Złotoryja, Dolny Śląsk. Po 30 latach pokonał alkoholizm i spotkał się z matką. Pomógł skromny dzielnicowy

Nadia Szagdaj
Nadia Szagdaj
Po 30 latach nałogu, z dnia na dzień zerwał z nałogiem i spotkał się z matką. Pomógł mu... dzielnicowy
Po 30 latach nałogu, z dnia na dzień zerwał z nałogiem i spotkał się z matką. Pomógł mu... dzielnicowy Policja Złotoryjska
Tułał się bez celu, spał w piwnicy, na strychu i w blaszanej altanie, a koło jego materaca zawsze stała nalewka, po którą mógł sięgnąć po przebudzeniu. W ośrodku musiałby rzucić alkohol. Żył więc na ulicy. Aż pojawił się ktoś, kto całkowicie odmienił tok jego myślenia. Był nim młody, uparty policjant, który pomógł mu stanąć na nogi. Streszczenie filmowego dramatu? Z pewnością tak to brzmi. A jednak ta historia wydarzyła się naprawdę, na Dolnym Śląsku, w Złotoryi.

Pan Staszek, choć dobrze znany mieszkańcom Złotoryi, ma za sobą dość tajemniczą przeszłość. Mówi się, że był majętnym człowiekiem. Wielu starszych mieszkańców miasta wypowiada się o nim w superlatywach, twierdząc, że dużo mu zawdzięcza. Młodzi kojarzą go jednak głównie z tego, że wybrał życie na procentach i w końcu popadł w kryzys bezdomności.

Dzieciństwo spędził w Szwecji. Mówi się, że w pewne wakacje odwiedził w Polsce babcię. Podczas jego wizyty kobieta, która wychowywała go przez pierwsze lata jego życia, zmarła. Ponieważ pan Staszek nigdy szczególnie nie stronił od alkoholu, usiłował zaleczyć nim żałobę. Z butelką nie rozstał się przez kolejnych 30 lat.

- W Złotoryi jak wszędzie żyją osoby w kryzysie bezdomności – mówi starszy sierżant Maciej Biernat, drugi z bohaterów tej historii. - Dzielnicowi jak ja, pracownicy MOPS-u, czy lekarze, namawiają ich do skorzystania z ośrodków pomocy. Proponują leczenie. Ale ci ludzie nie chcą niczego zmieniać. Jesteśmy tu bezradni, szczególnie, że nie istnieją przepisy na mocy których moglibyśmy kogoś „zmusić” do pójścia na odwyk.

Starszy sierżant przed policją służył w wojsku. Twierdzi, że nie odnajdywał się w tej formacji. - W wojsku nie jesteśmy przy ludziach. Nie tak blisko, jak w policji. Nie mamy możliwości niesienia pomocy na co dzień. Dlatego postanowiłem zmienić mundur – mówi.

Policjant poznał pana Staszka w pracy. - Wielokrotnie go legitymowałem, z racji jego bezdomności – wspomina. - Potem próbowałem namówić go do zmiany stylu życia. Był jedną z tych osób, którym nie dało się pomóc. W ośrodku musiałby przestać pić. Takie są zasady. A on potrafił pić bez przerwy przez 30 dni.

Kilka tygodni temu, dyżurny złotoryjskiej policji otrzymał telefon od pani Danuty, jak się potem okazało, ciotki pana Staszka. Na policję zadzwoniła w imieniu jego 86-letniej matki, która szukała syna po 30. latach rozłąki.

Sprawa trafiła do starszego sierżanta Biernata, który postawił sobie za cel, że znajdzie mężczyznę i znów spróbuje mu pomóc. Wtedy też przekonał się, że mieszkańcy Złotoryi na swój sposób chronią prywatność mężczyzny.

- Nie znałem jego życiorysu, bo wychowałem się poza miastem – opowiada Biernat. - W tamten dzień szukałem go na jednym z osiedli. Zapytałem o niego mieszkańców. Ci niemal od razu wysłali mnie za nim na drugi koniec miasta. Kiedy wyjaśniłem, że poszukuje go matka, ci sami mieszkańcy zaprowadzili mnie do piwnicy, w której mężczyzna sypiał. Staliśmy tuż obok. Mimo to, z początku nie chcieli mi o tym powiedzieć.

