Chcemy z Operą Wrocławską awansować do Ligi Mistrzów (ROZMOWA)

Robert Migdał
Halina Ołdakowska, dyrektor Opery Wrocławskiej
Halina Ołdakowska, dyrektor Opery Wrocławskiej materiały prasowe Opery Wrocławskiej
Udostępnij:
Z Haliną Ołdakowską, dyrektor Opery Wrocławskiej, rozmawia Robert Migdał

Drzwi Opery Wrocławskiej zamknięte dla publiczności, odwołane spektakle...Trudny czas, jednak wy nie siedzicie z założonymi rękami.

- W tym czasie stoi przede mną zadanie znalezienia takiego rozwiązania, żeby jednak, mimo wszystko, grać i to grać bardzo dobre rzeczy. Zostałam powołana na stanowisko dyrektora Opery Wrocławskiej w lipcu 2020 roku i to był moment, kiedy byliśmy już po pierwszym lock downie. Miałam czas, żeby się poważnie zastanowić i zbudować strategię działania na najbliższe miesiące. Oczywiście można było siedzieć i przeczekać ten trudny czas, nastawić się na przetrwanie do czasu, aż sytuacja będzie dla nas przychylniejsza.

Część firm, w różnych branżach, tak przecież robi.

- Ale nie my. Ja od początku nastawiłam się na osiągnięcie sukcesu w branży kulturalnej, a to można zrobić, kiedy spektakle są na takim poziomie artystycznym, żebyśmy mogli zainteresować nimi bardzo wymagających widzów - czyli takich, którzy znają dobre spektakle i będą wybierać nasze, a także będą o nich dyskutować.

Bo publiczność, która jeszcze nie pokochała produkcji operowych, trudno rozkochać w operze przedstawieniami, które nie są do końca perfekcyjnie zrobione.

- Dzisiejszy widz, który ma dostęp do wielkiej ilości spektakli, jest naprawdę widzem bardzo wymagającym: może sobie zobaczyć spektakle z najlepszych oper świata i dlatego to, co my chcemy zaprezentować musi być absolutnie konkurencyjne do tych produkcji. Drugą sprawą jest to, że mamy przepiękny teatr. Artyści, którzy przyjeżdżają do nas z całego świata nam go zazdroszczą. Niestety ma on tylko 600 miejsc, a na dodatek część z tych miejsc ma słabą widoczność, a przecież kondycja finansowa teatru zależy też od tego, jaka jest skala sprzedanych biletów. W związku z tym, że ja budynku nie powiększę, to w dzisiejszych czasach wyzwaniem jest poszerzenie publiczności w internecie. Wszystkie teatry świata, zwłaszcza operowe, bo tutaj język ma mniejsze znaczenie, prezentują swoje dzieła. I tutaj nie ma granic, nie interesuje nas, że jest tylko 600 miejsc. Dzięki transmisjom w internecie przedstawienie w operze może zobaczyć każdy, nawet w najdalszym zakątku świata. Dlatego nasze spektakle muszą być takiej jakości, żebyśmy mogli konkurować z tymi, które już teraz są prezentowane w sieci.

Pierwsze koty za płoty, pierwsze takie udane spektakle za wami…

- Planowaliśmy te działania w sieci nieco później, od lutego, ale zaskoczyło nas, że druga fala pandemii uderzyła dużo wcześniej. Udało nam się szybko dostosować do tej sytuacji i nasze streamingi obejrzało w sumie 40 tysięcy osób - od początku do końca, nie wychodząc nawet w trakcie przerw. Wiadomo, że w operze, pomiędzy aktami zmieniamy całą scenografię i to trwa dłuższą chwilę. Na początku testowaliśmy spoty reklamowe, ale w końcu zdecydowaliśmy się na pokazywanie w przerwie, jak wygląda praca ekipy technicznej w tym czasie. I muszę powiedzieć, że po tych komentarzach, które na bieżąco obserwowaliśmy na czacie, to naszej publiczności bardzo się to podobało.

40 tysięcy to ogromna widownia...

