Werdykt w plebiscycie Złotej Piłki to była brudna gra i francuski faul. A baraż z Rosją na myśl przywodzi mundial w... Argentynie [WYWIAD]

Adam Godlewski
Adam Godlewski
Robert Lewandowski musiał zadowolić się nagrodą pocieszenia w plebiscycie "France Football". Paradoksalnie, brudna gra w Złotej Piłce powinna zwiększyć szanse kapitana reprezentacji Polski w plebiscycie FIFA...
Robert Lewandowski musiał zadowolić się nagrodą pocieszenia w plebiscycie "France Football". Paradoksalnie, brudna gra w Złotej Piłce powinna zwiększyć szanse kapitana reprezentacji Polski w plebiscycie FIFA... fot. polska/press
Udostępnij:
- Zimowe igrzyska w Pekinie będą trudniejsze do przeprowadzenia, z uwagi na sytuację pandemiczną, niż letnie w Tokio. Nasi skoczkowie w konkursach olimpijskich mogą - mimo nieudanego startu sezonu - pobić konkurentów doświadczeniem. Natomiast piłkarzom życzę, żeby 24 marca w Rosji byli niczym Kamil Stoch podczas IO w Soczi! - mówi w przekrojowym wywiadzie Ryszard Czarnecki, członek prezydium PKOl. i europarlamentarzysta - Werdykt w Złotej Piłce to była brudna gra i żałosna polityka wydawców „France Football”, którzy nie przyznali statuetki w zeszłym roku, gdy mógł otrzymać ją tylko Robert Lewandowski. Zaś porównując tegoroczną sytuację z filmowymi Oscarami, to Leo Messi zasłużył na nagrodę za całokształt twórczości, ale na pewno nie za szczególną rolę w tym sezonie...

Spodziewa się pan, że zimowe igrzyska w Pekinie będą jeszcze trudniejsze do przeprowadzenia niż te niedawne, przesunięte o rok, letnie w Tokio?

Niestety, może to tak wyglądać, ale wierzę w dobrą organizację ze strony gospodarzy. Pod względem pandemicznym sytuacja jest gorsza niż latem, a to będzie miało wielki wpływ na logistykę igrzysk. Wydawało się, że władze chińskie będą chciały pokazać na tle Japonii, największego przez dekady kontynentalnego konkurenta w Azji, większą otwartość. Tymczasem - jak wszystko wskazuje - restrykcje będą jeszcze większe. Pekin bardzo poważnie traktuje bowiem kwestie zdrowia zawodników, a także oficjeli.

W Tokio przerabiał pan na własnej skórze bańkę utworzoną w wiosce olimpijskiej i na arenach zmagań. Należy zakładać, że w Pekinie będzie jeszcze bardziej szczelna?

Już wiemy, że trzeba spodziewać się jeszcze bardziej skrupulatnych kontroli, większej liczby testów covidowych i chyba też zmniejszenia liczby osób towarzyszących. O widzach już nie wspomnę. Ale oczywiście wszystko zależy od rozwoju pandemii. Do igrzysk zostały dwa miesiące. To dużo i mało. Rozmawiamy być może w szczycie czwartej fali COVID-19. A może niedługo wirus znajdzie się w odwrocie? Tego nie wiemy. Najważniejsza informacja na dziś jest taka, że igrzyska na pewno się odbędą.

Początek rywalizacji na zimowych arenach nie był dla polskich sportowców szczególnie optymistyczny...

Na razie nadzieje na medale dają nam głównie specjalistki od short tracku. Lepiej niż się spodziewano spisują się także łyżwiarki i łyżwiarze szybcy. Zafundowali nam grad miejsc na podium Pucharu Świata, w tym zwycięstwo w ostatni weekend Andżeliki Wójcik. Na pewno zawodem jest postawa skoczków narciarskich, choć zwracam uwagę na fakt, który daje nadzieję. Otóż mamy bardzo doświadczonych zawodników, jednych z najstarszych w stawce. Jest zatem szansa, że te tysiące skoków oddanych na różnych skoczniach i wynikające z tego obycie, pozwolą powalczyć wtedy, kiedy innych spali trema.

Mówi pan tak bardziej jako członek władz Polskiego Komitetu Olimpijskiego, czy bardziej jako kibic?

Jeśli chciałby pan fachowych opinii dotyczących techniki skoków, to proszę zadzwonić do Polo Tajnera. Ja jestem nie tylko członkiem Prezydium Zarządu PKOl., ale przede wszystkim kibicem, który zawsze w przypadku naszych sportowców stara się znaleźć pozytywy.

Były takie w plebiscycie Złotej Piłki?

To była brudna gra i żałosna polityka wydawców „France Football”, którzy nie przyznali Złotej Piłki w zeszłym roku, gdy mógł ją otrzymać tylko Robert Lewandowski. Porównując całą tę sytuację z filmowymi Oscarami, to Leo Messi zasłużył na statuetkę za całokształt twórczości, ale na pewno nie za szczególną rolę w tym sezonie; gdyż takiej po prostu nie miał. Słowo: kradzież w kontekście zabrania Złotej Piłki Lewandowskiemu jest jak najbardziej uzasadnione. Można oczywiście wskazywać, że jako Polak Robert ma trudniej - to prawda. Można dodać, że jako przedstawiciel Bundesligi także ma trudniej niż piłkarze, którzy grają bądź grali choćby w La Liga. Ale to i tak nie tłumaczy niesprawiedliwej, będącej faulem decyzji dotyczącej odwołania ubiegłorocznej edycji „Złotej Piłki”. Przecież FIFA i UEFA nie odstąpiły od przeprowadzenia głosowań i wręczenia własnych statuetek. Fakt, że „France Football” przyznał teraz nagrodę świetnemu piłkarzowi, który jednak ma gorszy sezon niż wiele poprzednich, ale właśnie dopiero teraz zaczął grać w lidze francuskiej - także trudno pominąć. Podobnie jak trochę chory system wyłaniania laureatów. Zwracam uwagę szczególnie na elektora, który umieścił Messiego na pierwszym miejscu, a Xaviego i Iniestę na kolejnych pozycjach, co pokazuje, że gość jest na poziomie archeologii piłkarskiej, ale - też wybierał...

Liczy pan, że plebiscyt FIFA znów wygra Lewandowski?

Tak. Także dlatego, że odczuwalne jest poczucie zażenowania i zniesmaczenia, iż nastąpiło coś wyjątkowo niestosownego przy okazji Złotej Piłki. A dzięki temu szanse Polaka na triumf w plebiscycie FIFA wzrosły.

A czy spodziewa się pan brudnej gry także w barażowym starciu o mundial w Katarze Rosji z Polską w Moskwie?

Już samo wspomnienie faktu, że zagramy na wyjeździe, a nie u siebie, mocno mnie wkurza. Naprawdę mogliśmy i powinniśmy ten pierwszy baraż grać u siebie, PZPN zyskałby krocie za organizację spotkania na Stadionie Narodowym. A tak duże pieniądze przeszły polskiej piłce koło nosa. W sytuacji, gdy nasza federacja funkcjonuje w kraju, który biorąc pod uwagę poziom PKB per capita, czyli na głowę mieszkańca, wciąż zalicza się do ośmiu najbiedniejszych w Unii Europejskiej - stało się bardzo źle. Zatem niewystawienie Lewandowskiego w meczu z Węgrami, i w ogóle niepoważne potraktowanie przeciwnika, to ciężki grzech zaniechania. Oczywiście, już słyszę teorie, że FIFA będzie wolała, aby w Katarze grała reprezentacja państwa, które w setce najbogatszych ludzi świata ma wielu przedstawicieli. Wierzę jednak, że rywalizacja rozstrzygnie się na boisku, a Polska ostatecznie zagra na mundialu.

Rosyjski dyktator Władimir Putin zasłynął z propagandy uprawianej poprzez sport, nie wahał się w tym celu zaryzykować wybuchem największej afery dopingowej w historii. Jako znawca realiów międzynarodowych zalecałby pan zabranie nawet wody pitnej przez naszą ekipę na mecz do Rosji?

Jestem pierwszym Polakiem, który pełni funkcję przewodniczącego Delegacji UE - Rosja, więc muszę wypowiadać się dyplomatycznie. Otóż - nie martwiłbym się o takie detale, gdyby los skojarzył nas ze Szwajcarią czy na przykład z Czechami. Gramy jednak z Rosją, gdzie sport - co pokazała nie tylko afera dopingowa, ale też igrzyska w Soczi i piłkarski mundial 2018 - jest mocno wykorzystywany przez władze do propagandy. Trzeba będzie więc uważać na każdy szczegół. Od razu na myśl przychodzi mi mundial w Argentynie w roku 1978, gdy rządziła tam junta generałów, którzy maksymalnie wykorzystywali mistrzostwa świata do swoich celów. I do dziś krążą legendy o meczu Polska - Argentyna oraz o metodach, które miały zagwarantować zwycięstwo gospodarzom… W Rosji trzeba będzie zwracać uwagę na wszystko i dołożyć wszelkich starań, żeby rywalizacja rozstrzygnęła się wyłącznie na boisku. Wspomniałem o igrzyskach w Soczi, a akurat wtedy Kamil Stoch przywiózł dwa złote medale olimpijskie. Życzę więc naszym piłkarzom, żeby w meczu 24 marca wszyscy byli Stochami!

Ze spokojem patrzy pan na zmiany w Polskim Związku Piłki Siatkowej?

W tym tygodniu nastąpi sfinalizowanie długo negocjowanej umowy z federacją światową (FIVB) dotyczących organizacji kobiecych mistrzostw świata w przyszłym roku w Polsce i Holandii. Cieszę się, że na skutek moich zabiegów - choć nie tylko moich - udało się w budżecie państwa na przyszły rok zapisać kwotę około 48 milionów złotych, absolutnie przekraczającą możliwości PZPS, na opłatę licencyjną do FIVB. Pieniądze są, nie grozi nam zatem taka sytuacja jak w przypadku Czechów, którzy w 2019 roku musieli wycofać się z organizacji żeńskich mistrzostw Europy, bo ich rząd nie dał na to środków.

To rzeczywiście dobre informacje, ale trochę uciekł pan od odpowiedzi na pytanie. Nie martwi pana brak trenera w męskiej kadrze?

Już to pytanie pokazuje, że zwracamy uwagę głównie na siatkówkę męską. Tymczasem w reprezentacji kobiecej także wyłaniamy selekcjonera. Na trenera kadry pań zgłosiło się, jak słyszę, 24 kandydatów, w tym tylko jeden Polak… Cóż, uważam, że im szybciej wybierzemy selekcjonerów, tym lepiej. Mamy już przecież grudzień, dlatego przyglądam się i patrzę na zegarek. Te decyzje powinny bowiem zapaść szybko. Zdecydowanym faworytem do objęcia kadry męskiej jest oczywiście Serb Nicola Grbić.

Angażuje się pan nie tylko w bieżącą działalność sportową, ale także upamiętniającą polskich sportowców. Ostatnio spotkaliśmy się na wystawie „Panteon Sportu”. Dlaczego jest tak ważna?

Ta wystawa, a także książki, które ostatnio ukazały się z mojej inicjatywy „Sportowcy dla Niepodległej. Opowieść na rok Powstań Śląskich” oraz „Gdy milkną oklaski” pokazuje wielkich polskich sportowców, którzy byli również bohaterami walki o niepodległość, żołnierzami, powstańcami, działali w konspiracji. To bardzo ważne, abyśmy jako Polacy nie zapominali o ludziach przez duże L, którzy potrafili zamienić boiska piłkarskie, stadiony lekkoatletyczne i inne sportowe areny na realny front walki o Polskę. Książka o Powstaniach Śląskich pokazuje wszechpolskość tego zrywu, bo wspierali go ludzie ze Lwowa, Krakowa, Poznania, Warszawy. Poza wielkim piłkarzem Henrykiem Reymanem, legendą krakowskiej Wisły, byli to także Józef Garbień, zdobywca gola na 2:1 w pierwszym zwycięskim meczu reprezentacji Polski ze Szwecja w 1922 roku, czy Józef Słonecki, pierwszy zawodowy polski piłkarz (grał we Włoszech w latach 1920-ch), późniejszy wychowawca Lucjana Brychczego i Zygmunta Anczoka. Książka Magdaleny Stokłosy, Aleksandry Wójcik i Katarzyny Janiszewskiej o sportowcach-powstańcach jest dla mnie osobiście szczególnie ważna. Z uwagi na postać - i zdjęcie tam zamieszczone - mojego dziadka Henryka Karola Czarneckiego, który zgłosił się do władz powstańczych z deklaracją, że i on chce się bić. Dowódcy Powstania uznali jednak, że lepiej, aby - zamiast strzelać z karabinu - wystawiał jako dyrektor teatru w Sosnowcu na terenach plebiscytowych polskie sztuki, opery i operetki. Dzięki temu w Katowicach odbyła się jego premiera „Halki”. Za to w Opolu przed linczem ze strony Niemców uratowali dziadka Henryka i jego aktorów francuscy oficerowie z międzynarodowych misji rozjemczej...

Książka Macieja Zdziarskiego „Gdy milkną oklaski. Opowieści weteranów polskiego sportu” jest nieco inna, ale także warta polecenia.

To prawda. Zawiera 11 wywiadów z naszymi wybitnymi sportowcami z ośmiu dyscyplin, startującymi w przedziale od lat 50-tych poprzedniego stulecia po pierwsza dekadę XXI wieku Każdy wie, kim byli Robert Korzeniowski i Renata Mauer-Różańska. Już jednak nie wszyscy kibice pamiętają, że pierwszym polskim mistrzem olimpijskim w szermierce był Egon Franke, który rodził się w niemieckiej rodzinie, języka polskiego zaczął się uczyć, gdy miał 10 lat, ale nigdy nie wyjechał do NRF/RFN i nie przyjął tamtego paszportu. To piękne świadectwo przyciągania do polskości. Wszyscy pamiętamy też o polskich kryptologach, którzy złamali kod niemieckiej maszyny szyfrującej Enigma, dzięki czemu w sposób bezdyskusyjny przyspieszyli zakończenie wojny, ale mało kto wie, że syn jednego z nich – Janusz Różycki – był naszym medalistą olimpijskim w szermierce podczas igrzysk w Tokio w 1964 roku. Na łamach „Gdy milkną oklaski…” znalazły się też wywiady z dwojgiem siatkarzy. Nie przypadkiem to Magda Śliwa oraz Piotr Gruszka, ponieważ to właśnie oni rozegrali najwięcej meczów dla biało-czerwonych barw; Magda – 359, Piotr - 450. A skoro już jesteśmy przy piłce siatkowej, to dziś jest premiera albumu „Piękno siatkówki” ze zdjęciami 300 polskich zawodniczek i zawodników. Począwszy od dzieciaków po medalistki olimpijskie z lat 1964 i 1968. Znamienne, że to do dziś jedyne medale dla Polski na igrzyskach wywalczone przez kobiety w sportach zespołowych...

Rozmawiał ADAM GODLEWSKI

Australian Open nie dla Djokovicia, jakie szanse mają Polacy?

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie