Nasza Loteria - pasek na kartach artykułów

Pocztówki z dawnego Wrocławia to czasem "jedyne dostępne źródło wiedzy na temat historii miasta". Rozmowa z Tomaszem Sielickim

Nadia Szagdaj
Nadia Szagdaj
Wideo
emisja bez ograniczeń wiekowych
Od Ratusza po niewielką piwiarnię. Niemcy zlecali wykonywanie pocztówek ze zdjęć własnych biznesów, małych ulic, a nawet konkretnych osób. Z pocztówek możemy się wiele dowiedzieć o mieście, a wręcz, są one nierzadko jedynym źródłem informacji np. o architekturze. O tych i innych walorach przedwojennych kartek opowiada ekspert - dr Tomasz Sielicki. Czy sterowce nad Breslau są prawdziwe? Dlaczego dawne karty zapisane są po stronie zdjęć? Przeczytajcie!

Nadia Szagdaj: Odkrywca wrocławskiego Neptuna dziś prezentuje książkę - drugą część z serii "Wrocław na dawnej pocztówce", pod tytułem "Miasto nad Odrą", której jesteś współautorem obok Mariusza Kotkowskiego. Co znajdziemy w tej książce, tak w skrócie?

Tomasz Sielicki: Zaczęliśmy od Neptuna, który już fizycznie wrócił do Wrocławia ale nie stoi jeszcze w przestrzeni publicznej. Mam nadzieję, że to się stanie. Ale niejako go reaktywowaliśmy bo w zeszłym roku założyliśmy wydawnictwo właśnie o nazwie Wrocławski Neptun, a w logo umieściliśmy kontur fontanny.

Tej oryginalnej?

Właśnie nie, użyliśmy tej XIX-wiecznej, która została najtrwalej uwieczniona. I to jest ciekawe, bo pocztówki, które my znamy pojawiły się dopiero od 1875 roku, kiedy to dyrekcja poczty Rzeszy zezwoliła na formę odkrytego listu, którą Rosjanie nazywają "odkrytka" - od "odkryteje pismo". Czyli coś, co nie było w kopercie. Od tego roku rozpoczyna się historia pocztówki, choć sam wizerunek czy zdjęcie jest dalszą jej częścią. Dodajmy też, że wówczas tekst zapisywało się z przodu, a tylna część pocztówki miała charakter wyłącznie adresowy. Tytuł "Wrocław na dawnej pocztówce" wynika z tego, że to pocztówka jest bohaterem i przez nią chcemy pokazać historię dawnego Wrocławia.

Tym bardziej, że Niemcy fotografowali i umieszczali na pocztówkach właściwie wszystko. Były pocztówki prywatne ale i takie wypuszczane przez wydawnictwa...

Wrocław był największą metropolią wschodnich Niemiec, jako miasto akademickie, czy dlatego, że znajdował się tu duży węzeł kolejowy, koszary, lazarety, garnizon. Ruch, który tu panował, handel, powodowały, że ludzie tu przybywali i chcieli pochwalić się gdzie byli. Więc wysyłali wizerunki znanych miejsc, jak ratusz, Hala Stulecia lub, takich, w których oni konkretnie byli jak piwiarnia, restauracja, czy kawiarnia. Bywało też tak, że firmy czy rodziny, zamawiały sobie w atelier fotograficznym zdjęcia, które zamieszczało się na kartach pocztowych. Z jednej strony mieliśmy piękne zdjęcie - na przykład pewnej pani, która zaczęła służbę konduktorską na tramwajach wrocławskich podczas pierwszej wojny światowej i chciała się tym pochwalić, z drugiej pocztówkę.

Twój temat!

Tak, w poprzedniej książce prezentowaliśmy panie, które pracowały w taki sposób. Nas to dziś nie dziwi, ale wówczas budziło to sensację, bo kolejarze czy tramwajarze to było raczej wąsate towarzystwo. I jeśli taka pani chciała się pochwalić, zamawiała zdjęcie i wysyłała często z adnotacją: na pamiątkę służby podczas pierwszej wojny światowej. Czasem też firma czy przedsiębiorca chcieli się pochwalić swoim Gescheftem, dlatego na pocztówkach mamy kantor czy halę produkcyjną albo całą fabrykę.

Tudzież pojedynczy dom z Psiego Pola czy Karłowic, bo ktoś miał tam Gashaus i chciał pokazać swój biznes.W książce zamieściliście pocztówkę, na której jest zdjęcie nikomu nie znanych ludzi...

Są to mieszkańcy wsi Klein Tschansch, czyli dzisiejszego Księża Małego, którzy pozują na tle świeżo wybudowanego trolejbusu do Brochowa z 1912 roku. Nie nadburmistrz, czy nadprezydent tylko zwykli mieszkańcy. Często podobne pocztówki są jedynym zachowanym do dziś świadectwem na to jak dane miejsce w danym okresie wyglądało.

Gdzie się takie pocztówki zamawiało? Na Kościuszki u Deldena? Tam gdzie mieszkał Getz...

On mieszkał dwa piętra pode mną! To moje okolice! Delden czy właśnie Getz mieli zapewne wyższe ceny, bo otrzymywali dobre zamówienia z Ratusza. Jeśli miasto otwierało rzeźnię, czy zajezdnię tramwajową to wówczas wykonywali zdjęcia, doskonałe zresztą ale nie w formie pocztówek. Są one w posiadaniu Biblioteki Uniwersyteckiej, w dużym formacie. Ale i na małych pocztówkach możemy dopatrzyć się ważnych szczegółów. Pocztówki mogą więc posłużyć za dokumentację przy odtwarzaniu zabytków. Polecam studiowanie pocztówek z mikroskopem filatelistycznym, co robimy my. Wówczas zwracamy uwagę na jakiś mały szczegół i określamy, w którym roku taka pocztówka została wykonana.

Jeśli chodzi o studiowanie pocztówek - czy znajdziemy to studium w książce. Mam na myśli takie pytanie: czy jeśli uważam, że wiem o Breslau wszystko, to po przeczytaniu książki stwierdzę, że wcale tak nie jest?

Powiem tak... Nawet dla nas pisanie tych książek to dobra akademia. Ale i przygoda. Zamykamy się na kilka godzin w archiwum państwowym, budowlanym, czy najczęściej w Bibliotece Uniwersyteckiej. Przewijamy mikrofilmy, bo prasa jest mikrofilmowana. A ta dużo nam daje, jest wciąż nieodkryta. To są niesamowite informacje, które dają nam ówcześni dziennikarze. Twoje podwórko?

Jak najbardziej!

Tego nie znajdziemy w wielkich opracowaniach. Nawet w materiałach oficjalnych, gdzie napisano, że powiedzmy, roboty rozpoczęły się "wtedy", wykorzystano "tyle" stali, kosztowała to "ileś-tam", a po przemowach i toastach w obecności cesarza odbyło się uroczyste otwarcie, powiedzmy mostu. Tu zaś, na mikrofilmach mamy często felietony, wędrówki. Taki cykl "Streifzug" - szwendanie się po mieście lub wokół miasta w jakimś celu, gdzie mamy wstawki z Psiego Pola, Maślic lub Brochowa czy samego Wrocławia i o jego przeszłości. Opisywane są tu obiekty, których ówcześni wrocławianie już nie mieli prawa pamiętać lub pamiętali je sprzed kilkudziesięciu lat, jak na przykład wieża Krupnicza na granicy starego i nowego miasta, która została rozebrana w połowie XIX wieku.

Lub hotel Residenz, na którego miejscu stoi Renoma i tylko z przekazów, młodzi Niemcy mogli o nim usłyszeć.

To też pokazujemy w książce, choć tu akurat tematem przewodnim jest Odra. Znajdują się tu więc wyspy, a jak wyspy to kościoły i klasztory, które znajdują się tam do dziś, choć niektóre zmieniły rolę. Gmachy użyteczności publicznej... Odra była sceną i przestrzenią dla reprezentacyjnych budowli. Stąd mamy tzw. pas ziemi książęcej, który ciągnął się od Hali Targowej do arsenału. Należał on do dynastii piastowskiej i tam też powstały różne fundacje, klasztory i kościoły, które zyskały w baroku przepiękną formę. Nasz wrocławski "waterfront", do dziś robiący wrażenie na turystach, szczególnie, że jest pięknie podświetlony. Po sekularyzacji klasztory przeszły na własność państwa. Najczęściej zostawały siedzibami uczelni czy innych zakładów edukacyjnych, jak Biblioteka Uniwersytecka czy gimnazjum św. Macieja, a dzisiejsze Ossolineum. Później tę myśl rozwijali kolejni architekci miejscy. Max Berg także przewidywał tzw. "Monumental Stadt" wzdłuż Odry z muzeami i obiektami użyteczności publicznej, co miało odciążyć Rynek - administracyjne centrum Wrocławia. Potem ten temat kontynuowali architekci III Rzeszy. Z tego mrocznego, brunatnego okresu mamy dwa olbrzymie gmachy - pierwszy wzdłuż Odry, równolegle do ul. Cybulskiego. Tam mieści się Archiwum Państwowe i część Uniwersytetu Wrocławskiego.

Na Bulwarze Fizyków?

Tak, tę pocztówkę także mamy w książce. I oczywiście urząd wojewódzki. Posiadamy pocztówkę przedstawiającą gmach kiedy był on jeszcze nieotynkowany, bo budynek po wojnie otynkowali komuniści. To była siedziba nowej rejencji. Stara rejencja mieściła się w dzisiejszym Muzeum Narodowym. Ten budynek też pokazujemy. Nie trzeba szczególnie wnikliwie studiować tej pocztówki, by zobaczyć "subtelne" różnice. Brak narożnych zwieńczeń - cebulastych hełmów, które dodawały smaczków temu gmachowi. On i bez nich jest piękny, ale wówczas bardziej wyciągał się ku górze.

Zatem tu rodzi się kolejne pytanie. Powiedziałeś, że na podstawie pocztówek możemy rozpoznać okres, w którym zostały one wydane, czy dzięki nim określić w jakim czasie dany obiekt nosił pewne charakterystyczne cechy. Ale jak jest z retuszem, bo taki zabieg też często pojawia się na pocztówkach?

W cięższych gospodarczo okresach wypuszczano nierzadko starsze ujęcia, tylko na przykład na gorszym papierze. Po czym to rozpoznać? Na przykład po tym, jaki mamy na zdjęciu tramwaje. Jeśli ktoś wie w jaki sposób modernizowano wagony, może określić wiek zdjęcia. Widnieje napis "Freiheitsbrücke" (Most Grunwaldzki - red.), czyli jest już po roku 1924, a ujęcie pochodzi z roku 1913. Ciekawe jest to, że po przejęciu Wrocławia przez administrację polską, mamy zniszczony kraj. Wrocław też jest zniszczony, więc to co zostało jest na wagę złota. Poniemieckie pocztówki były więc wykorzystywane przez Polaków. Mamy na przykład zamazane, czy przekreślone "Breslau" i dopisane "Wrocław". Często domalowywane były automobile czy tramwaje. Są ujęcia, na przykład ulicy Świdnickiej i tramwaj, który nie pasuje do żadnego typu, proporcje są nie takie, perspektywa też się nie zgadza.

A sterowce? Też retusz?

Sterowce także. Mamy całą serię pocztówek, nie tylko wrocławską... Właściwie każde miasto niemieckie maiło takie pocztówki: kartki z przyszłości. Najczęściej mieliśmy tu panoramę ulicy, na której było wszystko. Sterowiec, dwupłatowy samolot, automobile, estakadę z Hohbahnem... Tak sobie to wyobrażano. Jest również słynna kartka "Śnieżka przyszłości".

Widziałam ją! Ludzie w szlafmycach w górach, w jakichś wagonikach...

Są pocztówki "pijane". Krzywa perspektywa, śmiejący się księżyc i ledwo trzymający się na nogach ludzie. Towarzystwo, które wyszło z któregoś z szynków, być może od Kipkego, od Kisslinga czy z Piwnicy Świdnickiej. Wszystko dookoła jest pokrzywione, włącznie z latarniami. Mamy humorystyczne scenki z żołnierzami mknącymi na ostatni tramwaj by zdążyć do koszar. W formie pocztówek wydawano pamiątkowe bilety na omnibusy. Miały miejsce na skasowanie, które konduktor przecinał w odpowiednim polu. Taką pocztówkę wysyłało się dowód tego, że odbyło się podróż.

***

O pocztówkach można rozmawiać godzinami. My zachęcamy do zakupu lektury, co można zrobić na stronie wydawnictwa Neptun. Zobaczcie też film z wywiadem.

Zajrzyjcie do galerii wybranych pocztówek ze zbiorów prywatnych autorów, którzy podzielili się z nami namiastką tego, co zawarte jest w książce:

"Wrocław na dawnej pocztówce" to analiza pocztówek, autorstwa Tomasza Sielickiego i Mariusza Kotkowskiego.

Pocztówki z dawnego Wrocławia to czasem "jedyne dostępne źró...

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera
Wróć na gazetawroclawska.pl Gazeta Wrocławska