Jan Krzysztof Ardanowski: Rolnictwo jest sprzymierzeńcem w walce o klimat

Tomasz Chudzyński
Tomasz Chudzyński
Odpowiednio prowadzone plantacje pochłaniają ogromne ilości dwutlenku węgla. Rolnictwo to szansa w walce ze zmianami klimatu, a jest przez część ekologów traktowane jak „chłopiec do bicia”. Polska jako kraj rolniczy ma także moralny obowiązek wytwarzać żywność - mówi Jan Krzysztof Ardanowski, minister rolnictwa i rozwoju wsi w latach 2018-2020.
Odpowiednio prowadzone plantacje pochłaniają ogromne ilości dwutlenku węgla. Rolnictwo to szansa w walce ze zmianami klimatu, a jest przez część ekologów traktowane jak „chłopiec do bicia”. Polska jako kraj rolniczy ma także moralny obowiązek wytwarzać żywność - mówi Jan Krzysztof Ardanowski, minister rolnictwa i rozwoju wsi w latach 2018-2020. Adam Jankowski
Udostępnij:
Odpowiednio prowadzone plantacje pochłaniają ogromne ilości dwutlenku węgla. Rolnictwo to szansa w walce ze zmianami klimatu, a jest przez część ekologów traktowane jak „chłopiec do bicia”. Polska jako kraj rolniczy ma także moralny obowiązek wytwarzać żywność - mówi Jan Krzysztof Ardanowski, minister rolnictwa i rozwoju wsi w latach 2018-2020.

O wpływie rolnictwa na klimat, „śladzie metanowym” w produkcji rolniczej mówić mają politycy na szczycie COP 26 w Glasgow.

Prawdopodobnie szczyt w Glasgow zakończy się niczym. Przestaliśmy już właściwie rozmawiać o tym, jaki człowiek ma wpływ na klimat, które z tych zmian są antropogeniczne. Jest przekonanie, że człowiek szkodzi przyrodzie, w związku z czym trzeba jego działalność ograniczyć. Dziś kraje bogate chcą pewne działania na rzecz klimatu poczynić, natomiast w znacznej mierze chodzi o sprzedaż własnych „zielonych” technologii i rozwiązań. A krajów biednych po prostu na nie nie stać. Nie mają środków na działania na rzecz klimatu, takie jakie życzy sobie choćby Unia Europejska lub USA. Niemniej uważam, że emisję gazów cieplarnianych trzeba ograniczać. Uważam też, że rolnictwo jest sprzymierzeńcem w walce ze zmianami klimatu.

Da się pogodzić tradycyjne, masowe rolnictwo z wymogami ekologii?

Część działaczy ekologicznych wskazuje rolnictwo jako głównego wroga klimatu, emitenta szkodliwych substancji do atmosfery. To wręcz klimatyczny „chłopiec do bicia”. Słyszałem m.in. słowa o tym, że pola nie są przyrodą. Tak, jakby w roślinach, które człowiek sieje, nie było chlorofilu i nie zachodziła reakcja fotosyntezy. Plantacje nie są pierwotną przyrodą, z tym się zgodzę, ale proszę mi powiedzieć, ile tej pierwotnej przyrody na Ziemi obecnie jest? Natomiast rolnictwo, uprawy, mogą być znakomitą odpowiedzią na zmiany klimatu. Dobrze skonstruowane plantacje, z odpowiednio dobranymi gatunkami roślin, odpowiednio prowadzone, bujne, pochłaniają ogromne ilości dwutlenku węgla. Są sekwestratorem, zmniejszającym presję gazów cieplarnianych. To samo dotyczy dobrze prowadzonych lasów, a polskie lasy są jednymi z najlepiej zarządzanych w Europie.

No dobrze, a co z hodowlą zwierząt? To raczej tu jest większy, negatywny wpływ na środowisko niż produkcja roślinna.

Są ogromne połacie użytków zielonych, które do zaorania się nie nadają, których nie można przerobić na grunty uprawne. Za to mogą na nich żyć zwierzęta – bydło, owce, konie, kozy – różne gatunki hodowane w poszczególnych regionach świata.

Mięso, czy mleko są pożywieniem potrzebnym ludziom, trawą się nie najemy. Propozycja obłożenia mięsa horrendalnym podatkiem (propozycja europoseł Sylwii Spurek- red.) sprawiłaby, że tylko najbardziej bogatych ludzi stać byłoby na kawałek kiełbasy, udka, czy steka. Takie propozycje, głoszone przez ideologów ocierających się o śmieszność, nie są groźne, ale jeśli zaczynają nadawać ton debacie publicznej, np. o szkodliwości mleka czy „gwałceniu” krów, stają się niebezpieczne.

