Z ARCHIWUM: Tak kiedyś wyglądały pochody 1-majowe

Kamil DworaczekZaktualizowano 
Wrocław, 1 maja 1979 roku. Ulica generała Karola Świerczewskiego ((dzisiejsza J. Piłsudskiego). Maszeruje dzielnica Wrocław-Krzyki Tadeusz Szwed/archiwum Gazety Wrocławskiej
Święto 1 Maja obchodzone jest we wszystkich zakątkach świata. Czasy jego świetności minęły jednak bezpowrotnie wraz z upadkiem komunizmu w Europie. Przed 1990 r. było obchodzone z rozmachem, miało być świadectwem poparcia dla władz i ich wielkim sukcesem propagandowym. Nie zawsze jednak odbywało się ono zgodnie ze z góry zaplanowanym scenariuszem. 1 Maja bywał też okazją do zamanifestowania sprzeciwu wobec władzy. Stało się tak też kilkakrotnie we Wrocławiu: w 1968, 1983 i 1989 roku.

Po marcu był maj
W świadomości starszych święto 1 Maja kojarzy się przede wszystkim z olbrzymimi pochodami, na które przymusowo zapędzano ludzi. W każdej chyba rodzinie krążą opowieści o szukaniu różnych sposobów na wymknięcie się z pochodu i jak najszybsze porzucenie wciśniętej do ręki szturmówki. Dla młodszych 1 Maja kojarzy się po prostu z kolejnym dniem wolnym lub co najwyżej z nielicznym pochodem środowisk lewicowych. Niemniej w latach istnienia Polski Ludowej święto miało istotne znaczenie dla władzy. W mediach pokazywano uśmiechnięte twarze uczestników pochodów i radośnie ich witających oficjeli stojących na trybunie honorowej. Wszystko miało tworzyć mit o szerokim poparciu, jakim cieszyli się rządzący. Aby zwiększyć frekwencję uczestniczących w obchodach, organizowano także różne festyny i zabawy. Pomysł zaburzenia święta przez opozycję był szczególnie trafny. Opozycja wkraczała na teren do tej pory będący jedynie domeną władz i zakłócała w ten sposób od lat ustalony rytuał. Rządzącym trudniej też było lansować teorię o masowym dla niej poparciu, gazetom trudno było przemilczeć liczne wystąpienia opozycji.

Po raz pierwszy tego typu zdarzenie miało miejsce w 1968 r., tuż po strajkach studenckich w marcu. Podobnie jak w innych ośrodkach akademickich, we Wrocławiu studenci byli represjonowani za udział w marcowym proteście. Święto 1 Maja wydawało się dobrym pomysłem na manifestację swoich haseł. Kilkusetosobowa grupa studentów Politechniki wmieszała się w oficjalny pochód i rozwinęła transparenty, na których wypisano żądanie zwolnienia aresztowanych studentów. Jeden z transparentów w drodze na pochód zamaskowano portretem Engelsa, który usunięto już w czasie samego marszu.

Grupa politechniczna po raz pierwszy pojawiła się przed trybuną honorową ok. 11, później przyłączyła się do delegacji z innych uczelni i ponownie przeszła przed reprezentacją lokalnych władz. Studenci wykrzykiwali różne "wrogie" hasła. Notable byli wyraźnie zaskoczeni, rezonu nie stracił jedynie radziecki generał, który nie rozumiejąc polskiego, oklaskiwał manifestującą młodzież. Problem miał również komentator. Prof. Karol Jonca zapisał: "W megafonach głos speakera: »idą studenci Politechniki«, ale wyraźnie dławi się głos speakera. Nie może - może chciałby - przytoczyć hasła studentów umieszczone na ich transparentach. Mówi z zapałem o przyjaźni ze Związkiem Radzieckim, ale megafony transmitują mimo to na miasto hasła skandowane przez studentów, którzy domagają się uwolnienia aresztowanych. Słyszę wyraźnie: »uwolnić aresztowanych studentów«. To hasło powtarzają kilkakrotnie. Transmisja przez megafony zostaje przerwana, jednak po dalszej chwili speaker wrzeszczy do mikrofonu hasła o odwiecznej przyjaźni polsko-radzieckiej". Demonstranci udali się następnie na Podwale, gdzie pod Komendą Wojewódzką MO żądali uwolnienia kolegów oraz wykrzykiwali: "Tajniacy do pracy". Z kolei pod redakcją "Gazety Robotniczej" skandowano: "Prawdy w prasie", "Czytaj »Świerszczyk« - on nie kłamie". Manifestacja udała się w końcu w okolice placu Grunwaldzkiego i tam po odśpiewaniu hymnu studenci rozeszli się do domów.

Odwrót radzieckiego generała
Pomysł zakłócenia 1-majowych obchodów powrócił w stanie wojennym. Już w 1982 r. podziemna Solidarność organizowała w całym kraju wielotysięczne manifestacje związane przede wszystkim z 2. rocznicą podpisania porozumień sierpniowych (31 VIII). W kolejnym roku władze Solidarności wezwały ludzi do wyjścia na ulicę właśnie 1 maja. We Wrocławiu miejscem zbiórki były okolice ówczesnego placu 1 Maja (dziś Jana Pawła II). Po godzinie 10 zebrani ruszyli w kierunku centrum. Kiedy czoło pochodu osiągnęło rejon przejścia świdnickiego, został on zaatakowany przez ZOMO. Wtedy też doszło do rozbicia manifestacji: część osób stawiła opór, część ruszyła natomiast na pl. Kościuszki. Stamtąd, przebijając kordon milicji, dostała się na ul. Świerczewskiego (dziś Piłsudskiego) i dołączyła do oficjalnego pochodu 1-majowego.

Demonstrantom udało się dojść pod trybunę honorową, gdzie na chwilę się zatrzymali i odśpiewali hymn. Dygnitarze (wśród których byli I sekretarz KW PZPR Tadeusz Porębski, wojewoda Janusz Owczarek i radziecka generalicja) byli zdezorientowani i nie wiedzieli, co robić. Sytuację rozwiązało ZOMO, które rozpędziło manifestację przy użyciu gazu łzawiącego. Pech chciał, że wiatr zepchnął chmury gazu na trybunę honorową, co zmusiło oficjeli do pośpiesznej ewakuacji. Ich ucieczka była szeroko komentowana w następnych dniach, dawała poczucie zwycięstwa w jednej z bitew z komunistyczną władzą. Krążyły też różnego rodzaju plotki mówiące o radzieckim generale uciekającym na kolanach i zgubionej przez niego czapce, którą bawił się później tłum.

Na ulicach Wrocławia rozpętała się regularna bitwa, która uniemożliwiła kontynuację oficjalnego pochodu. Ucierpieli też jego uczestnicy, niejednokrotnie lojalni członkowie partii, wzięci przez ZOMO za "awanturników" z Solidarności. Starcia z milicją miały miejsce w różnych częściach miasta. Jeden z największych pochodów wyruszył z ul. Mazowieckiej przez most Grunwaldzki w kierunku domu Władysława Frasyniuka (w tym czasie przebywał w więzieniu). Do zgromadzonych (opozycja wyliczała, że było ich kilkanaście tysięcy) wyszła żona Frasyniuka wraz z córkami, manifestanci odśpiewali hymn i "Sto lat". Ostatecznie pochód został rozbity na placu Grunwaldzkim. Walki trwały do popołudnia, jeszcze ok. 15.30 ZOMO wygarniało ludzi pochowanych w bramach, wiele osób chowało uciekających we własnych mieszkaniach, co było dowodem na istnienie solidarności. Skalę 1-majowej demonstracji oddaje liczba zatrzymanych w tym dniu przez milicję - było ich ponad 400, z czego 116 postawiono przed kolegium ds. wykroczeń. Wydarzenia te były też dowodem bankructwa władz i samych obchodów 1 Maja - autentyczną manifestację Solidarności rozpędzono za pomocą pałek i gazu.

Po 1983 r. podejmowano jeszcze próby zakłócenia oficjalnych obchodów 1 Maja przez organizację niezależnych manifestacji, ale były one tłumione w zarodku przez milicję. W 1987 r. kilkunastu liderów Solidarności zebrało się na pl. Nowy Targ. Dokładne miejsce rozpoczęcia kontrpochodu nie było wcześniej ogłoszone. Dopiero tego samego dnia, w okolicach Rynku, ze specjalnie umieszczonej "szczekaczki" popłynęła informacja, aby udać się na Nowy Targ. Szybko przeszło tam kilkaset osób, ale w ślad za nimi podążyły także służby porządkowe, które nie dopuściły do rozpoczęcia demonstracji. Wyłapano wszystkich liderów Solidarności. Jedynie Władysław Frasyniuk podjął próbę ucieczki, której kibicowali zgromadzeni. Frasyniuk sam z humorem opowiadał, że był raczej sprinterem niż długodystansowcem, i w końcu został złapany na jednej z klatek schodowych, w której się schował. Gdy był bity przez milicjantów, w dalszym ciągu słyszał, jak "kibice" skandowali: "Władek, Władek…".

1989 i zmierzch 1 Maja
Dopiero w 1989 zorganizowano kolejne niezależne obchody na bardzo dużą skalę. Tym razem PZPR pozostała w cieniu, organizując jedynie wiec w Hali Ludowej. W roli inicjatorów opozycyjnej manifestacji wystąpili przeciwnicy porozumień okrągłostołowych - Solidarność Walcząca i Polska Partia Socjalistyczna - Rewolucja Demokratyczna. Punktem zbornym było przejście podziemne na ul. Świdnickiej. Następnie manifestacja udała się w kierunku zajezdni na ul. Grabiszyńskiej. Tam, przy tablicy upamiętniającej powstanie Solidarności, swoje przemówienia wygłosili liderzy PPS-RD i SW, m.in. Józef Pinior i Hanna Łukowska-Karniej. Demonstracja cały czas była eskortowana przez MO. W czasie powrotu do centrum milicja starała się zmusić ludzi do przemarszu chodnikami, a nie ulicą, co powodowało pierwsze, na razie drobne starcia.

Nic jednak nie zapowiadało ostrych walk ulicznych. Do konfliktu doszło na ul. Nowotki (dziś Krupnicza). Według relacji SB jeden z samochodów ZOMO został unieruchomiony przez awarię silnika, reszta towarzyszących mu pojazdów odjechała. Samochód został zaatakowany kamieniami i koszami na śmieci przez nadchodzących manifestantów. Przebywający w nim zomowcy zostali odbici przez nadjeżdżające posiłki. W wyniku toczących się utarczek jezdnia była zablokowana, w tym czasie dwa samochody milicyjne podjęły próbę przebicia się wolny-mi chodnikami. O ile pierwszy z nich przejechał, to drugi został zatrzymany i zaatakowany przez demonstrujących. Udało im się nawet wyrwać drzwi samochodu, spanikowany kierowca wrzucił wsteczny i dodał gazu. Rozpędzona nyska jechała chodnikiem bez - rozbitych wcześniej - lusterek bocznych. Na jej drodze byli spacerujący z dziećmi Zbigniew Wojtczak oraz 18-letni Artur Kuna. Wojtczak zdołał jeszcze odepchnąć dzieci, ale sam został przejechany przez samochód. Uderzenie było bardzo silne, nie wiadomo było, czy ofiara wypadku przeżyje. Drugi z poszkodowanych, jak się później okazało, doznał tylko niewielkich obrażeń.

Dopiero po półgodzinie przyjechała karetka, która zabrała rannych do Szpitala Wojewódzkiego przy placu 1 Maja. Jadąca w tym samym ambulansie Alicja Grzymalska wspominała: "Po-jechaliśmy do szpitala przy pl. 1 Maja. Do dzisiaj brzmi mi w uszach jego przeraźliwy krzyk. Przeżył tylko dlatego, że był bardzo masywnie zbudowany". Wojtczak został poddany operacji, mimo poważnych obrażeń jego życiu nie zagrażało niebezpieczeństwo. Incydent rozwścieczył uczestników manifestacji, spowodował regularną wojnę uliczną. Później Solidarność oskarżała władze o celowe sprowokowanie zamieszek, które miały zakłócić prowadzoną akcję wyborczą (na 4 VI zapowiedziane były wybory do parlamentu, w których startowali również kandydaci z opozycji), tego samego dnia przecież w parku im. Hanki Sawickiej zapowiedziano wiec wyborczy Solidarności.
ZOMO podjęło próbę blokady pl. Wolności, na którym przebywała w ich ocenie "najbardziej agresywna grupa". Milicja nie chciała też dopuścić demonstrantów na Podwale, gdzie znajdowały się budynki Wojewódzkiego Urzędu Spraw Wewnętrznych, sądu, prokuratury i aresztu śledczego. W międzyczasie na miejsce przybył Leszek Budrewicz z Solidarności i podjął - jedyną chyba w historii Wrocławia - próbę negocjacji z dowódcą ZOMO. Zwrócił się do ppłk. Rulkowskiego: - Proszę pana, niech pan to wstrzyma. Jeśli macie taki rozkaz, my zaraz poprosimy ludzi, żeby się rozeszli. Będziecie mieli zadanie wykonane, a nie będziecie ich bili". Budrewicz dostał 15 minut, niewiele na przekonanie tak dużej liczby osób, ale udało się i nikt nie został spałowany.

Część demonstrantów udała się w okolice przejścia na ul. Świdnickiej i tam kontynuowała walkę z MO. Przeważali w niej ludzie młodzi, niewykluczone, że znalazło się tam wielu zwykłych "zadymiarzy", którzy szukali okazji do walki z milicją. Ulicę Kazimierza Wielkiego zablokowano kontenerami na śmieci, podpalono też beczkę ze smołą, w ruch poszły kamienie i butelki. Sytuację próbowali uspokoić Frasyniuk i Budrewicz, ale tylko część osób dała im posłuch, niektórzy natomiast okrzyknęli Frasyniuka zdrajcą i próbowali przeszkodzić liderom wrocławskiej Solidarności. Ostatecznie dopiero ok. 17 na ulicach Wrocławia zapanował spokój.

1989 był ostatnim rokiem, w którym pierwszomajowe święto wzbudziło tyle emocji. Było też ostatnim rokiem, w którym zorganizowano oficjalne obchody "w starym stylu". Nikt wtedy nie spodziewał się, że za rok nie będzie już istniała PZPR, a u władzy będzie premier z Solidarności. W 1990 r. nowego ducha w stare święto próbowała tchnąć jeszcze opozycyjna PPS, ale na zdjęciach z wrocławskiego pochodu widać grupę raptem kilkudziesięciu osób. Zabrakło już na ulicach komunistycznych oficjeli, wobec których można było zademonstrować swój sprzeciw. Zabrakło też przymuszonych robotników: dawna opozycja solidarnościowa stała się władzą, która nie potrzebowała już manifestacji sztucznego poparcia.
Kamil Dworaczek, Biuro Edukacji Publicznej Instytutu Pamięci Narodowej we Wrocławiu

polecane: Flesz - Co piąta transakcja będzie wymagać użycia PIN-u

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze 12

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

M
Marian

Na czele pochodu z wielka bialoczerwoną zapylałem ja.w tenisówkach, aby łatwiej było zwiewac.Jak oiddchodziłem pod trybune zerwał się huragan oklasków machanie rekami .I......powoli robiło sie cicho.Oniemieli.Skreciłem w Podwale .Milicja zachodziła nam drogę .Na krzyk Niech Zyje pierwszy maja!!rozstępowali sie.Wiec my znowu Prasa kłamie ! I tak dotarliśmy az pod prawie , konsulat niemiecki .Wzieli nas w dwa ognie .Cześć szurmuwek zrolowaliśmy aby użyć ich ddo obrony, jako lance.Bezczelny major MO wparowa miedzy nas z kamerą.Dodawał sobie odwagi pokrzykujac ...rozpoznamy was! Odpowiecie !Wiec wyrwałem mu kamere i piznełem ja do fosy !Co mieli mnie rozpoznawać !Usopoiło się gdddy zorganizowaliśmy sie ponownie i głównie chodnikiem pomaszerowaliśmy na pl.Grrunwaldzki !

