Tusk to nie Eisenhower, Kaczyński trochę jak Patton, i dlatego nasza Polska w ruinie

Arkadiusz Franas
Arkadiusz Franas - redaktor naczelny "Gazety Wrocławskiej"
Arkadiusz Franas - redaktor naczelny "Gazety Wrocławskiej" Polska Press Grupa
Udostępnij:
Prowokacja czy czarowanie rzeczywistości? Dylemat ten dręczy mnie od chwili, gdy pierwszy raz usłyszałem, że po ciuchu, cichuteńku, KOD rozmawia z Donaldem Tuskiem, by były premier stał się liderem polskiej opozycji. Bo zarówno Grzegorz Schetyna, jak i Ryszard Petru jakoś nie dają rady. A sam twórca Komitetu Obrony Demokracji, niejaki Mateusz Kijowski, jak na lidera ma za małe doświadczenia, za długie włosy i podobno jakieś niepopłacone alimenty.

Tezę taką (o Tusku, nie alimentach) od czasu do czasu lansują głównie ludzie blisko związani z obecną władzą. Straszą? Ja się boję, bo uważam, że z ekipą Donalda Tuska coś się skończyło w polskiej polityce. Resztki uczciwości. Wiadomo było, że rządzenie to zajęcie, które ma różne oblicza. Ale zgodnie z powiedzeniem, które podobno niesłusznie przypisuje się Bismarckowi, ludzie nie powinni nigdy wiedzieć, jak się robi kiełbasę i politykę. Ekipa Tuska otworzyła masarnię na oścież. Pokazali, że buta władzy nie ma granic. I gdybym kiedyś jeszcze na fotelach ministerialnych miał zobaczyć Radosława Sikorskiego, Sławomira Nowaka, Elżbietę Bieńkowską czy jeszcze kilku z tego grona to, delikatnie mówiąc, nie poczułbym się najlepiej. Myślę, że podobnie jak i duża część Polaków. Więc jak słyszę, że niektórzy przypisują Tuskowi rolę jaką podczas II wojny światowej odegrał Dwight Eisenhower, dowódca połączonych sił alianckich na Zachodzie, to czuję w tym jakąś prowokację. Chcą nas przestraszyć. Podobnie zresztą, jak przez wiele lat czyniła to PO, strasząc powrotem do władzy tercetu egzotycznego: Kaczyński - Macierewicz - Ziobro. Strachy były skuteczne do czasu. Powtórka z rozywki? Chyba nie, zwłaszcza że PiS może mieć jeszcze inny pomysł, by odsunąć Tuska od Polski. Pozwolić mu kolejne lata piastować fotel szefa Rady Europejskiej...

Tusk nie Eisenhower, to może Jarosław Kaczyński kogoś przypomina z tego frontu? Tak, oczywiście nie fizycznie, ale niewątpliwie dość mocno generała George’a Pattona. Postać wręcz legendarną w przekazach, a w rzeczywistości żołnierza mocno kontrowersyjnego. Jeden z historyków napisał o nim coś takiego: „W czasie inwazji na Włochy Patton, choć formalnie nie był dowódcą żadnej jednostki, miał duży wpływ na dalszy przebieg wojny”. Skąd my to znamy? Jego liczne wypowiedzi budziły kontrowersje. Bardzo bali się go Niemcy, co było wykorzystywane przez aliancki kontrwywiad. Rozpuszczali pogłoski, że dowodzi jakąś jednostką, choć w rzeczywistości nie miało to miejsca. Ale w przeciwieństwie do Jarosława Kaczyńskiego nigdy nie odniósł spektakularnego zwycięstwa politycznego, co udało się jego dowódcy, późniejszemu 34. prezydentowi Stanów Zjednoczonych - Eisenhowerowi. Patton nie Patton, sukcesy ma. Po wielu latach wygrał wybory i cały czas przewodzi w sondażach. Z wielu powodów. Głównie dlatego, że na widnokręgu nie widać żadnego Eisenhowera. A nawet pomniejszych generałów z pomysłem na sukces. I tak od miesięcy ludzie muszą wybierać albo PiS, albo Ryszarda „Piękny” Petru z Nowoczesną, która dopiero pisze swój program i wielu nie wie nadal, co to za partia. Ale głosują, bo na kogoś trzeba, a on piękny. Myślę, że gdyby w tej sytaucji wystartował mój kot o imieniu nomen omen, i wcale nie na cześć, Prezes, to zebrałby niezłą pulę głosów. Bo piękny, puszysty... PO też zbiera jeszcze jakieś procenty poparcia siłą rozpędu, podobnie jak i Kukiz, który nijak nie odnajduje się w rzeczywistości powyborczej. Faktycznie, Polska w ruinie. Politycznej ruinie.

A najbardziej boję się, że teraz ktoś ogłosiłby wybory. Na kogo głosować? No chyba że na Prezesa. Mojego Prezesa...

Wideo

Komentarze 2

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

A
Administrator
To jest wątek dotyczący artykułu Tusk to nie Eisenhower, Kaczyński trochę jak Patton, i dlatego nasza Polska w ruinie
L
LOL
...a Franas bardziej jak P*****a, dlatego ma "musk" w ruinie!
t
tantus
"Ekipa Tuska otworzyła masarnię na oścież. Pokazali, że buta władzy nie ma granic."

Tu się nie zgodzę. Polityka, zwłaszcza w polskim wydaniu, zawsze była bardzo brudna i ohydna. Błędem PO było jedynie to, że dała się nagrać i w ten sposób odsłoniła przed opinią publiczną. Wcześniejsze ekipy takich błędów nie popełniały, albo jeżeli już, to nie w takiej skali (patrz: Afera Rywina).

"Podobnie zresztą, jak przez wiele lat czyniła to PO, strasząc powrotem do władzy tercetu egzotycznego: Kaczyński - Macierewicz - Ziobro."

I - jak widać - miała rację.

"PO też zbiera jeszcze jakieś procenty poparcia siłą rozpędu, podobnie jak i Kukiz, który nijak nie odnajduje się w rzeczywistości powyborczej. Faktycznie, Polska w ruinie. Politycznej ruinie."

Tu się akurat zgodzę - opozycja jest dzisiaj bardzo słaba i miałka programowo. I stąd pewnie ten zauważalny sukces KODu. No, ale KOD nie jest ruchem politycznym i nie stanie się opozycją parlamentarną, więc trzeba szukać gdzie indziej.
Dodaj ogłoszenie