Sądzę, że ci, którzy kierują się zdrowym rozsądkiem, bez względu na poglądy polityczne, powinni się temu zacząć przeciwstawiać. W przeciwnym razie bzdury powtarzane przez idiotów-ekooszołomów, zaczną nam w dyskursie dominować. Inna kwestia, że organizacje ekologiczne bardzo często żerują na wrażliwości ludzi, szczególnie młodych, ich empatii, chęci pomocy. Tymi ludźmi, ogłupionymi, się steruje, wykorzystuje ich. Niemniej wydaje mi się, że rolnictwo będzie się szybko zmieniało. Ono musi podążać w kierunku rozwiązań innowacyjnych, trzeba m.in. inaczej uprawiać glebę, inaczej podchodzić do ochrony roślin, w tym biologicznej, inaczej reagować na choroby roślin. To muszą być działania precyzyjne, wsparte informatyką, sztuczną inteligencją. Nauka takie narzędzia już oferuje i rolnicy będą je musieli wdrożyć, choć potrzebne są na to środki. Rolnicy będą musieli śledzić ślad węglowy, zmniejszać presję na środowisko. Nie widzę nic w tym złego. Ale jeśli nie będziemy robić tego w sposób racjonalny, to nie nic nie osiągniemy.

Dlaczego?

Jeśli Europa narzuci sobie radykalne rozwiązania dla rolnictwa, które są zawarte w Zielonym Ładzie, to tylko przeniesie emisję zanieczyszczeń na inne, biedniejsze kraje. To czego my nie będziemy wytwarzać, zrobią kraje z Afryki, Azji, Ameryki Południowej, wykorzystując technologie zabronione w Europie, przy okazji wycinając jeszcze więcej lasów. Europejskie rolnictwo ma wielką szansę się zmienić. Ale trzeba mieć zawsze na uwadze moralny obowiązek produkcji żywności, ale też społeczny interes naszych rolników. Naprawdę chcemy oglądać upadek polskich, małych, rodzinnych gospodarstw, których jest najwięcej w Europie? Takiego dramatu chcemy? Tak się stanie, jeśli walec europejski wprowadzi Zielony Ład. A ja jestem przekonany o wyjątkowości polskich rodzinnych gospodarstw i uważam, że powinniśmy szczególnie je chronić. Z przykrością muszę stwierdzić, że Komisja Europejska, w tym komisarz Janusz Wojciechowski (komisarz ds. rolnictwa -red.), nie przedstawiła wyliczeń dotyczących wprowadzenia założeń Zielonego Ładu w rolnictwie. A wdrażanie strategii, którą sam Wojciechowski nazywa największą rewolucją w rolnictwie europejskim od 30 lat, powinno być poprzedzone analizą i refleksją. Musimy wiedzieć, jakie skutki może przynieść. Czytałem analizy Zielonego Ładu, przygotowane przez niezależne ośrodki naukowe. Według nich to będzie nieszczęście.

Dobrze, że walka o klimat się toczy?

Chciałbym uzyskać odpowiedź na pytanie: jaki jest faktyczny udział rolnictwa w emisji gazów cieplarnianych, czyli emisji wspomnianego metanu, podtlenku azotu i dwutlenku węgla oraz o rolę rolnictwa w przyszłości. Bo rolnictwo nie jest prostą formą działalności gospodarczej, jak niektóre gałęzie produkcji przemysłowej. Mówimy o podstawie mechanizmu wyżywienia ludzkości na kuli ziemskiej. Weźmy pod uwagę, że liczba ludzi rośnie, a ilość obszarów na Ziemi, które do upraw się nie nadają, bo są zbyt suche, zbyt zasolone, zbyt gorące, gór w ogóle się nie da w produkcji żywności wykorzystać, przeważa.

Zatem kraje, które mają warunki naturalne do rozwoju rolnictwa, a Polska do takich należy, powinny utrzymywać jak największy potencjał w produkcji żywności. Jesteśmy w stanie wytworzyć jej 2,3 – krotnie więcej niż wynosi zapotrzebowanie naszego społeczeństwa. Nie możemy ograniczać naszych możliwości, tylko wytwarzać tyle żywności, by być w stanie zaspokajać zapotrzebowanie innych krajów, także tych, które samodzielnie żywności produkować nie mogą. To wydaje się wręcz obowiązkiem moralnym, etycznym naszego kraju, ale także odpowiedzią na potencjalne ruchy migracyjne. A takie „głodowe migracje” będą się nasilać, bo co mają zrobić ludzie np. regionu subsaharyjskiego, części Azji Środkowej, którzy nie będą w stanie się wyżywić, dla których alternatywą jest śmierć głodowa? Ruszą do bogatej Europy.

