Miśkiewicz: Zapytałem, co się dzieje z Andrzejem? Usłyszałem, że układa ciała zabitych. I wtedy to poczułem, że to też jest moja wojna!

Aleksandra Smolak
Aleksandra Smolak
Sztuka pomagania. Trwa ogólnopolska mobilizacja humanitarna na rzecz Ukrainy. Aukcja prac ukraińskich artystów ArtFrontUkraine ma nas przybliżyć do pokoju, a tylko on spowoduje zatrzymanie inflacji. Z Przemysławem Miśkiewiczem ze Stowarzyszenia Pokolenie rozmawiamy o tym, jak wojna wpływa na biznes i życie każdego z nas.

Dlaczego Pokolenie i dlaczego Ukraina?
Stowarzyszenie Pokolenie jest organizacją, która powstała w 1997 r. Naszym głównym tematem działalności jest przybliżanie historii młodemu pokoleniu i walka ze skutkami komunizmu, czyli wytykanie tego, co z poprzedniego systemu zostało. Staramy się, aby te skutki były jak najmniejsze. I w jakiś naturalny sposób w 2014 r. Ukraina się w te nasza działania wpasowała.

Jak to się stało?
Ukraina była typowym krajem postkomunistycznym, czyli w zakresie naszych zainteresowań. Ja jako człowiek mocno dojrzały, można by powiedzieć, że obecnie już lekko przejrzały, polubiłem ten klimat. Podobał on mi się na tyle, żeby tam jeździć co jakiś czas na wakacje, bo było tanio i wracać tutaj, gdzie ten komunizm coraz bardziej się oddalał. Końcem stycznia 2014 r. razem z kolegą pojechaliśmy na Majdan. Poczułem tam coś niesamowitego. Atmosferę jak z filmu, Solidarności Sierpnia 80 roku i strajków 88 roku. Były demonstracje i wspaniałe przemówienia trybunów ludowych. Przyjechaliśmy z jakąś drobną pomocą i pieniędzmi. Zostaliśmy pięknie przyjęci. Spaliśmy z dziennikarzami w domu związków zawodowych, który chwilę później w czasie pierwszej pacyfikacji Majdanu spłonął. Potem przyjechałem drugi raz, zaczęliśmy nakręcać coraz większą akcję. Robiliśmy zbiórki publiczne, koncerty, mniejsze, większe imprezy. I tak co 10 dni jeździłem na Majdan, dowożąc kolejną pomoc. Pamiętam marsz afgańców, czyli tych dawnych żołnierzy, którzy walczyli w Afganistanie po stronie sowieckiej, a teraz opowiadali się za niepodległością Ukrainy. Zdawali sobie sprawę, że wtedy walczyli w nie swojej wojnie, teraz chcieli walczyć dla Ukrainy, byli po stronie Tych, którzy byli na Majdanie. Z ówczesnych przemówień zrozumiałem, że we wtorek spotykamy się wszyscy na Majdanie i idziemy na Werchowną Radę, czyli na parlament ukraiński. To jest odległość kilkuset metrów. Wydawało się, że będzie wielka fiesta. Ja musiałem wtedy wyjechać, ale zadzwonił do mnie kolega. Mówi, że idą, że jest ich 30 tys., że jest pięknie. Już godzinę później był gorszy telefon z informacją, że w granatach hukowych są śruby, które przebijają kamizelki, że ludzie są ranni. Za dwie godziny kolejny, zapytałem, co się dzieje z Andrzejem? Usłyszałem, że układa ciała zabitych przy stacji metra. I wtedy to poczułem, że to też jest moja wojna! Od tego się zaczęły ostre działania na rzecz Ukrainy. Kiedy była druga pacyfikacja Majdanu, byłem w Niemczech, ale zadzwonił do mnie Andrzej polsko-ukraiński bohater tamtego czasu. Mówię, Andrzej wygraliście! On odpowiedział - wygraliśmy wspólnie. I to było rzeczywiście piękne zwycięstwo. Jeździliśmy z pomocą na front, przywoziliśmy sprzęt i tak to trwało, trwało, trwało. Jednak nie da się utrzymać jakiegoś wielkiego napięcia wśród społeczeństwa, przez cały czas tych okrucieństw. Z czasem nasze zbiórki były coraz mniejsze. Teraz jest podobnie.

