał i pracę wyprowadza się z przemysłów, w których mogą pracować bardziej wydajnie, a kieruje do przemysłu, w którym są mniej efektywne. Wytwarza się mniej bogactwa. Przeciętny standard życia obniża się w porównaniu z tym, jaki byłby możliwy.”

Po szóste, dotacje do inwestycji mogą powodować zmianę istoty samej inwestycji. Gdyby nie istniały fundusze prywatni przedsiębiorcy lokowaliby swoje pieniądze w inne przedsięwzięcia, prawdopodobnie bardziej efektywne i produktywne. Jak uważają analitycy ekonomiczni z holenderskiego Tinbergen Institute fundusze unijne są inwestowane w specyficzne projekty, takie jak zwiększanie wartości kulturalnych czy środowiskowych, które niekonieczne powodują wzrost gospodarczy. Ponadto, podobnie jak różnorakie ulgi i odpisy podatkowe, państwowe fundusze nakłaniają firmy do kupowania konkretnych, niekoniecznie potrzebnych produktów.

J
Jack

programach konieczne jest opłacenie unijnych doradców, a inwestorzy kupują maszyny i urządzenia w krajach UE wspomagając tamtejsze gospodarki.

Po czwarte, aby polskie przedsiębiorstwa lub samorządy mogły otrzymywać dotacje, polska administracja będzie musiała zatrudnić potężną ilość nowych bezproduktywnych urzędników do obsługi unijnych dotacji. Oczywiście za pieniądze polskich podatników. Według poufnego raportu Komisji Europejskiej „ogromny wzrost odpowiednio przeszkolonego personelu jest niezbędny”. Mówi się o wzroście zatrudnienia urzędników o około 200%! W samej Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa do obsługi systemu IACS, który jest częścią Wspólnej Polityki Rolnej, znalazło zatrudnienie około 5 tys. nowych urzędników, a budowa tego systemu w latach 1999–2005 wyniesie łącznie 4 mld zł. Już teraz do zarządzania funduszami unijnymi zaangażowane są oprócz Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa także Ministerstwo Gospodarki, Pracy i Polityki Społecznej, Rolnictwa i Rozwoju Wsi, Infrastruktury, Finansów, Edukacji Narodowej i Sportu, Polska Agencja Rozwoju Przedsiębiorczości, Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej, Urzędy Marszałkowskie, Komitet Badań Naukowych, Biuro Pełnomocnika Rządu ds. Osób Niepełnosprawnych oraz Równego Statusu Kobiet i Mężczyzn, Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad. Są tworzone takie socjalistyczne twory jak Narodowy Plan Rozwoju na lata 2004–2006, w skład którego wchodzi sześć sektorowych programów operacyjnych: Transport i gospodarka morska, Rozwój zasobów ludzkich, Restrukturyzacja i modernizacja sektora żywnościowego i rozwój obszarów wiejskich, Rybołówstwo i przetwórstwo ryb, Wzrost konkurencyjności gospodarki, Program Operacyjny-Pomoc Techniczna i Zintegrowany Program Operacyjny Rozwoju Regionalnego oraz wojewódzkie programy operacyjne. A przecież centralne planowanie już w Polsce było przerabiane – z wiadomym skutkiem.

J
Jack

Chiny nie są w Unii, a mają o wiele lepsze autostrady, obwodnice, szybciej i taniej budowane.

1. Po pierwsze, dotacje powodują uzależnienie polskich przedsiębiorstw od unijnej biurokracji. Dr Mariusz Salamon w materiałach szkoleniowych dla polskich przedsiębiorców pod tytułem „Dotacje unijne dla firm” pisze: „jeśli o coś prosisz będziesz uległy wobec tego, kto daje, musisz zaaprobować jego system, określony schemat działania” i ostrzega: „niepokorni nie dostaną nic”. Według autora UE rozdaje pieniądze, bo załatwia własne interesy: „chce opanować rynek, a żeby był podatny, trzeba weń zainwestować, urobić sobie konsumentów i uczynić ich podatnymi na wpływ unijny (dając pieniądze, narzędzia, pracę)”. W zamian za swoje pieniądze Unia oczekuje „uzależnienia rynku i ustrukturyzowania go w sposób, który ułatwi jej penetrację; wdzięczności potencjalnych konsumentów (a aktualnych beneficjantów); społeczeństwa bardziej konsumpcyjnego (nazywa się je demokratycznym)”.
2. Po drugie, przygotowywanie wniosków o dotacje jest całkowicie nieproduktywne. Tony formularzy i dokumentów nie powodują zwiększania dochodu narodowego, a jedynie stratę czasu, surowców i pieniędzy. Tymczasem jak stwierdził w „Rzeczpospolitej” Robert Gmyrek, były wiceminister rolnictwa, np. w Estonii pozyskanie jednego euro z unijnego programu SAPARD po naliczeniu kosztów proceduralnych, administracyjnych kosztuje aż 0,8 euro! W Polsce same koszty przygotowania dotowanych projektów inwestycyjnych wynoszą około 1 mld zł rocznie. Jak pisze Maciej Madelski „rolnik ubiegający się o pieniądze na modernizację gospodarstwa rolnego musi zgromadzić 25 załączników.” A przecież przygotowanie wniosku o dotacje nie oznacza, że pieniądze te się otrzyma. Jest to dopiero etap wstępny, po którym dopiero rozpoczynają się bizantyjskie procedury urzędnicze i ostatecznie wniosek może zostać odrzucony. – Jedna trzecia wniosków odpada, głównie z tego powodu, że przedsiębiorcy nie mogą sprostać biurokracji – twierdzi przedstawiciel Górnośląskiej Agencji Rozwoju Regionalnego. Biurokracja i wymogi formalne narzucone są z Brukseli, a jak uważa Richard Mbewe, główny ekonomista Warszawskiej Grupy Inwestycyjnej S.A.: „UE jest najbardziej zbiurokratyzowaną organizacją na świecie”. Kolejne niepotrzebne milionowe koszty ponosi Ministerstwo Finansów, które zleca audyty programów pomocowych i agencji nimi zarządzających. Audyt Agencji SAPARD wchodzącej w skład Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa kosztował w 2002 r. 1,1 mln zł.

