Damian Szwarnowiecki: Miałem to samo, co Mamed Khalidov

Wojciech Koerber
Damian Szwarnowiecki z odznaką Europejskiej Unii Judo dla najbardziej obiecującego zawodnika młodego pokolenia.
Damian Szwarnowiecki z odznaką Europejskiej Unii Judo dla najbardziej obiecującego zawodnika młodego pokolenia. Profil facebook Damiana Szwarnowieckiego
Przed kilkoma miesiącami lekarz kadry przekonywał go, że jest niezdolny do kontynuowania dopiero co rozpoczętej kariery. Że trzeba ją zakończyć w wieku 21 lat. Judoka przekonywał natomiast lekarza, że jest inaczej, a ostatnimi występami przekonuje też nas i samego siebie.

W 2012 roku 19-letni wówczas Damian Szwarnowiecki (Gwardia Wrocław) był jak król Midas – wszystko zamieniał na tatami w złoto, nie sugerując się kategoriami wiekowymi. Został mistrzem Europy juniorów, młodzieżowym mistrzem Europy, a także mistrzem Polski seniorów. Dalszy progres przystopowały jednak kontuzje. O ile uraz kolana udało się operacyjnie zaleczyć, o tyle problemy z „rusztowaniem”, z kręgosłupem znaczy, mogły się przerodzić w trwałą frustrację.

- To była przepuklina kręgosłupa, która u mnie na szczęście się cofnęła, choć miałem przez to ograniczoną ruchomość w rękach. Czytałem ostatnio o problemach Mameda Khalidova i okazuje się, że miał ten sam problem, również z kończynami górnymi. Tylko że jemu się to nie cofnęło i niezbędna była operacja. Cały czas uważam, by dolegliwość nie wróciła – mówi nam Szwarnowiecki, który ostatnio zajął piąte miejsce na zawodach Pucharu Świata w Rzymie (kat. 73 kg). A jeszcze niedawno musiał się prosić o pieczątkę w książeczce zdrowia, dającą zielone światło do uprawiania sportu.

- Dr Andrzej Puźniak powiedział raz, że jestem niezdolny do uprawiania sportu i nie chciał się już z tej diagnozy wycofać. Wybrałem się więc pod koniec stycznia do Centralnego Ośrodka Medycyny Sportowej w Warszawie i tam jeden z lekarzy stwierdził, że weźmie za mnie odpowiedzialność. Wykonaliśmy badania na ruchomość, wszystko się cofnęło i wszystko jest tak, jak powinno. Czuję, że wracam na odpowiednią ścieżkę i że dojrzałem psychicznie. Podczas walki nie napadam już od razu na przeciwnika, lecz walczę taktycznie, dużo myślę. Bo przy obecnym regulaminie wygrywa ten, kto popełni mniej błędów – dojrzale analizuje syn byłego sztangisty Śląska Wrocław, Jarosława.

Długa nieobecność Szwarnowieckiego na polu walki musiała odcisnąć piętno w światowym rankingu. Obecnie plasuje się on na 102. miejscu w swojej kategorii, lecz mamy prawo wierzyć w szybki, wręcz piramidalny awans. Gra jest warta świeczki, chodzi o awans na igrzyska w Rio de Janeiro.

- Za piąte miejsce w Rzymie zarobiłem 20 punktów. Niewiele, zważywszy na fakt, że na turniejach Grand Prix (są takie cztery w roku – WoK) tylko za jedną wygraną walkę dostajesz 36, a konkurencja jest w sumie podobna. Liczę na kilka mocnych startów, również w mistrzostwach Europy, by wbić się do trzydziestki czy czterdziestki. W Rzymie wygrywałem z zawodnikami z pięćdziesiątki, zatem to realne – zauważa Szwarnowiecki. - Na igrzyska dostanie się w każdej kategorii 22 zawodników ze światowego rankingu, a w turnieju olimpijskim weźmie udział 25. Jeśli chodzi o panie, stawka olimpijskiego turnieju jest bardziej okrojona. W każdej kategorii tylko 14 zawodniczek – dodaje. Najbliższa weryfikacja zdrowia i formy już w sobotę podczas zawodów PŚ w Warszawie. W kat. 73 kg swojej szansy poszukają też gospodarze: brązowy medalista MŚ i ME Krzysztof Wiłkomirski (Musu Warszawa) oraz Damian Stępień (AZS UW Warszawa).

A jak godzi Szwarnowiecki długie zgrupowania z wyzwaniami życia prywatnego? - Studiuję na drugim roku wrocławskiej AWF, bo musiałem wziąć dziekankę. Jestem w trakcie przyjmowania do wojska i co rusz gdzieś wyjeżdżam, a w lecie czekają mnie już zapewne wojskowe MŚ – wyjaśnia. Armia da jednak stabilizację, choć od pewnego czasu finansową podbudowę zapewnia również sponsor. - Wreszcie mam bardzo dobrego sponsora, który zapewni mi spokój aż do igrzysk, a załatwił go mój klubowy trener Zbigniew Zamęcki. Chodzi o firmę TIM S.A., zajmującą się osprzętem elektrycznym i elektrotechnicznym. Kable, gniazdka itd. - tłumaczy nadzieja polskiego judo. Zatem mocy i prądu nie powinno mu w najbliższym czasie zabraknąć. Byle zdrowie nie szwankowało i zmysł taktyczny. Bo w judo, jak głosi środowiskowa mądrość, niekiedy trzeba ustąpić, aby zwyciężyć.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Wróć na gazetawroclawska.pl Gazeta Wrocławska
Dodaj ogłoszenie