Nasza Loteria SR - pasek na kartach artykułów

PŚ w snowboardzie. Oskar Kwiatkowski: Myślę, że zaskarbimy sobie jeszcze więcej kibiców

Zbigniew Czyż
Zbigniew Czyż
PAP/Grzegorz Momot
"Widać, że jest spore grono zainteresowanych snowboardem. Myślę, że zaskarbimy sobie jeszcze więcej kibiców" – powiedział Oskar Kwiatkowski, oceniając zawody Pucharu Świata, które po raz pierwszy odbyły się w Polsce. Mistrz świata w slalomie równoległym zajął w Krynicy-Zdroju 11. miejsce.

Decyzja o tym, że Polska będzie gospodarze zawodów Pucharu Świata zapadła w maju ubiegłego roku. Wpływ na to miały starania działaczy Polskiego Związku Narciarskiego, ale także sukcesy sportowe, czyli złoty medal Kwiatkowskiego i brązowy Aleksandry Król w slalomie gigancie równoległym podczas zeszłorocznych mistrzostw świata w gruzińskim Bakuriani.

Jan Winkiel, sekretarz generalny Polskiego Związku Narciarskiego nie ukrywał, że organizacji tej imprezy towarzyszyły spore obawy, ale ochota, aby jednak podjąć się takiego wyzwania przeważyła.

"Jesteśmy dość wiarygodnym organizatorem w FIS-ie, mieliśmy rekomendację z innych konkurencji. W zeszłym roku na bardzo dobrym poziomie zorganizowaliśmy Puchar Europy. Baliśmy się jednak bardzo i dalej się boimy. Tak to jest przed pierwszym razem. Widzimy rzeczy do poprawy, ale jak to jednak określił supervisor z FIS-i – +jak na pierwszy raz jest perfekt+" – wyjawił Winkler.

Organizatorom na pewno zadania nie ułatwiła wiosenna aura. Zawody toczyły się przy 13-stopniowej temperaturze.

"Trzeba było użyć dużo soli. 80 osób było zaangażowanych do przygotowania trasy i jej utrzymania" – poinformował sekretarz generalny PZN.

Zawody na stoku Jaworzyny Krynickiej cieszyły się sporym zainteresowaniem. Przybyło prawie tysiąc kibiców, którzy w komplecie wypełnili dwie przygotowane trybuny.

"Patrząc na liczbę widzów myślę, że za rok zgłosimy już te zawody jako imprezę masową" – zapowiedział Winkler, potwierdzając tym samym, że Krynica-Zdrój wejdzie na stałe do kalendarza Pucharu Świata.

"Mam nadzieję, że tak się stanie. Wstępna decyzja już jest, a przyszłoroczne zawody zaplanowane są na pierwszy weekend lutego" – wyjaśnił Winkler.

Dla Polskiego Związku Narciarskiego organizacja takiej imprezy to spory wydatek.

"Udało się nam uzyskać dofinansowanie z Ministerstwa Sportu i Turystyki, bo bez tego trzeba byłoby dość dużo dołożyć. Same koszty nagród to prawie 600 tysięcy złotych. To duże i drogie przedsięwzięcie, ale patrząc na to co dzieje do dookoła myślę, że było warto" – nie miał wątpliwości Winkler.

Polscy kibice liczyli, że będą mieli okazję oglądać sukces Kwiatkowskiego. Polak w 1/8 finału przegrał jednak z liderem Pucharu Świata Benjaminem Karlem i został sklasyfikowany na 11. miejscu. Pozostali biało-czerwoni nie zdołali przebić się do fazy finałowej.

Trener reprezentacji Oskar Bom nie krył lekkiego rozczarowania podkreślając, że nie udało się zrealizować postawionych celów.

"Wszyscy chcielibyśmy, żeby było lepiej. U niektórych widziałem dobre momenty. Na pewno bardzo szkoda przejazdu Michała Nowaczyka i Olimpii Kwiatkowskiej. A jeśli chodzi o Oskara Kwiatkowskiego, to liczyliśmy na więcej. Szkoda, że trafił na Benjamina Karla, lidera Pucharu Świata. Czułem, że to może być najtrudniejszy rywal. Jeśliby go pokonał, to pewnie byłoby z górki. To nie było tak, że Oskarowi nie wyszła jakaś jedna rzecz. Wszystko się posypało, bo zrobił błąd w górnej części trasy. Potem chciał gonić i trochę się rozproszył i każdy kolejny skręt go pogrążał. Nie poddajemy się, zobaczymy, co będzie jutro" – podsumował.

Dla Kwiatkowskiego zawody tej rangi w Polsce to była nowość. Mistrz świata przyznał, że robił wszystko, aby się odpowiednio skoncentrować.

"Na zagranicznych zawodach nie ma wobec mnie takiego szumu, więc tutaj starałem się zachowywać tak samo. Mam tendencje do rozkojarzenia się, więc wiedziałem, co mam robić. Musiałem się trzymać z daleka choćby od dziennikarzy. Po przegranym przejeździe była złość, ale starałem się uspokoić i obejrzeć zawody do końca w ciszy" – wyjaśnił Kwiatkowski, który jednak musiał sobie radzić z faktem, że był „twarzą” tych zawodów. Wielu kibiców robiło sobie z nim zdjęcia, rozdawał autografy.

"Widać, że jest spore grono zainteresowanych snowboardem. Nasze zawody fajnie się ogląda, do końca nie wiadomo. kto wygra. Myślę, że zaskarbimy sobie jeszcze więcej kibiców" – podsumował Kwiatkowski.

(PAP)

od 7 lat
Wideo

Jak głosujemy w II turze wyborów samorządowych

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera

Materiał oryginalny: PŚ w snowboardzie. Oskar Kwiatkowski: Myślę, że zaskarbimy sobie jeszcze więcej kibiców - Portal i.pl

Wróć na gazetawroclawska.pl Gazeta Wrocławska