Matka pana Staszka także potrzebowała czasu by dojrzeć do decyzji o ściągnięciu syna z powrotem do Szwecji. - Według jego ciotki oboje mają ciężkie charaktery – mówi Biernat. -Mimo swojego wieku, mama pana Staszka jest osobą bardzo świadomą. Także i tego, że jej czas się kończy. Dlatego chciała by syn był z nią w ostatnich latach jej życia.

Mimo, że nie widzieli się 30 lat, pan Staszek podjął ważną decyzję. Postanowił zerwać z nałogiem. Okazało się to jednak niełatwe.

- Zawiozłem go na odwyk – opowiada Biernat. - Była 6.30 rano w piątek. Nie przyjęli go! Miał we krwi dwa promile! W ogóle nie było tego po nim widać... - wspomina. - Nic zresztą dziwnego. W piwnicy, w której pomieszkiwał, koło jego posłania stała nalewka, po którą sięgał gdy tylko się obudził. Pił cały czas.

Przyjęcie na odwyk udało się przełożyć na inny dzień. - Mieliśmy się stawić we wtorek rano. Do szpitala przywiozłem go w poniedziałek wieczorem. Miałem wtedy dyżur. Co dwie godziny przyjeżdżałem do niego z kilkoma papierosami. Chciałem, żeby przesiedział tam całą noc. Żeby do rana był trzeźwy.

I faktycznie, rano pan Staszek dostał się na dwutygodniowy odwyk. - Wtedy powiedział mi, że nie pił już od soboty. W samotności przeżył delirium tremens i wszystkie jego objawy. Stwierdził, że nie pił, bo obiecał mi, że pójdzie na odwyk. Podziwiam go za to.

Po dwutygodniowym odwyku, w przeddzień wylotu pana Staszka do Szwecji, policjant zaprosił go na kolację. Ciotka kupiła bilety lotnicze. Mężczyzna nie miał się gdzie zatrzymać, więc przenocował u policjanta. Starszy sierżant podarował mu też swoje ubrania, a rano odprowadził na samolot.

Policjant z powołania. Jest w kontakcie z bliskimi pana Staszka

Według Macieja Biernata wielu jego kolegów zrobiłoby to samo co on. - Znam wielu policjantów z powołania. Oni po prostu nie mówią głośno o swojej pracy, szczególnie, że zawód policjanta jest wiecznie na cenzurowanym. Jeżeli próbujemy rozsądzać spory, zawsze jedna strona będzie niezadowolona – zauważa.

Z ciotką pana Staszka, Danutą, Maciej Biernat w kontakcie pozostaje do dziś. - Ostatnio powiedziała mi, że pan Staszek i jego matka są na etapie docierania się. Oboje mają trudne charaktery, a do tego nie widzieli się 30 lat – podkreśla Biernat.

W Szwecji matka zadbała o psychologa i opiekuna dla syna - Taka szansa trafia się raz na milion. Czy pan Staszek ją wykorzysta, czas pokaże. Mnie przed odlotem powiedział, że swoje już wypił i chciałby nadchodzące święta przeżyć w trzeźwości – mówi policjant.

- Wszyscy twierdzą, że mu pomogłem. Tak, ale on także pomógł mnie. Kiedy podjął decyzję, że chce się zmienić, otworzył mi furtkę do działania – twierdzi sierżant. - Za każdą z osób bezdomnych stoi jakaś historia. Ale społeczeństwo nie chce ich poznać. Ludzie odwracają wzrok od potrzebujących. Mam nadzieję, że historia pana Staszka zainspiruje ich do niesienia pomocy.

Po 30 latach nałogu, z dnia na dzień zerwał z nałogiem i spotkał się z matką. Pomógł mu... dzielnicowy

Złotoryja, Dolny Śląsk. Po 30 latach pokonał alkoholizm i sp...

Podatek od psa

Wideo

Komentarze 3

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

K
Krzysztof
Nie można wyleczyć się z alkoholizmu i nie można uwierzyć alkoholikowi. smutna prawda.
G
Gość
Brawo.
P
Pozdrawiam
I to jest coś co się czyta !!!. Gratulacje dla Autora !!! Jak miło poczytać o dobrych ludziach...
Dodaj ogłoszenie