Nadciąga groźny wariant Omikron. Czy damy mu radę?

Agnieszka Kamińska
Agnieszka Kamińska
W związku ze spodziewaną piątą falą zachorowań wiele osób spodziewało się dodatkowych kroków w walce z pandemią
W związku ze spodziewaną piątą falą zachorowań wiele osób spodziewało się dodatkowych kroków w walce z pandemią pixabay.com
Udostępnij:
Lekarze spodziewają się dużego wzrostu zachorowań w związku z Omikronem. Domagają się dodatkowych działań w walce z pandemią, szczególnie w kierunku szczepień. Rząd nie ogłosił nowych restrykcji, ale zapowiedział możliwość zwiększenia liczby łóżek dla pacjentów covidowych w szpitalach. W Sejmie jest też projekt ustawy o weryfikacji zaszczepionych pracowników, ale wiele środowisk go nie popiera. Czy poradzimy sobie z kolejną falą pandemii?
Promocja Dziennika Bałtyckiego

Szczepienia przeciwko koronawirusowi mają sens. Widać to jak na dłoni w gdańskiej przychodni, którą kieruje lekarz Andrzej Zapaśnik. Placówka ma pod opieką około 10 tys. pacjentów. Obecnie zaszczepionych jest około 80 proc. z nich. Jeśli do tego dodać osoby, które przeszły zakażenie, to procent osób uodpornionych na COVID-19 jest jeszcze wyższy. Wśród pacjentów liczba chorych w grudniu 2021 r., w szczycie czwartej fali zakażeń, była o połowę mniejsza w porównaniu do sytuacji z kwietnia, podczas trzeciej fali, gdy akcja szczepień dopiero ruszała. Wśród podopiecznych przychodni zmniejszyła się też wielokrotnie liczba zgonów z powodu COVID-19. W grudniu odnotowano jedną taką śmierć. Umarła osoba niezaszczepiona, która z powodu przeciwwskazań nie mogła przyjąć szczepionki. W czasie wiosennej fali zachorowań umarło na COVID-19 kilkunastu pacjentów zadeklarowanych do przychodni.

Tyle zgonów rocznie nie było od II wojny

Słowa lekarza powinni wziąć sobie do serca ci, którzy jeszcze się nie zaszczepili. I to tym bardziej, że jesteśmy w przededniu piątej fali zachorowań, w której dominującą rolę odegra Omikron, nowy i bardziej zakaźny wariant koronawirusa. Już teraz oddziały covidowe w szpitalach pękają w szwach. Duży przyrost liczby zakażonych może doprowadzić do tego, że trzeba będzie przygotować więcej łóżek dla pacjentów covidowych kosztem osób z innymi schorzeniami. Większa zakaźność Omikronu, ale też utrudniony dostęp do szpitali innych pacjentów mogą doprowadzić do jeszcze większej śmiertelności. A już ubiegły rok był pod tym względem tragiczny. Umarło ponad pół miliona osób, co jest najgorszym wynikiem od czasów II wojny światowej. W 2020 r. zgonów było ok. 480 tys., a w 2019 - 409 tys. Tylko z powodu COVID-19 w ub.r. umarło 68,5 tys. osób, czyli ponad dwa razy więcej niż w roku poprzednim. Dlatego lekarze rekomendują pilne wprowadzenie dodatkowych działań w ramach walki z pandemią.

- Jesteśmy w takim punkcie, że nie możemy sobie pozwolić na bezczynność. Codziennie umiera w Polsce tyle osób, ile ginie w kilku katastrofach samolotowych. Może to porównanie przemówi do wyobraźni niezaszczepionych, ale i rządzących - mówi lekarz Andrzej Zapaśnik. - Gdy na przykład w sklepie widzę osobę, która robi zakupy bez maseczki, to mimo że jestem zaszczepiony trzema dawkami, nie czuję się bezpiecznie. Uważam, że większa część naszego społeczeństwa ma podobne odczucia. Trzeba coś z tym zrobić. Mam wrażenie, że rządzący nawet chcieliby wprowadzić dodatkowe rozwiązania, o czym mówił m.in. pan Jarosław Kaczyński, ale tego nie robią. Nie wiem, dlaczego. Być może jakaś wpływowa grupa polityków Zjednoczonej Prawicy grozi, że nie poprze rządu, jeżeli ten zechce wprowadzić dodatkowe obostrzenia. Czuję, że wszyscy jesteśmy w klinczu - dodaje Andrzej Zapaśnik.

