Fuzja dęciaków i raperów to eksplozja energii. Tego jeszcze nie grali. Wywiad z Mariuszem Dziubkiem z Narodowej Orkiestry Dętej

Maciej Rajfur
Maciej Rajfur
Mariusz Dziubek opowiada, co wyszło z połączenia orkiestry dętej i kultury hip-hop.
Mariusz Dziubek opowiada, co wyszło z połączenia orkiestry dętej i kultury hip-hop. Archowum NOD
Udostępnij:
Takiej płyty jeszcze na polskim rynku muzycznym nie było. Nietuzinkowe połączenie filharmonii dętej z kulturą hip-hopu. Brzmi intrygująco, a jak brzmi naprawdę? Opowiada Mariusz Dziubek, dyrektor i dyrygent Narodowej Orkiestry Dętej.

Maciej Rajfur: Nowa i pierwsza płyta Narodowej Orkiestry Dętej. Czego możemy się spodziewać po "WINDRAP! Orchestra"?

Mariusz Dziubek: To jest fuzja kultury hip hop, czyli buntu, rymu, rytmu, bitu rapowego z siłą, ekspresją i blaskiem instrumentów dętych, tworzących pierwszą w Polsce symfoniczną orkiestrę dętą. Połączenie dwóch na pozór odmiennych stylów, które potrafią się świetnie komponować. Artystów z różnych stron spaja dęta filharmonia.

I wyszedł Wam ten muzyczny eksperyment, który Pan wymyślił?

Połączyliśmy dobrą energię kilkudziesięciu młodych i genialnych muzyków, nie bojących się takich właśnie odważnych wyzwań. Myślę, że wszyscy uczestnicy tej płyty odnaleźli się w niej znakomicie. Zresztą, możecie się przekonać na własne uszy. Orkiestra stara się i umie grać w rytmie rapowym. Podporządkowuje się w pewien sposób do bitu, do perkusji. Dęte instrumenty brzmią na styl amerykański, z tzw. "feeelingiem", wyczuciem. To wymaga od artystów odpowiedniego podejścia do muzyki rozrywkowej i ekspresji.

Musieliście sami przecierać akurat ten szlak muzyczny, czy była jakaś inspiracja?

Inspiruję się amerykańskimi zespołami i orkiestrami. Kolebkę najlepiej grających orkiestr dętych na świecie tworzą Japończycy i Amerykanie. Są znakomici, więc należy ich słuchać. Stany Zjednoczone w kulturze hip hop też mają wielkie znaczenie. Królują również w dziedzinie funk, rap, jazz. Myślę, że w naturalny sposób pojawiła się u mnie potrzeba nagrania takiej płyty. Co ciekawe, na pomysł wpadłem, gdy przygotowywałem się do koncertu… muzyki symfonicznej. Analizowałem partyturę Błękitnej Rapsodii George'a Gershwina. On znakomicie połączył świat klasyczny z jazzowym i zainspirował mnie do kolejnego połączenia, którego efektem jest płyta.

Jak przebiegały prace w tym zetknięciu światów dętego z rapowym? Kto musiał bardziej ustąpić?

Tutaj nasza wspólna praca ukształtowała się w sposób harmonijny. Nie doszło do żadnego zderzenia, czy próby sił. O tym mówił Rahim, jeden z raperów, który występuje na płycie. On, słysząc Narodową Orkiestrę Dętą i występując z nią w maju 2021 na scenie, był pozytywnie zaskoczony. Spodobało mu się i poczuł to coś. Dlatego współpraca ułożyła się dobrze i spontanicznie. Kiedy występujemy razem, wszyscy się świetnie bawimy, rozumiemy się. Wokaliści nie musieli nic tłumaczyć orkiestrze ani na odwrót. Aranżacje, które wykonałem, zostały płynnie wchłonięte przez utalentowanych muzyków. Wystarczyło ich poprowadzić.

Do kogo zatem jest skierowana ta płyta?

Co ciekawe, utwór promujący płytę to w dużej części pop. Uważam, że odnajdą w niej swoje rytmy zarówno fani hip-hopu, jak i ci, którzy lubią słuchać orkiestry. A ci, którzy kochają instrumenty dęte, big bandy, granie kilkudziesięcioosobowymi składami, nie mogą tej płyty po prostu przegapić! Ona rysuje szeroki horyzont muzyczny, dlatego szuka otwartych słuchaczy. Być może nie na takich, którzy są nakierowani wyłącznie na tekst i bit perkusyjny. My pokazujemy, że można otulić ten bit dętymi dźwiękami i wtedy płynie moc.

Ile zajęło Wam nagranie całego materiału. Od pomysłu do płyty w ręce?

Około pół roku.

Kogo usłyszymy na płycie?

Wystąpili: Liroy, Marysia Sadowska, Abradab, Grubson, Rahim, Vienio, Waldemar Kasta, Mesajah, Łona, polsko-ukraiński duet Dagadana.

Jak ułożyła się współpraca z artystami spoza Narodowej Orkiestry Dętej? Bywały spory, negocjacje, dyskusje nad brzmieniem?

Jeżeli spotykasz kogoś, kogo rozumiesz, kogo czytasz jak książkę, co tu tłumaczyć? Albo to czujesz, albo nie. Jeżeli jestem raperem i słucham orkiestry, to albo mam gęsią skórkę albo nie mam. Rahim od pierwszych dźwięków orkiestry poczuł moc, poczuł ten feeling. On też chciał chcieć. Jeżeliby tego nie poczuł, nie byłoby sensu tworzyć takiej płyty. To zbyt skomplikowany projekt, który musi opierać się na wzajemnym dopełnianiu się.

