Wrocław: Lekkoatleci wyrzuceni ze stadionu AWF. Uczelnia straszy policją

Piotr Janas
Piotr Janas

Wideo

Zobacz galerię (1 zdjęcie)
Wrocławscy lekkoatleci apelują o pomoc i piszą listy otwarte. To efekt zamknięcia przez Akademię Wychowania Fizycznego stadionu lekkoatletycznego na Stadionie Olimpijskim - jedynego w mieście. Wygląda na to, że wykonany 9 lat temu remont okazał się wielką farsą.

Nie milkną echa zamknięcia stadionu lekkoatletycznego przez Akademię Wychowania Fizycznego we Wrocławiu. Jedyny w mieście stadion z pełnowymiarową bieżnią, spełniający do niedawna wszystkie niezbędne wymogi, nie tylko nie ma już atestu niezbędnego do rozgrywania na nim zawodów. Od czwartku jest także definitywnie zamknięty dla chcących tam trenować sportowców, wśród których są medaliści imprez krajowych jak i międzynarodowych.

Największym problemem stadionu, mającemu służyć głównie do trenowania (choć regularnie odbywały się na nim także zawody, takie jak np. Memoriał Edwarda Listosa czy Olimpiada Młodzieży), są spore uszkodzenia na dwóch torach tartanowej bieżni. Jedni nazywają je znanymi ze stoków narciarskich muldami, inni wybrzuszeniami, a jeszcze inni bąblami. Problem nie jest znany od wczoraj, dlatego formalnie już w marcu obiekt został zamknięty.

- Przeskakiwaliśmy przez płot i robiliśmy swoje. Bo gdzie indziej mieliśmy szykować się do sezonu? - mówi anonimowo jeden z reprezentantów Polski.

Mimo że uszkodzenia sportowcy musieli omijać, a później jeszcze mieli problemy z wchodzeniem na obiekt, to jednak to robili, ponieważ we Wrocławiu nie ma innej wymiarowej bieżni. Teraz usłyszeli jednak, że jeśli dalej będą łamać zakaz, to usuwać ich będzie ochrona albo policja.

„Zostałem wyrzucony z treningu na stadionie należącym do Akademii Wychowania Fizycznego we Wrocławiu. Władze AWF wprowadzając zakaz trenowania chcą zniszczyć lekkoatletykę we Wrocławiu. JEST MI WSTYD, ŻE JESTEM ABSOLWENTEM TEJ UCZELNI” - grzmi na swoim profilu na Facebooku Łukasz Krawczuk, medalista mistrzostw Polski, a także Europy i świata w biegach sztafetowych.

„Teraz już nie tylko nie ma we Wrocławiu hali lekkoatletycznej, ale też stadionu lekkoatletycznego. Pan prezydent Wrocławia Jacek Sutryk pisze na swoim Facebooku , że Wrocław jest miastem sportu, ale chyba nie wie, co dzieje się w lekkiej atletyce. W ostatnim czasie 20 trenerów straciło pracę, budowy hali dalej nie rozpoczęto, a teraz zamknięto jedyny stadion we Wrocławiu. Co dalej z lekkoatletyką?” - pyta nasz wybity czterystumetrowiec.

Środowisko lekkoatletyczne w stolicy Dolnego Śląska nie zgadza się z decyzją AWF-u o zamknięciu bieżni i podkreśla, że zawody i treningi to zupełnie co innego. Władze uczelni, do której formalnie należy obiekt, zasłaniają się opinią prawniczą, z której wynika, że AWF ponosiłby odpowiedzialność za ewentualne wypadki lub kontuzje odniesione wskutek korzystania z uszkodzonej bieżni.

„Podstawą decyzji były opinie Komisji Obiektów i Urządzeń Polskiego Związku Lekkiej Atletyki z 7 lipca 2019 i 24 lutego 2020 oraz opinia prawna kancelarii adwokackiej, obsługującej uczelnię. Z powyższej opinii wynika, że właściciel obiektu sportowego ponosi odpowiedzialność za szkody materialne i niematerialne, np. za wypadek, jeśli jego przyczyną był zły stan nawierzchni. W związku z tym nic nie uwalnia uczelni od odpowiedzialności za ewentualne szkody powstałe w toku eksploatacji obiektu, na którym zagrożone jest bezpieczeństwo korzystających. Akademia jest zmuszona do egzekwowania wydanego w marcu zakazu, który w ostatnich dniach był nagminnie i masowo łamany” - czytamy w oświadczeniu wydanym przez władze AWF-u.

Największy paradoks polega na tym, że zaledwie 9 lat temu tenże obiekt otrzymał nową bieżnię tartanową. Trenerzy i zawodnicy zgodnie twierdzą, że już na etapie montowania nawierzchni popełniono wiele błędów, przez co dostaje się pod nią woda i stąd te uszkodzenia. Uczelnia ma problem, ponieważ gwarancja upłynęła w 2016 roku, a koszt wymiany to około 10-15 mln złotych. Takich pieniędzy nie ma, a miasto umywa ręce, ponieważ jest to obiekt należący do AWF-u.

Doszło do tego, że lekkoatleci na treningi muszą dojeżdżać do Oleśnicy albo Siechnic, ale co mają zrobić trenujące tam dotychczas dzieci? Te poszkodowane są najbardziej, ponieważ nie tylko nie mają gdzie trenować, ale także z kim. Z powodu pandemii Młodzieżowe Centrum Sportu musiało poszukać oszczędności i zwolniło 50 trenerów. Czy to koniec lekkiej atletyki we Wrocławiu? „Królowa sportu jest tutaj bezdomna” - napisał na Twitterze Marek Plawgo.

Komentarze 2

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

i
i słusznie

I słuszna uwaga Panie Łukaszu, a Panią Alicję Tchórz poproszę o komentarz dotyczący braku pływalni całorocznych, basenów na obrzeżach miasta dostępnych dla wrocławian. Jest ich jak kot napłakał. Zgodzę się z p.Łukaszem i musimy o tym mówić głośno że to są wieloletnie zaniedbania i nieodpowiedzialne decyzje. W sprawie budowy basenu na Wilanowskiej władz Nas nie słuchała przez 10 lat. A tego że nie ma pieniędzy to już się dłużej nie da słuchać.

a
aser

Sutryk ma to gdzieś opala klatę

Dodaj ogłoszenie