Mobilizacja była intensywna, ale zbyt krótka?
Temat ukraiński wrócił. Kiedy zaczęło się takie mocne napięcie, byłem przekonany, że wojny nie będzie, bo ona była nieracjonalna. Pamiętam ten moment, kiedy codziennie ludzie oczekiwali, że zacznie się wojna. Trzy dni wcześniej, redaktor „Dziennika Zachodniego” zrobił ze mną wywiad - przygotował całostronicowy materiał, który miał się ukazać w piątkowym wydaniu. Opowiadałem, że tej wojny na pewno nie będzie. Kiedy dostałem go do autoryzacji, trzeba było pisać nowy materiał, bo sytuacja się zmieniła. Dwa dni później odbywała się promocja mojego albumu Precz z Komuną. Zebrali się ludzie z Niezależnego Zrzeszenia Studentów z lat 80. Było nas ponad 100 osób. Mieliśmy wspominać dawne czasy i mówić, jak jest pięknie. Nastrój był jednak inny. Otworzyliśmy konto. No i zaczęła się oczywiście fantastyczna zbiórka. Po kilku dniach było ponad 100 tys. zł. Uruchomiliśmy różne kanały pomocy. Część szła przez Monikę Andruszewską, która od 8 lat jest w Ukrainie. Jarek Podworski jeździł już wcześniej przez wszystkie te lata z pomocą i robił to też teraz. To było tylko jakby odnowienie pewnych rzeczy i zintensyfikowanie ich gdzieś w inne strony.

Sytuacja z lutego jednak chyba się mocno różniła, od tej z 2014 r.?
Wtedy pomoc szła w tamtą stronę, pojedyncze osoby do nas przyjeżdżały. Teraz tłumy przychodziły na naszą stronę, a my pomagaliśmy i tam i tu. Nie chcę powiedzieć, że rząd czy administracja źle w tym czasie funkcjonowała, bo to byłoby nadużycie. Rzeczą naturalną jest, że wszystkie sformalizowane działania, które są robione przez administrację rządową, muszą mieć jakieś dekrety, ustawy. Pomoc, która była tutaj na miejscu dla uchodźców, pochodziła głównie od nas. Oczywiście było też ogromne poruszenie społeczne, spontaniczne i nikt się nie pytał o pieniądze. To w dzisiejszym świecie jest naprawdę rzadkość. Wszystko było robione na zasadzie takiej, że dostawałem rano telefon, że pod Warszawą jest do odbioru nagrzewnica, ktoś po nią jechał i wieczorem była już na granicy. I to nie chodzi tylko o to, że taka była nasza siła. My nie musimy robić przetargów, formalności i tak dalej i tak dalej. Dlatego organizacje pozarządowe są nieprawdopodobnie ważne w takiej działalności. I to jest naturalne, że państwo powinno właśnie na te organizacje zrzucać duży ciężar. A państwo niech się nie zajmuje drobiazgami, tylko poważnymi sprawami, gdzie na przykład tych uchodźców umieścić?

Sytuacja w Polsce jest opanowana, więc większość z nas myśli OK, zrobiliśmy swoje. . .
Ludzie widzieli i widzą tę wojnę w telewizji. Na samym początku każdy zaczynał dzień od odpalenia komórki i sprawdzenia nowych informacji. Z czasem coraz rzadziej i rzadziej. Te bomby nam na głowę nie spadały. Każdy chodził do pracy, na imprezy, do kina. Myślenie o tym, że wojna toczy się 300, 500, 1000 km od nas stałoby się racjonale, gdyby, nie daj Boże, bomba spadła koło Przemyśla. Wówczas od razu nasza optyka by się zmieniła. Cały czas myślę nad tym, jak można tę akcję zintensyfikować, bo nie chcę mówić truizmów, ale: To też jest nasza wojna!

A teraz: To wciąż jest nasza wojna! Nowe hasło ma pomóc w ogólnopolskiej mobilizacji humanitarnej?
Hasło: To też jest nasza wojna, gdzieś mi wykwitło w głowie na samym początku tej wojny. Później zaczynało jakby tak trochę niknąć, a ja chciałem, żeby ono mocno wybrzmiało. Dlatego już nie przeze mnie, ale zostało delikatnie zmienione.

Ludzie tą wojną są już zmęczeni, aby zmobilizować ich do dalszego działania, nie czekając na tragedię, która może dotrzeć i do Polski, z pewnością potrzeba dobrego przykładu.
Wydaje się, że nic strasznego się nie dzieje. Na granicach już nikogo nie ma. Wszyscy są przekonani, że najgorsze za nami. Państwo jest pewną strukturą, jest rząd, są siły zbrojne, ale też firmy, które funkcjonują w państwie zarówno jako spółki skarbu państwa, jak i te prywatne. Niedawno rozmawiałem z moim dobrym kolegą, który prowadzi biznes w Ukrainie. I w tej chwili nie funkcjonuje on najlepiej, mnóstwo ludzi ma do niego pretensje i nikogo nie interesuje, że trwa wojna. My też możemy teraz mówić, że nie da się przewidzieć wojny, że to nas nie dotyczy. Tymczasem dotyczy.

Pomoc Ukrainie realnie wpłynie na pomoc nam? Samym sobie? Będzie się nam lepiej żyło?
Na początku wybuchu wojny praktycznie wszyscy coś zrobili, tak jak w czasie Covidu - budowaliśmy szpitale i tak dalej i tak dalej. Tu nie chodzi o to, żeby robić coś na rozkaz, tylko żeby myśleć! To właśnie świadczy o tym, że ktoś jest dojrzałym obywatelem, który stara się działać z wyprzedzeniem. Z jednej strony chodzi o współodczuwanie z tymi biednymi ludźmi i żeby im chcieć pomóc, dając te pieniądze. Z drugiej robiąc to, sami zabezpieczamy swój biznes. To jest bardzo ważne. Tylko spokój za granicą spowoduje zatrzymanie inflacji. Wojna jest momentem, na którym można zarobić ogromne pieniądze, ale robi to mała grupa. Zwiększenie rynków eksportu i importowania zapewni bezpieczeństwo w biznesie, dlatego dajmy pieniądze na to, żeby Ukraina tę wojnę mogła wygrać. Pomagajmy tak jak każdy może. Z każdej strony, z której nie spojrzymy, wyłożone pieniądze na pomoc Ukrainie przybliżają pokój, a on zawsze jest lepszy od wojny i to nie ulega żadnej wątpliwości. Więc trzeba wspomagać Ukrainę.

Na przykład poprzez aukcję prac ukraińskich artystów ArtFrontUkraine?
Tak. Licytować te wspaniałe dzieła można poprzez stronę sztukapomagania.pokolenie.org.pl. To pomysł dość niestandardowy i trochę go się boję. Ale jak się nie podejmuje wyzwań, to nie ma się efektów. Dzieła kilkudziesięciu ukraińskich topowych plastyków trafią na aukcję, która będzie mieć miejsce w Pałacu na Wyspie w Łazienkach Królewskich w Warszawie. Dla nas to duże wyzwanie logistyczne. Samo zorganizowanie przedsięwzięcia od strony samej imprezy nie jest wielkim problemem. Jednakże zgranie wszystkiego jest już trudniejsze. Dzieła muszą przyjechać do Polski, aukcja zostanie przeprowadzona przez dom aukcyjny, ale przede wszystkim muszą być nabywcy. Mam nadzieję, że to będzie sukces i uda się zgromadzić poważną sumę na pomoc dla Ukrainy. Oprócz tego wystawa zdjęć na 250 dni wojny i duża akcja społeczna w pociągach, na dworcach i innych nośnikach. Pomaganie jest też sztuką, bo trzeba umieć zdobyć środki i wiedzieć, jak je właściwie wykorzystać. Mam nadzieję, że będziemy naprawdę widoczni i da to efekt, który przyczyni się do zwycięstwa, bo przecież: To wciąż jest nasza wojna.

Z Przemysławem Miśkiewiczem rozmawialiśmy przed aukcją w Łazienkach Królewskich. Akcja przyniosła bardzo dobry wynik, ale dalsza pomoc wciąż jest niezbędna. Działania Stowarzyszenia Pokolenie na rzecz pomocy Ukrainie wspierać można również, wpłacając środki na numer konta: 46 1050 1214 1000 0023 2833 5191.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Jak przekuć naukę w sukces biznesowy? Pomogą w tym spin-offy

Materiał oryginalny: Miśkiewicz: Zapytałem, co się dzieje z Andrzejem? Usłyszałem, że układa ciała zabitych. I wtedy to poczułem, że to też jest moja wojna! - Dziennik Zachodni

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

P
Peace
Taka sama to nasza wojna, jak ta w Iraku, Afganistanie, na granicy Turcji z Kurdami, na granicy Azerbejdżanu i Armenii, na granicy Palestyny i Izraela. Przestańcie już judzić i prowokować w interesie USA, bo doprowadzicie Ukrainę do całkowitej zapaści, a Polskę i Europę do głębokiego kryzysu...
Wróć na gazetawroclawska.pl Gazeta Wrocławska
Dodaj ogłoszenie