Według niego absolutnym minimum powinno być egzekwowanie noszenia maseczek. A obowiązek szczepień powinien dotyczyć nie tylko medyków, ale też wszystkich służb, które mają dłuższy kontakt z innymi osobami. Należy go rozważyć m.in. w przypadku nauczycieli i funkcjonariuszy mundurowych.

- Może warto wziąć pod uwagę również inne rozwiązania, w tym ograniczenie dostępu do świadczeń socjalnych dla osób niezaszczepionych? Na przykład osoba niezaszczepiona mogłaby dostawać zasiłek chorobowy w wysokości niższej niż 80 proc. pensji. Wachlarz możliwości jest bardzo szeroki - twierdzi Andrzej Zapaśnik.

Omikron jest, decyzji wciąż nie ma

W związku ze spodziewaną piątą falą zachorowań wiele osób spodziewało się dodatkowych kroków w walce z pandemią. Ale rząd podchodzi do tego z dużą ostrożnością. Obecnie obowiązują te restrykcje, które zostały wprowadzone w grudniu - m.in. restauracje, bary i hotele mogą być wypełnione maksymalnie w 30 proc. To dotyczy również kin, teatrów, obiektów sportowych i sakralnych. Limity nie dotyczą zaszczepionych.

W okresie świątecznym (do 9 stycznia) obowiązuje nauka zdalna. Rząd jej nie przedłużył. Nie planuje też zmian w terminie ferii. Zapowiada za to obowiązek szczepień wśród medyków. Ma on obowiązywać najpóźniej od marca.

Minister zdrowia Adam Niedzielski, choć obawia się piątej fali pandemii, to na razie nie bije na alarm. Styczniowy wzrost liczby zakażeń ocenił jako „przejściową sytuację spowodowaną m.in. okresem świątecznym i wzrostem liczby wykonywanych testów”.

- Jeżeli mielibyśmy argumenty, które mówią o tym, że doszło do zmiany trendu - a ta rzeczywistość bywa dynamiczna - to oczywiście decyzje o kolejnych zaostrzeniach będą podejmowane. Na tę chwilę takich decyzji nie ma - powiedział szef resortu zdrowia w środę (5 stycznia) na konferencji prasowej.

Jednocześnie przyznał, że Omikron jest zdecydowanie bardziej zakaźny, co potwierdzają badania w innych krajach.

- Dlatego systematycznie przygotowujemy się do uderzenia Omikronu - stwierdził szef resortu zdrowia.

Co to dokładnie znaczy? Pierwszy plan rządu zakłada zwiększenie liczby łóżek covidowych w szpitalach do 40 tys. (obecnie jest ich około 20 tys.). Według drugiego planu ta liczba miałaby wzrosnąć do 60 tys. łóżek. To już jest poziom, jak mówił Adam Niedzielski, katastroficzny, oznaczający ogromny kryzys w szpitalach.

Wirusolog: To czekanie na pożar

Profesor Krystyna Bieńkowska-Szewczyk, wirusolog z Uniwersytetu Gdańskiego, krytycznie ocenia rząd, jeśli chodzi o walkę z pandemią.

- Tworzenie w szpitalach kolejnych łóżek dla pacjentów covidowych oznacza, że trzeba je zabrać innym chorym. To wiąże się też ze zwiększeniem liczby personelu medycznego. A o ile wiem, to przez dwa lata pandemii nie uruchomiono żadnych programów kształcenia lekarzy zakaźników w akademiach medycznych. Przecież nie sklonujemy lekarzy i nie powiększymy w czarodziejski sposób szpitali. Oczywiście, szpitale tymczasowe pełnią tu ważną rolę wspomagającą, ale one też mają swoje ograniczenia i całkowicie nie rozwiążą problemu - mówi prof. Krystyna Bieńkowska-Szewczyk.

Według niej fala Omikronu nie ominie Polski. Ale jest nadzieja, że wielu pacjentów przejdzie zakażenie tym wariantem łagodnie. Wielu to nie znaczy, że wszyscy. Jeśli zakażeń będzie nieporównywalnie więcej, to statystycznie można się spodziewać, że część z nich będzie miała jednak ciężki przebieg.

- To tak, jakbyśmy czekali aż się rozprzestrzeni wielki pożar i dopiero wtedy zaczęli działać. Nikt nie ma wątpliwości, że fala Omikronu do nas wpłynie. To, o czym mówił minister zdrowia, według mnie, nie jest żadną strategią walki z kolejną falą pandemii - twierdzi prof. Krystyna Bieńkowska-Szewczyk.

Żadnych więcej lockdownów

Brak kolejnych obostrzeń z satysfakcją przyjmuje branża gastronomiczna, jedna z najbardziej dotkniętych przez lockdowny. Z danych Izby Gospodarczej Gastronomii Polskiej wynika, że w czasie zamrożenia gospodarki pracę straciło około 200 tys. pracowników tego sektora. Właściciele restauracji musieli ciąć zatrudnienie, część pracowników sama odeszła z branży w poszukiwaniu bardziej stabilnego zatrudnienia.

- Przedsiębiorcy gastronomiczni byli już zamknięci przez dziewięć miesięcy i nie mogą sobie pozwolić na żadne kolejne lockdowny. Wielu z nich ma teraz zajmowane konta przez komorników, banki nie chcą udzielać im kredytów, brakuje im pracowników. Ograniczenia funkcjonowania gospodarki nic pozytywnego nie przyniosły. Rząd daje sygnały, że nie chce wprowadzać kolejnego lockdownu. A te ograniczenia, które wprowadził, były raczej wymuszone przez Radę Medyczną i wynikały z paniki samych lekarzy. Faktem jest to, że umiera dużo więcej osób, ale to jest głównie efekt niewydolności służby zdrowia. Przez zamknięcie czy ograniczenie działalności m.in. restauracji system ochrony zdrowia nie ulegnie poprawie - mówi Sławomir Grzyb, sekretarz generalny zarządu Izby Gospodarczej Gastronomii Polskiej.

Analizy IGGP wskazują, że tylko w 2020 roku sektor gastronomiczny mógł stracić 30 mld zł. Restauratorzy w ramach pozwu zbiorowego pozwali już Skarb Państwa na 211 mln zł.

Związek Polskich Pracodawców Handlu i Usług również nie wyobraża sobie następnego lockdownu.

„Byliśmy zamknięci przez blisko pół roku i wciąż odrabiamy straty. Ponowne zamknięcie oznaczałoby ogromne straty dla polskich przedsiębiorców. Reżim sanitarny, limity wejść, edukacja konsumentów, egzekwowanie obostrzeń - to wszystko w naszym przekonaniu powoduje, że nie ma konieczności wprowadzania kolejnego lockdownu” - napisał Związek Polskich Pracodawców Handlu i Usług, który zrzesza ponad 150 firm, zatrudniających ponad 200 tysięcy pracowników.

Wirusolog prof. Krystyna Bieńkowska-Szewczyk również jest przeciwniczką twardego lockdownu, polegającego na zamykaniu niektórych branż.

- To jest absolutna ostateczność. Powinniśmy wprowadzić to rozwiązanie, które stosują inne państwa, a więc egzekwowanie świadectw szczepień. Jeśli byłby dostęp do pewnych zawodów i pewnych miejsc tylko dla osób zaszczepionych, to ograniczyłoby to rozprzestrzenianie się epidemii. Poza samymi szczepieniami to dziś najlepszy środek zapobiegawczy - twierdzi.

Profesor jest też za przepisami, które umożliwiłyby pracodawcom sprawdzanie, czy ich pracownicy są zaszczepieni. Choć, jak nam mówi, być może nie wszędzie to rozwiązanie można byłoby zastosować.

Kto chce, a kto nie chce weryfikacji szczepień?

Projekt dotyczący m.in. weryfikacji szczepień w grudniu wpłynął do Sejmu. Jego autorami są posłowie PiS, głównym promotorem poseł Czesław Hoc. Propozycja zakłada, że pracodawcy mogliby zażądać od osób zatrudnionych pokazania ważnego testu w kierunku COVID-19, a w przypadku jego braku - informacji o przebytej infekcji lub informacji o zaszczepieniu się. Ta zasada ma dotyczyć zarówno pracowników, jak i osób wykonujących zadania na podstawie umów cywilnoprawnych. Przepisy podobają się części pracodawców, choć mówią oni o konieczności wprowadzenia wielu doprecyzowań.

- To krok w dobrym kierunku. Od dawna apelowaliśmy o wprowadzenie takich rozwiązań. Zastrzeżenia budzą m.in. ograniczone możliwości pracodawców w przypadku odmowy przedstawienia przez pracownika wyniku testu czy dowodu zaszczepienia. Oczekujemy też rozwiązania umożliwiającego, oczywiście w ostateczności, wyłączenie pracownika z możliwości świadczenia pracy, co niosłoby za sobą skutki dla wynagrodzenia. Mówimy tu o sytuacji, gdy nie ma możliwości wskazania innego miejsca pracy - wyjaśnia Robert Lisicki, dyrektor Departamentu Pracy Konfederacji Lewiatan.

Przeciwnikami propozycji jest m.in. Izba Gospodarcza Gastronomii Polskiej. Organizacja wskazuje, że projekt kłóci się z ustawą o ochronie danych osobowych. Za odrzuceniem przepisów jest też Stowarzyszenie Nauczycieli i Pracowników Oświaty „Nauczyciele dla Wolności”.

- 20 proc. nauczycieli się nie zaszczepiło - to 70 tys. ludzi. Czy myślicie, że złamiecie tych ludzi? A jeśli się nie zaszczepią, to kto ich zastąpi? Projekt ustawy bazuje na wątpliwych medycznie i prawnie filarach. Nauczyciele zaszczepieni też chorują i zakażają - mówiła w Sejmie Bogusława Cesarz ze stowarzyszenia Nauczyciele dla Wolności podczas wysłuchania publicznego projektu ustawy.

Z kolei przedstawiciele stowarzyszenia Głos Wolności uważają, że jeśli przepisy wejdą w życie, to pracownicy będą na potęgę pozywać pracodawców.

- Ustawa pogarsza sytuację pracowników, bo wprowadza przymus stosowania praktyk medycznych, które są dobrowolne. Narusza też zasadę ochrony trwałości stosunku pracy poprzez wprowadzenie możliwości zmiany miejsca i rodzaju wykonywanej pracy. Pracownicy - w świetle proponowanych zapisów - nie będą ponosić kosztów testowania, ale już pracodawca być może będzie musiał za nie zapłacić, jeśli państwo nie zapewni darmowych testów - twierdzi radca prawny Izabela Stefańska-Nogal ze stowarzyszenia Głos Wolności.

Wirus jest przecież ponadpartyjny

Projekt ustawy ma poparcie Ministerstwa Zdrowia. Ale już w całej Zjednoczonej Prawicy nie ma co do niego jednomyślności. Ryszard Terlecki z PiS poinformował, że nie będzie dyscypliny partyjnej podczas głosowania nad tym projektem. Podobnie ma być w Solidarnej Polsce.

- Są osoby, które z dużym dystansem podchodzą do tej ustawy, są krytyczne wobec tych rozwiązań. I są osoby, które wspierają te rozwiązania. Wszystko będzie zależeć od ich ostatecznego kształtu - mówił na antenie RMF FM Michał Woś, wiceminister sprawiedliwości i poseł Solidarnej Polski.

Jest prawdopodobne, że projekt uzyska poparcie posłów opozycji. Promotor ustawy poseł Czesław Hoc dowcipkował, że wirus jest przecież ponadpartyjny. Mimo wszystko na rozdrożu wydaje się być prezydent Andrzej Duda.

- Trzeba się pochylić i zrozumieć to, że osoby, które nie chcą się poddać szczepieniu, obawiają się i mają wątpliwości. Z drugiej strony, to nie jest tylko kwestia bezpieczeństwa tych osób, ale także ich najbliższych, innych osób, choćby na terenie zakładu pracy - powiedział na jednej z anten telewizyjnych prezydent. Na pytanie, czy podpisze ustawę, odpowiedział: „to bardzo trudna decyzja”.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Rosjanie atakują swoich

Wideo

Materiał oryginalny: Nadciąga groźny wariant Omikron. Czy damy mu radę? - Dziennik Bałtycki

Komentarze 1

Komentowanie zostało tymczasowo wyłączone.

Podaj powód zgłoszenia

A
Andrzej Nieznajomy
A kto przywiózł to świństwo do naszego kraju? Oczywiście, że osoba zaszczepiona! Dlaczego o tym nie pisze się?
Przejdź na stronę główną Gazeta Wrocławska
Dodaj ogłoszenie