3. Po trzecie, aby istniały fundusze strukturalne konieczne jest wyższe obciążenie podatkowe ludzi. W 2003 r. 34,3% wspólnotowego budżetu (który wynosi 99,7 mld euro) jest przeznaczonych na politykę strukturalną. Polska, rezygnując z otrzymywania dotacji, równocześnie mogłaby więc domagać się od UE zmniejszenia składki unijnej o ponad jedną trzecią. Na dodatek dotacje są współfinansowane z polskich środków publicznych w wysokości aż 25%. Oznacza to, że na każde 1 euro dotacji tylko 0,75 euro pochodzi z UE a 0,25 euro (ponad 1 mld zł rocznie) – z polskiego budżetu czyli od polskich podatników. Biorąc pod uwagę to, że jeśli koszt pozyskania z funduszy wynosi w Polsce podobnie jak w Estonii 0,8 euro na każde 1 euro dotacji, to na każde 0,75 euro dotacji z Unii Polska i polscy przedsiębiorcy wydają łącznie 1,05 euro! Jasno z tych obliczeń wynika, że Polska de facto na dotacjach traci i to nie mało. Biorąc pod uwagę fundusz SAPARD, którego budżet wynosi około 350 mln euro rocznie, z UE pochodzi 262,5 mln euro, które Polska mogła uzyskać wydając 367,5 mln euro! Natomiast uzyskanie 352,5 mln euro funduszu PHARE 2001 może polskich podatników i przedsiębiorców kosztować 493,5 mln euro! Gdyby Polska wykorzystywała w 100% unijne fundusze musiałaby dopłacać do interesu o nazwie SAPARD ponad 100 mln euro rocznie a do PHARE rocznie być może nawet 150 mln euro. Na szczęście te środki pieniężne nie są wykorzystywane w 100%. Należy zaznaczyć, że za pieniądze z dotacji przy różnych pro

n
nn

zastawił w Magellanie mienie komunalne pzred wyborami. Jak dziś tłumaczy - gdyby tego nie zrobił - byłby zarząd komisaryczny, czyli parabank ratował stołek prezydenta.
Po wygranych wyborach umowe uznano za niekorzystną dla miasta i zerwano płacąc kary umowne 8 mln zł.
W dodatku zapłacono 100 tys kary za poświadczenie nieprawdy w umowie, bo prezydent - inżynier z wykształcenia - nie wiedział, że stojący na tych gruntach krzyż zwany papieskim (Jan Paweł II odprawiał tam mszę św) jest obiektem budowlanym.
Środki na koszty zerwania umowy zpostały pozyskane z obligacji jakie zarząd miasta wyemitował.
I co - i nic. Wnioski CBA utajniono przed Radą Miasta - a raczej opozycją w radzie.
PIS rządzi nadal, a wspomniany prezydent bawi się jak ta lala (VIDEO Prezydent Siedlec supportuje Afromental... (video) HIT!)

m
mefisto

no ładny starosta, co to za baranek, którego nabijają w butelkę a on jeszcze się uśmiecha i rozkłada ręce.. oj polsko

e
edek

Nie tylko nie zrozumiałeś tego co napisałem, ale dalej brniesz i piszesz głupoty. Czy Twoje przykłady to nie jest MEGALOMANIA? A jeśli już nie megalomania to totalnie idiotycznie wydane lub "zainwestowane" pieniądze? Każdy z tych przykładów świadczy tylko o tym, że włodarze zupełnie nie dostosowali pomysłów czy budynków do potrzeb! Nie mówiąc już o błędach konstrukcyjnych itp.! Czy tak ciężko to zrozumieć i pojąć?

A teraz masz kilka przykładów gdzie dotacje unijne uratowały i usprawniły życie niejednemu mieszkańcowi Dolnego Śląska by pozostać na naszym podwórku:

1) remont dolnośląskich dworców
2) obwodnica Jeleniej Góry
3) miliony na transport publiczny we Wrocławiu
4) droga i węzeł komunikacyjny od Popowic do Maślic
5) OAW czyli A8

Chcesz powiedzieć, że to są pieniądze wyrzucone w błoto, a kredyty na ich budowę przyniosły katastrofę? Myśl chłopie, bo piszesz o przykładach totalnej Megalomanii i chorej ambicji pseudowłodarzy! Przed dotacjami UE nie było tyle długów i kredytów bo NIE BYŁO TYLE INWESTYCJI I TAKIEGO ROZWOJU! Jeśli tego nie widzisz to albo masz 16 lat i znasz tylko Polskę "unijną" albo zwyczajnie od 20 lat nie opuściłeś swojej wioski gdzieś na końcu świata. Bo trzecia możliwość - totalna ignorancja i głupota, chyba nie wchodzi w grę... a może się mylę?

J
Jack

Gmina Tarnobrzeg za 1,3 mln zł wybudowała nowoczesne targowisko które pozostaje jednak nieużywane. Zgodnie z założeniami projektu miało służyć rolnikom w sprzedaży swoich płodów. Dotacja z Programu Rozwoju Obszarów Wiejskich wyniosła 1 mln zł. Handlowcy nie chcą jednak korzystać ze zmodernizowanego placu targowego. Ich zadaniem jest nieprzystosowany do prowadzenia handlu, ma błędy konstrukcyjne. Nie przewiduje np. podjazdu dla aut dostawczych czy karetki. Twierdzą, że inwestycja na etapie planowania nie została z nimi nawet skonsultowana. Tymczasem władze miasta różnymi sposobami próbują przenieść sprzedawców na nowy obiekt. Ci jednak wolą pracować nawet na zwykłym klepisku…

J
Jack

Województwo podlaskie otrzymało najwięcej środków z budżetu UE (na głowę mieszkańca). O takim podziale zdecydowało przyznanie największej ilości środków na rolnictwo (dopłaty bezpośrednie). Tymczasem region żyjący głównie z pracy na roli postawił na kulturę z najwyższej półki. To jeden z najbiedniejszych i najwolniej rozwijających się województw nie tylko Polski ale i całej Unii Europejskiej. Ale za to ma drugą pod względem wielkości scenę w kraju mogącą pomieścić nawet 700 widzów. Jakby tego było mało dorzucono jeszcze amfiteatr na 500 miejsc, scenę kameralną i organy. A wszystko to za ćwierć miliarda złotych. Ale przecież Unia płaci więc stać nas…

J
Jack

Biblioteka Międzyuczelniana w Stalowej Woli taka jest tylko z nazwy. Monumentalna, wybudowana za ponad 20 mln złotych, zaplanowana na milion woluminów czeka na jej wykorzystanie. Trzy uczelnie wyższe, które w założeniach miały przenieść do niej swoje księgozbiory nie chcą tego zrobić. Argumentują to zbyt wysokimi kosztami utrzymania i tym, że własnych obiektów (wybudowanych też z funduszy UE) mają pod dostatkiem. Władze miasta w trybie awaryjnym kupują więc książki, przenoszą tam zbiory innych okolicznych bibliotek… a nawet prywatne samego prezydenta. Planowana jest też zbiórka społeczna dzieł literackich wśród mieszkańców. To jednak pozwoli na zagospodarowanie tego obiektu najwyżej w minimalnym stopniu. Ale za to ogrzewać i konserwować będzie co…

J
Jack

Straszne głupoty piszesz. Nie jest prawdą, że powiaty zadłużone są z brania dotacji? Tak, czy nie? Przed wejściem do UE powiaty nie były tak zadłużone jak teraz. Dlaczego? Bo nie brały dotacji. Łatwo się wydaje cudze pieniądze, potem trzeba to spłacać. Pieniądze biorą się z pracy, nie z kasy powiatu, czy budżetu państwa. Kapitalizmu nie da się zbudować przez państwo. Samorządowcy chcą, żęby ich miasta ładnie wyglądały, vide Krzeszowice. Miejscowość ładnie wygląda po renowacji centrum z dotacji, ale co z tego, skoro nie jest w stanie spłacić zaciągniętych kredytów, nie myśli nawet o obniżce podatków od nieruchomości dla biznesu. Głupota samorządowców pcha ich do brania dotacji. Wyższym kwotom pomocy UE na jednego mieszkańca towarzyszy przeciętnie niższe tempo wzrostu gospodarczego.

g
gosc

wiekszosc miast tak robi,zaklady pracy biora kredyt na wyplaty

Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3