Żużel: Co dalej z Betardem?

Wojciech Koerber
Wbrew pozorom Marek Cieślak nie głowi się jeszcze nad składem WTS-u. Albo tak tylko mówi
Wbrew pozorom Marek Cieślak nie głowi się jeszcze nad składem WTS-u. Albo tak tylko mówi Tomasz Hołod
Co słychać? - Cicho wszędzie, głucho wszędzie, co to będzie, co to będzie - żartował sobie wczoraj trener Marek Cieślak, pytany o najbliższą przyszłość swoją i Betardu. Zresztą, czym ma się selekcjoner biało-czerwonych martwić? W poniedziałek on, a także jego złota drużyna - bez chorego Jarosława Hampela - wypili w stolicy kawę z ministrem Adamem Gierszem. No i nagrody też były.

- Ja dostałem 4600 zł. Zawodnicy? A oni mniej tym razem. Nareszcie jeden jest mądrzejszy niż cała kompania - znów sobie szkoleniowiec dworował. Do klubowego tematu trzeba już jednak podejść na poważnie, bo to ważny okres dla przyszłości WTS-u. Czy szefowa, Krystyna Kloc, prosiła trenera o przygotowanie personalnego biznesplanu, który mieściłby się w widełkach kalkulowanej średniej meczowej (34-44 pkt)?

- Nie mogło być takich rozmów. Co ja będę przygotowywał plany, jak nie wiadomo, kto zespół poprowadzi. Ale jedno wiadomo. Nasz obecny skład mieści się w KSM-ie. Nawet z Crumpem. W sumie zbierają się 43 punkty. Niecałe - wyjaśnia Cieślak, który per "nasi" wypowiadał się też ostatnio o... zawodnikach Włókniarza. Był z nimi na meczu barażowym w Gdańsku i pomagał też częstochowianom podczas sobotniego treningu. Gdy w niedzielę przyznał przed kamerą TVP Sport, że "na takim torze nasi zawodnicy potrafią jechać", sam się rozbawił własnym przejęzyczeniem. - No przecież ja mieszkam tu za płotem. Zawsze miałem i będę miał Włókniarza w sercu - wyjaśniał.

Dodajmy, że ta pomoc nie była samozwańcza. - Mało tego. Pan prezes Maślanka dzwonił do pani Krysi i pytał, czy mogę pomóc. A pani prezes uznała, że nie widzi przeszkód, jeśli nie koliduje to z interesem WTS-u - zaznacza coach. Z WTS-em umowa wygasa mu z końcem października. Przedłuży?

- Pani Krysia dzwoniła, że chce się spotkać, lecz jednocześnie nadmieniła, iż nie zabrania mi rozmawiać z innymi klubami. A ja na pewno - ze względu na klub, na te 10 lat i szczególnie na firmę Betard - postąpię jak należy. Oni pierwsi będą wiedzieć, jeśli coś się wydarzy. A na razie kontakt z zespołem trochę się urwał, każdy gdzieś coś sobie robi. Czuję, że wszyscy są zmęczeni i każdy chce złapać trochę powietrza. No i wszyscy czekają na rozliczenie się z klubem. Trudno rozmawiać o przyszłości, jeśli są zaległości. I to samo dotyczy mnie. Wszyscy jesteśmy w tej samej pozycji. W rozkroku - obrazuje temat Cieślak.

A my możemy sobie nieco pospekulować. Postanowiliśmy to zrobić wspólnie z red. Januszem Kołodziejem z TVP Wrocław, który w kończącym się sezonie pokonał za żużlowcami Betardu tysiące kilometrów. Swoje wie i kilka ciekawych przemyśleń ma.

- Oczywiście, wszystko zależy od uregulowania należności, natomiast najważniejsze jest zatrzymanie Maćka Janowskiego. On ewidentnie deklaruje chęć pozostania, nawet - jak powiedział - do końca kariery. To winien być podstawowy zawodnik. Czy bić się o Bjerrego, czy brać w zamian np. Lindgrena, kwestia do dyskusji. A ja tu bym widział Grześka Zengotę. Młody, inteligentny i przyjaciel Maćka. To dobry jeździec, zatem po słabszym sezonie - pierwszym w gronie seniorów - kolejny będzie lepszy. Tak sądzę - zauważa red. Kołodziej.
Według nas istnieje duże prawdopodobieństwo, że nową wrocławską ekipę zechcą szefowie sprzedać jako drużynę swojaków. - Rozmawiałem ostatnio z Robertem Miśkowiakiem. No więc Misiek chętnie by wrócił, lecz boi się, że nie podoła. Absolutnie rozczarowaniem był Daniel Jeleniewski, ale szykuje się dla niego rozwiązanie. O ile Lublin pokona rybniczan w barażu o I ligę (u siebie wygrał 51:39, wczoraj wieczorem był rewanż - WoK). Wtedy Jeleń mógłby wrócić do Lublina i jako gwiazda próbować odbudowywać dawny Motor. A poza wszystkim drużynę trzeba bezwzględnie utrzymać, z jazdy bez wątpienia zasłużyła na srebro. Byłem m.in. w Tarnowie, gdzie poległa dwoma oczkami, bo zabrakło Bjerrego. To m.in. sprawiło, że nie ma medalu - diagnozuje dziennikarz.

Ma też red. Kołodziej kilka spostrzeżeń wynikających z bazy logistycznej i stosunków międzyludzkich. - Po rozmowach z zawodnikami wiem, że Wrocław jest atrakcyjny choćby z powodu budowy nowego lotniska. Oni biorą to pod uwagę. Crump? Nie sądzę, by przekupili go Toruń i Karkosik. Tam przecież gwiazdą jest znienawidzony przez Jasona Sullivan. Dla mnie to prosta sprawa. Świ-derski? Największy pechowiec. W sobotę bierze ślub, pojawi się rodzina, z pewnością będzie swoich punktów solidnie szukał, i to na różnych frontach. Drugi polski junior? Wszystkie pieniądze w Malitowskiego. Właśnie Świder mówił mi, że na treningach coraz częściej jest Patryk trudny do wyprzedzenia - tyle Janusz Kołodziej. Wrocławski, nie leszczyński.

A co do zagranicznych juniorów, całkowita z nich rezygnacja niekoniecznie jest dobrym rozwiązaniem. Czy tacy Janowski, Pawlicki i Mroczka nie jeżdżą czasem w ligach szwedzkiej i angielskiej? No właśnie, jeżdżą. Też się tam uczą, też zarabiają.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie