Nie żyje Tadeusz Łuczak - legenda Warty z kapitańską opaską Śląska Wrocław [HISTORIA ŚLĄSKA WROCŁAW]

Jakub Guder
Jakub Guder
Nie żyje Tadeusz Łuczak. Był jednym z pierwszych cywili w barwach Śląska. Grał u legendarnego Kazimierza Górskiego w młodzieżowej reprezentacji Polski, a potem we Wrocławiu zakładał opaskę kapitana.

Tadeusz Łuczak zmarł w wieku 81 lat w szpitalu HCP w Poznaniu. Był legendą Warty Poznań, ale dobrze wspominają go także kibice Śląska Wrocław, w którym zakładał nawet kapitańską opaskę.
– Tadziu to jeden z jeden z najwybitniejszych zawodników lat 60. i 70. w Warcie Poznań. Świetny człowiek i bardzo dobry piłkarz. Był wzorem do naśladowania dla mnie i innych zawodników z młodszego pokolenia, które miało okazję grać z nim w jednym zespole – wspomina na klubowej stronie Andrzej Żurawski, który do dziś szkoli młodzież w Akademii Warty Poznań.

W czerwcu tego roku Gazeta Wrocławska rozmawiała z Tadeuszem Łuczakiem. Efektem tej rozmowy był długi tekst, w którym opowiedzieliśmy historię Łuczaka, a on zdradził swoje kulisy gry w Śląsku Wrocław.

!!! WAŻNE! TEKST POWSTAŁ W CZERWCU 2020 ROKU !!!

Piłka była numerem jeden. Od najmłodszych lat. Kto miał piłkę, ten czuł się na podwórku najważniejszy. Tadeusz Łuczak mieszkał niedaleko stadionu Lecha Poznań. - Chodziłem na mecze, trochę mu kibicowałem – przyznaje. Jednak ekipa jego kumpli z bloku chodziła na Wartę. Było nieco dalej, ale w drodze na stadion można było pośpiewać.

Łuczak urodził się na Kresach Wschodnich, w Borysławiu, w dawnym województwie lwowskim. To tam na służbę trafił jego ojciec Józef, który był ułanem. Gdy odsłużył swoje, znalazł tam pracę w cywilu. Kiedy jednak wojna się skończyła, całą rodzinę Łuczaków wsadzono do bydlęcego wagonu i wywieziono na Zachód. - Pamiętam tę trasę podkarpackimi dolinami. Pociąg, który nas wiózł, potrafił stać długo w szczerym polu. Wszystkie potrzeby musieliśmy załatwić na zewnątrz, bo przecież toalet nie było – wspomina.

Najpierw trafili do Krosna, skąd pochodziła matka Tadeusza Łuczaka Anna. - Ojcu tam jednak nie pasowało. Jego rodzina mieszkała w Wielkopolsce, koło Jarocina. Tam udało u się wkrótce załatwić mieszkanie. Po dwóch-trzech latach przenieśliśmy się do Poznania, na Dębiec. Tata pracował w zakładach Cegielskiego – opowiada nasz bohater. Starszy brat poszedł do szkoły oficerskiej.

Tadeusz Łuczak do Warty Poznań trafił mając 13 lat. Powiedzmy to szczerze – ojciec nie był zachwycony, że w tak młodym wieku chodzi na treningi, ale że jego syn nie miał nigdy problemów z nauką, to Józef nie miał tej satysfakcji i nie zabronił mu futbolu. Zresztą kariera nastoletniego Tadka nabierała tempa. W wieku 15 lat trafił już do pierwszej drużyny Warty Poznań. Debiut przyszedł jeszcze przed 17. urodzinami. We wrześniu 1956 roku zagrał w wygranym 4:1 meczu z Marymontem Warszawa. Wpisał ię nawet na listę strzelców.

Kolejnym ważnym krokiem w karierze było powołanie do juniorskiej reprezentacji prowadzonej przez legendarnego Kazimierza Górskiego. Nie było wówczas łatwo dostać się do takiej drużyny. Większość kadry pochodziła z Górnego Śląska, ewentualnie z Krakowa. Na dodatek Warta nie grała wtedy w najwyższej lidze. - „Sport” pisał od czasu do czasu, że strzeliłem bramkę – uśmiecha się Łuczak.

Pierwszym etapem selekcji były obozy organizowane we Wrocławiu. Pojawiało się tam kilkudziesięciu piłkarzy, którzy przechodzili m.in. lekkoatletyczne testy. - Biegi szybkościowe, skok w dal… Wszędzie byłem w czołówce. Miałem też szczęście do dobrych trenerów w klubach. W Poznaniu pracowałem z Michałem Matyasem (olimpijczyk, przedwojenny napastnik Pogoni Lwów, potem trener reprezentacji Polski) – wspomina były zawodnik Śląska Wrocław. W ten sposób dostał się na obóz przygotowawczy w Sudety. Tam już trenował z Górskim.