- Bardzo. Porównuję na bieżąco nasze zasięgi z przedstawieniami, które w sieci prezentowały inne instytucje. W ostatnią niedzielę pewien spektakl we Wrocławiu widziało 300 osób. Nasze spektakle idą na razie w dziesiątki tysięcy. Dla porównania cała nasza publiczność, w ciągu roku, to jest ponad 80 tysięcy osób. A nam, pięcioma spektaklami, udało nam się dojść do połowy. Oczywiście dużo jeszcze przed nami, ale początki są obiecujące.

Te spektakle, na razie, są za darmo.

- Na razie tak. Były emitowane od godziny 19 do północy i po tym czasie je zdejmowaliśmy.

A czy Opera Wrocławska planuje zarabiać pieniądze na tych spektaklach online?

- Absolutnie tak. Taki jest nasz cel: żeby te transmisje były skomercjalizowane i żeby przynosiły nam dochody. Pracujemy teraz nad platformą, na której będziemy mogli sprzedawać bilety-dostępy. Równocześnie przygotowujemy wersje językowe. Prezentowana już przez nas w sieci "Cyganeria" była w polskiej wersji językowej, a ja bym chciała mieć jeszcze język angielski, bo chcemy poszerzać publiczność.

Od kiedy mogłyby ruszyć spektakle online, odpłatne, Opery Wrocławskiej?

- Myślę, że lada dzień, kiedy tylko będzie możliwość wybrania dodatkowej wersji językowej. To bardzo dla nas ważne. Kiedy obserwowaliśmy osoby, które przyłączały się do naszej transmisji, to w większości były to osoby spoza Polski, ze świata.

Opera Wrocławska będzie stała na dwóch nogach - spektakle z publicznością, w budynku przy Świdnickiej, i online, w sieci, dla chętnych z całego świata?

- Dokładnie tak. Na każdym ze spektakli chcielibyśmy bardzo mieć publiczność na sali, bo te emocje na żywo i oklaski są nam bardzo potrzebne: teatr bez publiczności jest bardzo smutny. Ale jeśli nie będziemy mogli wpuścić publiczności, to wtedy będziemy streamingować, bo bardzo nam zależy na obecności i graniu na żywo, o kreślonych godzinach. A jeśli będzie publiczność, to będziemy rejestrować przedstawienia po to, żeby powiększać bazę tych spektakli, które mamy i które moglibyśmy prezentować w sieci.

A jaki jest plan na najbliższe tygodnie?

- Cały czas to, co gramy, to jest repertuar, który zastaliśmy, oczywiście z nowymi obsadami i troszkę przebudowany pod kamerę: bo to jest rodzaj grania filmowego. W następnej kolejności planujemy powrót do "Opowieści Hoffmanna" - z bardzo dobrą obsadą i też ten spektakl rejestrujemy. Na razie bez publiczności, będzie streaming. Będzie też spektakl baletowy "Giselle", którego nie udało nam się zagrać na jesieni: niestety pandemia, choroby, dotknęły też naszych pracowników.
Następnie "Skrzypek na dachu" - przebój, który gromadzi co roku olbrzymią publiczność. Tutaj jest jednak warunek właścicieli praw autorskich, że spektakl musi być grany z publicznością. Mamy nadzieję, że tak się stanie, bo zgodnie z zapowiedziami od 17 stycznia 2021 roku teatry będą mogły częściowo przyjmować publiczność. Mamy też przygotowany i niezagrany przepiękny spektakl operetkowy - chcemy też do niego wrócić i go nagrać.

A w późniejszych miesiącach 2021 roku? Co zobaczymy, usłyszymy? Jakie macie plany?

- W kwietniu zobaczymy "Cosi fan tutte" – będzie to coś nowego i magicznego w operze. W pierwszych minutach spektaklu wyjdzie główny aktor i wylosuje spektakl, który będzie pokazany danego wieczoru: w zależności, co wypadnie, taki spektakl widzowie zobaczą. Będzie to spektakl interaktywny. Będziemy tego wieczoru przygotowani na różne wersje. Więcej nie mogę zdradzić.
Chcemy też wrócić do grania plenerowego, do megaprodukcji, które zostały jeszcze zapoczątkowane przez panią dyrektor Ewę Michnik, bo uważamy, że to jest świetny pomysł. Chcemy zagrać "Don Carlosa" w Hali Stulecia - to będzie piękne przedstawienie. A w sierpniu, na koniec sezonu, zagramy "Toscę" - wszystkie te tytułu to nasze produkcje, kompletnie od początku do końca przygotowane przez nowa dyrekcję.

