Zwrocławizowałem fantastykę

Andrzej Ziemiański
Andrzej Ziemiański
Andrzej Ziemiański Archiwum prywatne
Dostałem 8 nagród za książki z osią akcji we Wrocławiu i w Breslau.

Odpowiadam na tekst Marka Krajewskiego "Literackie kłusownictwo" (PRZECZYTAJ)na skutek prośby Redakcji, ponieważ sam Autor, pisząc o tym procederze, nie skierował zarzutów bezpośrednio do mnie. Ponieważ jednak powieść "Breslau forever" jest jedyną książką odpowiadającą kryteriom, postanowiłem odpowiedzieć, niejako poczuwając się do obowiązku. Choć przyznam, że nie bardzo rozumiem oskarżenia.

Nie wiem na przykład, czy zarzut dotyczy umieszczenia części akcji w Breslau, czy samego tytułu. Marek Krajewski sam bowiem pytał o pozwolenie na umieszczenie akcji swojej powieści we Lwowie pana Jaszczuka, co, przyznam, samo w sobie jest dla mnie pewnym curiosum, ale przyjmijmy punkt widzenia Autora.

Otóż od kilkunastu lat piszę o Wrocławiu, prawie zawsze w konotacji z Breslau, bo dla mnie jest to jedno i to samo miasto. Określając je, stosuję zawsze nazwę, która jest adekwatna do danego okresu w jego historii. Z dziesięciu nagród literackich, aż osiem dostałem za utwory, w których osią akcji jest Breslau/Wrocław. W środowisku czytelników jestem uważany wręcz za pisarza, który "zwrocławizował" polską fantastykę.

Więcej, obecnie wielu twórców spoza Wrocławia pisze o tym osobliwym mieście i żadnemu z nich nie przyszło do głowy pytać mnie o pozwolenie. Mnie osobiście jedynie cieszy, że temat fantastycznego Wrocławia okazał się tak nośny. Niestety, powyższe podważa tezę Marka Krajewskiego o prekursorstwie, więc może w takim razie chodzi jedynie o sam tytuł, ale tu już staje się kompletnie niejasne, o jakie pozwolenie sam pytał pana Jaszczuka.

W środowisku czytelników jestem uważany za pisarza, który "zwrocławizował" polską fantastykę

"Breslau forever" to powieść opisująca trzech detektywów. Oficera niemieckiej policji kryminalnej w Breslau, milicjanta w mieście bez oficjalnej nazwy tuż po wojnie i policjanta działającego we współczesnym Wrocławiu. Wszyscy oni usiłują rozwiązać tę samą sprawę. Zakładając więc, że powieść jest kryminalna, sprawca zbrodni musiałby mordować, mając okołu stu lat i być zdecydowanie dziarskim staruszkiem. Oś powieści dotyczy pewnej idei, która urodziła się na początku lat trzydziestych w Breslau. Wyobraźmy więc sobie pierwsze spotkanie konspiratorów:
- Koledzy, musimy walczyć o Wrocław!
- A co to jest Wrocław, do cholery?
No cóż, nie chciałem zabić czytelników śmiechem i czegoś takiego nie napisałem. Oni walczyli o swoją wizję miasta Breslau, a ponieważ im się perfidnie udało, stąd tytuł "Breslau forever". "Wrocław na zawsze" byłby w tym kontekście czystym idiotyzmem. Panowie żyjący w Breslau nie mogli przewidzieć ani Wrocławia, ani papieża Polaka, ani jakiejkolwiek innej z rzeczy, które nastąpiły potem. No, chyba, że byli u wróżki.

W takim razie odnieśmy się jeszcze do zajmowania nisz literackich. Marek Krajewski pisze (o mnie): "Znamy się. Polskie środowisko autorów kryminałów nie jest wcale liczne". Hm... Owszem, wzajemnie się znamy, ale swoich książek najwyraźniej nie czytamy. Bo gdyby tak było, nie mógłbym być zaliczony do grona autorów kryminałów z tego prostego powodu, że żadnej powieści kryminalnej nie opublikowałem. Ani jednej. No, chyba, że do grona autorów kryminałów zaliczymy też Fiodora Dostojewskiego z jego "Zbrodnią i karą" albo Stanisława Lema ze "Śledztwem". W końcu są tam intrygi kryminalne. Ale na tej zasadzie możemy wziąć do kompanii także autorów Biblii.

Przyznam się, że widząc taką swobodę interpretacyjną i, delikatnie mówiąc, zapatrzenie się we własne podwórko Marka Krajewskiego, zaczynam się trochę bać. Ten sposób myślenia może bowiem doprowadzić mnie na salę sądową za trylogię "Achaja" (oskarżenie przez producenta wina o tej nazwie), za "Bombę Heisenberga" (oskarżenie o zniesławienie nazwiska znanego fizyka).

Widząc taką swobodę interpretacyjną i zapatrzenie się we własne podwórko Marka Krajewskiego, zaczynam się trochę bać

Tytuł "Autobahn nach Poznań" sprawi, że zostanę zaliczony do ziomkostwa niemieckiego, a "Legenda, czyli pijąc wódkę we Wrocławiu w 1999 roku" zaprowadzi mnie na przymusowe leczenie odwykowe. Szczęściem nie pójdę siedzieć za "Waniliowe plantacje Wrocławia", bo lobby importerów tej przyprawy nie jest jeszcze zbyt silne.

Kończąc, zacytuję jeszcze raz Marka Krajewskiego: "...tytuł powinien prowokować, a prowokacja ma oczywisty wymiar marketingowy". Widząc irytację znanego pisarza, można więc stwierdzić, że efekt marketingowy został osiągnięty. A przyjmując jego tok myślenia, można w takim razie powiedzieć: i o to chodziło.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Komentarze 2

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

t
tetryk
Nie zmienia to faktu, że Ziemiański bezczelnie wykorzystuje popularność serii Krajewskiego. I nawet się z tym specjalnie nie kryje. W ostatnim akapicie pisze wprost, że tytuł "Breslau forever" to pomysł marketingowy, nie literacki.
w
wrocławianin
Dobrze, że pan odezwał się i przytarł nosa Krajewskiemu. "Skorpiony", pod takim tytułem złożył on przecież swoją debiutancką książkę u wydawcy. Tytuł równie pretensjonalny jak on sam.

Może on chciałby, żeby teraz pisać do niego podania, czy można posłużyć się nazwą Breslau?

Ktoś, kto myśli i działa w takim stylu jak on nie może być autorem dobrej literatury!
Wróć na gazetawroclawska.pl Gazeta Wrocławska
Dodaj ogłoszenie