- Umiał zdobyć sobie nasze zaufanie. Miał też uznanie, bo grał w lidze w Legii. Nie było u niego ostrych reżimów. Nazwałbym to raczej perswazją. Potrafił dotrzeć do człowieka. Był trochę jak ojciec – wspomina Łuczak. Gdy zaczynał się obóz w Szklarskiej Porębie, wszyscy wypożyczali narty – nieważne, czy ktoś potrafił, czy nie potrafił jeździć. Zbiórka o szóstej rano i w wymarsz w teren. - Szybko nauczyłem się jeździć po płaskim. Wszystkim nam się te narty podobały – zdradza nasz bohater

- Powołanie do młodzieżowej kadry Górskiego to było olbrzymie wyróżnienie. Być w reprezentacji to olbrzymia szansa. Każdy, kto tam trafiał, nie myślał o wyskokach. Górski nie musiał nas gonić czy karać – wspomina Łuczak, dla którego było wielkim zaskoczeniem, gdy dostał się już do właściwej drużyny. - To było 20 chłopaków, którzy grali już w I lidze, byli znani, mieli swoją wartość. Większość pochodziła ze Śląska. Zresztą tam jeździliśmy ciągle na mecze. Musiałem ich pokonać w drodze do reprezentacji – opowiada.

Koszulka z orłem na piersi pozwoliła Łuczakowi wyjechać na Zachód. Reprezentował Polskę na dwóch turniejach UEFA w Hiszpanii (1957r.) i w Luksemburgu (1958r). Dziś nazwalibyśmy te rozgrywki mistrzostwami Europy do lat 18, chociaż nieoficjalnymi.
- To było jak jakieś zderzenie. Już sam lot do Madrytu budził emocje. Graliśmy na stadionie Realu. Pamiętam odwiedziny Raymonda Kopaczewskiego – opowiada Łuczak. Kopa – jak mawiali Francuzi – był francuskim piłkarzem polskiego pochodzenia, który w latach 1956-59 grał w Realu. W 1958 roku na mistrzostwach świata w Szwecji z reprezentacją Trójkolorowych sięgnął po brąz, a potem otrzymał od France Football Złotą Piłkę. Dla polskich nastolatków, to była ikona. - Żal tylko, że nie mam z tej wyprawy żadnych pamiątek – dodaje wówczas zawodnik Warty Poznań.

- Mieliśmy swój hotel ze wspaniałą obsługą. Wszyscy ci ludzie tam byli bardziej uśmiechnięci. No i 80 tys. ludzi na stadionie robiło wrażenie. Wolny czas mieliśmy dobrze zorganizowany – kino, teatr. Wszystko robiło na nas bardzo duże wrażenie – przypomina sobie nasz bohater.

Po turniejach młodzieżowych nadszedł czas poboru do wojska. Tak przyszedł rozkaz stawienia się w jednostce we Wrocławiu. Pierwsza część tej służby, to nie była od razu piłka, ale normalna kompania szkoleniowa. Po prostu z rekruta trzeba było zrobić żołnierza. To była jesień 1959 roku. Warta walczyła wówczas o utrzymanie, dlatego dogadała się jeszcze ze Ślaskiem by, Łuczak do końca rundy grał w jej barwach. No i tak przyszło mu zagrać przeciwko… Śląskowi. Spotkanie zakończyło się remisem. Na wiosnę 1960 roku Łuczak – wraz z innymi poborowymi (głównie ze Śląska) zakładał już koszulkę Śląska.

W drużynie zadebiutował 13 marca 1960 roku w wygranym 3:1, wyjazdowym meczu ze Stilonem (wówczas Unią) Gorzów Wielkopolski. Tydzień później strzelił swoją pierwszą bramkę dla WKS-u. Na listę strzelców wpisał się już w 1 min. pojedynku z Calisią, pokonując bramkarza rywali efektowną główką. Tamten mecz Śląsk wygrał aż 8:0, a Łuczak do gola dołożył jeszcze trzy asysty.

II-ligowy WKS grywał wówczas na zmianę – to na Oporowskiej, to na Stadionie Olimpijskim, gdy przyjeżdżał lepszy przeciwnik. Po mieście kręciło się sporo wojskowych, więc piłkarze w mundurach nie byli tak popularni i rozpoznawalni jak dzisiejsze gwiazdy ekstraklasy. - Większa popularność przyszła, gdy poszedłem do cywila – przyznaje Łuczak.
Poza tym piłka nożna to była tylko jedna z wielu sekcji Śląska w tamtym czasie. - Była lekkoatletyka. Bardzo dobrze znaliśmy się z koszykarzami, którzy byli wówczas potęgą. Do tego piłka ręczna. Chodziliśmy i oglądaliśmy te wszystkie mecze. Spotykaliśmy się wspólnie w kawiarni – opowiada.

Niestety, szybko przyszła poważna kontuzja – zerwanie ścięgna stawu skokowego. Pech przyszedł w towarzyskim meczu reprezentacji Wrocławia z Opolem w Raciborzu. Łuczak wrócił do Poznania, a swoją szansę zwietrzyła w tym Warta. Łuczak dochodził do zdrowia i była szansa, że w kilku ostatnich meczach „Zielonych” zagra. To jednak nie pomogło drużynie, która spadła z ligi. Łuczkowi znów groził pobór do wojska. - Przekonali mnie, żeby z wojskiem nie zadzierać i tak pojawiłem się znów we Wrocławiu. Poczyniono wszelkie starania, żeby to wszystko uregulować i tak oto byłem w drużynie jednym z pierwszych cywili – opowiada.

W pierwszym meczu sezonu 1961 (grano wówczas systemem wiosna-jesień) Śląsk pokonał 2:0 Polonię Warszawa. Łuczak zagrał bardzo dobrze, a spotkanie z trybun oglądał sam Kazimierz Górski.

Łuczak bardzo dobrze wspomina swój pobyt we Wrocławiu. Sportowo drużyna zaczynała pukać do czołówki II ligi, ale kręciło się także życie towarzyskie. Piłkarze przesiadywali głównie w restauracji KDM (KDM – Kościuszkowska Dzielnica Mieszkaniowa) przy pl. Kościuszki. - Mieliśmy tam swoich fanów, swoją orkiestrę – uśmiecha się Łuczak. Duszą towarzystwa był trener Władysław Giergiel. - Mógł gadać cały czas. Upiększał wszystko, przestawiał, był głównym narratorem, a my zrywaliśmy przy tm boki. Byliśmy zafascynowani jego opowieściami- wspomina Tadeusz Łuczak.

Jeden ze swoich popisów trener Giergiel dał kiedyś w podróży pociągiem do Gorlic na ligowy mecz z Krosnem. - Trener miał jakąś część etatu w milicyjnej Gwardii Wrocław, więc miał też milicyjną legitymację. Pociąg do Gorlic był zapchany, ale w naszym przedziale było mniej osób, niż było miejsc. Ludzie więc chcieli do nas wejść. On wtedy wyszedł, wyciągnął tę legitymację i powiedział, żeby nikt się do nas nie dobijał, bo on wiezie tutaj bardzo ważnych więźniów. Oczywiście zrobił to w swoim stylu. Trudno nam było zachować powagę. A ludzie? No cóż – pokiwali tylko głowami – śmieje się Łuczak, który we Wrocławiu zaczął zakładać opaskę kapitana. - Ranga kapitana była jednak inna – przypomina. - Często bywało tak, że jak do jakiegoś piłkarza przyjeżdżała rodzina czy narzeczona, to on prosił, czy nie może być dziś kapitanem i wyprowadzić drużyny na mecz. Takich zmian było dużo. Zresztą podobnie było z numerami na koszulkach. Nie były przypisane do konkretnych zawodników. Jedyna zasada była taka, że wyjściowy skład musiał mieć koszulki z numerami od 1 do 11 – wyjaśnia.

Tadeusz Łuczak w sezonach 1961 i 1962 zagrał we wszystkich meczach Śląska. Był uważany wówczas za najbardziej wszechstronnego zawodnika tamtej drużyny. Bardzo dobrze rozgrywał piłkę. To on był taktycznym dowódcą na boisku. Latem 1962 roku doznał urazu podczas tournée w Holandii i w sezonie 1962/63 (pierwszy sezon już w systemie jesień-wiosna) opuścił… jeden mecz.

W czerwcu 1962 roku Łuczak zmienił stan cywilny. Jego ślub był dużym wydarzeniem w klubie. W tym wyjątkowym dniu towarzyszyli mu koledzy z drużyny i działacze Śląska. Jednym z tych działaczy był jego brat Zdzisław - zawodowy żołnierz, który wiele lat pracował w wojskowym Śląsku na różnych stanowiskach. Pułkownik Zdzisław Łuczak do dziś mieszka we Wrocławiu.
Jak się miało później okazać – ślub był początkiem końca gry Tadeusza Łuczaka w Śląsku. Do powrotu do Poznania zaczęła namawiać go żona i uległ w końcu tym namowom. Dziś twierdzi, że gdyby został wówczas we Wrocławiu, to pewnie zrobiłby większą karierę. Zresztą rok po jego odejściu (w sezonie 1963/64) WKS pierwszy raz w historii awansował do I ligi (ekstraklasy). Łuczak już nigdy w niej nie zagrał.

Wiosną 1970 awansował z Wartą ponownie do II ligi i w sezonie 1970/71 przyszło mu rywalizować ze Śląskiem. W barwach Zielonych grał do jesieni 1973 roku. Po zakończeniu kariery piłkarskiej trenował kolejne pokolenia piłkarzy Warty w różnych kategoriach wiekowych oraz lokalne kluby okręgu poznańskiego. Wiosną 1994 roku krótko prowadził Wartę w ekstraklasie. Jego najbardziej znanym wychowankiem jest reprezentant Polski Maciej Żurawski. W 2012 r. został uznany trenerem stulecia Warty.

Współpraca – Krzysztof Mielczarek

!!! WAŻNE! TEKST POWSTAŁ W CZERWCU 2020 ROKU !!!

EURO 2020: Kiedy zagramy, jeśli awansujemy?

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie