Mój Reporter: Jak się dowiedzieć, czy mój krewny został przyjęty do izby wytrzeźwień?

Agata Wojciechowska
fot. Michał Pawlik
- Jak to jest z udzielaniem informacji dotyczącym osób znajdujących się we Wrocławskim Ośrodku Pomocy Osobom Nietrzeźwym (dawna izba wytrzeźwień)? - pyta nasz czytelnik Kamil Kulczynek. Odpowiedzi szukała Agata Wojciechowska.

Jako przykład nasz czytelnik podał następującą sytuację:

"Znajomy nie wrócił do domu po imprezie sylwestrowej. Mieliśmy kilka scenariuszy, począwszy od zostania na noc u znajomego aż do nieszczęśliwego wypadku. Wzięliśmy również pod uwagę, że mógł zostać zabrany do Wrocławskiego Ośrodka Pomocy Osobom Nietrzeźwym (dawnej izby wytrzeźwień). Siostra owego znajomego zadzwoniła tam i poprosiła o udzielenie informacji, czy ktoś o takim imieniu i nazwisku przebywa na terenie WroPON. Otrzymała kategoryczną odmowę udzielenia informacji. Osoba, która odebrała telefon zasłoniła się ochroną danych osobowych.
Nie chcieliśmy jeszcze informować policji, ponieważ minęło dopiero kilka/kilkanaście godzin od umówionej godziny powrotu - zresztą, znajomy w krótkim czasie po tym telefonie dotarł do domu. Wiemy, że ten, kto został umieszczony w ośrodku, oddaje do depozytu rzeczy osobiste, w tym telefon komórkowy, więc nie może się skontaktować z rodziną.
Czy faktycznie, pracownicy Wrocławskiego Ośrodka Pomocy Osobom Nietrzeźwym nie mogą podać informacji, czy dana osoba przebywa na terenie Ośrodka? Nie chodzi przecież o podanie dokładnych danych, lecz o odpowiedź: "Tak" lub "Nie"."

Obowiązująca ustawa o ochronie danych osobowych jest niezwykle restrykcyjna - podkreślają wszyscy, którzy mają z nią do czynienia w praktyce.

Każdego, kto zostanie przewieziony do WroPONu (dawna izba wytrzeźwień) i jest w stanie porozumieć się, pracownicy pytają kogo należy zawiadomić, że osoba została do nich przyjęta. Mimo iż zabierane są jego rzeczy osobiste, w tym telefon, bliscy są więc informowani, że znajduje się on w ośrodku. O ile wyrazi ona na to zgodę. W praktyce więc, w przypadku gdy przyjęta osoba wskaże brata, żona niczego się nie dowie ani telefonicznie, ani nawet osobiście.

Podobnie jest w szpitalach i na policji. - W przypadku gdy policja zatrzymuje osobę podejrzaną o popełnienie wykroczenia lub przestępstwa, wypełniany jest protokół zatrzymania - mówi Krzysztof Zaporowski z dolnośląskiej policji. - Jest tam rubryka: kogo funkcjonariusze powinni powiadomić, więc osoba zatrzymana ma możliwość poinformowania o tym fakcie rodziny czy bliskich.

W przypadku, gdy mamy podejrzenie, że osoba zaginęła, policjanci przyjmują zawiadomienie na komisariacie. Zgłaszający powinien mieć przy sobie dokument tożsamości i najlepiej aktualne zdjęcie osoby zaginionej. Funkcjonariusze sprawdzą wersję wydarzeń.

- Czasami mamy do czynienia z sytuacją, że osoba zaginiona nie chce, by kontaktował się z nią ktoś z rodziny. Wówczas policja poinformuje, że ona żyje, ale nie zdradzi miejsca, w którym przebywa - dodaje Krzysztof Zaporowski.

Jak dokładnie jest w szpitalach? CZYTAJ NA NASTĘPNEJ STRONIE [KLIKNIJ]
W szpitalu także tylko za pośrednictwem policji dowiemy się, czy nasz krewny w nim przebywa. - Jeśli mamy wątpliwości, co dzieje się z osobą, która nie kontaktuje się z rodziną, należy zgłosić zaginięcie na policję - wyjaśnia Maria Dytko, pełnomocnik dyrektora ds. praw pacjenta w Wojewódzkim Szpitalu Specjalistycznym przy ul. Kamińskiego we Wrocławiu. - Tygodniowo przyjmujemy tysiące pacjentów. Gdyby Szpitalny Oddział Ratunkowy musiał jeszcze zajmować się szukaniem czy dany pacjent został do nas przewieziony, nie miałby prawie czasu na leczenie. Poza tym zakazuje nam tego prawo.

Zadaniem pełnomocnika dyrektora ds praw pacjentów, jak sam wskazuje, jest ochrona praw pacjentów, a nie ich rodzin. - Ze względu na przepisy, telefonicznie nie możemy podać osobom postronnym, których w żaden sposób nie sprawdzimy, czy nie oszukują nas co do swojej tożsamości. Nawet tego, czy dany chory został do szpitala przyjęty.

Pacjent ma możliwość wypełnienia w dokumentach danych osoby, której lekarze mogą udzielić informacji o stanie jego zdrowia. - Często zdarza się, że nie jest to małżonek czy rodzice, wtedy musimy uszanować zdanie pacjenta - dodaje Maria Dytko. - Nawet funkcjonariuszom nie udzielamy informacji telefonicznie. Patrol musi przyjechać do szpitala i pokazać legitymacje.

Jakiekolwiek informacje o osobach poszukiwanych przez bliskich, najszybciej zdobędzie więc policja.

Jak możemy się sami zadbać, by powiadomiono naszą rodzinę? Warto przygotować i nosić razem z dokumentami karteczkę, informującą kogo należy zawiadomić w razie wypadku. W telefonie komórkowym przed nazwiskiem osób bliskich warto umieścić skrót ICE (od ang. In Case of Emergency, co w tłumaczeniu oznacza w nagłym wypadku). Lekarz pogotowia lub oddziału SOR będzie mógł skorzystać i skontaktować się z osobą nam bliską.

Wideo

Komentarze 8

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

s
s
fakt autentyczny- ręce opadają.
E
Ewa
W ciągu kilku miesięcy było 6 zgonów ( kobieta przypięta pasami spłonęła ). Zmienili niedawno szyld i nie pomogło. Znowu zgon. Za komuny nie wiadomo co tam się działo , bo nie podawali.
Całe miasto to wie , dlaczego mają mnie ścigać za fakty autentyczne?
A może za cytat z piosenki ?
z
ziibi
Fajnie tak przywalić anonimowo, nie? Ale to iluzja, droga Ewo. Wcale nie jesteś anonimowa. Jesteś w łatwo rozpoznawalnej grupie polskich zajadłych głupków, być może z własnym nałogiem.
z
zibi
A broń Boże Was. Tylko Ciebie frustracie To, że umiesz pisać wcale nie znaczy że umiesz myśleć, czemu właśnie dałeś wyraz.
W
Wojtek
"Gdyby Szpitalny Oddział Ratunkowy musiał jeszcze zajmować się szukaniem czy dany pacjent został do nas przewieziony, nie miałby prawie czasu na leczenie."

Na Kamińskiego wciąż nie wiedzą co to komputer?
E
Ewa
jak grabarza sen w zaświaty zaprowadzi Cię".
Przy tylu wypadkach śmiertelnych w tej instytucji to raczej dzwonić do kostnicy.
W
Wrocławianin
"Każdego, kto zostanie przewieziony do WroPONu (dawna izba wytrzeźwień) i jest w stanie porozumieć się, pracownicy pytają kogo należy zawiadomić, że osoba została do nich przyjęta." Że niby co robią???? Przecież to jest betonowa socjalistyczna instytucja w której pracują zdegenerowani agresywni frustraci. Chamstwo i traktowanie ludzi jak bydło jest standardowa procedurą. Możesz człowieku zdechnąć (jeśli jesteś chory) a lekarz "klepnie", że badania zostały przeprowadzone a ty byłeś zdrów jak ryba w chwili przyjazdu.
j
jw
Napruj się siwuchą, traf do izby i sprawdź czy nie ma tam znajomego.
Proste? Proste.
Dodaj ogłoszenie