t
towarzysz

chwała i sława 1 maja!

q
q

Pamietam ten dzien. Po raz pierwszy poszedlem na pochod 1-majowy z wlasnej woli i z wlasnym plakatem, ktorego tresc nie pochodzila z oficjalnego "spiewnika PZPR".
Towarzysze na trybunie przezywali trudne chwile, gdy zatrzymalismy sie aby skandowac "uwolnic studentow!". W miedzyczasie aparatczycy z aparatami i kamerami utrwalali uczestnikow. Pozniej rozpoznaych wybrancow wzywano na dywanik i przewaznie oznaczalo to skreslenie z listy studentow i powolanie o zaszczytnego obowiazku sluzby wojskowej.
Niech zyje 3 Maja!

x
x.grzegorz

1 Maja to nie żadne święto ludowe tylko Święto Pracy. Już w Chicago wyrażnie to powiedziano. Pracowałem w państwowej firmie i jakoś nikt mnie nie pędził ani też nie karał za to, że byłem nieobecny na pochodzie. Kiedyś fakt świętowano to bardzo uroczyście były festyny czy grały też grupy rokowe jak choćby na Nowym Targu. To, że dziś na wszystkie możliwe sposoby ośmiesza się tamten czas wynika z tego, że ludzie mieli pracę i jakieś tam mieszkania . Dziś mamy jadłodajnie dla ubogich i bezdomnych oraz śmietniki dla tych których wyrzucono z mieszkań. Dziś buduje się mieszkania, szkoda tylko, że większości na nie nie stać. Przykład mam obok od dwóch lat w nowym domu sprzedano zaledwie 40 % mieszkań. Księżą którzy walczą o godność człowieka jakoś niewidzą lawinowo narastających prostytutek czy plagi alkoholizmu. Niestety te patologie to w większości przypadków brak pracy oraz groszowych pensji większości pracujących. Opozycja obiecywała nam gruszki na wierzbie ale ich sponsorzy widzieli to całkie inaczej. Tak to w życiu bywa jedni sprzedają się za kilka centów i stanowiska inni znów za stolec ... Szkoda tylko, że potęga tego systemu polega na czarowaniu jeszcze większym niż za poprzedniego systemu a machina propagandowa to już naprawdę monstrum wspomagane przez ambonowych ideologów. Zostawmy więc to Święto w spokoju a zajmijmy się otaczającą nas szarością i brakiem perspektyw na przyszłość. Pomyślmy o zbliżających się urlopach i palącym słońcu na egzotycznych plażach ... ale to tylko dla 3% obywateli. Bo spora część i tak ma cały czas urlop od wielu lat.

m
max

tam na pewno nie jest napisane "narodowe"... nie zmiesci sie, a poza tym 1 maja byl swietem "ludowym".

x
xxx

a w telewizji śmieją się raz po raz z pochodów w Korei Północnej... A tu masz takie coś i to całkiem niedawno....

t
t

Jesteście debilem towarzyszu.
Na szczęście macie waszą Gazetę Wyborczą, TVN itp. tam macie swoich jakże cudownych
piewców wolności i demokracji, absolutnie nie związanych z dawnym systemem :)))

W
Werst

Usprawiedliwia ich to że niekiedy musieli iśc/sprawdzano obecnosc/.

k
kuba:-)

tylko na spędach komunistycznych nikt przeciwników pochodów nie okładał sztandarami a dzisiaj na spędach kościelnych jak tylko kto się odważy być przeciw to razy krzyżem po plecach ma zapewnione .

k
kaz

Takie kawałki to możesz opowiadać w lokalnym oddziale Gazetki W.

G
Gość

...a teraz kościelne.

Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3