Wybory do PE. Sebastian Kaleta: Chciałbym być pierwszym europarlamentarzystą urodzonym w wolnej Polsce

Kacper Rogacin
Kacper Rogacin
Zaktualizowano 
Fot. Bartek Syta / Polska Press
- Walka o polskie interesy w Brukseli wymaga determinacji i zaangażowania. A także mimo wszystko świeżego spojrzenia osoby urodzonej po 1989 roku. Chciałbym być pierwszym europarlamentarzystą urodzonym w wolnej Polsce - mówi Sebastian Kaleta, kandydujący z numerem 8 z warszawskiej listy Zjednoczonej Prawicy do Parlamentu Europejskiego.

Czym kampania do PE różni się od kampanii samorządowej sprzed kilku miesięcy?
Przede wszystkim długością - kampania jest o wiele krótsza. Przyjąłem w tej kampanii taktykę znaną z kampanii samorządowej ministra Jakiego, czyli strategię w miarę możliwości jak najczęstszego spotykania się z mieszkańcami. Raczej w warunkach spontanicznych, niż na organizowanych spotkaniach. Bardzo cenię sobie kontakt bezpośredni z mieszkańcami i mam nadzieję, że ci, z którymi się spotkałem, oddadzą na mnie głos.

W wyborach do rady miasta zdobył Pan ponad 14 tys. głosów. Odczuł Pan to w tej kampanii?
W dzielnicach, z których startowałem w wyborach samorządowych, czyli z Pragi Południe i Rembertowa, wielu wyborców deklarowało ponowne oddanie na mnie głosu, jednak nie będzie to takie łatwe bo nasza lista jest bardzo silna. Zobaczymy, jak będzie, ale na pewno w tej kampanii cała nasza lista stawia na ciężką pracę. Chcemy przekonać mieszkańców, że te wybory są bardzo ważne, jeżeli chcemy utrzymać dynamikę zmian, które rozpoczęły się w Polsce w 2015 roku. Te wybory mają bardzo duże znaczenie.

Wybory do Parlamentu Europejskiego: Porównujemy programy komitetów

Wziął Pan urlop na czas kampanii wyborczej?
Nie, codziennie, oprócz prowadzenia kampanii, jestem w ministerstwie i pracuję. Rano prowadzę kampanię, w ciągu dnia pracuję, wieczorem znowu prowadzę kampanię, więc mój roboczy dzień zaczyna się o wschodzie słońca, a kończy głęboką nocą.

Patryk Jaki wielokrotnie wskazywał Pana jako swojego następcę w roli przewodniczącego komisji weryfikacyjnej. Takie są ustalenia? Jeśli minister Jaki dostanie się do PE - a z sondażu Polska Press Grupy wynika, że tak się stanie - to Pan przejmie stery w komisji?
Czuję wielkie poparcie ministra Jakiego w mojej działalności publicznej i mimo że jest ode mnie ledwie kilka lat starszy, to mogę korzystać z jego bogatych doświadczeń w polityce - tak jak i z doświadczeń ministra Ziobry. Po wyborach kierownictwo obozu będzie decydowało o zmianach. Nie ma wątpliwości, że część osób, które piastują teraz funkcje rządowe, będzie reprezentowała Polskę w Brukseli. Jestem przekonany, że będzie wśród nich minister Jaki. A może zdarzyć się tak, że wyborcy zaufają i mi w wyborach do PE. W tej kampanii dostałem zdanie wykazania się jako młody polityk, przekonuję mieszkańców Warszawy, że warto postawić na świeżą krew w Brukseli, bo walka o polskie interesy tam wymaga determinacji i zaangażowania. A także mimo wszystko świeżego spojrzenia osoby urodzonej po 1989 roku. Chciałbym być pierwszym europarlamentarzystą urodzonym w wolnej Polsce.

Starsi politycy powtarzają, że młodym często do głowy uderza woda sodowa, co zresztą potwierdzają przypadki nawet z tej kadencji. Choć nie brak też wielu młodych polityków, którzy radzą sobie bardzo dobrze.
Osób z mojego pokolenia w polskiej polityce na wysokich stanowiskach funkcjonuje już kilka - w randze wiceministrów, czy posłów w różnych partiach. Zawsze z tyłu głowy mam dzwonek, który staram się uruchamiać od czasu do czasu, bym sobie przypomniał, że grunt jest bardzo twardy i nie chciałbym na niego upaść. A w polityce, oprócz bólu, upadkowi towarzyszy wielki huk.

Sami politycy Prawa i Sprawiedliwości przyznają, że wybory do PE są dla waszego ugrupowania najtrudniejsze. Dlaczego tak jest?
W Warszawie i wielu dużych miastach udało się skutecznie zbudować emocję strachu wobec Prawa i Sprawiedliwości. W 2015 roku przełamaliśmy tę barierę w mniejszych ośrodkach. W dużych miastach ciągle się nie udało, ale to nas nie zniechęca. Jako radni PiS w Warszawie pokazujemy to, że Rafał Trzaskowski nie spełnia obietnic, łamie je, zajmuje się ideologią, a nie sprawami mieszkańców. Tak w praktyce wyglądałyby rządy Platformy Obywatelskiej, gdyby wróciła do władzy. Dzięki działaniom PiS-u, w Warszawie jest dodatkowy miliard złotych z podatków. Rafał Trzaskowski powinien dziękować PiS-owi, bo dzięki temu powinno mu być o wiele łatwiej realizować obietnice. A tak nie jest - chociażby obietnica bezpłatnych żłobków dla wszystkich warszawiaków od 2019 roku. Rafał Trzaskowski właśnie obiecał tak szybką realizację tego punktu programu, ale jeśli spytamy warszawiaków, czy przestali płacić za żłobki, to odpowiedzą, że nie.

Młodzi politycy z PiS-u aż tak bardzo różnią się od młodej ekipy PO?
Pamiętajmy, że w przypadku PO, kreowane hasło „młoda ekipa” dotyczy często osób ode mnie przynajmniej kilkanaście lat starszych. Sam Rafał Trzaskowski jest ode mnie o 17 lat starszy. Więc to są już doświadczeni politycy, piastujący wcześniej wiele funkcji w życiu publicznym. I w wielu kluczowych sprawach, które były przedmiotem debaty publicznej, jak np. reprywatyzacja, podejście się nie zmieniło, mimo zmiany pokoleniowej. Dalej PO obiecuje dużo, a realizacja jest bardzo słaba. Ale jedno w Warszawie się zmieniło, czego nawet prezydent nie próbuje negować - Warszawa jest miastem, które chce być w awangardzie zmian ideologicznych na skrajnie lewicową stronę. I jak widać pogląd Rafała Trzaskowskiego wywiera duży wpływ na całą Koalicję Europejską. Grzegorz Schetyna musiał chyba ulec prezydentowi Trzaskowskiemu, ponieważ KE przyjęła bardzo skrajnie lewicową postawę. Ale przez to, że obawiają się utraty konserwatywnych wyborców, nie mówią o tym, co zostało ujawnione podczas marszu KE, kiedy z rozmów z czołowymi politykami PO wynikało, że jeśli wygrają wybory, to uchwalą skrajnie liberalne prawo dotyczące związków partnerskich, wprost oszukując swoich potencjalnych konserwatywnych wyborców.

Wobec części polityków Prawa i Sprawiedliwości z czołówek list wyborczych padają zarzuty, że nie znają języka angielskiego. W Brukseli jednak bez angielskiego ani rusz.
Jesteśmy członkiem UE i język polski jest językiem urzędowym Unii.

Ale w kuluarach, kiedy już tłumaczy nie ma, europosłowie porozumiewają się głównie po angielsku. Jak u Pana jest z jego znajomością?
Posługuję się w sposób dobry językiem angielskim. Jeśli będzie potrzeba występowania przed Parlamentem Europejskim po angielsku, to na pewno sobie poradzę. A, co jest dodatkowo istotne z perspektywy pracy europosła, jestem prawnikiem i z uwagi na doświadczenie zawodowe bardzo dobrze znam język angielski prawniczy, który jest specyficznym językiem branżowym. Przez kilka lat pracowałem w kancelarii prawnej, operując właśnie tym językiem. To z pewnością bardzo przydałoby się na różnego rodzaju komisjach.

