Marek Krajewski skończył pisać najnowszy kryminał. Znamy tytuł

RSM
Marek Krajewski ukończył najnowszą powieść. To zdjęcie, z maszynopisem, umieścił na swojej stronie na Facebooku
Marek Krajewski ukończył najnowszą powieść. To zdjęcie, z maszynopisem, umieścił na swojej stronie na Facebooku Facebook Marka Krajewskiego
Marek Krajewski, wrocławski pisarz, twórca książek o Eberhardzie Mocku i Edwardzie Popielskim skończył pisać najnowszą powieść. Powiadomił o tym fanów w niedzielę, 9 marca, na swoim profilu na Facebooku. Jako dowód dołączył swoje zdjęcie z maszynopisem.

- Skończyłem pisać nową powieść! - informuje na FB Marek Krajewski - Taką radosną wieścią dzielę się dzisiaj z Państwem. W miniony wtorek, tzn. 04/03/2014 o godzinie 14:39 postawiłem ostatnią kropkę w mojej nowej powieści. Już w niedzielę widziałem, że zbliżam się do końca, ale nie potrafiłem przewidzieć, ile dni zajmie mi finisz. W poniedziałek pracowałem jak w transie przez cały dzień, zaniedbując przy tym codzienne obowiązki. Po jedenastu godzinach pisania stanąłem przed dylematem: albo pisać dalej, jeszcze kilka godzin, do pierwszej - drugiej w nocy, i skończyć książkę, albo spokojnie i bez zamęczania się dotrzeć do mety we wtorek. Bolała mnie głowa, kręgosłup i oczy, zaczerwienione od wpatrywania się w monitor. To właśnie te dolegliwości sprawiły, że wybrałem drugie wyjście. Postanowiłem się zatem „zresetować” i poniedziałkowy wieczór spędziłem przed telewizorem, oglądając dwa ostatnie odcinki niedawno przeze mnie zakupionej pierwszej serii znakomitego serialu amerykańskiego pt. „Breaking Bad”. We wtorek, po niespokojnej nocy, ruszyłem do pracy o ósmej rano i – prawie nie wstając od komputera – pisałem do 14:39. O tej właśnie godzinie odetchnąłem z ulgą tak mocno, że poruszyły się papiery na moim biurku - pisze na swoim facebookowym profilu

Przy okazji autor zdradza, o czym jest jego najnowszy kryminał i jaki będzie miała tytuł: - Akcja powieści „Władca liczb”, bo takim ją opatrzyłem tytułem, rozgrywa się we Wrocławiu w roku 1956. Popielski ma lat siedemdziesiąt i pracuje w pewnej kancelarii adwokackiej de iure jako pełnomocnik do specjalnych poruczeń, de facto – jako detektyw. Mimo podeszłego wieku mój bohater jest człowiekiem pełnym sił witalnych oraz sprawnym i przenikliwym śledczym. Sprawa tajemniczych samobójstw zaprowadzi go w świat, którego jego racjonalny umysł nie potrafi pojąć. Świat matematyki, mistyki i zbrodni, który jest naznaczony piętnem złowrogiego demona – tytułowego „Władcy liczb”.

Premiera najnowszej książki Marka Krajewskiego planowana jest na wrzesień 2014 roku.

Wideo

Komentarze 5

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

P
Prawdziwy Wolak

Kaziu,a tak na marginesie to z główką wszystko O.K.?
Bo jeśli nie, to natychmiast pędź po nowa porcje leków!

P
Przemeke

Spodziewam się masy komentarzy w stylu "Krajewski grafoman" albo "Książki schodzą na psy". I może faktycznie, pisarzem nie dla wszystkich musi być dobrym, powieści nie wszystkim muszą się podobać, ale fakty: czyta się to świetnie i jest to niezła literatura. Mamy jakąś serię, jakąś ciągłość. Może Krajewski powinien wrócić do Mocka? W końcu Sherlock Holmes musiałby żyć ze 150 lat aby rozwiązać wszystkie swoje zagadki. Dużo hejtów w internecie w stronę naszego pisarza, a prawda jest taka, że ludzie to kupują i ma to jakąś jakość, a przede wszystkim lokalność, której wszyscy nam zazdroszczą - że możemy oczami wyobraźni śledzić poczynania bohatera po ulicach naszego Wrocławia. A, że Krajewski uważa siebie za rzemieślnika, to jak nazwać Pratchetta, który ma swoją "fabrykę" powieści i wtórny jest po stokroć a mimo to nadal wielbiony. Więcej luzu, Panie i Panowie.

G
Gość

Nie da się ukryć, że cykl z Popielskim nie dorównuje temu z Mockiem, a ostatnia książka była jedną w ogóle z najsłabszych w obu seriach (w szczególności łopatologiczne i nieciekawe wyłożenie w postaci pojedynku profesorów specyficznej metafizyki, występującej w świecie przedstawionym, całkiem poważnej, nieważne, jak bardzo autor będzie się tego wypierał, twierdząc, że tworzy li tylko "godziwą rozrywkę"), ale i tak kupię i przeczytam kolejny tom. Szczególnie, że rok 1956 brzmi ciekawie, poluzowanie systemu otwiera możliwość spokojnego prowadzenia narracji, bez diabłów wyskakujących z pudełek, chętnie zobaczę, jak Pan Krajewski zrekonstruuje powoli już oswajane, wstające z ruin miasto, ludek je zamieszkujący i półświatek.

K
Kazik

Byłoby wiele do wyjaśnienia... I nie byłaby to fikcja literacka.

z
zdzich kielich

z całym szacunkiem... to po Śmierci w Breslau książki Krajewskiego schodzą na psy!. Wszystko skupia się wokół problemów jeśli to nie Mocka to Popielskiego przechodzącego bądz to prze Kaisser Strasse bądz Jedności Narodowej z członkiem w spodniach. Jak nie dyga mu gdzieś w puffie na biskupinie to skupia się na damie której jest alfonsem. Zakończenie wszystkich, podkreślam wszystkich książek jest strasznie zagmatwane i tak naprawdę nie ma czystej odpowiedzi - kto, co, jaki i po co. Cały jednak jest czas wyolbrzymiony problem detektywa z erekcją członka. Widać niestety i , że autor powiastek również czerpie zadowolenie z tych opisów.

Dodaj ogłoszenie