Co z przekazem? Orkiestra gwarantuje oryginalne brzmienie, a teksty?

Dla mnie muzyka jest niezwykle cenna. Nie chcę mówić, że najważniejsza musi być dla wszystkich. Zadbaliśmy o różnorodny przekaz ze względu na szeroką gamę artystów. To różni ludzie dający nam różne przeżycia. Osoby doświadczone, które tworzyły kulturę hip-hop w Polsce. Wiedzą, o czym śpiewają i rapują, stąd wartości pojawia się wiele. Zapewniam, że na tej płycie słowa są słyszalne. Nie chodzi o zagłuszanie ich przez orkiestrę dętą.

Pierwsza płyta była dużym wyzwaniem?

Kolejną fantastyczną przygodą w tym nieustannym celu: chodzi mi o to, żeby skupiać wokół idei filharmonii dętej jak najwięcej osób. I płyta była kolejnym krokiem w tym kierunku. Chcę zbierać wokół dęciaków inspirujących oraz kreatywnych ludzi, a także edukować młodych poprzez koncerty na żywo. Widzę pozytywny odbiór publiki, która zaczyna nagle słuchać orkiestry, patrzeć na dyrygenta, odkrywać swoją wrażliwość na dźwięki. Podajemy różne style muzyczne, tworzymy fuzję, żeby każdy sobie wybrał coś dla siebie. Po pandemii brakuje nam kontaktu z muzyką na żywo.

Jakie są plany na przyszłość Narodowej Orkiestry Dętej?

Dwie ważne imprezy przed nami. Pierwsza sprawa to finał symfonicznej trasy koncertowej. 24 maja w warszawskim Studiu Koncertowym Polskiego Radia im. Witolda Lutosławskiego wystąpimy w blisko 70-osobowym składzie. Podczas wydarzenia zabrzmią największe muzyczne dzieła takie, jak Bolero Maurice’a Ravela. Odkryliśmy dzieło Krzysztofa Pendereckiego, które napisał na orkiestrę dętą. Grane za granicą, ale w Polsce zupełnie nieznane. Wybrzmią dotąd niespotykane aranżacje. Zagoszczą znakomici soliści m.in. Adam Rapa, Amerykanin, jeden z najlepszych trębaczy na świecie.

Drugie wydarzenie ma charakter bardziej familijny. To festiwal „Wniebodęte” w Lubinie oparty o filary wiary, nadziei i miłości. Piękne święto muzyki i wartości chrześcijańskich. 24 czerwca na lubińskie błonia zaproszeni są wszyscy. Rozpocznijmy wakacje śpiewająco! Można zaśpiewać w chórze z Narodową Orkiestrą Dętą. Zorganizujemy wcześniej warsztaty. Będzie się działo.

Wiem, że myślami jest Pan już przy drugiej płycie.

WIND oznacza symfoniczną orkiestrę dętą. WindRap Orchestra to pierwsza nasza płyta. A może WindFolk, WindPop lub WindJazz? Prowadzę już rozmowy w sprawie drugiej krążka NOD-u, ale nie mogę zdradzić szczegółów. Może to będzie kontynuacja rapu w orkiestrowym opakowaniu, a może połączymy się z inną dziedziną muzyczną…

Jaką opinię ma instrument dęty w Polsce?

Orkiestra dęta dzisiaj jest kojarzona z rodzajem tej mundurowej, marszowej. Ich rola jest bardzo ważna. Sam służyłem w wojsku m.in. w Orkiestrze Reprezentacyjnej Wojsk Lądowych we Wrocławiu. W orkiestrach mundurowych marszowych funkcjonuję już 25 lat, przechodząc wszystkie szczeble. Dotąd jednak nie było w kraju symfonicznej orkiestry dętej - filharmonii dętej. Ten najwyższy blichtr muzyczny w pięknych salach filharmonijnych kojarzy się nam jedynie z tradycyjną orkiestrą symfoniczną. Teraz chodzi o to, żeby na tej samej scenie usadowiła się także odmiana dęta. Żeby na stałe zagościła w prestiżowych salach koncertowych. Chcemy pokazywać jej wartość. I to się na razie udaje.

Narodowa Orkiestra Dęta wyznacza jakby nowy szlak, ma zmieniać myślenie, zaskakiwać. Widzicie tego efekty?

NOD funkcjonuje w najlepsze. Co za tym idzie? Kształcenie i edukacja na poziomie akademickim. Dzisiaj instrumenty dęte w filharmoniach są w mniejszości wobec instrumentów smyczkowych. Pracy dla dęciaków jest mniej i nie ma tylu możliwości. Nasza orkiestra daje im świetną okazję. Kończysz akademię i pracujesz w takiej instytucji jak nasza. Powinniśmy także kształcić dyrygentów orkiestr dętych. Inspirujemy kompozytorów, by tworzyli największe dzieła na dęty band. Tak jak to poczynił maestro Penderecki w 1967 roku dla Stanów Zjednoczonych. Utwór był grany tylko raz w Polsce, w Warszawie. Nawet nie został zarejestrowany! Wzbudzamy tę najwyższą jakość orkiestry dętej. Udowadniamy, że warto dla niej pisać, warto w niej pracować i warto jej słuchać.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Dwaj Panowie Pingo - wystawa malarstwa Kołpanowicz&Cruz

Wideo

Komentarze

Komentowanie zostało tymczasowo wyłączone.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Przejdź na stronę główną Gazeta Wrocławska
Dodaj ogłoszenie