Z ciekawości - bywał Pan w Parlamencie Europejskim?
Tak. Nawet, żeby było ciekawie, byłem w PE z uwagi na wygrany w liceum konkurs wiedzy o Unii Europejskiej

Po wyemitowaniu filmu Tomasza Sekielskiego „Tylko nie mów nikomu”, rząd zaostrzył kary dla pedofilów. Opozycja nie głosowała za przyjęciem zmian twierdząc, że reagujecie zbyt późno, dopiero po fakcie i w sposób nie do końca prawidłowy.
Opozycja chciała wykorzystać politycznie wyemitowany w gorącym okresie kampanii wyborczej film, obrazujący kilka przykładów pedofilii w kościele na przestrzeni kilkudziesięciu lat. PO próbuje użyć tego filmu jako narzędzia walki o skrajnie antyklerykalnych wyborców z partią Roberta Biedronia. Natomiast my jesteśmy konsekwentni w kierunku zaostrzania kar za pedofilię. Powstał rejestr pedofilów, z inicjatywy Ministerstwa Sprawiedliwości prezydent Andrzej Duda zaproponował projekt karania za niezgłoszenie przestępstwa pedofilii. Kilka miesięcy temu MS, jeszcze zanim ten film został wyemitowany, zaproponowało projekt zmiany kodeksu karnego, zaostrzający kary za te przestępstwa, który został w ubiegłym tygodniu uchwalony. Rejestr pedofilów PO zbojkotowała - była zwolennikiem węższego zakresu regulacji, a niektórzy politycy w ogóle kwestionowali możliwość wprowadzenia takiego rejestru. A teraz udają zaskoczenie że taki projekt, ogłoszony kilka miesięcy temu w ogóle jest. Chcąc konsekwentnie utrzymywać temat filmu Tomasza Sekielskiego na tapecie przed wyborami, nie poparli ważnych zmian, które będą chroniły dzieci i gwarantowały, że każdy przestępca, który skrzywdzi dziecko, na długi czas trafi do więzienia.

Wybory do Europarlamentu 2019. Sondaż Polska Press Grupy: Pi...

To zaostrzenie zamyka problem pedofilii? Bo opozycja nawołuje do powstania komisji, która zajmie się tą kwestią.
Zaostrzenie kodeksu karnego to po prostu kolejny krok w realizowanej przez nas walce zprzestępczością seksualną. Nawet najbardziej radykalne przepisy całkowicie nie wyeliminują takich przestępstw. Zawsze będzie w społeczeństwie jakaś - miejmy nadzieję, że maksymalnie marginalna grupa osób z pewnymi dewiacjami, schorzeniami. Natomiast reakcja państwa musi być zawsze zdecydowana i nowelizacja kodeksu karnego to gwarancja, że tak będzie.

Państwo powinno powołać specjalną komisję?
Spójrzmy z perspektywy odpowiedzialności, którą państwo egzekwuje, czyli odpowiedzialności karnej. Każdy przypadek powinien być zgłoszony prokuraturze i karalność niezgłoszenia wprowadziliśmy, więc osoby, które mają wiedzę na temat takiego przestępstwa, od dwóch lat mają obowiązek jej zgłaszania. Jeśli tego nie czynią, to same będą odpowiadały karnie. Czy komisja jest potrzebna? Potrzebne jest wyjaśnienie pewnych okoliczności niektórych spraw, dlaczego organy ścigania o nich nie wiedziały. Ale to dotyczy nie tylko Kościoła. Musimy powiedzieć sobie otwarcie, że na przestrzeni kilkunastu lat dziennikarze ujawnili szereg różnych środowisk, w których dochodziło do przestępstw seksualnych wobec małoletnich, ale odpowiedzialności nie wyciągano, bo wokół spraw tworzono zmowę milczenia. Przede wszystkim takie przypadki były opisywane np. w świecie kultury. Więc jeśli mamy podchodzić w taki sposób do walki z pedofilią, to powinniśmy spojrzeć szeroko i zastanowić się, dlaczego w przeszłości, mimo posiadanej wiedzy od pokrzywdzonych, nie zawsze zgłaszano te przestępstwa prokuraturze.

POLECAMY W SERWISIE POLSKATIMES.PL:

Wideo

Materiał oryginalny: Wybory do PE. Sebastian Kaleta: Chciałbym być pierwszym europarlamentarzystą urodzonym w wolnej Polsce - Polska Times

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze 6

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość

Gnida

G
Gość

To rękami takich miedzy innymi dzieciaków PISoBOLSZEWIA wyprowadzi naszą bolandię ze struktur UE.

Pozdrowienia dla Misiewicza.

G
Gość

Wolny Polaku, a co ty wiesz o wolności ? Nic nie wiesz jeśli tą solidarną melinę uważasz za wolny kraj. Albo masz poziom hipokryzji powyżej skali.

G
Gość

On skończył studia prawnicze ? Ale chyba u Jarka .

G
Gość

Tępy, ale wierny.....

G
Gość

może być euroosłem najwyżej

Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3