Nie ma sianka, nie ma granka. Szczęścia ono niby nie daje, ale jednak cholernie ułatwia nam życie

Wojciech Koerber
Udostępnij:
Nie ma sianka, nie ma granka - ta znana zależność, wywodząca się z polskiego piłkarstwa, rokrocznie przed Bożym Narodzeniem przybiera na wadze. Wiadomo - kolędy itp. za darmo nikt nie zagra. Trzeba zatem życzyć nam wszystkim sianka, nie tylko na wigilijnym stole, a przez rok cały. Moraliści się oburzą, że szczęścia ono nie daje, ale nie oszukujmy się, cholernie jednak ułatwia życie.

Różnie te wigilie wyglądają. Pewna grupa Rosjan urządziła ją raz w lesie, przy ognisku, na dalekiej Syberii. Popili oczywiście uczestnicy, ktoś ich napadł, zadyma. Rano się budzą, trzeźwieją, spoglądają po sobie. I jeden, pokrwawiony cały, z uznaniem niemałym mówi: "Nooo, ale ten jeden w futrze to się nieźle napier...".

Wybaczcie słownictwo, tuż przed wigilią planowałem być delikatny, subtelny i do rany przyłóż. Kolega jednak mawia: matkę oszukasz, ojca oszukasz, ale życia nie oszukasz. No nie oszukasz. Zresztą, pewna przesympatyczna starsza Pani, stała Czytelniczka, zadzwoniła ostatnio i mówiła, że zmieniać się nie muszę, bo mam swój urok. A to bardzo kulturalna Pani. No więc się nie zmieniam, niekiedy nadal będę frywolny. Takie głosy są, rzecz jasna, najmilsze, nadają przecież sens temu, co robimy.

Albo to. Jakiś czas temu wspominałem, że tempo życia redakcji sportowej jest błyskawiczne, i że my, w niedzielę, nie idziemy siku wtedy, gdy nam się chce. Byłby to zbyt duży komfort. Idziemy wtedy, gdy nie możemy wymyślić tytułu. No i wybieram się ostatnio w to właśnie miejsce, otwieram drzwi, a tam pewien nowy członek redakcji (pracownik znaczy, nie łapcie mnie za słówka), a więc pracownik ten wychodząc, na mój widok: "Co? Tytuł?".

Co tu dużo mówić, takie sygnały z WC wywołują uśmiech na twarzy, świadczą bowiem o sporej poczytności wewnątrz firmy. A że internetowe trolle skomentują dosadniej? Od tego są przecież trolle. Ważne, że nie wszyscy lubią, ale jednak wszyscy czytają.

No dobra, powiem Wam jeszcze w skrócie, co się wydarzy w dolnośląskim sporcie 2014, bo ja generalnie wiem wszystko, tylko że nie zawsze. Otóż 19 stycznia Justyna Kowalczyk pobiega na Polanie Jakuszyckiej w ramach PŚ. Dzień wcześniej też, ale jednak ta niedziela ważniejsza. Tak się składa, że 10 km klasykiem to specjalność jej zakładu. I że 19 stycznia to dzień jej 31. urodzin. A więc będzie i Mazurek, i głośne sto lat na Polanie. Będzie i patriotycznie, i wzruszająco.

W lutym Natalia Czerwonka zdobędzie pierwszy dla Dolnego Śląska medal zimowych igrzysk olimpijskich. Z drużyną panczenistek. Pierwszy, bo cztery lata temu w Vancouver zawodniczka Cuprum Lubin była tylko rezerwową. Siedem dyszek z PKOl.-u, jak za medal, w nagrodę dostała, lecz na pudle nie stała.

Na przełomie lutego i marca wrócimy do Jakuszyc i znów będzie sentymentalnie. Termin Światowych Igrzysk Polonijnych przypadkowy nie jest (23.02-1.03): chodzi o to, by Polonusi mogli też wziąć na koniec udział w Biegu Piastów, współtworzyć nowe rekordy imprezy.

Wiosną siatkarki Impelu, spadkobierczynie Gwardii, sięgną po medal MP i będzie to preludium do wrześniowych MŚ mężczyzn. A, jak wiemy, polska grupa rozgrywać zamierza mecze w Hali Ludowej. Również wiosną do ekstraklasy wrócą po latach szczypiorniści Śląska, 15-krotni mistrzowie kraju. Ale nie tylko. Podobny historyczny powrót planują także koszykarki Ślęzy. Jeśli, odpukać, nie uda się na parkiecie, wykupią dziką kartę. A więc, raz jeszcze, dużo sianka przede wszystkim!

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Wideo

Komentarze

Komentowanie zostało tymczasowo wyłączone.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Przejdź na stronę główną Gazeta Wrocławska
Dodaj ogłoszenie