Cieszę się, że będą kontynuowane super widowiska - to świetny też "wabik" dla tych, którzy opery nie znają, którzy się jej boją. Okazja, żeby się z operą zaprzyjaźnić…

- Niektórych rzeczywiście słowo "opera" może odstraszać, a takie widowisko jest zupełnie czymś innym - to wydarzenie dla całych rodzin, na które ludzie przychodzą w różne miejsca, z kocami, termosami, ubrani na luzie. Zdradzę, że też planujemy działania, które będą połączeniem różnych sztuk, być może z osobami, które są popularne w innych kręgach artystycznych, też po to, żeby popularyzować to, co my robimy.

Mówi pani o łączeniu różnych światów muzycznych - planujecie coś podobnego, co robił m.in. Luciano Pavarotti, który zapraszał gwiazdy muzyki pop i z nimi śpiewał? Cudownie łączył operę i muzykę popularną…

- Dobrze się Pan domyśla (uśmiech). Szczegółów nie zdradzę, ale powiem tyle, że jest wielu artystów z kręgu muzyki popularnej, rozrywkowej, którzy są bardzo dobrymi artystami i to, co robią w swojej dziedzinie, jest świetne. Chcemy zaprezentować takie widowiska, które połączą te dwa światy po to, żeby zrealizować naszą strategię poszerzenia publiczności, stworzenia takiej przestrzeni, takich spektakli, które spopularyzują teatr operowy, pokażą go z innej strony: że nie pracujemy wśród zakurzonych peruk i sal, bo to nie jest prawda. Chcemy być teatrem, który wychodzi do ludzi i chcemy zdobywać nową publiczność. Będzie też w naszym teatrze więcej nowoczesności, multimediów - myślę, że dzięki temu zdobędziemy młodych widzów. Osób, które szukają dobrych, ciekawych wrażeń artystycznych, jest dużo więcej niż wąska grupa melomanów, która kocha operę.

Pani wielkim wsparciem są Bassem Akiki i Mariusz Kwiecień - dyrektor muzyczny i artystyczny Opery Wrocławskiej. Dlaczego akurat na nich pani postawiła? Dlaczego ich wybrała?

- Kiedy myślałam, co zrobić, żeby rzeczywiście poszerzyć widownię, żeby te nasze spektakle były interesujące, żeby dawać "produkt" najlepszy z możliwych, zastanawiałam się z kim mogłabym to robić, wyprodukować i kto pomoże mi zapewnić tę absolutnie najwyższą jakość. Na dyrektora artystycznego przeważnie wybiera się albo śpiewaka, albo dyrygenta. Ja chciałam, żeby dyrektorem artystycznym był ktoś rozpoznawany, kto marką swojego nazwiska "pociągnie" od razu teatr do góry. Kto też sprawi, że artyści, którzy są tu, w teatrze we Wrocławiu, zobaczą, że mogą współpracować z artystą, który jest w stanie wnieść dużo światowego oddechu, ale też wiele profesjonalnych doświadczeń. Chciałam, żeby to był ktoś z dużym doświadczeniem, żeby to był Polak, który będzie zainteresowany tym, żeby polski teatr z Wrocławia, odniósł światowy sukces. Żeby to był ktoś, kto z naszym teatrem się zżyje i poczuje, że to jest jego miejsce. Żeby to nie była jego trzecia czy czwarta praca, tylko ta najważniejsza, której się poświęci. Żeby to był taki projekt życia, jaki dla mnie jest. I dlatego postawiłam na Mariusza Kwietnia - to jest osoba, która w branży operowej osiągnęła wszystko: 25 lat kariery, w tym 20 w Metropolitan Opera w Nowym Jorku. Poza tym bardzo dużo streamingów jest na nim opartych - jak się ogląda różnego rodzaju przedstawiania, to on jest nie tylko bardzo dobrym śpiewakiem, ale też bardzo dobrym aktorem. Po pierwszym spotkaniu z Mariuszem Kwietniem wiedziałam, że jest osobą, z którą rozumiemy się bez słów, że myślimy bardzo podobnie, ale mamy bardzo różne doświadczenia. Mariusz jest też wielkim autorytetem w świecie opery - to, co on wie, to są doświadczenia zbierane latami.

A Bassem Akiki?

- W teatrze jest tak, że my mamy kilka zespołów: solistów, orkiestrę, balet, chór i te wszystkie zespoły wychodzą jednocześnie na scenę. Wszystkie te zespoły muszą się rozwijać w miarę w tym samym tempie, bo jeśli któryś zostaje z tyłu, to będzie ciągnął całą resztę w dół. Orkiestra to jest bardzo ważny element w teatrze operowym - tak jak ona zagra, tak aktorzy na scenie będą śpiewać, tak balet będzie tańczył. Szukałam osobowości na stanowisko dyrektora muzycznego, która będzie się uzupełniała z osobowością dyrektora artystycznego. I dlatego Bassem Akiki - to jest wielka osobowość, która zna ten teatr, ma też bardzo dobre doświadczenia w świecie, jest też bardzo wszechstronny, bo gra muzykę bardzo klasyczną, i piękne bel canta i zajmuje się też muzyka współczesną. Poza tym jest bardzo otwarty, ma świeże spojrzenie na muzykę. Za każdym razem, kiedy obaj panowie są w teatrze, to upewniam się, że to był dobry wybór: oni są w stanie wyczarować wspaniałe spektakle, coś niesamowitego, takie przedstawienia, którymi ja jestem w stanie zainteresować wszystkich. Jako menadżer mogę działać, kiedy mam świetny produkt. Oni mi taki produkt zapewniają.

Jak przez pandemię koronawirusa wygląda sytuacja finansowa opery?

Bieżąca sytuacja finansowa jest stabilna. Na ten moment bilans roku wychodzi w taki sposób, w jaki on był zaplanowany. Powiem więcej - te środki z tarcz, które do nas wpłynęły pozwolą wspomóc naszych artystów, czyli będziemy jeszcze refinansować utracone przychody w stosunku do zeszłego roku i wypłacać wsparcie dla naszych pracowników. Myślę też, że kolejny rok będzie dobry dla nas finansowo: liczę dokładnie każdy spektakl, negocjujemy wszystkie stawki - te artystyczne, ale też i te, które są związane z budową scenografii, świateł. Zastanawiamy się, jak to zrobić, żeby te spektakle nie były w realizacji bardzo drogie, a równocześnie, abyśmy byli w stanie ściągać do naszej opery artystów z odpowiednią renomą międzynarodową. A im większe nazwiska, tym bardziej te spektakle będą szeroko oglądane, a im większa będzie widownia, tym większe szanse na pozyskanie środków zewnętrznych, czyli sponsoringowych. Złożyliśmy też bardzo dużo wniosków, rozmawiamy z firmami o wsparciu dla nas.

Widzowie też was wspierają wpłacając pieniądze.

- I podczas streamingów przestawień, i na naszych facebookowych kontach, zgłaszało się do nas bardzo dużo osób, które pisały, że to, co robimy, jest warte każdych pieniędzy i prosili, żeby im powiedzieć w jaki sposób mogą nas wesprzeć. Stąd akcja "Wesprzyj nas". Sami nie napisaliśmy, że brakuje nam na jakiekolwiek rachunki do końca roku i nie prosiliśmy o datki na przeżycie. Muszę tutaj coś wytłumaczyć - jeśli chodzi o sponsoring i wsparcie z pozabudżetowych środków, to proszę pamiętać, że sponsoring to jest forma współpracy z podmiotami, gdzie po dwóch stronach wystawiane są faktury. Jeśli chcemy mieć darczyńców, jak osoby prywatne, no to musi być to forma darowizny, bo ta druga strona nie może nam wystawić faktury. Wiele teatrów na całym świecie ma możliwość otrzymywania wsparcia od osób prywatnych i od firm. My też, a dodatkowo chcemy wprowadzić możliwość finansowego wspierania Opery Wrocławskiej przez widzów np. przez SMS. Ludzie proszą, żebyśmy uruchomili kolejne możliwości płatności - np. konto walutowe, żeby można było robić przelewy zza granicy.

A propos pieniędzy i Mariusza Kwietnia. Zaskoczył panią szum, jaki zrobił się wokół jego wysokiej pensji? Że ciężkie czasy, brak publiczności, a tu dyrektor artystyczny dostaje co miesiąc 60 tysięcy złotych.

- Łączne wynagrodzenie naszej trójki to jest fundusz wynagrodzeń poprzedniej dyrekcji - tu się nic nie zmieniło, od lat to jest ta sama kwota. Ja sama zrezygnowałam z wysokiego wynagrodzenia, na rzecz tego, żeby osiągnąć swoją strategię. Ponadto pensja Mariusza Kwietnia to jest kwota brutto, w której są wszystkie obciążenia i podatki. Równocześnie deklarujemy, że w przypadku jakiejkolwiek wyzwań z utrzymaniem płynności finansowej Opery będziemy reagować adekwatnie do sytuacji.
To o czym warto pamiętać to, że rozpoznawalność i renoma nazwiska Mariusz Kwietnia, jaką zdobył w branży operowej występując przez ostatnie 20 lat w nowojorskiej Metropolitan Opera porównywalne są z innymi dużymi polskimi nazwiskami z innych branż. Na przykład w branży sportowej dzisiaj nazwiskiem, które rozpala nasze emocje jest Robert Lewandowski. Każdy klub chciałby mieć u siebie Roberta, który po zakończeniu kariery ma szanse być wybitnym mentorem i architektem sukcesów swoich następców, podobnie jak w skokach uczynił to Adam Małysz. Mariusz Kwiecień cały czas budzi ogromne zainteresowanie w świecie operowym. Wiele gwiazd jest gotowych przyjechać i wystąpić ze względu na znajomość i uznanie jakim darzą Mariusza. Gotowi są to też zrobić na bardzo preferencyjnych warunkach. Ponadto Mariusz przekazuje ogromną wiedzę i doświadczenie naszym solistom, co jest ogromną wartością dodaną. Ma też duży potencjał przyciągania sponsorów. Razem z Mariuszem i Bassemem chcemy z Operą Wrocławską awansować do Ligi Mistrzów.

Wracając do przyszłości Opery, tego, co pani w niej planuje. Tylko życzyć, żeby te plany w nowym roku zaczęły się spełniać.

- Jestem pewna, że nasz pomysł zadziała, że się sprawdzi i że go zrealizuję. W czasie pandemii część firm znajdzie swoje miejsce na rynku, przetrwa, a nawet w jakiś sposób się przekwalifikuje, zmieni trochę być może swoje produkty, może kompletnie podda się transformacji. I będą też firmy, które tego nie przetrwają. Taka jest rzeczywistość. Z teatrami jest podobnie. Ja wiem, że Opera Wrocławska wyjdzie z tego wszystkiego jako zwycięzca. My jesteśmy największą instytucją kulturalną na Dolnym Śląsku. To jest perełka Dolnego Śląska. Objęłam stanowisko w czasie pandemii i nie wyobrażam sobie, że nie będę niczego robić tylko czekać, dokąd poniesie mnie i moich artystów pandemia. Muszę organizować pracę w taki sposób, żeby oni pracowali, godnie zarabiali, żeby mieli satysfakcję artystyczną, żeby przyjeżdżali do nas znani artyści. I to zaczyna działać - już dostaliśmy trzy oferty od wielkich, światowych śpiewaczek operowych, które chcą w naszym teatrze i z naszą orkiestrą nagrać swoje solowe płyty. To potwierdza, że idziemy w dobrą stronę. Jesteśmy też gotowi na ocenę naszej pracy i wypracowywanych efektów, ale potrzebujemy jeszcze trochę cierpliwości i zaufania.

rozmawiał Robert Migdał

TM "8 rzeczy, których nie wiecie o facetach" relacja z premiery

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie