Dolny Śląsk: Szpitale walczą o pieniądze. Lekarze tłumaczą się przed sądem

Michał Chęciński
Za porody NFZ płaci, ale za inne zabiegi nie zawsze
Za porody NFZ płaci, ale za inne zabiegi nie zawsze Mikołaj Nowacki
Lekarze ze Szpitala Specjalistycznego im. Falkiewicza we Wrocławiu staną wkrótce przed sądem. Tym razem nie chodzi jednak o błąd w sztuce lekarskiej. Będą musieli udowodnić, że tzw. nadwykonania, czyli świadczenia wykonane ponad limit ustalony na dany rok, faktycznie były konieczne.

Wrocławski Szpital Specjalistyczny im. Falkiewicza na Brochowie poszedł do sądu, by zmusić NFZ do zapłaty za nadwykonania. W Sądzie Okręgowym we Wrocławiu zeznawać będzie 14 lekarzy, którzy wytłumaczą się z przeprowadzonych przez siebie zabiegów.

- Uważam, że to skandaliczna sytuacja. Muszę udowodnić przed sądem, że osoby, które przyjąłem, faktycznie bez pomocy lekarskiej mogłyby umrzeć - komentuje jeden z lekarzy, prosząc o zachowanie anonimowości. - NFZ z byle powodu kwestionuje nasze decyzje, żeby tylko wyrwać kilka złotych, a tymczasem w szpitalu jest problem nawet z papierem toaletowym. Szpital domaga się, by Narodowy Fundusz Zdrowia zapłacił pół miliona złotych za zabiegi z 2009 roku na oddziale wewnętrznym i ginekologiczno-położniczym.

Przyciśnięci do muru szefowie szpitali idą do sądu z roszczeniami wobec NFZ, ale Jacek Chodorski z Dolnośląskiej Izby Lekarskiej podkreśla, że ta walka nie jest bardzo trudna. - Są pewne normy i na szczęście NFZ nie ma wpływu na to, czy ktoś zostanie przyjęty do szpitala. Jednak NFZ kwestionuje przypadki przyjęć, w których lekarze stwierdzili tylko możliwość pogorszenia stanu zdrowia, a nie zagrożenie życia - mówi Chodorski.

Joanna Mierzwińska, rzeczniczka dolnośląskiego NFZ, wskazuje, że lekarze mają problemy z uzasadnieniem swoich decyzji. - Poza tym NFZ dysponuje określoną pulą pieniędzy. Płacimy, ile mamy. Komu mamy zabrać, gdy pieniądze się kończą? - pyta rzeczniczka.
Janusz Wróbel, dyrektor szpitala im. Falkiewicza, tłumaczy, że skierowanie sprawy do sądu było konieczne. - NFZ zaproponował nam tylko 30 proc. Nie mogłem się na to zgodzić - mówi dyrektor.

Sprawdziliśmy, że rachunki wystawione przez dolnośląskie szpitale za nadwykonania opiewają na 70 mln zł. Jacek Chodorski z Dolnośląskiej Izby Lekarskiej ostrzega, że spraw sądowych szybko zacznie przybywać, bo dyrektorom szpitali kończy się cierpliwość.

Najwięcej powodów do zmartwień mają jednak chyba pacjenci. Słusznie obawiają się, że kolejki po medyczną pomoc staną się jeszcze dłuższe, a lekarze w nieskończoność będą odkładać zabiegi, które nie wiążą się bezpośrednio z ratowaniem życia.

W szpitalu im. Falkiewicza spotkaliśmy 80-letnią Wiesławę Heluszkę, która kilka lat czekała na zabieg ginekologiczny. - Jak się chce coś szybko załatwić u lekarza, to trzeba zapłacić. Ja nie mam pieniędzy i muszę się męczyć - zauważa pani Wiesława. Jest zresztą świetnie zorientowana w sytuacji szpitala. - Nawet w sądzie nie odzyska całej kwoty od NFZ - kręci głową pani Wiesława.

Faktycznie, w marcu 2012 r. szpital im. Falkiewicza wygrał w sądzie 70 tys. zł za zabiegi na oddziale pediatrycznym, a domagał się 100 tys. zł. To już reguła. NFZ zawsze podczas rozpraw sądowych kwestionuje część zabiegów. Przekonuje, że życie ludzkie nie było wtedy bezdyskusyjnie zagrożone.

Łukasz Janik doznał kontuzji kolana, grając w piłkę. - Lekarz z pogotowia stwierdził, że noga nie jest złamana i nie ma potrzeby kłaść mnie w szpitalu. Ból jednak nie mija. Zapisałem się na wizytę u ortopedy, ale termin wyznaczono mi na maj przyszłego roku! Chyba coś sprzedam, żeby mieć pieniądze na wizytę prywatną, bo nie chcę być unieruchomiony przez tyle czasu - denerwuje się Łukasz Janik.

A jak jest w innych miastach? Wojewódzki Szpital Specjalistyczny w Legnicy walczy w sądzie o 2,8 mln zł za nadwykonania w 2009 r. Za 2010 r. chciał 4,8 mln zł - po negocjacjach wziął połowę. Krystyna Barcik, dyrektor szpitala, informuje, że będzie się w sądzie domagać ok. 6 mln zł za 2011 r. Kwoty za 2012 r. jeszcze nie wyliczyła, ale szacuje należność na ok. 7 mln zł.

Kilka lat trwa sądowa batalia świdnickiego szpitala Latawiec. Z reguły dostaje od 30 do 60 proc. należności, ale na przykład za 2008 r. i za 2009 r. udało się wywalczyć całą kwotę - łącznie blisko 10 mln zł. Na wokandzie jest sprawa dotycząca 9 mln zł za nadwykonania w 2010 r. Kolejne pozwy odnoszą się do 2011 r. i 2012 r. Chodzi m.in. o zabiegi na oddziale udarowym, gdy ratowano ludzkie życie.

Współpraca: ECH, MM

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Komentarze 7

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

p
pacjent
W opisywanym przypadku przecież nie chodzi o to, że lekarz nie chce czegoś zrobić (bo "proszę przyjść do mojego prywatnego gabinetu"), tylko właśnie chce zrobić u 50 pacjentów a NFZ mówi, że zapłaci za zrobienie u 30, a tych 20 dodatkowych to na pewno nie było konieczne. Bo konieczne jest wtedy, jak jest zagrożenie życia. Czyli jak dzisiaj jeszcze mogę na własnych nogach przyjść do szpitala z bólem, to znaczy że nie ma zagrożenia życia, więc proszę do kolejki i przyjść za 6 miesięcy. Po 2 dniach bez leczenie stan się pogarsza, komplikacje, przywozi mnie pogotowie, leczenie jest dłuższe i droższe, ale dla urzędników NFZ jest OK bo był już stan "bezpośredniego zagrożenia życia". I wtedy NFZ to finansuje.
s
stan
Trzeba rozdzielić państwową służbę zdrowia od prywatnej służby zdrowia. I co ważniejsze, trzeba rozdzielić lekarzy pracujących w służbie zdrowia -albo jesteś lekarzem państwowej służby zdrowia albo lekarzem prywatnej służby zdrowia. Innej drogi nie ma. Wszyscy lekarze są zatrudnieni na państwowych etatach służby zdrowia , a większość pracuje dodatkowo w prywatnych gabinetach, w tych samych państwowych ośrodkach zdrowia, w których są zatrudnieni. Wyciągają pieniądze ile się da od pacjentów zmuszonych do korzystania z ich usług. Wielokrotnie wykorzystują też sprzęt i gabinety państwowych ośrodków zdrowia, bo kto im podskoczy. Nie płacą też podatków od tych dochodów, bo są nieewidencjonowane. I tak koło się zamyka, a ludzie muszą się jakoś leczyć. Musi zacząć obowiązywać zasada, jedno miejsce zatrudnienia lekarza. LEKARZ MUSI BYĆ ALBO PAŃSTWOWY ALBO PRYWATNY. Innej drogi nie ma. Tylko który rząd tak zrobi?
j
jaki
bieda tam jak w Bangladeszu. Chry musi mieć własny kubek, sztućce, paier toaletowy. Niby to nie problem, ale jak się w nocy przyjeżdża to kto o tym pamięta. I bzurne jest tłumaczenie -albo opieka jest bezpłatna , albo płatna
K
Kalku LATOR KB
Kwoty za 2012 jeszcze nie wyliczyła?- to jakieś jaja czy pytanie o drogę?
A
AgaS
Czyli wychodzi na to, że NFZ płaci tylko za bezpośrednie ratowanie życia. Jeżeli czyjś stan jest za dobry to musi czekać aż zacznie umierać? I wtedy jak zdąży załapać się na operację to fajnie a jak nie to trudno? Paranoja. Czekają aż powymierają najsłabsi i ci, którzy mieli pecha?
b
bb
a wnioski o ukaranie lekarzy zostaną rozpatrzone w trybie przyspieszonym.
J
JOlanta
Na litość boską jak długo będzie trwać ta sytuacja? a panowie i biura NFZ opływają w rozkosznych biurach i hulają za nasze pięniądze a prosty człowiek umiera ,bo nie ma środki lecznicze i pomoc dla niego WSTYD....
Wróć na gazetawroclawska.pl Gazeta Wrocławska
Dodaj ogłoszenie