W okręgu legnickim w siedem miesięcy myśliwi odstrzelili już ponad 5 tys. dzików. A sezon trwa.

Myśliwi z legnickiego okręgu łowieckiego wykonują odstrzały dzików - podobnie jak w innych rejonach kraju. Liczba zabitych zwierząt jest zatrważająca. Od początku sezonu czyli od 1 kwietnia, do końca listopada koła łowieckie z okręgu legnickiego odstrzeliły aż 5158 sztuk. A to jeszcze nie koniec, ponieważ sezon na polowania kończy się 31 marca.

Idziemy na rekord

- Liczymy, że liczba odstrzelonych dzików znacznie przekroczy sześć i pół tysiąca.

Właśnie, tyle było w poprzednim sezonie - przyznaje łowczy okręgowy z Legnicy Ryszard Bryliński. - Tylko w listopadzie myśliwi pozyskali 1512 sztuk, więc jest już niemal pewne, że na koniec będzie ich znacznie więcej. Dla porównania, w poprzednich latach nasze koła łowieckie pozyskiwały w całym okręgu nie więcej niż 700 dzików.

Odstrzał tych zwierząt to efekt rozporządzenia wydanego przez ministra ochrony środowiska Jana Szyszkę, który w ten sposób walczy z ASF, czyli afrykańskim pomorem świń (zakaźną chorobą wirusową trzody chlewnej).

W Polsce odnotowano ponad 500 przypadków, niemal wszystkie wystąpiły przy granicy z Białorusią.

Według wytycznych ministra, w ramach działań ochronnych, myśliwi mają maksymalnie ograniczyć liczebność dzików. - Docelowo ma być jedna sztuka na tysiąc hektarów obwodu - wyjaśnia łowczy Bryliński.

Nie chce komentować decyzji ministra. Podkreśla, że ASF to groźna choroba, a myśliwi muszą się dostosować do zarządzenia.

Dzik miał jak w raju

- Dzików jest dużo, bo i zmieniło się nasze rolnictwo - mówi łowczy. - Zamiast małych pół z burakami czy ziemniakami, pola kukurydzy sięgają teraz po horyzont, a to idealnie warunki dla dzików.

Końcówka roku kalendarzowego to dla myśliwych kolejne okazje do zbiorowych polowań. Strzelają w Sylwestra i w Nowy Rok, ale nie chcą zdradzić gdzie, w obawie przez przeciwnikami polowań, a tych w naszym regionie nie brakuje.

Paweł Pomian, przewodniczący wrocławskiego koła Partii Zielonych, twierdzi, że liczba odstrzału zwierząt stale rośnie, a lista gatunków się wydłuża.

- To niebezpieczna i nieuzasadniona ingerencja w nasze środowisko - mówi Pomian. - Protestowaliśmy, gdy myśliwi dostali pozwolenie na strzelanie do dzików w obrębie miasta. Zresztą z polityką pana ministra polegającą głównie na zwiększeniu odstrzałów coraz to nowych zwierząt, choćby żubrów, łosi, rysiów czy wilków, nie można się zgodzić. Stąd nasze protesty i współpraca z grupami, które urządzają spacery w trakcie polowań, blokując odstrzały zwierząt - dodaje.

Spacery organizuje między innymi grupa o nazwie „Wrocławianie Przeciw Myśliwym”. W tym roku kilkakrotnie pojawiali się na polowaniach, doprowadzając do słownych przepychanek z myśliwymi, a nawet interwencji policji.

Jedna z ostatnich takich zdarzyła się w Kole Łowieckim „Darz Bór” z Milicza. Członkowie grupy zablokowali zbiorowe październikowe polowanie. Na miejscu pojawiła się policja, ponieważ jeden z uczestników nagonki był pod wpływem alkoholu.