PKP zmodernizowało swoje warsy. Tak teraz będą wyglądały wagony restauracyjne [ZOBACZ]

Jerzy Wójcik
Jerzy Wójcik
Zmodernizowane wagony restauracyjne PKP Intercity PKP Intercity
Nowa odsłona popularnych WARS-ów (dziś nazywanych wagonami restauracyjnymi) w PKP Intercity. Spółka właśnie odebrała od firmy H. Cegielski z Poznania 10 zmodernizowanych wagonów restauracyjnych. Zostały wyposażone m.in. w klimatyzację oraz wzmacniacze sygnału telefonii komórkowej. Nie przypominają już wystrojem tych warsów sprzed lat, z charakterystycznymi blatami i barowymi siedzeniami.

Nowe wagony restauracyjne znajdą się w składach PKP Intercity jeżdżących po całej Polsce. Zmodernizowane warsy wyposażono w 12 stolików i 36 miejsc siedzących, a także półki i wieszaki umożliwiające wygodne umieszczenie bagażu czy zawieszenie np. kurtki czy płaszcza. W klimatyzowanych wagonach będzie można również skorzystać z darmowego, bezprzewodowego internetu. Pojazdy wyposażono we wzmacniacze sygnału telefonii komórkowej, a z myślą o osobach niewidzących – w oznaczenia w alfabecie Braille’a. Wagony są przystosowane do jazdy z prędkością 160 km/h.

- Przykładamy ogromną wagę do tego, by podróżowanie naszymi pociągami przebiegało bezpiecznie i komfortowo. Uzupełnienie taboru o 10 nowoczesnych wagonów restauracyjnych pozwoli nam na świadczenie wysokiej jakości usług gastronomicznym – mówi Adam Laskowski, Członek Zarządu PKP Intercity ds. inwestycyjnych.

Pamiętacie jeszcze czasy, gdy warsy w składach pociągów wyglądały tak?

Tak wyglądały dawniej warsy
Tak wyglądały dawniej warsy

Polska Press

Nie pamiętacie? Nie szkodzi, przypominamy tekst, który publikowaliśmy kilka ładnych lat temu. Powstał na bazie rozmów z pracownikami, którzy wspominają dawne czasy

Jedzie pociąg z daleka, nikt na stacjach nie czeka. A konduktor pijany obija się o ściany (o ściany). [...] Jedzie pociąg z daleka, śpią dróżnicy w swych budkach. Leci wagon po torze i butelki po wódkach (po wódkach)".

Na tekst piosenki wrocławianin Jerzy Gidelski reaguje widocznym ożywieniem. - To w 80 proc. prawda. To były wesołe czasy - śmieje się Gidelski, który w ciężkich, ale wesołych latach osiemdziesiątych był kierownikiem wagonu barowego. Spędził niejedną noc za barem warsu w pospiesznych do Białegostoku, Lublina, Olsztyna czy Jeleniej Góry.

- Czasy były inne, większość społeczeństwa korzystała z pociągów, mało kogo stać było na własne auto. Dlatego w wagonach barowych można było spotkać ludzi z różnych sfer - wspomina Jerzy Gidelski. - Najwięcej działo się w nocnym do Białegostoku. Nie wszyscy wytrzymywali trudy tak długiej trasy - śmieje się wrocławianin.

Pan poznaje panią

Dwanaście godzin, wpisane planowo w rozkładzie, zwykle pozostawało tylko na papierze. Zdarzało się, że rzeczywiście tyle jechał, ale częściej noc w wagonie barowym trwała trzynaście, czternaście, zdarzało się, że szesnaście godzin. A nic tak nie sprzyjało nawiązywaniu nowych znajomości, jak ciągnąca się w nieskończoność noc.

Generalnie scenariusz był zwykle podobny: pan poznaje panią/pani poznaje pana w przedziale klasy drugiej. Po wstępnej dyskusji na tematy ogólne zwykle padało zaproszenie: Może da się pan/pani zaprosić do warsu? Tam zaczynało się od kawki, herbatki, a kończyło na mocniejszych trunkach.

Oficjalnie w warsach sprzedawano piwo, ale niektórzy z obsługi wagonu barowego wiedzieli, że na mocniejszych trunkach, sprzedawanych spod lady, można nieźle zarobić. - Ja wolałem trzymać się przepisów, ale byli tacy, którzy kombinowali - opowiada Jerzy Gidelski. - A ryzyko było spore, często trafiały się wewnętrzne kontrole. Można było łatwo stracić pracę.

Ludziom trzeba pomagać

Podpite towarzystwo zwykle nie zamierzało opuszczać wagonu barowego aż do końcowej stacji. Czy zdarzało się, że ktoś przesadził z alkoholem? - Oczywiście - wspomina Gidelski. - Bywało, że i kobiety źle oceniły swoje możliwości - dodaje.

Czasem na alkoholu się nie kończyło. Procenty szły do głowy, przychodziła ochota na amory. Inżynierowie odpowiedzialni za konstrukcję wagonu barowego proroczo przewidzieli i takie sytuacje. Większość wagonów barowych miała dodatkowy przedział - kuszetkę z trzema miejscami do leżenia.

- To był przedział służbowy, wykorzystywany tylko przez nas, gdy jedna z osób, pracujących całą noc za barem, chciała się chwilkę zdrzemnąć - tłumaczy Jerzy Gidelski. Zapytany, czy pracownicy ściśle przestrzegali tych instrukcji, tylko się uśmiecha. - Wie pan, bywały sytuacje wyjątkowe. Ludziom trzeba pomagać - śmieje się Gidelski.

Klient na rauszu, to klient hojny!

W wielu historiach rodem z warsu przewijał się alkohol. Nic dziwnego - panowała niepisana zasada, że klient na lekkim rauszu to klient hojny. Podróżny po dwóch piwkach miał gest, zwykle przestawał też patrzeć na ceny, a zaczynał żyć chwilą. Dla niektórych chwila zamieniała się w całą noc. A później zdziwienie na widok dworca oddalonego o setki kilometrów od stacji początkowej. Alkohol niejednemu wydłużył podróż.

- Piwo kupowane w warsie służyło tylko jako utrwalacz - wspomina jeden z pracowników obsługi. - Podróżni znieczulali się mocniejszymi trunkami już w przedziałach, a do nas przychodzili tylko po szklaneczki. Po osiągnięciu dna butelki decydowali się na niebezpieczną podróż do warsu - dodaje.

Główne niebezpieczeństwo polegało na pokonaniu wąskiego korytarza, zwykle pełnego ludzi. W wagonie barowym warsowi imprezowicze znów odzyskiwali pewność siebie. Jednak byli pracownicy wagonów barowych wspominają, że, o dziwo, nigdy nie było problemów z porządkiem.

- Jasne, że czasem trzeba było wyjść zza lady zdyscyplinować klienta, ale nie przypominam sobie, żeby ktoś się stawiał - wspomina Jerzy Gidelski. - Mieliśmy piękne mundury kolejowe, dobre maniery i poważanie wśród pasażerów. Nie przypominam sobie, żeby kiedyś interweniowała milicja - dodaje.

Piwo można było legalnie sprzedawać. Ale nie "gołe" piwo. Przepisy nakazywały, by kupić do niego zakąskę. A to kanapkę, a to kiełbaskę albo koreczki serowe.

Serowe koreczki jechały tam i z powrotem

Nie było fuszerki. Kanapeczki musiały mieć idealną wagę. Nawet trzeba było brać poprawkę na wyschnięcie podczas jazdy. Czemu?
- Przychodził tajemniczy klient i poprosił jedną kanapeczkę z herbatką - opowiada Gidelski. - Z czasem już z daleka rozpoznawałem kontrolę: wewnętrzną warsu albo z sanepidu. Oprócz jedzenia sprawdzali paznokcie - czy czyste, czy nie za długie. Kontrolowano jakość towaru, wagę i cenę - dodaje.

Ale nawet kontrolerzy nie mieli wpływu na marny los koreczków serowych. Sprzedawane do piwa, nie dorastały do pięt partnerowi z zestawu, dlatego koreczki często jechały z obsługą warsu tam i z powrotem. Pasażerowie musieli kupować cały zestaw, ale w zupełności zadowalali się piwem, którego nie można było wtedy dostać w sklepach.

- Mieliśmy fulla wrocławskiego - wspomina Jerzy Gidelski. - To było piwo o uznanej marce w całej Polsce. Jak pociąg jechał z Wrocławia, to było wiadomo, że złocistego napoju ze stolicy Dolnego Śląska nie zabraknie. W sklepach próżno go było szukać, ale w warsie full musiał być - podkreśla Gidelski.

O wyższości bigosu nad schabowym

Gdy pociąg ruszał w nocną trasę z Wrocławia do Olsztyna, obsługa potrzebowała około pół godziny, by przygotować wszystko przed otwarciem baru. Zwykle wars otwierał swoje podwoje gdzieś za Obornikami Śląskimi. Ale spragnione chłodnego piwka twarze przyklejały się do warsowych szyb zaraz po odjeździe z Wrocławia Głównego.

Ale nie tylko z napojów słynął bufet na kółkach. Wars przez lata nieodmiennie witał klientów kotletem schabowym, a czasami na talerzu lądował jego kuzyn - kotlet z serem. Ale należał on do bardzo rzadkich i wyjątkowych okazów gastronomii uspołecznionej.
W kulinarnym menu przez całe dziesięciolecia królował za to bigos. Kiedy wychodził w słoikach z magazynów i pieścił podniebienia kolejowej dyrekcji, był daniem cud. W PKP do dzisiaj jeszcze wspomina się ten smak i zapach. We wspomnieniach podróżnych budzi obrzydzenie.

Bigos marki Wars miał jedną, docenianą wówczas zaletę. Szybko dawał się rozmnażać. Sprawny kierownik baru z jednego słoika robił ich kilkanaście. Jak? Dorzucając wszystko, co mu wpadło w ręce. Musiał przecież zaspokoić głód na trasie Warszawa - Kraków - Katowice, Szczecin - Poznań czy Opole - przez Wrocław - Zielona Góra.

Współczesny wars bigosu nie uznaje. - Żałuję - wzdycha Artur Kowalczyk, wicedyrektor firmy związany z nią od 20 lat, a przez 18 konduktor wagonów sypialnych. Doczekał tu czasów, kiedy bigos przeszedł w niebyt i historię, ale zrobił nowe otwarcie na świat. Gotowaną kapustę zastąpił delikatny łosoś, a buła z kiełbasą i z serem wymieniła się miejscem z naleśnikiem po włosku wypchanym ciepłym nadzieniem.

Kufelek pod specjalnym nadzorem

Takim rozdaniem wars zaczął swoją rewolucję w poczęstunkach i podejściu do klienta.
Zasada pierwsza. Klient przestał się męczyć, zamawiając każdy składnik dania z osobna. Teraz ma do wyboru gotowy zestaw.
Zasada druga. Obsługa warsu jest schludna, miła, uśmiechnięta i życzliwa. Przeszkolona, z dyplomem o specjalności w dziedzinie kucharz albo barista.

Zasada trzecia. Kelner uczy się nieustannie i ćwiczy autoprezentację i odporność na stres. - Dawniej pasażerowie byli bardziej otwarci i potrafili się integrować, a podróż pociągiem miała wiele uroku - wspomina Maciej Rączka, konduktor z warsu, w jednym z numerów "Kuriera PKP".- Zdarzało się, że cały wagon wspólnie gotował herbatę i pił ją w szklankach, a nie, jak teraz, w papierowych kubkach.

- Piwo jasne! Piwo jasne! - przepitym barytonem zachęca do konsumpcji dworcowy biznesmen, przemykając szybko przez korytarze pospiesznego do Zielonej Góry. W warsie złotego trunku oficjalnie napić się już nie można.

Surowe przepisy wypleniły z warsu pospolite chamstwo. Na pocieszenie ajenci kolejowych barów mogą poczęstować zrozpaczonych klientów ustawą o wychowaniu w trzeźwości. Są nieczuli na prośby, błagania i nalegania. Nie dają się namówić na nic mocniejszego, bo na liniach krajowych obowiązuje prohibicja i już.

Kierownictwo warsu chciałoby o piwo powalczyć. IC, ekspresami i pospiesznymi kursują przecież parlamentarzyści, biznesmeni i artyści. Prawie zawsze w drodze z pracy i do pracy, więc zazwyczaj trzeźwi.

Jak budować dobre relacje z ludźmi? #ZROZUM

Wideo

Komentarze 12

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

N
Natalia Trefler

Szybko je zdemolują chuligani z tej listy:

CZARNA LISTA DOLNOŚLĄSKICH MIKOLI - KOLEJNA WAŻNA AKTUALIZACJA, PRZECZYTAJCIE KONIECZNIE!!!

Uwaga! Podajemy listę mikoli zidentyfikowanych z imienia i nazwiska aktywnie hejtujących na portalach internetowych starania o reaktywację niektórych lokalnych linii kolejowych na Dolnym Śląsku, gdzie także zniesławiają oraz wulgarnie obrażają różne osoby. Trolle te szczególnie upodobały sobie linię kolejową Jelenia Góra - Lwówek Śląski, gdzie Koleje Dolnośląskie niedawno zlikwidowały wszystkie pociągi a lokalne społeczności aktualnie walczą o ich przywrócenie.

Paweł Kukurowski alias "Leuthen"

Bezrobotny historyk z Wrocławia, naczelny troll stale hejtujący Lwówek na wszystkich portalach, który nienawidzi za to, że są tam historycy, którzy publikują więcej książek od niego i których uważa za konkurencję. Podszywa się pod różne znane osoby (np. byłego sołtysa Marczowa) i nagminnie zniesławia regionalnego historyka Szymona Wrzesińskiego. Troll wreszcie został zidentyfikowany z imienia i nazwiska na stronie Polskiego Radia Wrocław: https://www.radiowroclaw.pl/articles/view/91891/Samorzad-wojewodztwa-dolnoslaskiego-przejmuje-od-PKP-100-km-linii-kolejowych

Piotr Rachwalski

Sfrustrowany mikol z Wągrowca, który publikuje na Facebooku wpisy ośmieszające kolej do Lwówka Śląskiego i miasto. Wcześniej jako prezes Kolei Dolnośląskich zlikwidował wszystkie pociągi do Lwówka i wygasił frekwencję na tej linii. Zamiast pracować dzień w dzień spamuje internet głupimi wpisami o tematyce kolejowej, przez co najpiew wyleciał ze stołka prezesa Kolei Dolnośląskich, a teraz wywalono go z kolejnej posadki - dyrektora Parku Wodnego Aqua-Zdrój w Wałbrzychu.

Kamil Styrna

Krzysztof Czarnecki

Maciej Miłosz

Wiktor Lis

Piotr Kowalski

Pięć trolli ze Świdnicy obrażających mieszkańców Lwówka Śląskiego na dolnośląskich portalach i hejtujących pociągi do Lwówka. Pierwszy z wymienionych użytkowników znany jest również z portalu "Rynek Kolejowy", gdzie zakłada dziesiątki fakekont.

Radosław Miśta

Grzegorz Jóźwicki

Adolf Warski

Rafał Skrzatek

Marek Świtalski

Jakub Adamczyk

Dariusz Wojciechowski

Tomasz Warszawski

Adam Mikołaj Maćkowiak

Bartosz Jewsiewicki

Damian Chrustowski

Maciej Gorzechowski

Robert Mitura

Jacek Kaźmierczak

Jacek Wielgus

Emil Sawicki

Tomek Janiszewski

Jarosław Lizak

Kamil Oroń

Andrzej Sosna

Kamil Cywicki

Michał Dadełło

Marek Robert Hejduk

Alojzy Krzywonos

Marek Kramarz

Dominik Sieradz

Mieczysław Dziki

Nikodem Mrówczyński

Mateusz Lalka

Mikole głównie z Wrocławia i okolic, zidentyfikowane z imienia i nazwiska na podstawie komentarzy na Facebooku oraz kolejowych forach, piszące anonimowo też na innych portalach. Wywołują kłótnie i obrażają mieszkańców z okolic Jeleniej Góry i Lwówka Śląskiego.

Grzegorz Oleś "Światowid"

Troll z Przesieki, przewodniczący Komitetu Obrony Dolnośląskich Linii Kolejowych (KODLK), który zamiast ratować lokalne linie kolejowe wywołuje albo podsyca w internecie kłótnie mające na celu torpedowanie remontów tych tras.

Jakub Madrjas

Michał Szymajda

Kamila Bielawska

Redaktorzy i moderatorka "Rynku Kolejowego" (zwanego w środowisku kolejowym nie bez powodu "Rynsztokiem Kolejowym"), którzy wykorzystując swoje uprawnienia moderatorskie preparują dyskusje aby były zgodne z ich poglądami, obrażają różne osoby, publikują zniesławienia osób zaangażowanych w działalność na rzecz ratowania lokalnych linii kolejowych, rozpowszechniają nieprawdę, sabotują wysiłki o ratowanie niektórych linii kolejowych na Dolnym Śląsku itd. Podobna aktywność też na Facebooku i prawdopodobnie też innych portalach.

N
Natalia Trefler

CZARNA LISTA DOLNOŚLĄSKICH MIKOLI (ciąg dalszy)

Marcin Medyk

Adwokat z Kluczborka (zam. Kluczbork, ul. Krakowska 22), który zamiast dbać o przestrzeganie prawa obraża na różnych portalach osoby, z którymi nie zgadza się w poglądach, nęka te osoby, spamuje portale hejtem i wyzwiskami oraz publicznie zniesławia byłego sołtysa Marczowa.

Artur Kotlarek

Mikol ze Świeradowa (piszący też pod nickiem "kociol2009", "kaja805" i innymi), który uważa swoją linię do Świeradowa za pępek świata, w związku z czym hejtuje reaktywacje innych okolicznych linii, spamuje lokalne fora z wielu nicków i zmienia oceny przy komentarzach za pomocą skryptów.

Michał Nadolski

Agnieszka Szymkiewicz

Pseudodziennikarze świdnickiego szmatławca Swidnica24.pl, którzy odpowiadają za obelżywe wyzwiska pod adresem mieszkańców Lwówka Śląskiego pojawiające się na tym portalu przy artykułach o tematyce kolejowej.

Powyższa lista ma charakter informacyjny i ma na celu ostrzeżenie czytelników, miłośników kolei i osoby z branży kolejowej przed trollami, spamerami i hejterami notorycznie wywołującymi kłótnie i publikującymi kłamliwe komentarze, w związku z nasileniem się w ostatnim czasie takich działań w internecie pod artykułami o kolei na Dolnym Śląsku.

Lista będzie na bieżąco aktualizowana i publikowana.

Rozpowszechnianie dozwolone, a nawet wskazane.

Komitet Obrony Dolnośląskich Linii Kolejowych Przed Mikolami (KODLKPM)

w
wieprz ze Świniar

Wrocławianie oczekują bazaru, gdzie można kupić tanią marchewkę, używane portki i różne klamoty z szabru, a nie dworca. I tak nikogo tu nie stać na bilety na pociąg.

G
Grzegorz Koleś

Wsioki z Wrocławia jak przyjeżdżają do Jeleniej Góry to wszędzie syf zostawiają.W restauracjach,w parkach i wszędzie gdzie się nie pojawią.Co to za bydło,kto je spłodził?

M
Magdalena Cywicka

Proszę popatrzeć skąd ten pociąg jechał. Z Wrocławia! Pasażerowie z tego miasta bez przerwy albo by sr.ali alb sz.czali. Najgorsze śmie.rdzele w pociągach. Pociągi wyjeżdżające z Wrocławia już na starcie mają zawalone kible gó.wnem, cuchną knyszą i innymi zabużańskimi "zapachami". Mimo że po powrocie np. z Jeleniej Góry były czyste. Wiem jak jest, bo pracuję w KD jako konduktorka. Niestety, ale jak pasażerowie zachowują się jak bydło, to i traktuje się ich jak bydło. Proszę nie mieć pretensji do obsługi pociągu.

d
do małgorzata

Zapytaj wsiocławski śmieciu matkę, ile śniegu między kopyta napchała, że takiego bałwana jak ty urodziła. Byłeś zimny i śliski po porodzie więc wypadłeś jej z rąk na posadzkę. Kupę masz zamiast mózgu i aż dziw bierze, że umiesz pisać.

B
Beatrycze

Zgorzelec w ogóle nie potrzebuje aż tylu pociągów do Wrocławia. Nowa Ruda nie ma ani jednego i żyje. Podobnie Gryfów Śląski. A mieszkańcy tych miast też jeżdżą załatwiać różne sprawy do miasta. Dlatego dobrym pomysłem jest wydłużenie niektórych pociągów Jelenia Góra - Görlitz do Drezna (na początek 3 pary wystarczą: rano, po południu i wieczorem). Frekwencja na pewno byłaby dużo wyższa niż z Wrocławia, bo Niemcy kochają jeździć w góry pociągami. Dla porównania: z Drezna do Liberca jeździ 5 par pociągów dziennie i jeżdżą one mocno napełnione. A do Wrocławia tylko trzy i wożą powietrze. Skierowanie Desir z Niemiec do Jeleniej Góry pozwoliłoby uwolnić SZT, których jest poważny deficyt i skierować jedną sztukę na inną trasę. I tak, 3 pary pociągów Wrocław - Węgliniec - Zgorzelec, plus 3 pary Jelenia Góra - Drezno, plus 3 pary Jelenia Góra - Görlitz (skomunikowane w Lubaniu z pociągami Wrocław - Jelenia Góra - Wrocław) byłoby optymalnym rozwiązaniem.

N
Noema

Powiem wprost. Uważam, że pociągów KD do Zgorzelca jest za dużo, szczególnie poza sezonem grzybiarskim. Wiele razy byłam w Zgorzelcu i widziałam przyjeżdżające pociągi KD, z których wysiadało ok. 10 osób. Pisałam o tym na forum. O pustym Dreźnie pisali inni forumowicze.

To jest marnotrawstwo pieniędzy podatników, bo wożenie powietrza to nic innego jak wyrzucanie pieniędzy w błoto. Być może te pociągi przydałyby się w inne regiony, gdzie połączeń jest dużo mniej lub nie ma ich wcale. Na przykład do Jeleniej Góry/Szklarskiej Poręby. Czy naprawdę do Zgorzelca pociąg KD musi jeździć średnio co 2-3 godziny?

Mnie jako mieszkankę Wrocławia zadowoliłyby dwa pociągi KD. Do Jeleniej Góry i Wałbrzycha, tak jak było jeszcze 70 lat temu. Więcej tutaj nie potrzeba. A zgorzeleckiemu mikolstwu ciągle mało, i mało. To jest bardzo irytujące! Zwłaszcza, że o grzybiarzach przyjeżdżających w Bory Dolnośląskie w zasadzie nic nie mówicie. Te pociągi, waszym zdaniem, są potrzebne zgorzelczanom. Skoro tak to takich samych połączeń potrzebują lwówczanie! A co, oni gorsi, mniej mobilni?

M
Michał Dadełło

Koleje Dolnośląskie Legnica? SKANDAL ZA SKANDALEM.

To,że brakuje maszynistów nie znaczy,że Ci którzy jeżdżą będą stosowali przepisy z nieba wzięte? idąc śladem tej interwencji i takiego rozumowania,to powinni wyrzucać też tych z telefonami komórkowymi,których akumulatory częściej wybuchają od tych z wózka,poza tym jest ich sporo w każdym kursie,a nie sporadycznie jak w przypadku hulajnogi,czy wózka inwalidzkiego,bądź roweru? który to numer regulaminu wspomina o wózku i zakazie, a który o rowerze elektrycznym,a wózek inwalidzki to doczepiamy z tyłu za pociągiem???

w
wsiocławianka

na naszym dworcu nic nie działa jak powinno.. zapowiedzi za ciche taśmociągi nie windy tak se pojada lub nie a schody ruchome to zwykle zasikane piszczą... WROCŁAW GŁÓWNY

W
Władysław Chołda

Wypowiem sie tzw skrótem myślowym... Transport publiczny jest transportem publicznym i ma obowiązki... Ten "mądry" maszynista pewnie już by nie rozróżnił roweru od roweru hybrydowego... Tydzień temu jechałm KD z JG do Wrocka i conajmniej w jednym wagonie było kilka elektrycznych hlajnog i tam one przeszkadzały, mimo że mniejsze od bicykli i złożone leżały pod siedzeniami... Oczywiście rozumię, że Wrocław ma kompleksy WSI!, ale dziennie jest więcej wypadków we Wro niz z pożarem hulajnog w ciągu 10 lat. A tak na marginesie, jak raz w roku kozystam z usług przewoźnika, to teraz w JG po wejściu do pociągu KD, każe maszyniście czekać aż zapoznam się z regulaminem, no to kilka minut... Maszynista ma jechać bezpiecznie!!! To co powiedziałem nie znaczy, że zgadzam się z zachowaniem tego pana! Może jednak niech KD zacznie oferować usługi a nie kończyć pracę o 18 - tej....!

K
Krzysztof Czarnecki

Apeluję do wszystkich złomiarzy w okolicy. Nie rozbierajcie tej linii! Nie rozbierajcie świeżo wyremontowanych torów do Sobótki!! Nie rozbierajcie ich, tylko wysadzajcie!!! Będzie szybciej.

Dodaj ogłoszenie