My musimy tym ludziom pomagać na miejscu, ale także móc wysłać żywność. Czytałem niedawno dane – co 18 sekund umiera z głodu na świecie dziecko. Czy my, mieszkańcy kraju, który ma dobre rolnictwo, możemy powiedzieć, że nas to nie obchodzi? Będziemy zwijać naszą produkcję rolną, bo mamy jakieś fanaberie?

Fanaberie?

W Europie ma być realizowana strategia Zielonego Ładu. Ona dotyczy praktycznie wszystkich dziedzin życia, od energetyki poczynając, przez transport, budownictwo. Dotyczy też rolnictwa. I proponowane w zielonej strategii koncepcje w praktyce rolnictwo ograniczają. Mówi, że trzeba zmniejszyć w produkcji stosowanie nawozów mineralnych, które przecież stanowią podstawę żywienia roślin. To kwestionowanie wiedzy rolniczej, umiejętności każdego wykształconego rolnika, popartych wieloletnim doświadczeniem. Mówi się też o radykalnym ograniczeniu środków ochrony roślin. Skutki tego będą opłakane – nie tylko obniżone plony, ale także ich jakość – porażone przez szkodniki, bakterie, choroby grzybowe, skutkujące zawartością rakotwórczych mykotoksyn. Zgadzam się – chemię trzeba stosować racjonalnie. Ba! Producenci środków powinni szukać takich formuł, które będą jak najbardziej przyjazne dla środowiska. Ale nie na zasadzie kwestionowania wszystkiego. Nie będzie rolnictwa nowoczesnego, wydajnego, odpowiadającego wymogom ludzkości bez nawozów i środków ochrony roślin. To wynika wprost z nauki, a nie działań jakiegoś lobby.

Jeden z rolników, z którym rozmawiałem o niedawnych słowach europoseł Sylwii Spurek, miał taką refleksję: nie trzeba w Polsce działań, które ona proponuje, bo sami sobie wykończyliśmy hodowlę trzody, a podobne perspektywy ma hodowle bydła, czy to mięsnego, czy mlecznego…

Ten rolnik ma dużo racji. Stawianie tamy głupim rozwiązaniom, które sprawiają, że niekorzystne zjawiska na rynku się nawarstwiają, to obowiązek rządu. Oczywiście, nie jesteśmy krajem izolowanym, samotną wyspą, funkcjonujemy na wewnętrznym rynku Unii Europejskiej i podlegamy wspólnym procesom gospodarczym. Niestety, błędem było zbyt szerokie otwarcie na import wieprzowiny, żywca, m.in. z Danii. Sprawiło to, że w Polsce hodowla w oparciu o własne prosięta gwałtownie się skurczyła. Próbowałem temu przeciwdziałać. Zamknąć granicy nie można, ale możliwe jest publikowanie listy importerów, by społeczeństwo wiedziało, kto nie chce kupować od polskich rolników, kto ma ich w nosie. Będąc w rządzie to robiłem. Te gospodarstwa w Polsce, które od trzody odeszły, już do niej nie wrócą. To zbyt kosztowne inwestycje. To samo jest w hodowli bydła, zwłaszcza mlecznego. Pamiętajmy jednak, że nasza przynależność do UE nie przeszkadza przecież w tym, byśmy mieli własną, narodową politykę rolną, zwłaszcza że jesteśmy liczącym się krajem rolniczym. Chodzi o to, by można było wykorzystać nasze zasoby, w sposób odpowiedzialnie społeczny i ekonomiczny, by dochody nie opierały się jedynie na dotacjach i premiach, a przede wszystkim na produkcji i sprzedaży na dobrze zorganizowanym rynku. Bez narodowej strategii będziemy miotani różnego rodzaju trendami, które pojawiają się UE. Nie powinniśmy ich małpować, bo będziemy zwykłym „głupim Jasiem”.

Jackiewicz stawia warunki MMA VIP - zajawka

Wideo

Materiał oryginalny: Jan Krzysztof Ardanowski: Rolnictwo jest sprzymierzeńcem w walce o klimat - Dziennik Bałtycki

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość
Wulkany nas zalewają gazami cieplarnianymi i nic na to nie poradzimy.

Pseudo ekolodzy robią nas w bambuko.
Dodaj ogłoszenie